Ciekawostki

Ziemiański… Andrzej Ziemiański

O Andrze­ju Zie­miań­skim gło­śno zro­bi­ło się w 2001 roku, gdy zdo­był swo­ją pierw­szą więk­szą nagro­dę lite­rac­ką, Sfinksa(1), w kate­go­rii „Pol­skie opo­wia­da­nie roku” za Bom­bę Heisen­ber­ga. Oczy­wi­ście karie­rę zaczął o wie­le wcze­śniej, bo wła­ści­wy debiut auto­ra przy­pa­da już na rok 1979, a opo­wia­da­nie o wdzięcz­nym tytu­le Zakład zamknię­ty dru­kiem uka­za­ło się w maga­zy­nie pro­ble­mo­wo-infor­ma­cyj­nym Poli­tech­ni­ki Wro­cław­skiej, „Sig­ma”. Już rok póź­niej – w 1980 – jego tekst Twa­rze został opu­bli­ko­wa­ny w anto­lo­gii Bunt robo­tów, wyda­nej przez Gorzow­ski Klub Miło­śni­ków Fan­ta­sty­ki i Fan­ta­sty­ki Nauko­wej.

Następ­ne lata tak­że lite­rac­ko nie były dla Zie­miań­skie­go „chu­de”. W cza­so­pi­śmie „Sig­ma” 1980/1981 poja­wił się Kolo­ryt lokal­ny, rok póź­niej w fan­zi­nie „No Wave” publi­ko­wał Bli­sko gra­ni­cy oraz Poziom zero­wy, w 1983 na łamach tegoż maga­zy­nu uka­za­ła się też Gra i Mar­twa fala. Tego roku uda­ło się pisa­rzo­wi poja­wić jesz­cze raz, tym razem w twór­czej komi­ty­wie z Andrze­jem Drzewińskim(2), w mie­sięcz­ni­ku „Mło­dy Tech­nik” z opo­wia­da­niem Ghost; ta współ­pra­ca naj­wy­raź­niej spodo­ba­ła się obu lite­ra­tom, ponie­waż póź­niej rów­nież dzia­ła­li w podob­ny spo­sób, ale o tym za moment. To rok 1985 był dla Zie­miań­skie­go naj­bar­dziej prze­ło­mo­wy, bowiem na pół­kach księ­garń za spra­wą ofi­cy­ny Iskry poja­wił się autor­ski zbiór krót­szych form, Daimo­nion (Bli­sko gra­ni­cy, Cze­ka­jąc na bar­ba­rzyń­ców, Daimo­nion, Kolo­ryt lokal­ny, Port, Regu­ły gry, Twa­rze, Zakład zamknię­ty), a tego same­go roku dru­kiem – wspól­nie z Drze­wiń­skim – w „Mło­dym Tech­ni­ku” opu­bli­ko­wał Pre­ce­dens. Jed­nak po tym opo­wia­da­niu pisarz zabrał się już za powie­ści, następ­ne nie­dłu­gi tekst wyszedł spod jego pió­ra dopie­ro w 1991, a kolej­ne w 2000. War­to też wspo­mnieć o nie­zre­ali­zo­wa­nym osta­tecz­nie słu­cho­wi­sku Czło­wiek, któ­ry nie potra­fi umrzeć z 1981 roku, za któ­re autor został wyróż­nio­ny w kon­kur­sie teatru Pol­skie­go Radia.

Pierw­sza powieść pió­ra Zie­miań­skie­go, Woj­ny uro­jo­ne, uka­za­ła się (podob­nie jak debiu­tanc­ki zbiór opo­wia­dań) nakła­dem domu wydaw­ni­cze­go Iskry w 1987 roku, choć histo­ria przy­go­dę swą roz­wi­nę­ła tak­że w odcin­kach uka­zu­ją­cych się na łamach „Kurie­ra Pol­skie­go” oraz III Pro­gra­mu Pol­skie­go Radia. Dwa lata póź­niej dru­kiem wyszła dru­ga powieść auto­ra (napi­sa­na wspól­nie z Drze­wiń­skim i publi­ko­wa­na w odcin­kach w „Kurie­rze Pol­skim”), Zabój­cy sza­ta­na – za jej wyda­nie odpo­wia­da jed­nak KAW. Nato­miast w roku 1990 uda­ło mu się wypu­ścić w świat aż dwie, Bra­my stra­chu (Wydaw­nic­two Dol­no­ślą­skie) i Nostal­gia za Slu­ag Side (KAW, współ­au­tor Drze­wiń­ski), w następ­nym roku powró­cił zaś jako autor opo­wia­da­nia Cza­sy, któ­re nadej­dą (Infor­ma­tor kon­wen­to­wy Polcon-Kra­kon), ale 1991 nie obszedł się tak­że bez dwóch powie­ści, Dzien­ni­ka cza­su pla­gi (wyd. Euro­pa, odcin­ko­wo w Pol­skim Radiu Wro­cław) oraz wyda­nej pod pseu­do­ni­mem (ze wzglę­du na niski popyt pol­skich twór­ców lite­rac­kich) Patrick Sho­ugh­nes­sy Prze­siad­ki w przed­pie­klu (CIA-Book­s/SVA­RO). Uda­ło mu się ją jed­na­ko­woż wzno­wić z wła­sną sygna­tu­rą w 2004 roku z pomo­cą ofi­cy­ny DW Ares, a sam tytuł uległ lek­kie­mu prze­obra­że­niu – Prze­siad­ka w pie­kle. Nie­mniej, rok 1991 spra­wił, że jako pro­za­ik umilkł na nie­mal deka­dę, po któ­rej miał stop­nio­wo powró­cić w posta­ci jed­ne­go z naj­po­czyt­niej­szych pisa­rzy fan­ta­sty­ki. W mię­dzy­cza­sie – bo w 1997 roku – z innym fan­ta­stą z Wro­cła­wia, Euge­niu­szem Dęb­skim, zało­żył pierw­sze pol­skie cza­so­pi­smo inter­ne­to­we (e-zin) poświę­co­ne fan­ta­sty­ce, „Fah­ren­he­it” – to wła­śnie na łamach owe­go maga­zy­nu debiu­to­wa­ło wie­lu obie­cu­ją­cych auto­rów, m.in. Mag­da­le­na Kozak, Mar­ta Kisiel czy Paweł Paliń­ski. Zie­miań­ski z kolei mógł zdo­być dzię­ki ini­cja­ty­wie doświad­cze­nie redak­to­ra, a po tro­sze rów­nież gra­fi­ka i pro­jek­tan­ta witryn inter­ne­to­wych. Od 2004 roku nie jest już zwią­za­ny z perio­dy­kiem. Sam e-zin miał oprócz tego na celu przy­cią­gnię­cie Inter­nau­tów do „Pro­jek­tu Rej”(3).

W prze­ło­mo­wym 2000 roku na łamach wrze­śnio­wej „Nowej Fan­ta­sty­ki” zamie­ścił Bom­bę Heisen­ber­ga i to wła­śnie ona przy­nio­sła mu Sfink­sa w 2001 za „Pol­skie opo­wia­da­nie roku”. Jed­nak to w roku swe­go wiel­kie­go fan­ta­stycz­ne­go wyróż­nie­nia ujaw­nił swą twór­czą płod­ność w krót­kich for­mach, bowiem w ramach cza­so­pi­sma „Scien­ce Fic­tion” wydał trzy opo­wie­ści, zaś w „Nowej Fan­ta­sty­ce” jed­ną (wszyst­kie potem zamiesz­czo­no w zbio­rach Toy War­si Zapach szkła), a były to – w porząd­ku chro­no­lo­gicz­nym publi­ka­cji – Toy Toy Song, Auto­bahn nach Poznań, Toy Trek oraz Wani­lio­we plan­ta­cje Wro­cła­wia. Nie moż­na zatem pomi­nąć fak­tu, że to te opo­wia­da­nia uzna­wa­ne są czę­sto za naj­lep­sze w dorob­ku pisa­rza, Auto­bahn… zdo­by­ło Nagro­dę im. Janu­sza A. Zaj­dla i Puchar Bachu­sa, z kolei Wani­lio­wym… przy­zna­no Sfink­sa (w ran­kin­gu tego wyróż­nie­nia całe podium przy­pa­dło Zie­miań­skie­mu). W roku 2002 ude­rzył z jesz­cze więk­szą siłą. Czte­ry zwięź­lej­sze histo­rie, Lodo­wa opo­wieść („Scien­ce Fic­tion”), Cza­row­ni­ce (anto­lo­gia Stre­fa mro­ku. Jede­na­stu apo­sto­łów gro­zy doda­wa­na do perio­dy­ku „Click! Fan­ta­sy”), Legen­da, czy­li pijąc wód­kę we Wro­cła­wiu w 1999 roku („Nowa Fan­ta­sty­ka”, Sfinks w kate­go­rii „Pol­skie opo­wia­da­nie roku”) i Spa­dek (z anto­lo­gii wydaw­nic­twa Sola­ris Wizje alter­na­tyw­ne 4), któ­re nie świad­czą o pod­nie­sie­niu poprzecz­ki tak, jak powie­ścio­we otwar­cie sztan­da­ro­we­go cyklu wro­cła­wia­ni­na. Pierw­szy tom Achai (Fabry­ka Słów) przy­niósł mu Sfink­sa za „Pol­ską powieść roku”. W 2003 oddał w ręce czy­tel­ni­ków dru­gi tom, za któ­ry został nagro­dzo­ny Nautilusem(4), a w cza­so­pi­smach poja­wił się dwu­krot­nie, ponow­nie w komi­ty­wie z Drze­wiń­skim w powro­cie do sta­rej histo­rii, Ghost II – dwa­dzie­ścia lat póź­niej („Scien­ce Fic­tion”) i samo­dziel­nie w opo­wia­da­niu Zapach szkła; ono rów­nież tego roku zapew­ni­ło mu Nauti­lu­sa, a do tego jesz­cze Zaj­dla i Sfink­sa. Z kolei 2004 przy­niósł zwień­cze­nie Achai oraz trzy opo­wia­da­nia: Cięż­ka spra­wa (następ­ny raz w Wizjach alter­na­tyw­nych 5 ofi­cy­ny Sola­ris), Chło­pa­ki, wszy­scy idzie­cie do pie­kła (anto­lo­gia Wydaw­nic­twa Lite­rac­kie­go PL+50. Histo­rie przy­szło­ści) i Acha­ja – zagi­nio­ny roz­dział („Scien­ce Fic­tion”). Tego same­go roku zamknię­to w zbio­rze Zapach szkła krót­sze utwo­ry: Auto­bahn nach Poznań, Bom­ba Heisen­ber­ga, Zapach szkła, Wani­lio­we plan­ta­cje Wro­cła­wia, Legen­da, czy­li pijąc wód­kę we Wro­cła­wiu w 1999 roku, Lodo­wa opo­wieść, Cza­sy, któ­re nadej­dą. W 2005 wyraź­nie zro­bił sobie prze­rwę, ponie­waż dru­kiem uka­zał się wyłącz­nie w anto­lo­gii Tru­py Pol­skie Wydaw­nic­twa EMG tek­stem Wypa­sacz. Kolej­ny rok zapi­sał w twór­czo­ści Zie­miań­skie­go szcze­gól­ną, acz nie­do­ce­nio­ną powieść Miecz Orien­tu, wypusz­czo­ną w świat nakła­dem Wydaw­nic­twa Dol­no­ślą­skie­go.

Dopie­ro dwa lata póź­niej (2008) uka­za­ła się następ­na powieść sygno­wa­na nazwi­skiem pro­za­ika, Bre­slau fore­ver i zbiór opo­wia­dań Toy Wars (Fabry­ka Słów), zamy­ka­ją­cy w sobie Toy Toy Song, Toy Trek, mini­po­wieść Toy Wars – Wojow­nik Osta­tecz­nej Zagła­dy. Przez kolej­ne dwa lata uda­ło mu się wydać jesz­cze dwie powie­ści: w 2009 za spra­wą Wydaw­nic­twa Lite­rac­kie­go uka­za­ła się Uciecz­ka z Festung Bre­slau, a w 2010 z ramie­nia Buko­we­go Lasu – Żoł­nie­rze grze­chu. Zmniej­szo­na aktyw­ność na polu stric­te lite­rac­kim spo­wo­do­wa­na była zapew­ne pro­wa­dze­niem blo­ga, wroclawnowyglowny.pl/blog, a za te dzia­ła­nia zdo­był nagro­dę Social Media Poland. W 2011 w maga­zy­nie „Scien­ce Fic­tion” zamie­ścił opo­wia­da­nie A jeśli to ja jestem Bogiem?, zaś w anto­lo­gii Miłość we Wro­cła­wiu Wydaw­nic­twa EMG tekst Sie­dem scho­dów. Rok Koń­ca Świa­ta Majów wzbo­ga­cił doro­bek Zie­miań­skie­go o opo­wia­da­nie Pułap­ka Tesli („Nowa Fan­ta­sty­ka”) oraz dwie powie­ści ze staj­ni Fabry­ki Słów, Za pro­giem gro­bu i pierw­szy tom Pomni­ka Cesa­rzo­wej Achai, czy­li otwar­cie dru­giej epo­ki w dzie­jach tzw. Impe­rium Achai, uni­wer­sum toczą­ce­go się w świe­cie i wca­le luź­no powią­za­ne­go z Acha­ją. W 2013 kon­ty­nu­ował przy­go­dę z Pomni­kiem… wyda­jąc dru­gi tom, a na doda­tek zaser­wo­wał zbiór krót­szych form Pułap­ka Tesli, w któ­rym zmie­ści­ły się A jeśli to ja jestem Bogiem, Pol­ski dom, Wypa­sacz, Chło­pa­ki, wszy­scy idzie­cie do pie­kła, Pułap­ka Tesli. Od tego cza­su lite­rac­ko sku­pia się prak­tycz­nie na Impe­rium Achai, w 2014 świa­tło dzien­ne ujrza­ły tom trze­ci i czwar­ty, zaś dwa lata póź­niej uko­ro­no­wa­no powieść pią­tym i ostat­nim. W bie­żą­cym roku (2017) powró­cił do tego świa­ta w swo­istym spin-off’ie, pierw­szym tomie Virio­na o pod­ty­tu­le Wyrocz­nia, któ­re­go treść sta­ra się przed­sta­wić histo­rię i pery­pe­tie tytu­ło­we­go boha­te­ra, poja­wia­ją­ce­go się w Achai.

Mało kto zda­je sobie spra­wę, że z Andrze­jem Drze­wiń­skim napi­sa­li jesz­cze dwie, nie­opu­bli­ko­wa­ne nigdy powie­ści, a sam pro­za­ik nie wydał skoń­czo­nej już i zre­da­go­wa­nej Das Buil­ding, z któ­rej po pro­stu nie jest zado­wo­lo­ny. Jest też Wzgó­rze zwa­ne Cym­bo, począt­ko­wo z tytu­łem Cza­row­ni­ce, nie­do­koń­czo­ne, cho­ciaż frag­ment uka­zał się w anto­lo­gii Stre­fa Mro­ku. Jede­na­stu Apo­sto­łów Gro­zy. Oprócz tek­stów lite­rac­kich jest auto­rem co naj­mniej trzech pod­ręcz­ni­ków z zakre­su oko­ło­in­for­ma­tycz­ne­go: Micro­grafx Desi­gner 4.0, Corel Xara! w prak­ty­ce oraz Pho­to­shop 5.0. Sztucz­ki i chwy­ty. Powieść Acha­ja zosta­ła wyda­na w Cze­chach przez wydaw­nic­two Laser w trzech tomach (2004, 2005, 2008), a tekst prze­ło­żył Pavel Weigel.

Nie samym pisar­stwem Zie­miań­ski żyje

Przy­dłu­ga­wy prze­krój dzie­jów twór­czo­ści wro­cław­skie­go pisa­rza oraz licz­ne publi­ka­cje mogą suge­ro­wać, że czło­wiek ten nie robi nic inne­go, tyl­ko zagłę­bia się w fik­cyj­nych świa­tach i prze­le­wa roz­gry­wa­ją­ce się w nich wyda­rze­nia do pli­ków Tag, Ami­Pro lub Apple Pages w posta­ci czar­nych zna­ków w pro­sto­kąt­nych base­nach z nie­przej­rzy­stą bia­łą taflą, zwa­nych stro­na­mi albo arku­sza­mi. Wia­do­mo – z licz­nych spo­tkań autor­skich czy wywia­dów – że wszyst­kie notat­ki pisa­rza miesz­czą się na kart­ce, może dwóch, więc w zasię­gu ręki nie ma stert z zapi­ska­mi, zeszy­tów i notesów(5) z pomy­sła­mi i infor­ma­cja­mi, wszyst­ko co potrzeb­ne do lite­rac­kie­go two­rze­nia mie­ści się zaś na dys­ku twar­dym, okre­śla­nym zwy­kle jako synap­sy. Jak sam potwier­dza, nie pla­nu­je zbyt­nio prze­bie­gu fabu­lar­ne­go – on kry­sta­li­zu­je się w trak­cie pisa­nia, a boha­te­ro­wie nie­jed­no­krot­nie przej­mu­ją ste­ry, zaczy­na­jąc żyć wła­snym życiem i doma­gać się wła­snych utwo­rów (rzecz taka spo­tka­ła choć­by Virio­na czy Toy). Sam mówi, że cier­pi na przy­mus two­rze­nia, okre­śla, że uro­dził się ze swe­go rodza­ju ska­zą, zmu­sza­ją­cą go do lite­rac­kiej eks­pre­sji.

Nie­mniej jed­nak to zale­d­wie uła­mek życia pro­za­ika, a mimo że nie zdra­dza nazbyt wylew­nie sekre­tów oso­bi­stej codzien­no­ści, co nie­co moż­na się o nim z pew­nych źró­deł, autor­skich spo­tkań i wpi­sów na blo­gu wywie­dzieć. Pierw­sze, co przy­ku­wa uwa­gę to ilość (i „jakość”) miejsc, któ­re zwie­dził – i owa obser­wa­cja spra­wia, że po tro­sze powin­no defi­nio­wać się go jako podróż­ni­ka. Cze­chy, Kuba, Niem­cy, Chi­ny, pół­noc­na Afry­ka… to led­wie garść zwie­dzo­nych przez nie­go loka­cji, któ­ra zapew­ne w gło­wie nie­jed­ne­go czy­tel­ni­ka malu­je „kosmicz­ne” pej­za­że. Kwe­stia tego, czy moż­na nato­miast okre­ślić Zie­miań­skie­go foto­gra­fem może być spor­na, ale na pew­no to jed­na z jego pasji, co sta­ra się ostat­nio uwi­docz­nić na Insta­gra­mie. Jak sam zazna­cza, lubi foto­gra­fo­wać puste miej­sca. Jesz­cze jed­ną smy­kał­ką wro­cła­wia­ni­na jest strze­lec­two, któ­re upra­wia względ­nie czę­sto i wyro­bił sobie nawet pozwo­le­nie na broń (podob­nie jak jego żona), z kolei w domu podob­no mają nie­wiel­ki skład. (Cho­ciaż rze­ko­mo ilość bro­ni strze­lec­kiej w ich miesz­ka­niu prze­kra­cza tę posia­da­ną przez dru­ży­nę woj­sko­wą.)

W akcji Booklips.pl uka­zu­ją­cej czy­tel­ni­kom biur­ka pol­skich pisa­rzy, jego pre­zen­to­wa­ło się nad wyraz schlud­nie, wręcz nie­na­gan­nie i pedan­tycz­nie. Wią­że się to z postrze­ga­niem przez nie­go świa­ta, patrze­niem i myśle­niem obra­za­mi, co dopro­wa­dzi­ło do wycię­cia z oto­cze­nia zbęd­nych gadże­tów i dro­bia­zgów, stwo­rze­niem porząd­nej, acz asce­tycz­nej prze­strze­ni. Pre­fe­ru­je więc mini­ma­lizm, z czym się nie kry­je, co wię­cej – stwier­dza, że ponie­kąd wyprze­dził ten trend w bli­skiej mu archi­tek­tu­rze.

A sko­ro mowa o tej dzie­dzi­nie sztu­ki, zwią­zał się z nią na eta­pie stu­diów. Była naj­bliż­sza jego zain­te­re­so­wa­niom, połą­cze­niem arty­zmu i inży­nie­rii. Mimo że od dziec­ka (o tym za chwi­lę) pra­gnął być pisa­rzem i opo­wia­dać histo­rie, wie­dział, że filo­lo­gia nie jest tym, cze­go chce i nie zagwa­ran­tu­je mu tego. Szcze­gól­nie, że w socja­li­zmie z pisa­nia nie dało się wyżyć. Nie liczył się jed­nak z tym, iż po archi­tek­tu­rze od razu będzie pro­jek­to­wał budyn­ki, i zarze­ka się, że nigdy nie pro­jek­to­wał, choć na jed­nym ze spo­tkań zdra­dził, że (co naj­mniej) raz zapro­jek­to­wał dość inte­re­su­ją­cy szkic dla kole­gi na kon­kurs, któ­re­go wyko­na­nie w prak­ty­ce być może było – a może i wciąż jest – nie­wy­ko­nal­ne. Gdy ukoń­czył kie­ru­nek na Wydzia­le Archi­tek­tu­ry Poli­tech­ni­ki Wro­cław­skiej został na uczel­ni i pra­co­wał w Insty­tu­cie Archi­tek­tu­ry i Urba­ni­sty­ki w latach 1984–1985, z kolei od 1985 do 2005 roku był zwią­za­ny z Insty­tu­tem Budow­nic­twa Rol­ni­cze­go Wydzia­łu Inży­nie­rii Kształ­to­wa­nia Śro­do­wi­ska i Geo­de­zji Aka­de­mii Rol­ni­czej we Wro­cła­wiu, obec­nie pro­wa­dzi zaję­cia z „Kre­atyw­ne­go pisa­nia” w Insty­tu­cie Dzien­ni­kar­stwa i Komu­ni­ka­cji Spo­łecz­nej Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go. Sam stwier­dza, że taka for­ma pra­cy – po ukoń­cze­niu stu­diów – dawa­ła mu nie­usys­te­ma­ty­zo­wa­ny czas obo­wiąz­ków służ­bo­wych. Po odzy­ska­niu przez Pol­skę suwe­ren­no­ści, po upad­ku Żela­znej Kur­ty­ny i wyrwa­niu korze­ni socja­li­zmu poczuł, że naresz­cie może robić to, co chce, na nowo wstą­pi­ła w nie­go nadzie­ja i wia­ra w sie­bie. Wybrał więc pisar­stwo zawo­do­we. Jak widać speł­nia się w powo­ła­niu.

Jak było na począt­ku…

Dro­ga do pisar­stwa Zie­miań­skie­go, pomi­mo fak­tu dość wcze­sne­go debiu­tu w wie­ku lat dzie­więt­na­stu (1979), nie była pro­sta i usła­na róża­mi, co zda­ją się potwier­dzać inne ścież­ki lite­ra­tów pol­skich tam­te­go okre­su, choć­by Jaro­sła­wa Grzę­do­wi­cza czy Felik­sa W. Kre­sa. Na świat przy­szedł 17 lute­go 1960 roku w rodzin­nym Wro­cła­wiu, z któ­rym zwią­za­ny jest nie tyl­ko nicią sen­ty­men­tu naro­dze­nia, lecz tak­że emo­cja­mi mło­dzień­cze­go życia, two­rze­nia dość znacz­ne­go seg­men­tu w pol­skiej fan­ta­sty­ce, żeby wywin­do­wać jesz­cze raz „Fah­ren­he­it”, miej­sca wie­lu prze­ło­mów, któ­re pew­nie skry­te są pod róż­ny­mi płasz­cza­mi i koca­mi w utwo­rach. Samo mia­sto ponad­to nie­rzad­ko jest miej­scem akcji w twór­czo­ści Zie­miań­skie­go, nie­jed­no­krot­nie też sta­je się peł­no­praw­nym boha­te­rem, mil­czą­cym lub wręcz prze­ciw­nie – dają­cym o sobie znać wrza­skiem i czy­na­mi. Nic zatem dziw­ne­go, że autor zna­lazł się w Ency­klo­pe­dii Wro­cła­wia pod redak­cją Jana Hara­si­mo­wi­cza, współ­pra­cu­ją­ce­go pod­czas prac nad wolu­mi­nem z Wło­dzi­mie­rzem Sule­ją.

Jed­nak w opa­słym tomie nie dowie­my się tego, że Zie­miań­ski pisać zechciał jesz­cze zanim nauczył się wła­ści­wie roz­róż­niać liter­ki i skła­dać z nich zda­nia. Książ­ki w mło­do­ści czę­sto czy­ta­ła mu bab­cia, cho­ciaż – jak pod­kre­śla – nie potra­fił ich za bar­dzo słu­chać. O wie­le bar­dziej wolał sam two­rzyć, opo­wia­dać wła­sne histo­rie, zmie­niać już ist­nie­ją­ce, uzu­peł­niać je i mody­fi­ko­wać. Dzia­ła tak zresz­tą do dziś. Nie kry­je się z tym, że wie­le moty­wów, któ­re spodo­ba­ły mu się u innych pisa­rzy zapo­ży­czył, ubie­ra­jąc je na swo­ją modłę i opi­su­jąc je po swo­je­mu.

Taką meto­do­lo­gię pisar­ską sta­ra się prze­ka­zy­wać stu­den­tom uczest­ni­czą­cym w pro­wa­dzo­nych prze­zeń zaję­ciach z „Kre­atyw­ne­go pisa­nia”. Przede wszyst­kim nie obie­cu­je absur­dal­ne­go prze­pi­su na best­sel­ler i od jego tech­nicz­ne­go opi­su zde­cy­do­wa­nie bar­dziej ceni treść. W swych wykła­dach wpa­ja, że pisar­stwo pole­ga na odróż­nia­niu się od innych, a nie szu­ka­niu magicz­nych sztu­czek czy tri­ków, pozwa­la­ją­cych znie­wa­lać czy­tel­ni­ków. Waż­na jest histo­ria, któ­rą opo­wia­da­my, a nie meto­da nar­ra­cji – ta wykształ­ci się pod­czas two­rze­nia.

Czas na poglą­dy

I w tym momen­cie, moim zda­niem, przy­szedł czas na nie­któ­re ele­men­ty ukła­dan­ki zwa­nej świa­to­po­glą­dem Zie­miań­skie­go, dzie­lą­cym się (w tym miej­scu) na dwie zasad­ni­cze dzie­dzi­ny – posta­wę wobec lite­ra­tu­ry i posta­wę wobec kul­tu­ry. Być może nie jest to temat zbyt oczy­wi­sty, ale nie­któ­re idee war­te są cho­ciaż­by powierz­chow­ne­go pozna­nia.

Wygła­sza­jąc czę­sto osą­dy na temat lite­ra­tu­ry, Zie­miań­ski defi­ni­tyw­nie negu­je zasad­ność geno­lo­gii. Odrzu­ca kla­sy­fi­ka­cję Achai jako fan­ta­sy, wła­ści­wie nie lubi jakie­go­kol­wiek szu­flad­ko­wa­nia. Sądzi, że roz­róż­nia­nie geno­lo­gicz­nie, według nur­tów, odmian i gatun­ków lite­rac­kich jest jało­we, pozba­wio­ne więk­sze­go sen­su i wca­le nie­po­trzeb­ne. Co cie­ka­we, autor jest zda­nia, że wszyst­kie wytwo­ry lite­ra­tu­ry moż­na syno­ni­micz­nie okre­ślać fan­ta­sty­ką, bo zosta­ły prze­fil­tro­wa­ne przez czło­wie­ka osa­dzo­ne­go w kon­kret­nym wzor­cu kul­tu­ro­wym, a co za tym idzie – są po czę­ści nie­zgod­ne z abso­lut­ną praw­dą, fak­ta­mi na temat świa­ta, zabu­rze­niem rze­czy­wi­ste­go obra­zu – i to pod­cho­dzi już pod posta­wę wobec kul­tu­ry (o niej za moment).

Jeże­li zaś cho­dzi o bele­try­sty­kę sądzi, że ele­men­tem wyróż­nia­ją­cym kon­kret­ne­go pisa­rza na tle innych jest on sam, ponie­waż po czę­ści pisze o samym sobie. Co moż­na rozu­mieć na wie­le spo­so­bów, ale bodaj naj­bli­żej takie­mu stwier­dze­niu do tego, że autor pisząc, prze­le­wa na kart­kę cząst­kę sie­bie, swe­go spoj­rze­nia na świat, swych pomy­słów, osą­dów, reflek­sji, obser­wa­cji, spo­so­bu wyra­ża­nia, któ­ry uwa­ża za wła­ści­wy albo atrak­cyj­ny. Nader istot­ną część w poglą­dach Zie­miań­skie­go na temat pro­ce­su two­rze­nia zaj­mu­je tak­że meto­do­lo­gia, któ­ra w wer­sji wro­cła­wia­ni­na w nie­któ­rych punk­tach może przy­po­mi­nać ana­lo­gicz­ną meto­dę Sta­ni­sław­skie­go w teatrze – praw­dzi­we­mu pisa­rzo­wi naj­pierw poja­wia się wizja, któ­ra kieł­ku­je i pod­sy­ca swo­iste pra­gnie­nie uze­wnętrz­nie­nia jej, prze­ra­dza­ją­ca się i współ­gra­ją­ca z prze­ko­na­niem o jej wyjąt­ko­wo­ści i dąże­niem do twór­cze­go speł­nie­nia. Pod­czas owe­go pro­ce­su poja­wić się może moty­wu­ją­ca obse­sja na punk­cie ukoń­cze­nia dzie­ła albo same­go pisa­nia jako satys­fak­cjo­nu­ją­ce­go dzia­ła­nia. W tym momen­cie po raz kolej­ny wkra­cza pierw­szo­rzęd­ność histo­rii, któ­ra cie­ka­wa tre­ścią, nie musi od razu posia­dać dobre­go spo­so­bu na opo­wie­dze­nie, ponie­waż „obsłu­gi łopa­ty każ­dy nauczy się już na pla­cu budo­wy” (czy­li w trak­cie pisa­nia).

W odnie­sie­niu do kry­ty­ki nie­wy­wo­dzą­cej się z krę­gów fan­ta­stycz­nych stwier­dza, że opi­nia ta cier­pi z powo­du fak­tu nie­moż­no­ści zapa­no­wa­nia nad swo­istym nur­tem fan­ta­sty­ki, że nie może kształ­to­wać tej dzie­dzi­ny i czy­tel­ni­czych gustów, przez co nie ma upra­gnio­ne­go wpły­wu na rynek wydaw­ni­czy i kie­run­ki arty­stycz­ne. Kry­ty­kę – w tym kon­tek­ście – kwi­tu­je jako nie ima­ją­cą się tego obie­gu, nie potra­fią­cą pora­dzić sobie z tym, że nawet naj­więk­sze opi­nio­twór­cze medium w krę­gach nie­fan­ta­stycz­nych nie wpły­wa na odzew czy­tel­ni­ków lite­ra­tu­ry z tej dzie­dzi­ny.

Patrząc na kul­tu­rę Zie­miań­ski widzi coś w pew­nym sen­sie ogra­ni­cza­ją­ce­go spoj­rze­nie czło­wie­ka na ota­cza­ją­cy go świat. Jak sam stwier­dza, „kul­tu­ra, w ramach któ­rej się obra­ca­my, zakła­mu­je nam obraz wszyst­kie­go wokół i nie ma sen­su mar­no­wać cza­su na pró­bach jego oba­le­nia”. W takich poglą­dach, moc­no zazę­bia­ją­cych się z teza­mi na temat m.in. lite­ra­tu­ry, autor sta­je w dys­kur­sie naprze­ciw dzia­ła­niom nauk huma­ni­stycz­nych, któ­rych celem wca­le czę­sto jest usys­te­ma­ty­zo­wa­nie zja­wisk (choć­by gatun­ków czy tren­dów literackich)(6). Jed­nak podej­ście do spra­wy Zie­miań­skie­go, jak­kol­wiek sprzecz­ne z owy­mi nauka­mi samy­mi w sobie, skąd­inąd nie jest nie­cel­ne, a udo­wad­nia ide­ową kon­se­kwen­cję auto­ra. Swe­go rodza­ju prag­ma­tyzm prze­ja­wia­ją­cy się już w mini­ma­li­stycz­nym zago­spo­da­ro­wa­niu prze­strze­ni, któ­re – w sen­sie prze­strze­ni wie­dzy – w opi­nii wro­cła­wia­ni­na może być zanie­czysz­cza­ne zbęd­ny­mi przed­mio­ta­mi (gatun­ka­mi etc.), zabie­ra­ją­cy­mi miej­sce innym, bodaj istot­niej­szym rze­czom – a na pew­no waż­niej­szym według myśli pisa­rza.

Inte­re­su­ją­ca, choć jesz­cze nie­peł­na, nie­do­sta­tecz­nie roz­wi­nię­ta, wyda­je się myśl auto­ra o cywi­li­za­cji obraz­ków – wedle któ­rej cywi­li­za­cja zacho­du (i nie tyl­ko) wkro­czy­ła w sta­dium, a być może powró­ci­ła do zmo­der­ni­zo­wa­nej wer­sji sta­re­go eta­pu, defi­niu­ją­ce­go miej­sca, sym­bo­le, zna­ki za pomo­cą pro­stych, uni­wer­sal­nych obraz­ków, pozwa­la­ją­cych na prze­ła­ma­nie barier komu­ni­ka­cyj­nych. Jedy­nym pro­ble­mem, jaki na razie Zie­miań­ski dostrze­ga albo publicz­nie ujaw­nia w sys­te­mie takie­go rodza­ju sta­dium cywi­li­za­cji, jest brak świa­do­mo­ści rela­ty­wi­zmu kul­tu­ro­we­go, mogą­ce­go pro­wa­dzić do nie­po­ro­zu­mień (np. nóż i wide­lec jako wska­zów­ka restau­ra­cji dla Japoń­czy­ka nie zna­ją­ce­go widel­ca ze wzglę­dów tech­nicz­no-kul­tu­ro­wych).

I sło­wo na koniec…

Oczy­wi­ście, tekst sam w sobie nie zgłę­bia – a przy­chy­lił­bym się nawet do tezy, że w ułam­ku nie przy­bli­ża – cało­kształ­tu świa­to­po­glą­do­we­go Zie­miań­skie­go. Są to wyłącz­nie wybra­ne frag­men­ty wysta­wio­nych czy­tel­ni­kom i słu­cha­czom wypo­wie­dzi, mają­ce na celu sub­tel­nie zary­so­wać kie­run­ki myślo­we wro­cła­wia­ni­na. Rzecz podob­nie ma się z żywo­tem oraz histo­rią i dzia­ła­nia­mi twór­czy­mi – zapew­ne wie­le cie­ka­wo­stek i fak­tów nie skry­wa się w tema­tycz­nych lek­sy­ko­nach, notach bio­gra­ficz­nych, wywia­dach, ency­klo­pe­diach, arty­ku­łach i… wymie­niać tak dalej moż­na w nie­skoń­czo­ność. Zie­miań­ski bowiem w pol­skiej fan­ta­sty­ce namie­szał, ale tak zdro­wo, przy­czy­nia­jąc się ponie­kąd do napę­dze­nia nowej fali w lite­ra­tu­rze tego bie­gu (i w ogó­le w lite­ra­tu­rze), co po tro­sze przy­czy­ni­ło się do wyro­śnię­cia nie­ma­łej ilo­ści mate­ria­łów na jego temat. Jeże­li więc szu­ka­li­ście peł­ne­go bio­gra­mu albo holi­stycz­ne­go uję­cia pro­ble­ma­ty­ki twór­czej i wydaw­ni­czej Andrze­ja Zie­miań­skie­go – nie­ste­ty, w tym miej­scu ich nie zna­leź­li­ście, acz­kol­wiek jeśli inte­re­su­je­cie się auto­rem i jego pro­zą, być może arty­kuł oka­zał się przy­dat­ny, choć z całą pew­no­ścią nie wyczer­pu­je pro­ble­mu.

Przy­pi­sy:

1 Nagro­da zapro­jek­to­wa­na i przy­zna­wa­na z ramie­nia Wojt­ka Sedeń­ki od 1995 roku, wybo­ru doko­nu­ją czy­tel­ni­cy zinu „Sfinks” oraz klien­ci księ­gar­ni Solarisnet.pl. Cere­mo­nia przy­zna­nia odby­wa się na Mię­dzy­na­ro­do­wym Festi­wa­lu Fan­ta­sty­ki w Nidzi­cy.

2 Andrzej Drze­wiń­ski – pro­fe­sor fizy­ki, autor scien­ce fic­tion, zwią­za­ny z Wro­cła­wiem i Fan­do­mem.

3 „Pro­jekt Rej” – swo­ista inte­rak­tyw­na mapa kul­tu­ral­na Wro­cła­wia, w zamie­rze­niu posia­da­ją­ca opcję uzy­ska­nia odpo­wie­dzi na pra­wie każ­de pyta­nie. Nie­ste­ty, całość – jak stwier­dza m.in. Zie­miań­ski – wyprze­dzi­ła swą epo­kę i nie uzy­ska­ła nale­ży­te­go inwe­sto­ra, przez co ini­cja­ty­wa musia­ła zostać zawie­szo­na.

4 Nagro­da przy­zna­wa­na od 2004 roku, stwo­rzo­na z ini­cja­ty­wy wro­cław­skie­go pisa­rza scien­ce fic­tion Rober­ta J. Szmid­ta, naczel­ne­go maga­zy­nu „Scien­ce Fic­tion”, a radę kon­kur­su sta­no­wi­ła jego redak­cja. Wyróż­nie­nie ostat­ni raz przy­zna­no za utwo­ry z 2012 roku.

5 Autor przy­znał się do tego, że pod wpły­wem rady jed­ne­go angiel­skie­go pisa­rza z pierw­szej serii Kro­ków w nie­zna­ne zało­żył notat­nik, choć zapi­ski w nim są raczej zwię­złe i dla postron­ne­go obser­wa­to­ra mogą być nie­zro­zu­mia­łe, a nie­rzad­ko nawet absur­dal­ne.

6 Jak­kol­wiek Zie­miań­ski w swych poglą­dach nie jest osa­mot­nio­ny, ani tym bar­dziej pio­nier­ski. Tezy na temat tego, czy zasad­ność i isto­ta dys­cy­pli­ny, jaką jest geno­lo­gia, poja­wia­ły się wśród lite­ra­tu­ro­znaw­ców, semio­ty­ków bądź histo­ry­ków lite­ra­tu­ry na dłu­go przed skry­sta­li­zo­wa­niem ich w wypo­wie­dziach wro­cław­skie­go auto­ra.

Zdję­cie głów­ne: wydaw­nic­two Fabry­ka Słów

Zdję­cie w tek­ście: copy­ri­ght Moni­ka Zie­mian­ska


Adrian Turzań­ski – uro­dzo­ny pod zna­kiem Skor­pio­na, w roku Leona zawo­dow­ca, Pulp Fic­tion, Kró­la Lwa i fil­mo­wych adap­ta­cji Maski oraz Kru­ka. Kul­tu­ro­znaw­ca, poże­ra­ją­cy sze­ro­ko poję­tą popkul­tu­rę, choć nie wyłącz­nie. Redak­tor, kry­tyk, szor­ta­li­sta, publi­cy­sta, biblio­fil, a przede wszyst­kim homo vere­cun­dus. Przez swo­je krót­kie życie prze­by­wa­ją­cy w róż­nych sub­kul­tu­rach, krę­gach i śro­do­wi­skach. Ma swój gust i swo­je zda­nie. Bynaj­mniej nie kon­for­mi­sta.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy