Większość popularnych serii książkowych stała się kulturowym fenomenem, który żyje nawet po śmierci autora. Wiele cykli o ulubionych bohaterach jest kontynuowana przez naśladowców, którzy czasem próbują podrobić styl danego pisarza, a innym razem proponują własną interpretację i zabierają czytelnika w nieznane wcześniej rejony. Czasem wypada to lepiej, innym razem gorzej – dziś przyjrzymy się kilku przykładom, które podbiły serca jednych czytelników, a u innych wywołały uczucie niestrawności.
Sherlock Holmes
Postać najsłynniejszego londyńskiego detektywa znajduje się już w domenie publicznej, co oznacza, że każdy może stworzyć fabułę z Holmesem w roli głównej. Jednocześnie wciąż powstają “oficjalne kontynuacje”, zatwierdzane przez spadkobierców Arthura Conan Doyle’a. Jedna z nich ukazała się w oryginale zaledwie miesiąc temu. To “Holmes i Moriarty” Garetha Rubina. Książka, skupiająca się na tajemniczej sprawie spektaklu teatralnego (na który przychodzą wciąż ci sami widzowie, zmieniając jedynie ubiór), zmusza dwóch odwiecznych wrogów do współpracy. To nie pierwszy przypadek, gdy profesor Moriarty gra pierwsze skrzypce w oficjalnej kontynuacji dzieł Conan Doyle’a – podobnie było w powieści “Moriarty” Anthony’ego Horowitza, w której mogliśmy oglądać wydarzenia nie z punktu widzenia genialnego detektywa czy jego wiernego towarzysza, a właśnie geniusza zbrodni. Horowitz napisał wcześniej inną oficjalną powieść o Holmesie, “Dom jedwabny”, która udowodniła, że doskonale potrafi oddać klimat i tajemnicę, które panowały w oryginalnych powieściach i opowiadaniach Conan Doyle’a.
James Bond
Tajny agent w służbie Jej Królewskiej Mości od kilkudziesięciu lat rozpala wyobraźnię czytelników i widzów, którzy kochają wysokooktanową akcję. Mimo że seria filmowa liczy już ponad 25 tytułów, to Ian Fleming, autor literackiego pierwowzoru, napisał dwanaście powieści i dwa zbiory opowiadań. Zresztą większość adaptacji ma pod względem fabularnym niewiele wspólnego z literackim pierwowzorem (to jednak temat na inny artykuł), a filmowcy brali z niego często jedynie tytuł i pojedyncze elementy historii. Gdy James Bond stał się światowym fenomenem za sprawą kasowej serii filmów (kręconych od 1962 roku), oczywistym było, że kwestią czasu jest powstanie książkowych kontynuacji dzieł Fleminga, który zmarł w 1964 roku. Te przybierały różne formy – niektóre były nowelizacjami filmów, inne kontynuowały wątki z oryginalnych powieści i opowiadań.
Wśród autorów znaleźli się między innymi: wspomniany już Anthony Horowitz (autor trzech powieści osadzonych w latach 60. XX wieku, w tym jednej wydanej po polsku – “Cyngla śmierci”, opartej pośrednio na notatkach Fleminga do niezrealizowanego telewizyjnego pilota), Jeffery Deaver (autor popularnych thrillerów jak “Kolekcjoner kości”; jego bondowska powieść “Carte Blanche” – rozgrywająca się współcześnie – też ukazała się po polsku) czy William Boyd (który z samego Fleminga uczynił drugoplanowego bohatera swojej powieści “Any Human Heart” rozgrywającej się podczas II wojny światowej, co prawdopodobnie zapewniło mu angaż do napisania “Solo”). W sumie powstało kilkadziesiąt opowiadań i powieści kontynuujących wizję Fleminga, adaptujących filmy lub uwspółcześniających 007. Równolegle powstają serie spin-offów – skupione na młodości Bonda (seria “Young James Bond”), słynnej sekretarce M (“Moneypenny Diaries”) czy sekcji 00 (“Double O”).
Philip Marlowe
Niekiedy kontynuatorzy mają ułatwione zadanie, bo w pewnym stopniu pracują z materiałem, który pozostawili po sobie oryginalni autorzy. Tak było w przypadku Raymonda Chandlera, który zmarł w 1959 roku, nie ukończywszy powieści “Tajemnice Poodle Springs”. Cztery rozdziały i garść notatek wystarczyły, by Robert B. Parker cztery dekady później dokończył ostatnią historię z Philipem Marlowe’em. Książka została przyjęta tak dobrze, że pisarz ten napisał również autoryzowaną kontynuację debiutanckiej i bodaj najpopularniejszej powieści Chandlera – “Głębokiego snu”. “Wielkie marzenie” ukazało się w 1991 roku (po polsku w 1997) i było ostatnią oficjalną fabułą, w której wystąpił prywatny detektyw Philip Marlowe. Z kolei “Tajemnice Poodle Springs” w 1998 roku zekranizowano w formie filmu telewizyjnego z Jamesem Caanem w roli głównej. Robert B. Parker, autor kilkudziesięciu tomów serii kryminalnej “Spenser”, był odpowiednim wyborem na “następcę” Chandlera, idealnie czując charakterystyczny styl zmarłego pisarza.
Świat Dysku
Niektórzy pisarze, jak sir Terry Pratchett, nie życzyli sobie, by ich dzieła były kontynuowane po śmierci. Mimo że autor “Świata Dysku” miał na komputerze dziesięć rozgrzebanych powieści (w tym m.in. kolejna książkę o Zadziwiającym Maurycym, a także historię o drużynie skautów), to żadna z nich nigdy nie ujrzy światła dziennego. Asystent pisarza, zgodnie z jego ostatnią wolą, zniszczył wszelkie notatki jakie Pratchett po sobie zostawił, upewniając się, że nigdy nie zostaną wykorzystane. Mimo to na rynku pojawiła się ostatnio książka “Tiffany Obolała. Jak być czarownicą?”. Nie jest to jednak pełnoprawna powieść ze Świata Dysku, a jedynie poradnik, suplement do serii, książka “okołodyskowa”, jakich i w przeszłości ukazywało się wiele (część z udziałem samego Pratchetta). Za najnowszy tytuł odpowiada sama córka Pratchetta, Rihanna (scenarzystka gier video), oraz Gabrielle Kent (autorka książek dla dzieci). Wszystko w jedynym i niepowtarzalnym stylu zilustrował Paul Kidby, wieloletni współpracownik Pratchetta i autor wielu okładek “Świata Dysku”. Można więc powiedzieć, że to tytuł, który trafił w dobre ręce – ciekawostka, z którą z pewnością będą chcieli zapoznać się fani cyklu o płaskiej ziemi na czterech słoniach stojących na ogromnym żółwiu, tęskniący za prozą ulubionego autora.
Diuna
Po sześciu opasłych tomach, które wspólnie tworzą oryginalne “Kroniki Diuny”, cykl po zmarłym Franku Herbercie przejął jego syn, Brian. Wraz z Kevinem J. Andersonem stworzyli kontynuację “Łowcy z Diuny” oraz “Czerwie z Diuny”, które bazowały na notatkach pisarza planującego kolejną powieść po wydaniu “Diuna: Kapitularz”. Obaj pisarze poszli za ciosem i w sumie stworzyli piętnaście powieści, które w teorii rozwijają świat stworzony przez Franka Herberta. W praktyce jednak są to książki źle oceniane przez fanów oryginalnego cyklu – ci ostatni zwracają uwagę na błędy w chronologii, ignorowanie ciągłości cyklu, a także nietrafione pomysły i bezsensowne próby powiązania ze sobą najróżniejszych postaci. Złośliwi wręcz twierdzą, że mimo setek albo i tysięcy dopisanych stron, Brianowi i Kevinowi nie udało się dodać nic wartościowego do oryginalnego cyklu Herberta. Jeśli ktoś koniecznie chce zapoznać się z kontynuacjami sześcioksięgu o Arrakis, to najlepiej, gdyby ograniczył się do sięgnięcia po dwie wspomniane wcześniej powieści, które nieoficjalnie nazywane są “Diuna 7”, bo opierają się na zapiskach Franka Herberta, a więc są najbliższe temu, co mogliśmy zobaczyć w sześciu tomach “Kronik Diuny”.
Przygotował Jan Sławiński




