Ciekawostki

Baśń wiecznie żywa – o zakochaniu współczesnej literatury w “Pięknej i Bestii”

Jed­na z naj­słyn­niej­szych baśni w histo­rii lite­ra­tu­ry po raz kolej­ny powra­ca na ekra­ny kin ze zna­ną z roli Her­mio­ny Emmą Wat­son jako Bel­lą. War­to w takim razie w dniu pre­mie­ry przyj­rzeć się współ­cze­snym powie­ściom, któ­re z powo­dze­niem wyko­rzy­stu­ją motyw nie­śmier­tel­nej miło­ści „Pięk­nej i Bestii”.

Począt­ków „Pięk­nej i Bestii” moż­na doszu­kać się w cza­sach sta­ro­żyt­nych, a mówiąc ści­ślej w grec­kim micie o Psy­che i Ero­sie. Wystar­czy przyj­rzeć się bli­żej fabu­le, a natych­miast wyj­dą na jaw podo­bień­stwa. Naj­pięk­niej­sza cór­ka kró­lew­skiej pary o imie­niu Psy­che nara­ża się na zazdrość Afro­dy­ty, któ­ra w zemście naka­zu­je swo­je­mu syno­wi Ero­so­wi roz­ko­chać ją w potwo­rze. Jed­nak Eros, ugo­dzo­ny strza­łą miło­ści, pory­wa księż­nicz­kę do swo­je­go pała­cu i każ­dej nocy odwie­dza ją, ostrze­ga­jąc, by nigdy nie ujrza­ła go w świe­tle. Za namo­wą zło­śli­wych sióstr, Psy­che łamie jed­nak swo­ją obiet­ni­cę i przy pró­bie poca­łun­ku budzi pięk­ne­go Ero­sa, a ten w furii każe jej odejść z pała­cu. Po prze­róż­nych dal­szych per­tur­ba­cjach loso­wych i uczu­cio­wych wszyst­ko osta­tecz­nie zmie­rza do szczę­śli­we­go fina­łu.

Pier­wot­na wer­sja baśni, napi­sa­na przez fran­cu­ską powie­ścio­pi­sar­kę Gabriel­le-Suzan­ne Bar­bot de Vil­le­neu­ve w 1740 roku, to wypisz wyma­luj powyż­szy mit ubra­ny w odpo­wied­nio zmie­nio­ne sza­ty. Jed­nak to nie dzie­ło Vil­le­neu­ve sta­ło się naj­bar­dziej poczyt­nym i kano­nicz­nym źró­dłem, bowiem to uzna­nie przy­pa­dło jej rodacz­ce Jean­ne-Marie Leprin­ce de Beau­mont, któ­ra w 1756 roku opu­bli­ko­wa­ła znacz­nie skró­co­ną i uprosz­czo­ną wer­sję histo­rii. I od tam­tej pory opo­wie­dzia­no ją na prze­róż­ne spo­so­by nie tyl­ko w lite­ra­tu­rze, ale tak­że w kinie, tele­wi­zji czy w teatrze. Przez te wszyst­kie lata uda­ło się jej prze­trwać wszyst­ko, włącz­nie z psy­cho­ana­li­tycz­nym odczy­ta­niem i moż­na by poświę­cić masę miej­sca, by wymie­nić wszyst­kie pozy­cje, ale war­to sku­pić się na kil­ku książ­kach wyda­nych w tym wie­ku, któ­rym uda­ło się wyłu­skać z powszech­nie zna­ne­go moty­wu coś nowe­go.

W świe­cie fan­ta­sy

Fan­ta­sy jako gatu­nek posia­da wie­le wspól­ne­go z baśnią. Stąd nie powin­no dzi­wić, że spo­ra ilość auto­rek z tego krę­gu czer­pie inspi­ra­cję z dzie­ła Vil­le­neu­ve. Jed­ną z nich jest Sarah J. Mass, któ­ra w „Dwo­rze cier­ni i róż” przed­sta­wi­ła swo­ją wła­sną waria­cję histo­rii, sil­nie ople­cio­ną magicz­ny­mi ele­men­ta­mi. Pozna­je­my  w niej dzie­więt­na­sto­let­nią łow­czy­nię o wdzięcz­nym imie­niu Fey­ra, któ­ra pod­czas jed­ne­go z polo­wań zabi­ja ogrom­ne­go wil­ka, ścią­ga­jąc na sie­bie gniew Tam­li­na. Wybie­ra­jąc mię­dzy śmier­cią, a spę­dze­niem resz­ty życia w jego posia­dło­ści, dziew­czy­na wybie­ra to dru­gie i w trak­cie swo­je­go poby­tu jej nie­chęć zaczy­na prze­ista­czać się w pło­mien­ne uczu­cie. Jed­nak to dopie­ro począ­tek, bowiem przed Fey­re naj­waż­niej­szy spraw­dzian dopie­ro nadej­dzie. Fey­ra może prze­mó­wić do wszyst­kich czy­tel­ni­ków lubią­cych hero­iny sil­ne i nie­za­leż­ne, zaś sama fabu­ła, peł­na zwro­tów akcji, ani przez chwi­lę nie jest prze­wi­dy­wal­na. Dodać też trze­ba, że sam romans jest w pasjo­nu­ją­cy spo­sób odda­ny, co sta­no­wi nie lada atrak­cję.


Dzie­ło Mass cie­szy­ło się spo­rą popu­lar­no­ścią, ale z jesz­cze więk­szym uzna­niem przy­ję­to „Wybra­ną” Naomi Novik, wyróż­nio­ną pre­sti­żo­wą nagro­dą Nebu­li. W histo­rii o sie­dem­na­sto­let­niej Agniesz­ce, któ­ra nie­ocze­ki­wa­nie zosta­je wybra­na przez cza­ro­dzie­ja zwa­ne­go Smo­kiem, chro­nią­ce­go jej doli­nę przed zło­wiesz­czym Borem, by słu­ży­ła mu przez dzie­sięć lat w jego wie­ży, echa baśni są sub­tel­ne, ale natych­miast zauwa­żal­ne. Novik w dal­szych fazach swo­jej książ­ki dorzu­ci­ła rów­nież spo­ro z sło­wiań­skie­go folk­lo­ru, co inte­re­su­ją­co wzbo­ga­ci­ło treść. Choć akcja roz­wi­ja się sto­sun­ko­wo wol­no, to czy­tel­nik bez więk­sze­go pro­ble­mu zagłę­bia się w zdo­mi­no­wa­nym przez cza­ry świe­cie Agniesz­ki, któ­ra jest tak­że nar­ra­tor­ką.

W podob­nym tonie utrzy­ma­ne jest „Cru­el Beau­ty” Rosa­mund Hod­ge. Dziel­na Nyx Tri­ske­lion zarę­cza się z okrut­nym Igni­fe­xem, wła­da­ją­cym jej kra­jem. Od małe­go szko­lo­no ją, by zgła­dzi­ła tyra­na. Jed­nak w trak­cie poby­tu jej misja zaczy­na się kom­pli­ko­wać, gdy Igni­fex oka­zu­je się o wie­le bar­dziej cza­ru­ją­cy niż mogło się wyda­wać. Autor­ka wie­le zapo­ży­czy­ła nie tyl­ko z samej baśni, ale tak­że z grec­kich mitów i folk­lo­ru, co pozwo­li­ło jej stwo­rzyć wie­lo­barw­ny i dość zło­żo­ny świat fan­ta­sy, gdzie rodzą­ce się uczu­cie głów­nej boha­ter­ki obar­czo­ne jest olbrzy­mią odpo­wie­dzial­no­ścią. Choć pozy­cja nie docze­ka­ła się jesz­cze pol­skie­go tłu­ma­cze­nia, to war­to zwró­cić na nią uwa­gę.

Zgo­ła odmien­ny kli­mat domi­nu­je za to w „Bestii” Alex Flinn. Tym razem otrzy­mu­je­my współ­cze­sne odczy­ta­nie baśni z per­spek­ty­wy bestii. Akcja toczy się w Nowym Jor­ku, gdzie przy­stoj­ny, boga­ty i sza­le­nie próż­ny Kyle Klings­bu­ry ma wszyst­ko do momen­tu, gdy zosta­je prze­mie­nio­ny we wło­cha­te­go potwo­ra przez kla­so­wą wiedź­mę. Jedy­nym spo­so­bem na zdję­cie cza­ru jest odna­le­zie­nie praw­dzi­wej miło­ści. Peł­na intryg i dra­ma­tów, powieść Flinn podej­mu­je róż­ne­go rodza­ju tema­ty (rela­cje rodzin­ne, przy­jaźń), by oddać prze­mia­nę, jaka doko­nu­je się w tytu­ło­wym boha­te­rze.


Ele­men­ty fan­ta­sy cał­ko­wi­cie wypa­ro­wu­ją ze stron­nic „Pięk­na ujarz­mia bestię”. Połą­cze­nie sta­ro­świec­kiej histo­rii i seria­lu tele­wi­zyj­ne­go – w taki spo­sób moż­na okre­ślić powieść Elo­isy James. Lin­net Thryn­ne stoi w obli­czu towa­rzy­skie­go skan­da­lu, po tym jak obie­ca­ny ślub z księ­ciem nie docho­dzi do skut­ku. Jedy­nym ratun­kiem pozo­sta­je mał­żeń­stwo. Dzię­ki zarad­nej ciot­ce, roz­wią­za­niem sta­je się wyj­ście za mąż za dok­to­ra Pier­sa Yelver­to­na, sły­ną­ce­go z wyjąt­ko­wo nie­przy­jem­ne­go cha­rak­te­ru. Pięk­na i inte­li­gent­na Lin­net sta­je przed nie lada wyzwa­niem, by zdo­być sza­lo­ne ser­ce męż­czy­zny. Autor­ka doko­na­ła już w samej kon­cep­cji dość inte­re­su­ją­cej mody­fi­ka­cji, bowiem postać bestii opar­ła na… Dok­to­rze House. Dzię­ki temu wszyst­kie potycz­ki mię­dzy nim, a Lin­net są peł­ne humo­ru, bowiem dziew­czy­na oka­zu­je się wię­cej niż god­ną rywal­ką dla dok­to­ra. Napi­sa­na lek­kim języ­kiem i wypeł­nio­na po brze­gi roman­tycz­ną pasją, „Pięk­na ujarz­mia bestię” potra­fi urzec.

Zda­ję sobie spra­wę, że wymie­nio­ne wyżej tytu­ły to kro­pla w morzu tego, co może­my odna­leźć na ryn­ku. Jed­nak na ich przy­kła­dzie da się wywnio­sko­wać, że tak moc­no zapi­sa­na w dzie­jach lite­ra­tu­ry i świa­do­mo­ści kul­tu­ro­wej miłość na pozór skraj­nie odmien­nych posta­ci wciąż potra­fi roz­pa­lić wyobraź­nię nowych poko­leń twór­ców. A po wię­cej niż pew­nym suk­ce­sie nowej adap­ta­cji, jed­ne­go może­my być pew­ni: Bel­la i Bestia pozo­sta­ną z nami na dłu­żej.


Kamil Dach­nij – wiel­bi­ciel kina, muzy­ki i lite­ra­tu­ry wszel­kiej maści. Publi­ko­wał tek­sty w „Stop­klat­ce”, „naEKRA­NIE” i dwu­mie­sięcz­ni­ku „Coś na Pro­gu”.

Od koń­ca 2009 roku pro­wa­dzi blog fil­mo­wo-muzycz­ny Dyle­tan­ci.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy