Ciekawostki

10 rzeczy o Adamie Mickiewiczu, o których (nie bez powodu) nie mówią Ci w szkole

Gdy­by pod­su­mo­wać to, jak o Mic­kie­wi­czu uczy­li i uczą nas w szko­le, to naj­czę­ściej zbie­ra się z tego taka kup­ka bana­łów: fila­re­ta i filo­ma­ta, zapo­cząt­ko­wał roman­tyzm w Pol­sce, wygna­ny przez Nowo­sil­co­wa z ojczy­zny, pisał „Dzia­dy”, bal­la­dy i sone­ty oraz „Adam Mic­kie­wicz wiel­kim poetą był”. Tym­cza­sem patrząc na tak pre­zen­to­wa­ną postać wiesz­cza, cięż­ko się w nim dopa­trzyć czło­wie­ka, a tym bar­dziej kogoś inte­re­su­ją­ce­go. Wiel­ka szko­da, bo praw­dzi­wy Mic­kie­wicz był poetą o chy­ba naj­bar­dziej zakrę­co­nym życio­ry­sie, jaki moż­na sobie wyobra­zić.

1. Nie­pew­ność źró­deł

Żeby dowie­dzieć się cze­go­kol­wiek pew­ne­go na temat życia nasze­go wiesz­cza, nie moż­na pole­gać na jed­nym źró­dle histo­rycz­nym. I doty­czy to nie­mal każ­de­go aspek­tu jego życio­ry­su, nawet tak banal­nej i, wyda­wa­ło­by się, bez­dy­sku­syj­nej kwe­stii jak kolor jego oczu. Serio. Zie­mia­nin Adam Tur­no, któ­ry swe­go cza­su gościł Mic­kie­wi­cza, stwier­dzał, że poeta miał oczy kolo­ru ciem­no­zie­lo­ne­go. Z kolei kole­ga ze stu­diów Ada­ma, Karol Kacz­kow­ski pisał o jego „czar­nym, wymow­nym oku”. Mamy też wie­le rela­cji dam, któ­re po zetknię­ciu się z nim pisa­ły nader czę­sto o oczach ogni­stych (cokol­wiek mia­ło­by to zna­czyć) lub poda­wa­ły jesz­cze inne bar­wy.

To jakie oczy miał napraw­dę Mic­kie­wicz? Otóż naj­bar­dziej wia­ry­god­ne wyda­ją się akta poli­cyj­ne, ponie­waż na pre­cy­zji służ­bi­stów zawsze moż­na pole­gać. Otóż mamy takie doku­men­ty ze Stras­bur­ga z 1832 roku, kie­dy Adam sta­rał się o pasz­port. I zapi­sa­no tam: Mic­kie­wicz, wzrost 1 m 69 cm, wło­sy i brwi czar­ne, czo­ło zasło­nię­te, oczy sza­ro­nie­bie­skie, nos śred­ni…

Nie­ste­ty na takie niu­an­se, jak spraw­dza­nie wia­ry­god­no­ści źró­deł, nie ma zazwy­czaj miej­sca w pol­skiej szko­le. Dla­te­go, kie­dy mówi się coś na przy­kład o miłost­kach poety, to nie­rzad­ko powta­rza się mity o jego wiel­kiej, jedy­nej praw­dzi­wej i pla­to­nicz­nej (LOL!) mło­dzień­czej miło­ści do Mary­li Put­t­ka­me­ro­wej de domo Weresz­cza­ków­ny. Miał się w niej zupeł­nie zatra­cić i myśleć tyl­ko o niej, pisząc swo­je dzie­ła. Tym cza­sem praw­da o tej miło­ści, dzię­ki któ­rej jako­by naro­dzić się miał roman­tyzm, jest zupeł­nie inna…

2. Życie sek­su­al­ne

Cóż, mówiąc krót­ko, jak zaczą­łem się zagłę­biać w praw­dzi­wą histo­rię Ada­ma i opo­wia­dać ją Ilo­nie Mysz­kow­skiej z Cha­to­lan­dii, to naro­dził się z tego ten krót­ki komiks.

Ale wra­ca­jąc do mło­dzień­czych miło­ści poety. Jest nader wąt­pli­we, że wspo­mnia­na wcze­śniej Mary­la była pierw­szą kobie­tą, w któ­rej się zako­chał, bo już bal­la­dę „To lubię” (swo­ją dro­gą rewe­la­cyj­na, mrocz­na, obczaj­cie sobie, jeśli nie koja­rzy­cie) pisał dla nie­ja­kiej Józi (choć w nie­któ­rych źró­dłach jej imię zmie­nia się na Joha­się czy nawet na Zuzię). Dopie­ro póź­niej utwór prze­re­da­go­wał, by suge­ro­wać, że od począt­ku został napi­sa­ny dla jego Mary­li.

Zresz­tą jesz­cze zanim tej ostat­niej „oddał ser­ce”, to wziął w obro­ty nie­ja­ką Karo­li­nę Kowal­ską (mężat­kę) i mało praw­do­po­dob­ne, by była to pla­to­nicz­na miłość, bo… w liście do kole­gi, Pie­trasz­kie­wi­cza opi­sał swój akt miło­sny z nią. Użył dokład­nie tych słów:

Ale teraz nie­ste­ty, wyobraź, jeże­li możesz bóstwo z igra­ją­cym na bar­kach wło­sem, śród muśli­nów, na wspa­nia­łym łożu, w pięk­nym poko­ju. Na to bóstwo codzien­nie patrzę, już este­ty­ka ule­cia­ła.

Este­ty­ką” filo­ma­ci nazy­wa­li miłość pla­to­nicz­ną. Jak widać, „ule­cia­ła” ona, gdy Karo­li­na tra­fi­ła na igrasz­ki do łoża, „niczym bóstwo”.

Ten list do kole­gi został wysła­ny w cza­sie, gdy Adam pisał już wier­sze miło­sne do… Mary­li Put­t­ka­me­rów­nej de demo Weresz­cza­ków­nyj. Swo­ją dro­gą Mary­la poda­ro­wa­ła Mic­kie­wi­czo­wi konia – zapew­ne po to, by mógł dojeż­dżać na ich schadz­ki. A tym koniem Adam naj­praw­do­po­dob­niej jeź­dził do Karo­li­ny. Nie mamy co praw­da żad­ne­go listu, w któ­rym opi­sy­wał by swo­je sto­sun­ki sek­su­al­ne z Mary­lą, ale nie bra­ku­je znaw­ców wiesz­cza, któ­rzy twier­dzą, że nie­wie­le tam było z pla­to­nicz­no­ści (takie tezy sta­wiał m.in. J.M. Rym­kie­wicz czy J. Walc).

Swo­ją dro­gą Adam zwy­zy­wał Mary­lę w „Dzia­dach, czę­ści IV”, ponie­waż nie chcia­ła porzu­cić swo­je­go dzia­ne­go męża dla nie­go – nauczy­cie­la z mar­ną pen­sją z pomy­słem na karie­rę poety, któ­ry w cza­sie ich miło­snej rela­cji zdra­dzał ją z wcze­śniej wspo­mnia­ną Karo­li­ną. No napraw­dę, jak mogła! Pew­nie, jak pisał, ośle­pi­ło [ją] zło­to. Tja…

3. Filo­ma­ci to, deli­kat­nie mówiąc, nie tyl­ko „Ojczy­zna, Nauka, Cno­ta”.

Filo­ma­ci, fila­re­ci i pro­mie­ni­ści to człon­ko­wie taj­nych stu­denc­kich sto­wa­rzy­szeń, któ­re, jak uczą nas dziś w szko­le, powsta­ły w celach samo­kształ­ce­nia w myśl hasła „Ojczy­zna, Nauka, Cno­ta”. Człon­ko­wie tych sto­wa­rzy­szeń two­rzy­li m.in. poezję i odczy­ty… ale nie zawsze mie­li wymie­nio­ne hasła przed oczy­ma. Otóż chło­pa­ki nale­żą­ce do tych sto­wa­rzy­szeń zaska­ku­ją­co czę­sto lubi­li się w swo­ich wier­szach dis­so­wać, czę­sto przy tym obra­ża­jąc part­ner­ki swo­ich opo­nen­tów. I robi­li to w napraw­dę mało tak­tow­ny spo­sób. A mówiąc bar­dziej dosad­nie, czę­sto bar­dziej przy­po­mi­nał to wypo­ci­ny napa­lo­nych nasto­lat­ków lub wpi­sy dzi­siej­szych ince­li z 4chana niż naro­do­wą poezję.

Zresz­tą, oceń­cie to sami.

Oto ustę­py z dzie­ła filo­ma­ty Toma­sza Zana zaty­tu­ło­wa­ne­go „Jamb dla Ada­ma”

(…)
Niech Onufr z dru­gim Janem i naszym Wydzia­łem
Jej­mość pan­nę natu­rę kocha­ją z zapa­łem;
Niech jeden pier­si zma­ca, choć przy­stoj­ność bro­ni,
Dru­gi zręcz­nie far­tu­szek, rubron­cik odsło­ni,

Tam­ten niech ją cału­je, a tam­ten osku­bie —
Ten niech rżnie — Po co śmie­chy?
(…)
A dziś przed posie­dze­niem, obacz, dzie­je co się?
Janie, Janie, co żywo wychę­dóż Mał­go­się!
Nuż chę­do­żyć, nuż grem­zać, nuż męczyć, nuż chwy­tać!

Znaj­dzie­my w tej poezji jesz­cze inne, cie­ka­we, frag­men­ty, jak:

Ja mówię: pan­na pra­wa, Onufr, że nie­pra­wa?
Zna ją opo­dal z pły­nów… Ahu­iwas ją zowie.
Zna bli­sko, zna i bli­żej… lecz skry­ty, nie powie.

Co do oso­bli­we­go mia­na, jakie nosi­ła ponoć nie­wia­sta, ład­nie skwi­to­wał je prof. Zdzi­sław Kępiń­ski w „Mic­kie­wi­czu Her­me­tycz­nym”: „A ch*j was” – też nie­źle – jak na filo­ma­tę.

No dobrze, ale arty­kuł jest o Mic­kie­wi­czu, nie o Filo­ma­tach. Czy on też two­rzył poezję tak oso­bli­wych lotów?

No nie­ste­ty tak. Utwór, któ­ry poni­żej przed­sta­wię, został przez nie­go same­go okre­ślo­ny jako „rodza­ju wychod­ko­we­go”. Czy­ta­cie go na wła­sną odpo­wie­dzial­ność.

Lit­te­ra ad Toma­szum de arte wigo­di­ka

Gdy­by ci wyma­lo­wał bazgracz nie­cwi­czo­ny
Ład­ną dziew­kę w kozac­kie stroj­ną pan­ta­lo­ny
(…)
By ta co z wierz­chu pięk­ną nad­sta­wu­je buzie,
Resz­te smacz­niej­szych wdzię­ków zakry­ła w raj­tu­zie:
Widząc taką potwo­rę ktoż z nas nie zagwiz­da,
Kie­dy u góry wąsy a u dołu piscis-
to jest ryba.

Utwór zawie­rał rysu­nek cze­goś na wzór syre­ny, nad któ­rą Ada­ma napi­sał T. Zana żona a pod nią

desi­nàt in piscem
cała rze­czy koń­czy się na pi…e –
cis czy­li rybie.

4. O talen­cie poetyc­kim ojca naro­do­we­go wiesz­cza

Gdy Adam Mic­kie­wicz był już zna­nym poetą i posta­cią kul­to­wą, zaczę­to doszu­ki­wać się talen­tu lirycz­ne­go i miło­ści do kul­tu­ry wśród jego przod­ków, sta­wia­jąc tezę, że tak wybit­na postać mogła naro­dzić się tyl­ko oto­czo­na naj­wyż­szy­mi dobra­mi kul­tu­ry.

Jako argu­ment za tą, moc­no kla­si­stow­ską, tezą przy­ta­cza­no notat­kę filo­ma­ty Fran­cisz­ka Malew­skie­go z okre­su zesła­nia do Rosji, w któ­rej pisał on o Miko­ła­ju Mic­kie­wi­czu, ojcu Ada­ma: Pisał wier­sze. Lubił dekla­mo­wać. Pio­tra Kocha­now­skie­go całe księ­gi powta­rzał. I tyle. Na jej pod­sta­wie słyn­ny prof. Pigoń stwo­rzył z kolei opis: Pisał więc wier­sze. Całe księ­gi Jero­zo­li­my Wyzwo­lo­nej znał na pamięć. Wybi­jał się kul­tu­rą lite­rac­ką.

I to zało­że­nie trwa­ło­by pew­nie w naj­lep­sze… gdy­by nie to, że w pamiąt­kach rodzi­ny Mic­kie­wi­czów odna­lazł się jedy­ny zacho­wa­ny wiersz wspo­mnia­ne­go czło­wie­ka. Nic wię­cej nie powiem, po pro­stu przy­to­czę go w cało­ści.

Mój kocha­ny Joachi­mie,
Antoś cię obra­ził w rymie
Mówiąc, że dwie dupy nosisz,
I tyż się za to kamo­sisz.
Czy­liż on w tem wia­rę zjed­na?
On mówi dwie, a ty mów jed­na,
On zno­wu, a ty mów toż samo.
Dołóż, że nie jesteś damą,
Któ­rą hoj­na dłoń natu­ry
Dwie­ma opa­trzy­ła dziu­ry.

Co do męskie­go rodza­ju
Dwóch dup nie miał nicht w tym kra­ju,
Ja pierw­szy raz o tem sły­szę,
Chy­ba i w dupach spo­ry­sze
Tak, jak w orze­chach bywa­ją?
Ależ rzad­ko się zda­rza­ją.
Mówię i twier­dzę, że rzad­ko,
Bo dwie dupy spo­ić gład­ko —
Tak, aby się jed­ną być zda­ły,
Utwór pro­jek­tu zuchwa­ły.
Wresz­cie, gdy­by kto tak cie­bie zle­pił
Antoś pew­nie by prze­śle­pił,
Któ­ry dla wzro­stu niskie­go
Zawsze widzi co inne­go.
Może też przez tępe oko
Za dwie wziął jed­ną sze­ro­ką,
A stąd two­rzy dzi­wo­wi­ska,
Naj­le­piej pokaż mu z bli­ska.

5. Powta­rzał rok w szko­le… za roz­ró­by

Cokol­wiek by nie powie­dzieć o Ada­mie Mic­kie­wi­czu, trze­ba tu jasno pod­kre­ślić, że posia­dał olbrzy­mią wie­dzę – tak roz­le­głą, że wpę­dzał w kom­plek­sy same­go Alek­san­dra Pusz­ki­na. Jego nie­zwy­kły umysł został dostrze­żo­ny już na eta­pie edu­ka­cji szkol­nej, co jasno może­my wywnio­sko­wać po jego oce­nach (poza „cha­rak­te­rem” – czy­li kali­gra­fią – miał same naj­wyż­sze noty). A mimo to musiał powta­rzać trze­cią kla­sę w Gim­na­zjum. Dziw­nie, praw­da? A wszyst­ko naj­praw­do­po­dob­niej dla­te­go, że jako dwu­na­sto­la­tek posta­no­wił bić się z rosyj­ski­mi żoł­nie­rza­mi. Zresz­tą nie on sam, bo towa­rzy­szy­li mu dwaj bra­cia oraz nie­ma­ła część jego kole­gów. Chło­pa­ki bawi­li się w bata­lion żoł­nier­ski i tak się wczu­li w swo­je role, że jak natra­fi­li na rosyj­skich dra­go­nów, to już nie potra­fi­li prze­rwać „zaba­wy”. Nie tyl­ko wda­li się z praw­dzi­wy­mi woja­ka­mi w bój­kę, ale nawet spo­licz­ko­wa­li dowód­cę tej for­ma­cji.

Za coś takie­go mogły gro­zić bar­dzo poważ­ne kon­se­kwen­cje, z wię­zie­niem, zesła­niem lub karą śmier­ci włącz­nie. Ale komen­dan­to­wi gar­ni­zo­nu praw­do­po­dob­nie nie zale­ża­ło na tym, by przed sądem żoł­nie­rze zezna­wa­li, że czu­ją się ura­że­ni, bo biły ich dzie­ci. Spra­wę uda­ło się zała­go­dzić i karą dla Ada­ma było naj­praw­do­po­dob­niej wła­śnie powta­rza­nie roku.

6. Jak napraw­dę zacho­wał się w cza­sie śledz­twa prze­ciw Filo­ma­tom?

Widać więc, że jako dzie­ciak Adam potra­fił być napraw­dę cha­rak­ter­ny. Z lek­tu­ry III czę­ści „Dzia­dów” (o ile tyl­ko zna­my kon­tekst tego dzie­ła) wie­my też, że śmia­ło sta­wiał się wro­gom – zarów­no swo­im, jak i nie­pod­le­głej Pol­ski. Czy tak jed­nak było zawsze? No cóż… moż­na mieć co do tego wąt­pli­wo­ści. Szcze­gól­nie, gdy zaj­rzy­my do zacho­wa­nych akt ze śledz­twa, któ­re pro­wa­dził Nowo­sil­cow.

Oka­zu­je się, że Mic­kie­wicz oświad­czył w nim, że nie był ani człon­kiem Towa­rzy­stwa Pro­mie­ni­stych, ani Zgro­ma­dze­nia Fila­re­tów. Potwier­dził za to, że na cze­le towa­rzy­stwa stał Tomasz Zan, podał też, kto do nie­go nale­żał (wymie­nia­jąc nawet swo­je­go młod­sze­go bra­ta, Alek­san­dra). Zezna­nia swo­je zwień­czył nie przy­no­szą­cym raczej chwa­ły oświad­cze­niem o tre­ści:

Do niniej­szych szcze­rych wyznań moich dodać winie­niem, iż lubom nie nale­żał czyn­nie do Towa­rzy­stwa Fila­re­tów, nie prze­sta­nę jed­nak żało­wać, iż bez wdaw­szy się do bie­siad tego Towa­rzy­stwa ścią­gną­łem na sie­bie nie­roz­trop­nie uwa­gi Zwierzch­no­ści, przy­rze­kam tudzież, iż w dal­szym życiu moim nie omiesz­kam z tego błę­du poży­tecz­ną wycią­gnąć naukę.”

7. Inspi­ro­wa­ły go naj­mrocz­niej­sze poglą­dy na boskość

Z uwa­gi na to, że poeta czę­sto nawią­zy­wał we wła­snych dzie­łach do swo­je­go odda­nia Mat­ce Boskiej, uwa­ża­ny bywa, o iro­nio, za przy­kład czło­wie­ka o typo­wej pol­skiej, kato­lic­kiej reli­gij­no­ści. Oso­by wycho­dzą­ce z tego zało­że­nia inter­pre­tu­ją np. każ­dy bluź­nier­cze frag­men­ty z „Dzia­dach, czę­ści III” za prze­jaw opę­ta­nia Kon­ra­do-Gusta­wo – czy­li obwi­nia­ją za jego sło­wa sza­ta­na.

Cóż za głu­pia inter­pre­ta­cja i jak­że nud­na musi być lek­tu­ra „Wiel­kiej Impro­wi­za­cji” z tak krót­ko­wzrocz­nej per­spek­ty­wy. Oczy­wi­ście są w wymie­nio­nym dzie­le frag­men­ty, gdy Kon­rad jest pod wpły­wem złe­go ducha, ale trze­ba zazna­czyć, że były one reda­go­wa­ne i zły duch praw­do­po­dob­nie został do nie­go doda­ny póź­niej. Gdy zapi­sy­wał pier­wot­ną wer­sję „Wiel­kiej Impro­wi­za­cji” (i począt­ko­wo nie był to frag­ment „Dzia­dów”, a dzie­ło auto­no­micz­ne – przy­naj­mniej tak wyni­ka ze wspo­mnień jego sąsia­da Ludwi­ka Orpi­szew­skie­go), był w takim tran­sie, że wykrzy­ku­jąc jej frag­men­ty obu­dził swo­je­go sąsia­da. Gdy ten kolej­ne­go dnia rano przy­szedł spraw­dzić, czy z poetą wszyst­ko w porząd­ku, zna­lazł go śpią­ce­go na pod­ło­dze na ścią­gnię­tym z łóż­ka mate­ra­cu. Po obu­dze­niu poeta opo­wie­dział mu, że two­rzył w sta­nie eks­ta­zy, widząc świa­tła, iskry i sły­sząc gło­sy. Oznaj­mił, że zdą­żył swój utwór nie tyl­ko napi­sać, ale i prze­pi­sać na czy­sto, gdyż był prze­ko­na­ny, że po jego ukoń­cze­niu umrze. Czy lęk przed śmier­cią mógł mieć coś wspól­ne­go z poten­cjal­nie bluź­nier­czy­mi frag­men­ta­mi tego dzie­ła i moż­li­wym lękiem przed karą bożą? Praw­do­po­dob­nie tak. I nie był to jedy­ny utwór o takim, buń­czucz­nym i bluź­nier­czym cha­rak­te­rze.

Zacho­wał się też inny, w któ­rym bra­ku­je posta­ci kuszą­ce­go sza­ta­na, na któ­re­go moż­na by zrzu­cić odpo­wie­dzial­ność, za pisa­ne sło­wa. Za to w innych ele­men­tach (rzu­ca­nie wyzwa­nie Bogu i pod­wa­ża­nie tezy o tym, że jego natu­ra jest czy­stym dobrem, a nawet pod­wa­ża­ją­cy jego wszech­moc) jest do Wiel­kie Impro­wi­za­cji nader podob­ny. Dzie­ło to nosi jak­że wymow­ny tytuł „Broń mnie przed sobą samym…” i oczy­wi­ście skie­ro­wa­ne jest do Boga.

I tu poja­wia się zasad­ni­cze pyta­nie: o co w tych dzie­łach cho­dzi­ło Mic­kie­wi­czo­wi? Cze­mu Bóg miał­by być np. przy­rów­na­ny do zło­wro­gie­go cara? Cze­mu poeta miał­by pro­sić Boga, by chro­nił go przed Bogiem? Cze­mu wymie­niał jakieś oso­bli­we cechy, w któ­rych czło­wiek (a przy­naj­mniej czło­wiek taki jak on) mógł­by dorów­ny­wać Stwór­cy? I cze­mu wska­zy­wał ele­men­ty, w któ­rych wszech­wie­dza Naj­wyż­sze­go była ogra­ni­czo­na?

Otóż wszyst­kie te ele­men­ty w twór­czo­ści wzię­ły się z bar­dzo mrocz­ne­go poglą­du na temat bosko­ści zwa­ne­go dys­te­izmem. Zakła­da on ist­nie­nie Boga (lub ew. bogów), ale stwier­dza wprost, że nie może on być jedy­nie nie­skoń­czo­nym dobrem, gdyż taki byt nie mógł­by być uwa­ża­ny za abso­lut. Dla­te­go Bóg w tej kon­cep­cji zawie­ra w sobie zarów­no dobro, jak i zło, rodzi jasność, ale i ciem­ność, daje przy­jem­ność, ale i cier­pie­nie. Tak napraw­dę, pozna­jąc listy i pisma Mic­kie­wi­cza nie mamy więk­szych wąt­pli­wo­ści, że przy­naj­mniej na pew­nych eta­pach życia pogląd ten był mu bli­ski – nie zro­dził się on jed­nak w nim samo­ist­nie. Poeta zaczerp­nął go z pisma Jaku­ba Böh­me­go, naj­słyn­niej­sze­go dys­te­istycz­ne­go misty­ka w histo­rii (nota­be­ne, pocho­dził on ze Zgo­rzel­ca, mia­sta znaj­du­ją­ce­go się obec­nie na tere­nie Pol­ski – o tym też nie uczą w szko­le, praw­da?), któ­ry­mi praw­do­po­dob­nie po raz pierw­szy zachwy­cił się w Wil­nie. Pod koniec swo­je­go życia podyk­to­wał swo­je­mu żydow­skie­mu przy­ja­cie­lo­wi, Arman­do­wi Levy’emu trak­tat poświę­co­ny temu misty­ko­wi. Może­my w nim prze­czy­tać m.in, że:

Bóg, jako Wszech­ogół, obej­mu­je ciem­no­ści i świa­tło, cier­pie­nia i szczę­ście, głę­bie i wyży­ny; a ponie­waż obja­wił się cał­ko­wi­cie w czło­wie­ku, i ponie­waż czło­wiek sty­ka się ze wszyst­kie­mi żywio­ła­mi czyn­no­ści bożej, może on zatym, bada­jąc sam sie­bie do głę­bi, prze­nik­nąć do otchła­ni cier­pień, nazy­wa­nej Pie­kłem (…).

A tak swo­ją dro­gą dwa dzie­ła Mic­kie­wi­cza tra­fi­ły do waty­kań­skie­go indek­su ksiąg zaka­za­nych i były na nim aż do ostat­nie­go wyda­nia tego spi­su. O dzi­wo, nie były to aku­rat dzie­ła o cha­rak­te­rze dys­te­istycz­nym, ale dwa wykła­dy, któ­re wygło­sił w Kole­gium Fran­cu­skim poświę­co­ne… mesja­ni­zmo­wi.

8. Był ezo­te­rycz­nym socja­li­stą

Adam Mic­kie­wicz tak czę­sto pisał o naro­dzie i swo­jej miło­ści do nie­go, że pobież­na lek­tu­ra jego dzieł mogła­by stwo­rzyć wra­że­nie, że nale­ży go okre­ślić jako wcze­sne­go naro­dow­ca. Taki pogląd jest rów­nie głę­bo­ki, jak okre­śla­nie reli­gij­no­ści Mic­kie­wi­cza jako przy­kła­du typo­we­go pol­skie­go kato­li­cy­zmu.

Przede wszyst­kim nale­ży zazna­czyć, że dla Mic­kie­wi­cza naród nie był two­rem bio­lo­gicz­nym, ale wspól­no­tą i kul­tu­rą danej spo­łecz­no­ści. Dla­te­go w swo­im „Skła­dzie zasad” doma­gał się m.in. rów­no­upraw­nie­nia nie tyl­ko dla wszyst­kich Pola­ków (męż­czyzn i kobiet), ale tak­że dla Żydów – co w owym cza­sie było napraw­dę rewo­lu­cyj­ną ideą. Oni też nale­że­li do jego naro­du. Zresz­tą Mic­kie­wicz zmarł w Tur­cji, gdzie pla­no­wał two­rzyć nie tyl­ko legio­ny pol­skie (o czym cza­sem na lek­cjach się prze­bą­ku­je), ale rów­nież izra­el­skie (o czym zazwy­czaj się mil­czy).

Jak więc okre­ślał się sam Mic­kie­wicz? Otóż uzna­wał sie­bie za socja­li­stę. I co wię­cej, wzy­wał lud do wal­ki w celu oba­le­nia sta­re­go porząd­ku. W „Try­bu­nie Ludów” pisał:
Wszel­ki sys­tem będzie tyl­ko uto­pią, dopó­ki będzie sobie rościł pre­ten­sję do roz­wią­za­nia spra­wy ludz­ko­ści przez pokój… Niech on, Con­si­dérant, porzu­ci na chwi­lę sztan­dar poko­jo­wy, niech wraz z nami zatknie sztan­dar ostat­niej woj­ny wol­no­ści prze­ciw despo­ty­zmo­wi

Trze­ba tu jed­nak zazna­czyć, że mic­kie­wi­czow­ska wer­sja socja­li­zmu nie była ate­istycz­na (jak ta opie­ra­ją­ca się zazwy­czaj na mark­si­zmie), a wręcz prze­ciw­nie: była mistycz­na. I ta idea (choć dziś chy­ba już zupeł­nie zapo­mnia­na) prze­trwa­ła kolej­ne poko­le­nia. Oto jeden ze zna­ków magicz­nych opu­bli­ko­wa­nych w ezo­te­rycz­nym piśmie „Na skrzy­dłach sza­łu” w cza­sach II RP. Nie trud­no dostrzec, że nie­mal w cało­ści inspi­ro­wa­ny jest Mic­kie­wi­czem.

9. Po śmier­ci nękał… mało­pol­skich chło­pów

A przy­naj­mniej pod koniec XIX wie­ku oni sami tak utrzy­my­wa­li. Oka­zu­je się bowiem, że gru­pa ta była naj­mniej zado­wo­lo­na ze spro­wa­dze­nia pro­chów wiesz­cza do Pol­ski i pocho­wa­nia ich na Wawe­lu. Jak dono­sił dzia­łacz PSL-u, Fran­ci­szek Wój­cik, tkwią­cy w zabo­bo­nie chło­pi oskar­ża­li o desz­czo­we lato wła­śnie zmar­łe­go Mic­kie­wi­cza. Lud wie­dział, że jest pogrzeb jakie­goś poety, któ­re­go szyb­ko prze­mia­no­wa­no na poet­ni­ka i zaczę­to trak­to­wać jak zło­śli­we­go pła­net­ni­ka (czło­wie­ka, któ­ry był w sta­nie wła­dać pogo­dą) – co wię­cej, pła­net­ni­ka o mocy upio­ra. Powsta­ła nawet ludo­wa teo­ria, że Fran­cu­zi wła­śnie z powo­du nęka­ją­cych ich kraj desz­czy posta­no­wi­li wyrzu­cić pro­chy Ada­ma ze swo­ich ziem i dla­te­go zło­śli­wie opchnę­li je Pola­kom.

Gdy w koń­cu desz­cze prze­sta­ły nękać mało­pol­skich chło­pów doszli oni do wnio­sku, że pro­blem znik­nął, bo na pew­no po cichu mądrzy księ­ża zro­bi­li to, co „trze­ba było zro­bić” – nocą spu­ści­li tru­pa Mic­kie­wi­cza do Wisły i popły­nął on w siną dal nękać innych ludzi.

10. Powsta­ła też pią­ta część Dzia­dów. I jest grą.

Zosta­ła napi­sa­na pod dyk­tan­do ducha Ada­ma Mic­kie­wi­cza, któ­ry uka­zał się pod­czas rytu­ału katop­trycz­ne­go w wyko­na­nym z wypo­le­ro­wa­ne­go mosią­dzu zwier­cia­dle. „Dzia­dy, część V” to hor­ror-kome­dio­wa gra para­gra­fo­wa, w któ­rej czy­tel­nik może nie tyl­ko oso­bi­ście poroz­ma­wiać z naro­do­wym wiesz­czem, ale wcie­lić się w jed­ne­go z boha­te­rów lub boha­te­rek tej książ­ki i kie­ru­jąc losa­mi wybra­nej przez sie­bie posta­ci, pró­bo­wać roz­wi­kłać zagad­kę tajem­ni­cze­go mor­der­stwa Guśla­rza.

Wspo­mnia­ni boha­te­ro­wie to:

Kon­ra­do-Gustaw – aten­cyj­ny pra­wie boha­ter naro­do­wy.

Moc­ne stro­ny:
• Może prze­mie­niać się w upio­ra.
• Potra­fi wysy­sać ener­gię ze swo­jej uko­cha­nej (o ile jest szczę­śli­wie zako­cha­ny).
• Dale­ce bie­gły w sztu­ce per­swa­zji potocz­nie zwa­nej „bra­nie na litość”.
• Nie lęka się śmier­ci (a przy­naj­mniej tak wszyst­kim mówi).

Sła­be stro­ny:
• Histe­ryk.
• Dosta­je Punk­ty Obłę­du, jeśli jest nie­szczę­śli­wie zako­cha­ny.
• Ma sła­bość do męża­tek.
• Spo­ra­dycz­nie nęka­ją go demo­ny.

Karo­li­na Zann – dziel­na kobie­ta, któ­rej Kon­ra­do-Gustaw zawsze się wypła­ku­je, gdy kolej­na męża­ta hra­bi­na da mu kosza.

Moc­ne stro­ny:
• Żela­zna psy­chi­ka.
• Odpor­ność na mani­pu­la­cję.
• Bie­głość w histo­rii i języ­kach sta­ro­żyt­nych.
• Umie strze­lić sku­tecz­ne­go pla­ska­cza na otrzeź­wie­nie.

Sła­be stro­ny:
• Jest kobie­tą w dzie­więt­na­sto­wiecz­nym Kró­le­stwie Pol­skim (kon­gre­so­wym).
• Racjo­na­list­ka (w dobie roman­ty­zmu…).

Nowo­sil­cow – rosyj­ski hra­bia, kontr­wy­wia­dow­ca, car­ski tro­pi­ciel pol­skich spi­sków.

Moc­ne stro­ny:
• Wyso­ka pozy­cja spo­łecz­na.
• Umie się usta­wić w każ­dej sytu­acji.
• Nie krę­pu­ją go zasa­dy moral­ne.

Sła­be stro­ny:
• Głu­pek.
• Men­da.
• Kana­lia.
• Car­ski waze­li­narz.
• Ch…
i może tyle wystar­czy.

Guślar­ka – naj­lep­sza adept­ka (ludo­wej) wie­dzy tajem­nej we wsi.

Moc­ne stro­ny:
• Genial­na zna­jo­mość ludo­wej nekro­man­cji.
• Wyso­ki skill w zio­ło­lecz­nic­twie.
• Sza­cun na wsi.

Sła­be stro­ny:
• Wie­rzy w sza­lo­ne teo­rie spi­sko­we.
• Zmar­li przy­cho­dzą do niej nawet wte­dy, gdy nie są pro­sze­ni.
• Nie lubią jej księ­ża.

Póki co, książ­ka zbie­ra same pozy­tyw­ne recen­zje.

Moż­na kupić ją jedy­nie na TEJ stro­nie. Do cze­go gorą­co zachę­cam.

Miko­łaj Kołysz­ko

Biblio­gra­fia:
1. „Na skrzy­dłach sza­łu”, The Polish Uni­ted Eso­te­ric Lod­ge „Luci­fer – Agni”, Pol­skie Zjed­no­czo­ne Koło Wewnętrz­ne, Wil­no-Kra­ków-War­sza­wa 1921.
2. Zdzi­sław Kępiń­ski „Mic­kie­wicz her­me­tycz­ny”, wyd. PIW, War­sza­wa 2019.
3. Łukasz Kozak „Upiór. Histo­ria Natu­ral­na”, Fun­da­cja Evvi­va L’arte, War­sza­wa 2020.
4. Adam Mic­kie­wicz „Broń mnie przed sobą samym”, wyd. Wol­ne Lek­tu­ry.
5. Adam Mic­kie­wicz, „Dzia­dy”, wyd. Wol­ne Lek­tu­ry.
6. Wła­dy­sław Mic­kie­wicz „Żywot Ada­ma Mic­kie­wi­cza. Tom I”, Dru­kar­nia Dzien­ni­ka Poznań­skie­go, 1890.
7. Boh­dan Urba­now­ski „Adam Mic­kie­wicz. Tajem­ni­ca wia­ry, miło­ści i śmier­ci”, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2016.


Skar­pet­ki książ­ko­we tak wygod­ne, że hob­bit by je nosił! 🙂 Jedy­ne w swo­im rodza­ju, pro­du­ko­wa­ne w Pol­sce, skar­pet­ki dla książ­ko­ho­li­ków! Szu­kaj­cie na Molom.pl

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy