Prawie dziesięcioletnia przygoda rozgrywająca się w Hawkins dobiegła niedawno końca. Niezależnie od tego, czy już tęsknicie za przygodami Jedenastki i reszty ekipy, czy może finał “Stranger Things” solidnie Was rozczarował, może będziecie chcieli sprawdzić inne teksty kultury utrzymane w podobnym klimacie. Oto kilka naszych propozycji.
E.T. (1982, reż. Steven Spielberg)
“Stranger Things” to list miłosny do popkultury lat 80. XX wieku, a nie było wówczas głośniejszych nazwisk zajmujących się Kinem Nowej Przygody, niż Steven Spielberg i George Lucas. Panowie tworzyli wysokobudżetowe produkcje, które porywały przygodą dzieci i ich rodziców i na kilkadziesiąt minut pozwalały zapomnieć o trudach dorosłości. “Gwiezdne wojny”, przygody Indiany Jonesa, tytuły wymieniać można długo. Dziś jednak zwracamy uwagę na “E.T.”, czyli kolejne podejście Spielberga (po “Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”) do tematu kosmitów – tym razem w wydaniu familijnym. Dziecięcy bohaterowie, siła przyjaźni, spotkanie z nieznanym (i oswojenie go), a na dodatek sporo humoru i ikoniczna sekwencja ucieczki na BMX-ach – “E.T.” to klasyka, która od momentu premiery nie zestarzała się ani o jotę. Magia wciąż działa!
Goonies (1985, reż. Richard Donner)
W latach 70. XX wieku Richard Donner udowodnił, że człowiek może latać, tworząc pierwszą wysokobudżetową adpatację komiksu o Supermanie. W kolejnej dekadzie zwrócił się ku policyjnej komedii kumpelskiej (seria “Zabójcza broń”), ale miał też czas ożywić piracki mit. Pomógł mu w tym nie kto inny, a Chris Columbus, specjalista od kina familijnego, który najpierw pokazał dwóm pechowym złodziejom, gdzie raki zimują (seria “Kevin sam w domu”), a potem ożywił na wielkim ekranie magiczny świat z powieści J.K. Rowling, reżyserując dwie pierwsze części sagi o Harrym Potterze. W “Goonies” kolejny raz mamy wszystko, za co pokochaliśmy “Stranger Things” – paczkę przyjaciół, zew przygody i tajemnicę do odkrycia. Może mniej tu horrorowego klimatu znanego z produkcji Netflixa (ale i takie propozycje znajdą się na tej liście), ale dla wielu to jeden z najlepszych filmów familijnych, który dziś ma status dzieła kultowego – potwierdza to zresztą kolekcjonerski zestaw LEGO, który na licencji filmu pojawił się w zeszłym roku na sklepowych półkach.
Super 8 (2011, reż. J.J. Abrams)
Nie tylko bracia Duffer czerpali garściami z kina Spielberga i Lucasa. Jednym z najbardziej znanych epigonów ich przygodowych dokonań, który z czasem stał się współtwórcą reanimacji Gwiezdnej Sagi, jest J.J. Abrams. Twórca ma w CV między innymi serial “Lost. Zagubieni”, a także filmy takie jak “Mission: Impossible 3”, dwie części kinowego “Star Treka” czy “Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy”. Pomiędzy tymi wysokobudżetowymi projektami reżyser znalazł miejsce na stworzenie projektu bliskiego sercu. “Super 8” to opowieść o grupie dzieciaków, która jest świadkami katastrofy kolejowej – jednak żadne z nich nie podejrzewa, że to tylko początek tajemniczych zdarzeń, które dotkną ich rodzinne miasteczko. Niektórzy twierdzą, że to bardziej spielbergowski film, niż te, które kręci sam Spielberg – jeśli to nie jest odpowiednia rekomendacja, to nie wiem, co może Was przekonać.
Super Dark Times (2017, reż. Kevin Phillips)
Najmroczniejsza pozycja na liście (zgodnie z tytułem), ale skoro przygoda ze “Stranger Things” trwała prawie dekadę, to wierzę, że część widzów w tym czasie dojrzała do nieco poważniejszego kina. Tym razem akcja rozgrywa się w latach 90. XX wieku, a nostalgiczna pocztówka z przeszłości (włóczenie się po małym miasteczku z kumplem u boku, rozmowy o filmach, komiksach i dziewczynach), którą zaczyna się dzieło Phillipsa, nagle zmienia się w mroczną i poważną opowieść z dreszczykiem. Finalnie to nie tylko opowieść o “czasach, gdy życie było prostsze”, ale też o końcu niewinności – nagłym, wstrząsającym, zmieniającym wszystko i nie pozwalającym na powrót do tego, co było.
Paper Girls (2016–2019, scen. Brian K. Vaughn, rys. Cliff Chiang)
Osadzony w latach 80. komiks, którego głównymi bohaterkami są “gazetówki” – dziewczyny rozwożące na rowerach poranne gazety. Akcja zaczyna się w Halloween, a na scenie szybko pojawiają się podróże w czasie, tajemnicza sekta, a nawet… dinozaury. To kolejny list miłosny do popkultury lat 80. XX wieku – scenarzysta, urodzony w 1976 roku, musiał jako dziecko jarać się tym, czym żyły wtedy dzieciaki: wymienionymi już dziełami Lucasa i Spielberga, ale też “Powrotem do przyszłości” czy “Pogromcami duchów”. I te dziecięce fascynacje są zgrabnie uchwycone w “Paper Girls”, a jednocześnie nie sprawiają wrażenia kalki znanych motywów. Z pewnością pomogło obsadzenie w rolach głównych kilku charakternych dziewczyn, dla kontrastu z wcześniej wymienionymi tytułami, gdzie dominowała męska obsada. Na podstawie komiksu (wydanego po polsku przez Non Stop Comics w 6 tomach) powstał serial telewizyjny, ale radzę omijać go szerokim łukiem.

Gideon Falls (2018–2020, scen. Jeff Lemire, rys. Andrea Sorrentino)
Kolejna zdecydowanie mroczniejsza pozycja na liście i jako jedyna nie opowiadająca o dzieciach. Dlaczego więc warto się nią zainteresować po seansie “Stranger Things”? W serialu braci Duffer poza grupą lubianych bohaterów i nostalgią za latami 80. dostaliśmy też trochę solidnego horroru, który reprezentowały potwory z Drugiej Strony. Komiks “Gideon Falls” ma swoją wersję takiej mrocznej strefy – Czarną Stodołę. Gdy małe miasteczko nęka fala tajemniczych morderstw, nowy ksiądz będzie musiał rozwiązać demoniczną tajemnicę miejsca, w którym od niedawna przyszło mu pełnić posługę duszpasterską. Lemire zgrabnie łączy kryminał i horror, zadając ciekawe pytania na temat ludzkiej natury. Największy niepokój budzą jednak wspaniałe rysunki Sorrentino – odważne rozwiązania formalne idą tu w parze z toną klimatu, który wywołuje dreszcz na plecach. Komiks na polskim rynku wydało wydawnictwo Mucha Comics (dostępne zarówno w jednym opasłym tomie zbiorczym, jak również w sześciu pojedynczych albumach).

Przygotował Jan Sławiński




