Hurtowe ilości książek naukowych i popularnonaukowych są zamawiane w niemieckich antykwariatach, żeby trenować na nich modele językowe sztucznej inteligencji. Po zeskanowaniu egzemplarze są utylizowane.
– Niektórzy koledzy odnotowali wzrost sprzedaży nawet o 50 000 euro w ciągu zaledwie kilku tygodni – opowiadał Markus Brandis, antykwariusz, doktor historii sztuki, specjalista zajmujący się działem książek i autografów w domu aukcyjnym Bassenge. Wywiad z nim przeprowadził Marc Reichwein z „Die Welt”.
W rozmowie Markus Brandis szczegółowo wyjaśnił, na czym polega proceder: książki identyfikowane są po numerze ISBN. To skrót od International Standard Book Number (Międzynarodowy Znormalizowany Numer Książki) – jest on unikalny dla każdej publikacji. Numery ISBN są nadawane od 1966 roku. Zakupów w antykwariatach dokonują boty, co pozwala kupić każdą publikację dokładnie jeden raz.
Żeby książki okazały się przydatne dla gigantów technologii, trzeba je oskalpować – po odcięciu grzbietu i okładek zostają same zadrukowane kartki, który można wrzucić do skanerów. Wszystko jest zmechanizowane. Po całej procedurze resztki publikacji można tylko zutylizować, bo książka uległa już zniszczeniu.
Na szczęście poza zainteresowaniem korporacji AI znajdują się bezcenne unikaty – książki starsze niż 1966 rok, a więc nieposiadające numerów ISBN. Publikacje, które nie są już chronione autorskimi prawami majątkowymi, zostały dawno zeskanowane i są dostępne w sieci, więc nie ma potrzeby poszukiwania oryginałów. Jednocześnie warto podkreślić, że były one skanowane z szacunkiem dla praw autorskich, co jest przeciwieństwem wykorzystywania treści książek do szkolenia modeli językowych. Korporacje już wcześniej trenowały generatywną sztuczną inteligencję na spiraconych treściach.
Markus Brandis wyjaśnił, że z punktu widzenia antykwariusza niszczone książki nie mają dużej wartości, ponieważ to np. jeden egzemplarz z dziesięciotysięcznego nakładu. Jego cena to często zaledwie kilka euro. Antykwariusz podkreślił, że ta niespotykana skala zniszczeń ma w sobie coś z barbarzyństwa i przypomniał słynne słowa Heinricha Heinego: „Tam, gdzie pali się książki, w końcu pali się też ludzi”, ale zaznaczył, że kluczowe nie jest samo fizyczne utylizowanie konkretnych egzemplarzy, a masowa kradzież treści książek na potrzeby trenowania modeli językowych i generatywnej sztucznej inteligencji.
W podsumowaniu wywiadu znajdziemy przypomnienie, że nie należy nie doceniać tanich książek, ponieważ jeśli kiedyś stracimy dostęp do elektryczności, to wraz z nią przepadnie treść wszystkich ebooków. Papierowe wydania, nawet tanie, zasługują na nasz szacunek.
Anna Tess Gołębiowska
Czytaj też: George R.R. Martin i inni pisarze kontra OpenAI. Przełom w sprawie
Czytaj też: George R.R. Martin, John Grisham i inni pozywają OpenAI. Czy ChatGPT spiracił ich książki?
Czytaj też: Audiobook bez lektorki, zrealizowany przy użyciu AI. Decyzję podjęto za plecami autorki
Czytaj też: Na Amazonie sprzedawano książki AI podszywającego się pod Jane Friedman. Pod jej nazwiskiem!
Czytaj też: Jest zapowiedź wywiadu bota z martwym Stanisławem Lemem. Wojciech Orliński komentuje
Czytaj też: Wykreowana z pomocą AI Agatha Christie prowadzi kurs pisania w BBC Maestro




