Ciekawostki

5 kontrowersyjnych powieści wartych przeczytania

Czym byłaby sztuka bez nutki kontrowersji. Ze wszystkich jej dziedzin, to literatura ma najbogatszą historię skandalicznych treści. Jednak szokowanie dla samego szokowania to jedno, ale nasuwa się pytanie – czy warto poświęcić takim tytułom swój czas?

Kontrowersyjne książki to temat stary jak świat. Wystarczyło, że autor napisał powieść wypełnioną wulgarnym językiem, rasistowskimi uwagami, przemocą, ostrą erotyką lub skrajnymi poglądami politycznymi, a stróże moralności bili w dzwony i próbowali zakazać jej dystrybucji lub potępić twórcę. A wszyscy możemy się zgodzić, że nie ma nic ważniejszego od wolności wypowiedzi w sztuce. Jej wszelkie skrępowanie jest jak kołek w serce – unicestwia ogromne możliwości do wyrażania tego, co dany autor skrywa w sobie. Historia literatury zna przykłady zwykłych kabotynów, którzy nie wykazali się żadnym talentem poza próbą zaszokowania czytelników, lecz na szczęście odnajdziemy też całą masę autorów, którzy nie przejmowali się tym, czy ich powieść wywoła obyczajowy skandal, bo wiedzieli, że mają do powiedzenia coś więcej i ich głos ostatecznie przezwycięży rozhisteryzowanych krytykantów. Oto paru z nich.

Każda tego typu lista nie może obejść się bez „Lolity” Vladimira Nabokova, która po raz pierwszy ukazała się w 1955 roku. Napisana w języku angielskim przez rosyjskiego emigranta opowiadała o zakazanej, seksualnej obsesji dorosłego mężczyzny na punkcie dwunastoletniej dziewczynki. Co więcej, jej narrator, Humbert Humbert, był wyjątkowo sprytnym i cynicznym drapieżcą, gotowym zrobić wszystko, aby złowić w swoje sidła dziewczynkę o imieniu Dolores. Jak można się domyśleć, większość pierwszych recenzji nie pozostawiła suchej nitki na powieści. John Gordon z London Express grzmiał, że jest to „najbardziej odpychająca książka, jaką przeczytał w swoim życiu. Czysta, niepohamowana pornografia”. Jednak już pierwsze zaznajomienie się z prozą autora ukazuje, że jest nie tylko napisana wspaniałym i niezmiernie bogatym językiem, ale przepełniona jest także niezliczoną ilością aluzji do innych dzieł, literackich pastiszów oraz gier słownych, wynoszących ją ponad standardowe opowieści o łamiącej tabu miłości.

Arcydzieło Nabokova za sprawą jego wysmakowanych sztuczek lingwistycznych dobrze maskuje bulwersującą treść. Lecz tego samego nie możemy powiedzieć o „Historii oka” Georgesa Bataille’a, szanowanego pracownika paryskiej Biblioteki Narodowej, który pod pseudonimem „Lord Auch” (Pan Sraczy) opublikował w 1928 utwór tak perwersyjny, że nawet dziś może zadziwić swoimi opisami bezeceństw. Historia opisuje seksualne wyczyny pary nastoletnich kochanków. Ich fetysze nie znają granic – kochają się obok trupa, dziewczyna stymuluje się m.in. za pomocą ciepłego jajka oraz masturbuje młodego księdza, by następnie go zabić. To bezpardonowe połączenie motywu miłości i śmierci zostało jednak napisane wytwornym językiem i za pomocą metafor porusza dość głębokie zagadnienia na temat natury ludzkiej. „Historia oka” jest bez wątpienia jednym z najciekawszych przykładów literatury transgresji, która mimo swojej szokującej powłoki poraża poetycką siłą.

Innym przykładem powieściowej transgresji jest „American Psycho” Breta Eastona Ellisa z 1991 roku. To był prawdziwy skandal. W Niemczech uznano książkę za zbyt szkodliwą dla osób nieletnich, co przyczyniło się do ograniczonej sprzedaży w drugiej połowie lat 90.. W Australii oraz Nowej Zelandii do dziś można ją kupić dopiero po ukończeniu 18 lat. Była inspiracją dla kanadyjskiego seryjnego gwałciciela i mordercy Paula Bernardo. Co tak szokuje? Opisy scen seksu, tortur oraz morderstw są w powieści Ellisa doprawdy mocne i mogą okazać się zbyt ciężkie dla osób o wrażliwych nerwach. Jej akcja dzieje się w latach 80. i opowiada o młodym nowojorskim yuppie, Patricku Batemanie, który nienawidzi kobiet, gardzi bezdomnymi, wypełnia swoje życie pustymi rytuałami i, co najważniejsze, uwielbia zabijać. Coś, co na papierze wydaje się tanią próbą wywołania sensacji za pomocą przesadzonej do granic możliwości przemocy, okazuje się tak naprawdę bardzo udaną satyrą Ameryki topiącej się w konsumenckim oceanie, która rodzi bezduszne maszyny sukcesu, jak Bateman. Autor zaciera granice między fantazją a rzeczywistością, co intrygująco gmatwa sam odbiór. Jego makabryczny humor nie trafi do każdego, ale jedno jest pewne – to niezwykła powieść.

Niemniej mocna, a nawet bardziej niepokojąca jest „Kraksa” Jamesa Grahama Ballarda z 1973 roku. Opowiada o bohaterach, którzy odkrywają w sobie nowy fetysz, polegający na osiąganiu ogromnego podniecenia seksualnego w trakcie wypadków samochodowych. Tuż po premierze książki, brytyjski autor został oskarżony o szerzenie skrajnej pornografii i wielu krytyków oraz czytelników sugerowało mu leczenie psychiatryczne. Dewiacja, którą Ballard zawarł w „Kraksie” to symforofilia, polegająca na przeżywaniu w wyobraźni różnego rodzaju katastrof, w których cierpią i giną ludzie, co wywołuje satysfakcję seksualną. Jest to bez wątpienia trudna książka, napisana w bardzo suchym tonie, co może na początku odrzucać. Jednak jej szokujące scalenie seksu z czterokołowcami stawia intrygujące i wciąż aktualne pytania na temat tego, jak bardzo technologia wkracza w nasze życie i już w latach 70. wydawało się wyjątkowo profetyczne, gdy weźmiemy pod uwagę pojawienie się wirtualnej rzeczywistości czy globalnej komunikacji.

W ostatnich latach wielkie poruszenie wywołało „Łaskawe” Jonathana Littella z 2006 roku. Ta ponad 1000-stronicowa cegła opisywała w formie wspomnień szalone dzieje byłego nazistowskiego oficera. Po tłumaczeniu na język niemiecki, autor został zachłostany przez krytykę i publikę za swoje rozmiłowanie w pornografii przemocy. W ostrej reakcji nie było żadnej przesady, bowiem główny bohater powieści może odpychać swoją nieczułością na ludzkie cierpienie i seksualnymi perwersjami. Jednak ambicja Littella jest niepodważalna. „Łaskawe” jest świetnie zriserczowane i ciekawie napisane, bo na podobieństwo dziewiętnastowiecznej powieści realistycznej. W przekonujący sposób kreśli obraz prawdziwego zła, jakie zalało Europę podczas II wojny światowej.

Oczywiście jest to czysto subiektywna selekcja powieści, bo równie dobrze można by wymienić jeszcze chociażby arcydzieło Jamesa Joyce’a „Ulissesa”, „Zwrotnik Raka” Henry’ego Millera, „Mechaniczną pomarańczę” Anthony’eo Burgessa lub „Nagi lunch” Williama S. Burroughsa. Są to powieści śmiało przekraczające granice przyzwoitości, ale nigdy nie tracą przy tym nic na jakości. Skonfrontowanie się z nimi pozwala nam nie tylko dostrzec, jak wielkie możliwości skrywa słowo pisane, ale przede wszystkim ujawnić najciemniejsze strony ludzkiej psychiki. A takie książki są jak najbardziej potrzebne.


Kamil Dachnij – wielbiciel kina, muzyki i literatury wszelkiej maści. Publikował teksty w „Stopklatce”, „naEKRANIE” i dwumiesięczniku „Coś na Progu”.

Od końca 2009 roku prowadzi blog filmowo-muzyczny Dyletanci.

Może też zainteresują cię te tematy