Ciekawostki

Umysł na siłowni. Co nam daje czytanie książek?

Bada­nia nauko­we wska­zu­ją, że czy­ta­jąc, dosłow­nie ćwi­czy­my nasz mózg, nie­mal jak mię­śnie na siłow­ni!

Oka­zu­je się, że nie bez powo­du w sta­ro­żyt­nej biblio­te­ce alek­san­dryj­skiej wid­nia­ły sło­wa „Książ­ki to lekar­stwo dla umy­słu”. Rację moż­na też przy­znać Wisła­wie Szym­bor­skiej, mawia­ją­cej, że „czy­ta­nie ksią­żek to naj­pięk­niej­sza zaba­wa, jaką sobie ludz­kość wymy­śli­ła”. Od pierw­szych dni nasze­go życia czy­ta­nie (nam, a póź­niej – przez nas) daje nam w zasa­dzie same korzy­ści. Przyj­rzyj­my się im się uważ­niej i zasta­nów­my się, czym tak napraw­dę jest czy­ta­nie i jak odby­wa się z per­spek­ty­wy naszych struk­tur mózgo­wych?
Mózgo­wa ekwi­li­bry­sty­ka

Dla naszych mózgów czy­ta­nie jest praw­dzi­wym wyzwa­niem. Nie, nie mamy w nich nigdzie żad­ne­go „ośrod­ka czy­ta­nia”, któ­ry wyróż­niał­by nas z gro­na pozo­sta­łych, nie­pi­śmien­nych zwie­rząt. W naszych czasz­kach nie ma żad­nej struk­tu­ry, któ­ra odpo­wia­da­ła­by wyłącz­nie za czy­ta­nie i któ­rą mogli­by­śmy sobie ćwi­czyć, poły­ka­jąc kolej­ne tomy. M. Spit­zer, nie­miec­ki psy­chia­tra i neu­ro­bio­log, podob­nie jak wie­lu innych ludzi nauki, twier­dzi wręcz, że dla nasze­go mózgu czy­ta­nie jest czyn­no­ścią… nie­na­tu­ral­ną.

W swo­jej (skąd­inąd god­nej pole­ce­nia) książ­ce „Jak uczy się mózg” (2012), Spit­zer posłu­gu­je się obra­zo­wą ana­lo­gią, pisząc nastę­pu­ją­co: „Nasz mózg nie jest stwo­rzo­ny do czy­ta­nia. Powsta­wał dłu­go przed wyna­le­zie­niem pisma i na sku­tek warun­ków życio­wych, któ­re z dzi­siej­szy­mi nie­wie­le mia­ły wspól­ne­go. Na pew­no tych cza­sów nie cha­rak­te­ry­zo­wa­ła jed­na rzecz: wszech­ogar­nia­ją­ce pismo. Ktoś, kto czy­ta, mal­tre­tu­je więc naj­pierw swój układ per­cep­cyj­ny, wyko­nu­jąc czyn­ność nie­do­sto­so­wa­ną do nasze­go gatun­ku, tak jak gla­zur­nik mal­tre­tu­je swo­je kola­na, czoł­ga­jąc się po łazien­kach, albo ktoś, kto gra w teni­sa, mal­tre­tu­je swo­je łok­cie, każąc im przyj­mo­wać wię­cej cię­ża­ru, niż są w sta­nie wytrzy­mać. Jesz­cze raz, ina­czej for­mu­łu­jąc: mózg ma się do czy­ta­nia jak trak­tor do wyści­gu for­mu­ły 1, gdy na przy­go­to­wa­nie do star­tu dosta­nie­my dwie godzi­ny” (s. 177).

OK, ale czy to zna­czy, że powin­ni­śmy zaprze­stać czy­ta­nia? Spo­ty­ka­my cza­sem oso­by, któ­re twier­dzą, że cze­goś robić nie nale­ży, bo to jest „wbrew natu­rze”. Wyglą­da na to, że jeśli chcą być kon­se­kwent­ne, powin­ny natych­miast prze­stać czy­tać! Wie­rzę nawet, że nie­ma­ło z nich tak wła­śnie postą­pi­ło, choć zapew­ne z innych pobu­dek. Ale dość dygre­sji – wróć­my do kwe­stii, czy czy­tać nale­ży, czy nie.

Nale­ży, rzecz jasna! Czło­wiek zdo­łał wyewo­lu­ować w isto­tę myślą­cą (mimo roz­ma­itych man­ka­men­tów tego myśle­nia) wła­śnie dla­te­go, że nie­ustan­nie pró­bo­wał wykra­czać poza swo­je dotych­cza­so­we moż­li­wo­ści. Nasza współ­cze­sna wie­dza neu­ro­lo­gicz­na pozwa­la z całym prze­ko­na­niem stwier­dzić, że sty­mu­lo­wa­nie mózgu do pra­cy pobu­dza jego roz­wój –nie tyl­ko w per­spek­ty­wie ewo­lu­cji gatun­ko­wej, ale też w cią­gu nasze­go życia. Zawdzię­cza­my to tzw. neu­ro­pla­stycz­no­ści, czy­li zdol­no­ści mózgu do roz­wo­ju i prze­kształ­ceń. Kie­dyś uwa­ża­no, że czło­wiek przy­cho­dzi na świat z „goto­wym” mózgiem i jeśli coś się w nim zmie­nia, to naj­wy­żej to, że komór­ki ner­wo­we obumie­ra­ją i jest ich coraz mniej. Dziś (i to od sto­sun­ko­wo nie­daw­na) wie­my, że przez całe nasze życie mogą two­rzyć się w naszych mózgach nowe komór­ki ner­wo­we, a tak­że, co bar­dzo waż­ne, nowe połą­cze­nia neu­ro­nal­ne, któ­re zmie­nia­ją te komór­ki we współ­pra­cu­ją­ce „sie­ci”. Tego i wie­lu innych odkryć doko­na­no w ostat­niej deka­dzie XX wie­ku, któ­ra była prze­ło­mo­wa dla neu­ro­nauk i z tego powo­du zosta­ła okrzyk­nię­ta „deka­dą mózgu”.

Ela­stycz­ność mózgu

Neu­ro­pla­stycz­ność pole­ga na zacho­dzą­cych w mózgu trwa­łych zmia­nach wła­ści­wo­ści komó­rek ner­wo­wych zacho­dzą­cych pod wpły­wem bodź­ców zewnętrz­nych, pły­ną­cych ze śro­do­wi­ska (Kos­sut, 2012). Ta zdol­ność nasze­go mózgu pozwa­la mu na adap­ta­cję, zmien­ność i samo napra­wę (w pew­nym zakre­sie) w razie uszko­dzeń; pozwa­la nam uczyć się i two­rzyć zapi­sy pamię­cio­we – czy­li gro­ma­dzić wspo­mnie­nia. Mózg ludz­ki nie jest tu zresz­tą wca­le wyjąt­kiem, bo zdol­ność tę zaob­ser­wo­wa­no w całym świe­cie zwie­rzę­cym już od pozio­mu roba­ków pła­skich. Patrząc z tej per­spek­ty­wy, wyraź­nie moż­na zauwa­żyć, że mózgi każ­dej i każ­de­go z nas są wyjąt­ko­we, uni­ka­to­we wła­śnie dla­te­go, że przez całe nasze życie dopa­so­wu­ją się do zewnętrz­nych warun­ków i oko­licz­no­ści – w tym sen­sie są kształ­to­wa­ne przez nasze życio­we doświad­cze­nia.

Tech­nicz­nie rzecz bio­rąc, czy­ta­nie jest więc dla naszych mózgów pie­kiel­nie trud­ną sztu­ką. Dziś już tego tak nie odczu­wa­my, spró­buj­my jed­nak przy­po­mnieć sobie cza­sy żmud­nej nauki czy­ta­nia w dzie­ciń­stwie, tru­du pozna­wa­nia liter, skła­da­nia ich w syla­by i ukła­da­nia sylab w sło­wa. Czło­wiek potrze­bu­je cza­su liczo­ne­go w latach i codzien­nych ćwi­czeń (i to w okre­sie swo­ich naj­więk­szych zdol­no­ści ucze­nia się, czy­li w dzie­ciń­stwie!), by w mia­rę bie­gle opa­no­wać tę umie­jęt­ność. Póź­niej, by się ona nie osła­bi­ła, musi nadal ćwi­czyć (prak­ty­ku­jąc choć­by week­en­do­wą lek­tu­rę dla przy­jem­no­ści czy prze­glą­da­jąc gaze­tę). To, że zdo­ła­li­śmy opa­no­wać zdol­ność czy­ta­nia na tak bie­głym pozio­mie, jest wła­śnie przy­kła­dem ogrom­nej ela­stycz­no­ści mózgu, któ­ry potra­fi przy­sto­so­wać się nawet do czyn­no­ści, do któ­rych nie jest natu­ral­nie stwo­rzo­ny (jak czy­ta­nie czy pro­wa­dze­nie samo­cho­du).

Ela­stycz­ność mózgu pole­ga – w dużym uprosz­cze­niu – na tym, że te jego czę­ści i struk­tu­ry, któ­re są czę­ściej uży­wa­ne, są „ćwi­czo­ne”, w efek­cie cze­go two­rzy się w nich wię­cej połą­czeń ner­wo­wych mię­dzy komór­ka­mi a nawet samych komórek(a te połą­cze­nia, któ­rych prze­sta­je­my uży­wać, zani­ka­ją). W ten spo­sób nastę­pu­je roz­wój tych struk­tur. Połą­cze­nia ner­wo­we wzmac­nia­ją się za każ­dym razem, kie­dy się je akty­wu­je. Dla­te­go np. łatwiej nam przy­po­mnieć sobie coś, co czę­sto sobie przy­po­mi­na­my, a to, do cze­go nie wra­ca­my, ule­ga zapo­mnie­niu – bo zani­ka połą­cze­nie ner­wo­we skie­ro­wa­ne do tych wspo­mnień. Kie­dy jed­nak wra­ca­my do cze­goś, cze­go kie­dyś się uczy­li­śmy, a co zapo­mnie­li­śmy, przy­po­mi­na­my to sobie dużo szyb­ciej (bo ten ślad pamię­cio­wy wciąż tam jest, tyl­ko pro­wa­dzi do nie­go bar­dzo sła­be połą­cze­nie), niż gdy­by­śmy mie­li się tego uczyć od począt­ku. Doty­czy to rów­nież umie­jęt­no­ści (nie tyl­ko wie­dzy dekla­ra­tyw­nej) – im czę­ściej ćwi­czy­my grę na for­te­pia­nie, tym lepiej nam idzie, a kie­dy prze­sta­je­my ćwi­czyć, umie­jęt­ność stop­nio­wo ule­ga zapo­mi­na­niu, osła­bia­ją się odpo­wie­dzial­ne za nią połą­cze­nia neu­ro­nal­ne. Kie­dy więc czy­ta­my, ćwi­czy­my się w tym i jeste­śmy coraz lep­si w czy­ta­niu. Oka­zu­je się jed­nak – i to jest nie­zwy­kłe odkry­cie – że czy­ta­jąc, ćwi­czy­my nie tyl­ko samo czy­ta­nie, ale też wie­le innych umie­jęt­no­ści!

Pod­glą­da­nie mózgu

2012 rok przy­niósł fascy­nu­ją­ce wyni­ki badań pew­ne­go zespo­łu z Uni­wer­sy­te­tu Stan­for­da (Gold­man, 2012). Zespół ten posta­no­wił wyko­rzy­stać (za pomo­cą tzw. funk­cjo­nal­ne­go rezo­nan­su magne­tycz­ne­go, w skró­cie fMRI)możliwość „pod­glą­da­nia” mózgów osób zaję­tych czy­ta­niem „Mans­field Park”–znanej powie­ści Jane Austen, XVIII-wiecz­nej bry­tyj­skiej pisar­ki. W ten spo­sób odkry­to nie­zwy­kłą rzecz – otóż lek­tu­ra powie­ści akty­wi­zu­je dokład­nie te rejo­ny w naszych mózgach, któ­re były­by aktyw­ne w sytu­acji, w któ­rej sami prze­ży­wa­li­by­śmy przy­go­dy będą­ce udzia­łem opi­sy­wa­ne­go boha­te­ra czy boha­ter­ki.

Jest to moż­li­we za spra­wą ist­nie­ją­cych w naszych mózgach tzw. neu­ro­nów lustrza­nych (Bau­er, 2015) – one rów­nież nie są cha­rak­te­ry­stycz­ne tyl­ko dla ludzi, bo odkry­to je też w świe­cie zwie­rząt, np. u małp czy psów. Neu­ro­ny lustrza­ne pozwa­la­ją nam naśla­do­wać cudze zacho­wa­nie (to dzię­ki nim małe dzie­ci chcą naśla­do­wać rodzi­ców i w ten spo­sób uczą się wszyst­kie­go), ale też zro­zu­mieć czy­jeś uczu­cia, emo­cje, moty­wy, myśli i pra­gnie­nia. Neu­ro­ny lustrza­ne pozwa­la­ją nam współ­od­czu­wać, są klu­czo­we dla zdol­no­ści empa­tii i intu­icji. A mecha­nizm empa­tii dosłow­nie pole­ga na tym, że w naszym mózgu (za spra­wą neu­ro­nów lustrza­nych) akty­wi­zu­ją się te same struk­tu­ry, któ­re akty­wi­zu­ją się u oso­by, któ­rą obser­wu­je­my w danej sytu­acji, np. kie­dy pła­cze lub się boi. W jed­nym z eks­pe­ry­men­tów z udzia­łem maka­ków (to takie sym­pa­tycz­ne nie­du­że małp­ki), wyka­za­no, że te same struk­tu­ry mózgu (m.in. ośrod­ki ruchu i przy­jem­no­ści) akty­wo­wa­ły się u tych osob­ni­ków, któ­re się­ga­ły po orzech z zamia­rem jego zje­dze­nia, jak i u tych, któ­re tyl­ko patrzy­ły na inne małp­ki się­ga­ją­ce po orzech! Jak widać nie ogra­ni­cza się to tyl­ko do odzwier­cie­dla­nia uczuć, ale rów­nież ruchu – kie­dy widzi­my oso­bę się­ga­ją­cą po orzech (lub np. idą­cą z wyraź­nym bólem w nie­wy­god­nych butach), akty­wi­zu­ją się nam też ośrod­ki ruchu, a w dru­gim przy­pad­ku dodat­ko­wo bólu, co może powo­do­wać w nas wra­że­nie „czu­ję, jak tę oso­bę to boli”. Te same neu­ro­ny lustrza­ne pozwa­la­ją nam współ­od­czu­wać z boha­ter­ka­mi i boha­te­ra­mi powie­ści czy posta­cia­mi histo­rycz­ny­mi, o któ­rych życiu czy­ta­my.

Wra­ca­jąc do „Mans­field Park” – z bada­nia wyni­kło wręcz, że lek­tu­ra powie­ści pobu­dza nasz mózg do tego stop­nia, jak­by­śmy dosłow­nie wsko­czy­li w fabu­łę i zaczę­li zupeł­nie fizycz­nie jej doświad­czać. Jak się oka­zu­je, tego typu zdol­ność akty­wi­zo­wa­nia naszych mózgów mają w zasa­dzie wszyst­kie histo­rie (powie­ści, opo­wia­da­nia), z zwłasz­cza te cha­rak­te­ry­zu­ją­ce się wart­ką, wcią­ga­ją­cą akcją. Wyka­za­no to znów dzię­ki zasto­so­wa­niu fMRI, a doko­nał tego zespół badaw­czy z Emo­ry Uni­ver­si­ty w Atlan­cie w USA (Woź­niak, 2014). W tym bada­niu dwu­na­stu ochot­ni­ków przez kolej­nych dzie­więć dni wie­czo­rem czy­ta­ło jeden roz­dział (ok. 30 stron) książ­ki „Pom­pe­ja” – wcią­ga­ją­ce­go thril­le­ra autor­stwa bry­tyj­skie­go powie­ścio­pi­sa­rza Rober­ta Har­ri­sa. Następ­nie następ­ne­go ran­ka oglą­da­no ich mózgi za pomo­cą fMRI. Zaob­ser­wo­wa­no dzię­ki temu pod­wyż­szo­ny poziom aktyw­no­ści kory skro­nio­wej lewej pół­ku­li – czę­ści mózgu odpo­wia­da­ją­cej za rozu­mie­nie i prze­twa­rza­nie komu­ni­ka­tów języ­ko­wych.

Co w tym nie­zwy­kłe­go? Otóż iden­tycz­ne pobu­dze­nie tych struk­tur obser­wu­je się rów­nież u osób aktyw­nie czy­ta­ją­cych w momen­cie czy­ta­nia. Choć sami bada­ni zaprze­sta­li już czy­ta­nia, po dwu­na­stu godzi­nach ich mózgi wciąż prze­twa­rza­ły prze­czy­ta­ną histo­rię, jak­by „opo­wia­da­jąc ją sobie”. Aktyw­na była przy tym rów­nież kora rucho­wa odpo­wia­da­ją­ca m.in. za dozna­nia doty­ko­we. Bada­cze stwier­dzi­li, że ten stan pobu­dze­nia może utrzy­my­wać się nawet 5 dni po zakoń­cze­niu lek­tu­ry! A utrzy­mu­je się tym dłu­żej, im bar­dziej wcią­ga­ją­ca i oddzia­łu­ją­ca na nas była histo­ria opi­sa­na w książ­ce. Lek­tu­ra w trak­cie i po niej dzia­ła­ła dla naszych mózgów jak symu­la­tor rze­czy­wi­sto­ści, a nasz mózg reagu­je na tę rze­czy­wi­stość jak na praw­dzi­wą. Naj­wy­raź­niej rację miał Umber­to Eco, mówiąc, że „kto czy­ta książ­ki, żyje podwój­nie”, a nawet i Geo­r­ge R.R. Mar­tin, któ­ry napi­sał w „Tań­cu ze smo­ka­mi”, że „czy­tel­nik może żyć życiem tysią­ca ludzi, zanim umrze.(…)Człowiek, któ­ry nie czy­ta, ma tyl­ko jed­no życie”.

Są też i dobre wie­ści dla miło­śni­czek i miło­śni­ków poezji czy też poetyc­kiej pro­zy – w innych bada­niach wyka­za­no, że rów­nież meta­fo­ry i tre­ści nie­oczy­wi­ste (tych w poezji nie brak) dzia­ła­ją pobu­dza­ją­co na nasz mózg, w tym na rejo­ny odpo­wie­dzial­ne nie tyl­ko za funk­cje poznaw­cze, ale też za prze­twa­rza­nie zmy­sło­we: słu­cho­we, wzro­ko­we, doty­ko­we.

Wyni­ki tych badań są waż­nym gło­sem w dys­ku­sji o tym, czy war­to czy­tać „popu­lar­ne” czy „nie­wie­le wno­szą­ce” powie­ści. Oka­zu­je się, że jak naj­bar­dziej tak – z punk­tu widze­nia pobu­dza­nia struk­tur mózgo­wych dzia­ła­ją one na nas bar­dzo dobrze. Nale­ży jed­nak pamię­tać, że nie jest to jedy­ny istot­ny punkt widze­nia – z lek­tu­ry może bowiem pły­nąć wie­le innych korzy­ści, któ­rych takie książ­ki nie zawsze nam zapew­nia­ją. Naj­le­piej więc czy­tać książ­ki róż­no­rod­ne, na zmia­nę „mądre” wolu­mi­ny, popu­lar­ne powie­ści z wart­ką akcją (nawet tak pogar­dza­ne przez nie­któ­rych roman­se!) czy poezję.

Nasz mózg a e-książ­ka

Już dość daw­no zauwa­ży­łam, że nie prze­pa­dam za lek­tu­rą e-booków. O ile jesz­cze mogę w ten spo­sób czy­tać powieść, to już ucze­nie się z e-książ­ki cał­ko­wi­cie mi nie odpo­wia­da. Oka­zu­je się (to miła świa­do­mość), że mój brak entu­zja­zmu znaj­du­je pew­ne uza­sad­nie­nie w wyni­kach badań.

Otóż wyglą­da na to, że pod­czas korzy­sta­nia z tek­stów pisa­nych w for­mie elek­tro­nicz­nej (w tym e-booków) nasz mózg pra­cu­je nie­co ina­czej (Dzie­liń­ski, 2014). Z badań neu­ro­lo­gicz­nych wyni­ka, że kie­dy patrzy­my na ekran, to nawet jeśli jest tam treść książ­ki, nasz mózg nie czy­ta płyn­nie, ale „ska­cze” po całej stro­nie, nie mogąc się „uspo­ko­ić”. Zacho­wu­je się tak samo, jak wów­czas, kie­dy prze­glą­da­my stro­ny inter­ne­to­we czy feeda na Face­bo­oku. Książ­ki tra­dy­cyj­ne czy­ta­my linio­wo, elek­tro­nicz­ne – nie­li­nio­wo. Oczy­wi­ście nie uświa­da­mia­my sobie tej róż­ni­cy, bo pro­ce­sy te prze­bie­ga­ją w spo­sób auto­ma­tycz­ny i nie­uświa­do­mio­ny. Prze­kła­da się to nie­ste­ty jed­nak na sku­tecz­ność przy­swa­ja­nia tre­ści. Po pro­stu to, co prze­czy­ta­my z czyt­ni­ka, sła­biej zapa­mię­tu­je­my (np. gorzej przy­po­mi­na­my sobie kolej­ność opi­sa­nych wyda­rzeń w porów­na­niu z czy­ta­niem książ­ki papie­ro­wej). E-czy­ta­nie jest „płyt­kie”, pocho­dzą­ce z nie­go tre­ści są pły­cej, bar­dziej powierz­chow­nie prze­twa­rza­ne przez mózg, a to może pro­wa­dzić na dłuż­szą metę nawet do zatra­ce­nia umie­jęt­no­ści „głę­bo­kie­go” prze­twa­rza­nia i czy­ta­nia ze zro­zu­mie­niem. Jeśli więc czy­tać e-booki, to raczej tyl­ko dla roz­ryw­ki i nie wyłącz­nie w tej for­mie, uczyć się zaś lepiej jest meto­dą czy­ta­nia „tra­dy­cyj­ne­go”.

Czy­ta­nie a pamięć, kon­cen­tra­cja i stres

Ze wzglę­du na neu­ro­pla­stycz­ność mózgu i fakt, że czy­ta­nie pro­wa­dzi do two­rze­nia się nowych połą­czeń neu­ro­nal­nych, a tak­że ćwi­czy hipo­kamp (struk­tu­rę mózgu odpo­wie­dzial­ną za zapa­mię­ty­wa­nie przy­swo­jo­nych tre­ści), czy­ta­nie ksią­żek i innych tek­stów pisa­nych uspraw­nia naszą pamięć. W mózgu zacho­dzi rów­nież mecha­nizm ucze­nia się pole­ga­ją­cy na tym, że nowo przy­swo­jo­ne tre­ści są inte­gro­wa­ne z tymi, któ­re już wcze­śniej przy­swo­ili­śmy, a któ­re się z nimi w jakiś spo­sób wią­żą. Np. kie­dy czy­ta­my o kon­kret­nej rasie kota, jej cechach i zwy­cza­jach, nie tyl­ko zapa­mię­tu­je­my nowe infor­ma­cje (doty­czą­ce tej rasy), ale rów­nież akty­wi­zu­je­my (a więc przy­po­mi­na­my i tym samym wzmac­nia­my połą­cze­nia neu­ro­nal­ne) sobie naszą dotych­cza­so­wą wie­dzę o kotach – zarów­no ogól­ną, któ­ra będzie bazą dla nowych, szcze­gó­ło­wych tre­ści, jak i szcze­gó­ło­wą (np. doty­czą­cą innej zna­nej nam już rasy, do któ­rej porów­nu­je­my w myślach tę nowo­po­zna­ną). W ten spo­sób przy­swa­ja­nie nowych infor­ma­cji pozwa­la nam utrwa­lać dotych­cza­so­wą wie­dzę. Dodat­ko­wo, ponie­waż czy­ta­nie wyma­ga od nasdu­że­go zaan­ga­żo­wa­nia (i fizycz­nie, w związ­ku z koniecz­no­ścią trzy­ma­nia książ­ki i śle­dze­nia wzro­kiem tek­stu, i psy­chicz­ne – poprzez anga­żo­wa­nie naszych emo­cji, wyobraź­ni i pamię­ci), zwięk­sza ono naszą zdol­ność do sku­pie­nia uwa­gi (a więc popra­wia kon­cen­tra­cję) i to nie tyl­ko pod­czas czy­ta­nia, ale też wyko­ny­wa­nia wszel­kich innych czyn­no­ści. Jeśli więc macie pra­cę wyma­ga­ją­cą sku­pie­nia i pre­cy­zji, tym bar­dziej powin­ni­ście czy­tać!

Jed­nak korzyst­ny wpływ czy­ta­nia na pamięć na tym się nie koń­czy. Zespół badaw­czy pod kie­row­nic­twem dr. Rober­ta­Fre­idlan­da wyka­zał, że czy­ta­nie (jako czyn­ność w wyso­kim stop­niu akty­wi­zu­ją­ca pra­cę nasze­go mózgu), podob­nie jak np. gra w sza­chy, może w znacz­nym stop­niu chro­nić nas przed zapa­da­niem na cho­ro­bę Alzhe­ime­ra (war­to tu zazna­czyć, że badacz­ki i bada­cze są prze­ko­na­ni, że zapa­dal­ność na tę cho­ro­bę tyl­ko w mini­mal­nym stop­niu wią­że się z czyn­ni­ka­mi gene­tycz­ny­mi, a w bar­dzo dużym – z naszym sty­lem życia i wpły­wem śro­do­wi­ska, dzia­ła­nia pro­fi­lak­tycz­ne mają więc ogrom­ny sens). Ze wspo­mnia­ne­go bada­nia wyni­kło, że ryzy­ko zacho­ro­wa­nia na cho­ro­bę Alzhe­ime­ra jest 2,5 razy mniej­sze u tych osób, któ­re regu­lar­nie czy­ta­ją.

Udo­wod­nio­no wresz­cie, że czy­ta­nie, zwłasz­cza bele­try­sty­ki (fik­cji), w dużym stop­niu poma­ga nam radzić sobie ze stre­sem. W momen­cie, kie­dy po stre­su­ją­cym dniu prze­no­si­my się do fik­cyj­nych świa­tów choć­by tyl­ko na 6 minut, poziom stre­su może się nam zmniej­szyć nawet o 68% (dla porów­na­nia – słu­cha­nie muzy­ki zmniej­sza go o ok. 61%, a spa­cer o 42%). Udo­wod­nił to w bada­niu w 2009 roku zespół badaw­czy z Uni­wer­sy­te­tu Sus­sex pod kie­run­kiem dr. Davi­da Lewi­sa. Jego zda­niem to wła­śnie to, że czy­ta­jąc, „prze­no­si­my się” do innych świa­tów, pozwa­la nam dosłow­nie ode­rwać się od stre­su­ją­cej rze­czy­wi­sto­ści i wyci­szyć. To bar­dzo waż­ne, bo sku­tecz­ne prze­ciw­dzia­ła­nie stre­so­wi jest nie­zwy­kle korzyst­ne nie tyl­ko dla nasze­go samo­po­czu­cia, ale rów­nież dla zdro­wia.

Czy­ta­nie a roz­wój spo­łecz­ny

W Inter­ne­cie krą­żą popu­lar­ne memy z hasła­mi typu „Przez książ­ki jestem aspo­łecz­na/-ny. Mam poczu­cie hono­ru, zdro­wy roz­są­dek, wła­sne zda­nie i umiem być sobą”. Z nauko­we­go punk­tu widze­nia nale­ży go jed­nak trak­to­wać ze spo­rym przy­mru­że­niem oka – i to na wie­lu pozio­mach.

Zacznij­my od tego, że „poczu­cie hono­ru” (czym­kol­wiek ono jest; ja pre­fe­ru­ję jed­nak „poczu­cie humo­ru”), „zdro­wy roz­są­dek” (to zabaw­ne – każ­dy twier­dzi, że go ma), posia­da­nie wła­sne­go zda­nia i umie­jęt­ność „bycia sobą” nie są bynaj­mniej rów­no­znacz­ne z aspo­łecz­no­ścią, ani nawet jej nie suge­ru­ją. To zwy­kłe, „zdro­we” cechy czy przy­mio­ty, któ­re każ­dy i każ­da z nas ma w jakimś natę­że­niu. „Oso­ba aspo­łecz­na to taka, któ­ra wyco­fa­ła się z życia spo­łecz­ne­go”, poda­je „Słow­nik Psy­cho­lo­gii” A. Rebe­ra (s. 60) a aspo­łecz­ność to nie­bra­nie pod uwa­gę kwe­stii spo­łecz­nych (np. war­to­ści, zwy­cza­jów) ani spo­łe­czeń­stwa (ale już nie postę­po­wa­nie mu wbrew – to jest zare­zer­wo­wa­ne dla poję­cia anty­spo­łecz­no­ści). Jako aspo­łecz­ność moż­na też rozu­mieć „pozba­wie­nie wraż­li­wo­ści na zwy­cza­je panu­ją­ce w danym spo­łe­czeń­stwie”, to jed­nak już bliż­sze jest anty­spo­łecz­no­ści, ponie­waż zakła­da się, że taki brak wraż­li­wo­ści może mieć efek­ty szko­dli­we dla oto­cze­nia (brak zaha­mo­wań w naszym zacho­wa­niu). Wresz­cie ter­mi­nu „aspo­łecz­ny” uży­wa się cza­sem wobec osób sła­bo uspo­łecz­nio­nych, mają­cych bra­ki w tzw. socja­li­za­cji (czy­li w pro­ce­sie, któ­ry od począt­ku nasze­go życia, poprzez nasze obco­wa­nie z ludź­mi, przy­sto­so­wu­je nas do życia wśród innych).

Co jed­nak naj­waż­niej­sze w tym kon­tek­ście – spe­cja­list­ki i spe­cja­li­ści są zgod­ni, że czy­ta­nie ksią­żek raczej wspo­ma­ga nasz roz­wój spo­łecz­ny, niż w nim prze­szka­dza. Dzię­ki książ­kom może­my pozna­wać zasa­dy dzia­ła­nia psy­chi­ki i umy­słu innych (poprzez pozna­wa­nie uczuć, myśli i dzia­łań boha­te­rek i boha­te­rów) oraz roz­wi­jać empa­tię, wczu­wa­jąc się w sytu­ację posta­ci i sta­ra­jąc się zro­zu­mieć a nawet prze­wi­dzieć ich zacho­wa­nia. W efek­cie oso­by czy­ta­ją­ce – zwłasz­cza fik­cję – mogą być nawet bar­dziej empa­tycz­ne i lepiej rozu­mieć ludzi, niż oso­by, któ­re nie czy­ta­ją lub czy­ta­ją bar­dzo mało.

Jest to waż­ne w kon­tek­ście nasze­go roz­wo­ju od naj­młod­szych lat – powie­ści i opo­wia­da­nia poma­ga­ją nam w nazy­wa­niu i rozu­mie­niu emo­cji a tak­że uświa­da­mia­ją samo ich ist­nie­nie oraz zna­cze­nie w życiu czło­wie­ka. Lek­tu­ra ksią­żek dostar­cza też cen­nych inspi­ra­cji zwłasz­cza dla dopie­ro roz­wi­ja­ją­cych się dzie­ci i mło­dzie­ży, m. in. poprzez przed­sta­wia­nie wzor­ców oso­bo­wych czy też poka­zy­wa­nia, jak moż­na roz­wią­zy­wać kon­flik­ty i trud­no­ści w swo­im życiu.

Ale uwa­ga: jed­ne­go książ­ki nas nie nauczą – real­nych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych, zacho­wy­wa­nia się w bez­po­śred­nim kon­tak­cie z czło­wie­kiem, komu­ni­ka­cji z nim, ale też np. reago­wa­nia na zmia­ny w jego zacho­wa­niu czy mimicz­nej eks­pre­sji. Tego nie da się nauczyć bez ćwi­czeń, dla­te­go kocha­ne Mole Książ­ko­we, jeśli chce­cie być dobre w komu­ni­ka­cji, dys­ku­sji, aser­tyw­no­ści, współ­pra­cy czy roz­wią­zy­wa­niu kon­flik­tów – musi­cie cza­sem wyjść do ludzi i poćwi­czyć „na żywo”… Pamię­taj­cie jed­nak, że dzię­ki czy­ta­niu macie ku temu wiel­kie pre­dys­po­zy­cje!

Roz­wój umie­jęt­no­ści języ­ko­wych i rozu­mie­nia świa­ta

To, że czy­ta­na (i słu­cha­na) lite­ra­tu­ra zna­czą­co zwięk­sza nasze zaso­by języ­ko­we i pod­no­si kom­pe­ten­cje lin­gwi­stycz­ne, wyda­je się oczy­wi­ste, trud­no to jed­nak pomi­nąć. Zwłasz­cza u naj­młod­szych czy­ta­nie rymo­wa­nek (wier­szy­ków) uła­twia ucze­nie się języ­ka (m.in. uchwy­ce­nie ryt­mu, melo­dii i akcen­tu oraz róż­ni­co­wa­nie brzmie­nie sylab) oraz prze­ciw­dzia­ła dys­lek­sji. Jeśli więc kie­dy­kol­wiek zada­wa­li­ście sobie pyta­nie „po co dzie­ciom wier­szy­ki?” – to wła­śnie po to. Oczy­wi­ste jest też, że czy­ta­nie ksią­żek uła­twia naby­wa­nie kom­pe­ten­cji zwią­za­nych z pra­wi­dło­wą gra­ma­ty­ką i orto­gra­fią.

To, co już jed­nak jest oczy­wi­ste mniej, to fakt, że nasze boga­te zaso­by lin­gwi­stycz­ne (w tym kwie­ci­ste słow­nic­two) nie sta­no­wią tyl­ko „sztu­ki dla sztu­ki”, ale też mają ogrom­ne zna­cze­nie prak­tycz­ne – umoż­li­wia­ją nam bowiem lep­sze zro­zu­mie­nie rze­czy­wi­sto­ści. Dzie­je się tak, ponie­waż uwew­nętrz­nie­nie słów sprzy­ja two­rze­niu się w naszych umy­słach bar­dziej zło­żo­nych i traf­nych repre­zen­ta­cji i sche­ma­tów roz­ma­itych czyn­no­ści, obiek­tów czy też obra­zów. Wraz z roz­wo­jem sys­te­mu pojęć, nasze rozu­mie­nie świa­ta wcho­dzi więc na coraz wyż­szy poziom.

Dodat­ko­wo baj­ki, baśnie i wszel­kie inne histo­rie, któ­re poka­zu­ją związ­ki przy­czy­no­wo-skut­ko­we mię­dzy róż­ny­mi zda­rze­nia­mi czy czyn­ni­ka­mi, uła­twia­ją nam (a zwłasz­cza dzie­ciom) zro­zu­mie­nie podob­nych zależ­no­ści obec­nych w real­nym życiu. Z kolei pozna­wa­nie kla­sy­ki (lek­tu­ry szkol­ne!) umoż­li­wia nam zro­zu­mie­nie świa­ta kul­tu­ro­we­go i spo­łecz­ne­go, któ­ry nas ota­cza, pozna­nie jego pod­staw i ewo­lu­cji.

Nie moż­na wresz­cie pomi­nąć ogrom­ne­go zna­cze­nia czy­ta­nia tzw. lite­ra­tu­ry fak­tu, ksią­żek i arty­ku­łów nauko­wych i popu­lar­no­nau­ko­wych (takich, jak choć­by, nie­skrom­nie pisząc, niniej­szy), któ­re pozwa­la­ją nam na ucze­nie się bez bez­po­śred­nie­go doświad­cze­nia, na czer­pa­nie wie­dzy z impo­nu­ją­ce­go dorob­ku pra­co­wi­tej i cie­kaw­skiej ludz­ko­ści, na pozna­wa­nie fak­tów (z róż­nych dzie­dzin wie­dzy) a tak­że zależ­no­ści mię­dzy nimi.

Spraw­ność umy­sło­wa, inte­li­gen­cja i kre­atyw­ność

Wie­le pisa­rek i pisa­rzy zazna­cza, że aby pisać książ­ki, trze­ba dużo czy­tać. Jest w tym całe mnó­stwo słusz­no­ści, bo czy­ta­nie ksią­żek to kopal­nia inspi­ra­cji – nie tyl­ko do pisa­nia, czy sze­rzej: two­rze­nia, ale też w bar­dziej pro­za­icz­nych dzie­dzi­nach życia. Badacz­ki i bada­cze zagad­nie­nia są dziś zgod­ni, że czy­ta­nie ksią­żek pozwa­la tre­no­wać bar­dzo wie­le róż­nych zdol­no­ści umy­sło­wych, m.in. porów­ny­wa­nie, oce­nia­nie, wnio­sko­wa­nie, pla­no­wa­nie i prze­wi­dy­wa­nie czy wspo­mnia­ną już kon­cen­tra­cję uwagi,znacząco roz­wi­ja wyobraź­nię i kre­atyw­ność. Wspo­mnia­ne wcze­śniej bada­nia (oraz wie­le innych) pro­wa­dzo­ne z uży­ciem tech­nik neu­ro­obra­zo­wa­nia (naj­czę­ściej przy zasto­so­wa­niu fMRI) dowo­dzą, że czy­ta­nie inten­syw­nie ćwi­czy i w efek­cie roz­wi­ja jed­no­cze­śnie bar­dzo wie­le róż­nych obsza­rów mózgu, uspraw­nia­jąc tym samym jego ogól­ne funk­cjo­no­wa­nie. Dzie­je się tak dla­te­go, że czy­ta­nie wyma­ga koor­dy­na­cji wie­lu zło­żo­nych funk­cji poznaw­czych, a każ­de ich uru­cho­mie­nie jest „ćwi­cze­niem” dla mózgu.

Jak więc widać, lista powo­dów, dla któ­rych war­to regu­lar­nie czy­tać, jest bar­dzo dłu­ga. Na jej cze­le dla wie­lu z nas znaj­du­je się przy­jem­ność (i czę­sto bywa ona argu­men­tem cał­ko­wi­cie wystar­cza­ją­cym do się­gnię­cia po lek­tu­rę), jed­nak dobrze jest mieć świa­do­mość, że spra­wia­jąc sobie tę przy­jem­ność, robi­my jed­no­cze­śnie coś bar­dzo cen­ne­go dla nasze­go mózgu, inte­lek­tu, życia spo­łecz­ne­go a nawet zdro­wia. I to rów­nież wte­dy, kie­dy czy­ta­my te mniej ambit­ne powie­ści! Kie­dy więc następ­nym razem ktoś zarzu­ci Wam, że czy­ta­jąc popu­lar­ną fan­ta­sty­kę, tra­ci­cie czas, wie­cie co odpo­wie­dzieć… Pamię­taj­cie tyl­ko, że dla naszych mózgów naj­lep­szą i bar­dziej wszech­stron­ną gim­na­sty­ką będzie róż­no­rod­ność lek­tu­ry –czy­taj­cie więc to, co lubi­cie, ale eks­pe­ry­men­tuj­cie też z gatun­ka­mi, po któ­re się­ga­cie rzad­ko lub wca­le. Na zmia­nę czy­taj­cie fan­ta­stycz­ne powie­ści i lite­ra­tu­rę fak­tu, się­gaj­cie też po książ­ki nauko­we i popu­lar­no­nau­ko­we (zwłasz­cza, jeśli nadal się kształ­ci­cie, ale nie tyl­ko wte­dy!). A od cza­su do cza­su wychodź­cie do ludzi, choć­by po to, by poga­dać o prze­czy­ta­nych książ­kach – to zro­bi dobrze nawet zade­kla­ro­wa­nym intro­wer­tycz­kom i intro­wer­ty­kom.

I pamię­taj­cie:

Umysł (…) potrze­bu­je ksią­żek, podob­nie jak miecz potrze­bu­je kamie­nia do ostrze­nia, jeśli ma oczy­wi­ście zacho­wać ostrość”.
- Geo­r­ge R.R. Mar­tin, “Gra o tron”

Biblio­gra­fia i lite­ra­tu­ra pole­ca­na:

Bau­er J., „Empa­tia. Co potra­fią lustrza­ne neu­ro­ny?”, War­sza­wa, Wydaw­nic­two Nauko­we PWN, 2015.
Gold­man C. „This is your bra­in on Jane Austen, and Stan­ford rese­ar­chers are taking”, Stan­ford News, 2012,na: www.news.stanford.edu/news/2012/september/austen-reading-fmri-090712.html (dostęp: 03. 04. 2016)
Kos­sut M., „Neu­ro­pla­stycz­ność” w: T. Gór­ska, A. Gra­bow­ska, J. Zagrodz­ka (red.), „Mózg a zacho­wa­nie”, War­sza­wa, Wydaw­nic­two Nauko­we PWN, 2012.
Koź­miń­ska I., Olszew­ska E.,„Wychowanie przez czy­ta­nie”. War­sza­wa, Świat Książ­ki, 2010.
Min­ge N., „Nauka czy­ta­nia”. Psy­cho­lo­gia w szko­le, nr 3(49)/2015 s. 17–21.
Molic­ka M., „Kto czy­ta – rozu­mie”. Psy­cho­lo­gia w szko­le, nr 3(49)/2015 s. 4–11.
Moskal K., „Pod wpły­wem lek­tu­ry”. Psy­cho­lo­gia w szko­le, nr 3(49)/2015 s. 12–16.
Reber A., „Słow­nik Psy­cho­lo­gii”, War­sza­wa, Wydaw­nic­two Nauko­we Scho­lar, 2000.
Spit­zer M., „Jak uczy się mózg”, War­sza­wa, Wydaw­nic­two Nauko­we PWN, 2012.

Źró­dła inter­ne­to­we:

ABC NEWS, „Reading, Chess May Help Fight Alzheimer’s”, Abc.news.com na: www.abcnews.go.com/Health/story?id=117588&page=1 (dostęp: 03.04.2016)
Dzie­liń­ski K., „Nasz mózg ina­czej prze­twa­rza e-książ­ki”, Geegweek.pl, 22. 09. 2014, na: www.geekweek.pl/aktualnosci/20468/nasz-mozg-inaczej-przetwarza-e-ksiazki (dostęp: 03. 04. 2016).
Woź­niak O., „Uwa­ga! Książ­ki zmie­nia­ją mózg”, Wyborcza.pl, 01. 01. 2014, na: www.wyborcza.pl/1,75400,15210453,Uwaga__Ksiazki_zmieniaja_mozg.html#ixzz44vpuydxC(dostęp: 03.04.2016).
„Reading ‘can help redu­ce stress’”, The Tele­graph, 30.03.2009, na: www.telegraph.co.uk/news/health/news/5070874/Reading-can-help-reduce-stress.html (dostęp: 03.04.2016)

Autor­ką arty­ku­łu jest Mag­da­le­na Goetz

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy