Powieścią „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat później” Katarzyna Grochola wróciła do swojej najbardziej rozpoznawalnej bohaterki, Judyty. Zapowiedziana została adaptacja książki, ale choć film jeszcze nie powstał, już rozpętała się dookoła niego burza.
„Nigdy w życiu!” to najbardziej znana powieść Katarzyny Grocholi – trudno oszacować jej dokładny nakład (informacje w różnych źródłach są sprzeczne), ale na pewno były to setki tysięcy egzemplarzy. Wydana w 2001 roku książka doczekała się przekładów na języki czeski, litewski, macedoński, rosyjski, ukraiński, węgierski, wietnamski i włoski. W 2004 roku premierę miała ekranizacja opowieści o Judycie pod tym samym tytułem. Reżyserem filmu był Ryszard Zatorski, a scenariusz napisała Ilona Łepkowska. Produkcja przyciągnęła do kin ponad 1,6 miliona widzów, a kolejne osoby zapoznawały się z nią w telewizji – według „Raportu o kinematografii” z 2009 roku w latach 1989–2008 był to jedenasty pod względem popularności polski film. Nigdy w życiu! okazało się kultową komedią romantyczną, wiele kobiet utożsamiało się z Judytą lub jej dorastającą córką Tosią.
Kultowa komedia
Punkt wyjściowy historii był prosty: mąż Judyty (w książce nazywany po prostu Eksio, w filmie – Tomasz Kozłowski) oznajmia, że musi się rozwieść, ponieważ jego kochanka zaszła w ciążę. Życie Judyty w jednej chwili się wali – traci stabilność i dach nad głową, a musi zadbać o bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale też piętnastoletniej Antoniny. Z czasem Judyta odkrywa, że wciąż potrafi się zakochać, buduje wymarzony dom i wiąże się z Adamem, kolegą z pracy, wcześniej zbyt nieśmiałym, by wyznać jej swoje uczucia.
W rolę Judyty wcieliła się Judyta Kozłowska, jej córkę Tosię zagrała Joanna Jabłczyńska, Adama – Artur Żmijewski, a byłego męża – Jan Frycz. Ponadto w obsadzie pojawiły się nazwiska takie jak: Joanna Brodzik (Ula, przyjaciółka Judyty), Marta Lipińska (matka Judyty), Krzysztof Kowalewski (ojciec Judyty), Kinga Preis (koleżanka z pracy), Rafał Królikowski (szef), Cezary Kosiński (mąż Uli) czy Agnieszka Włodarczyk (Jola, kochanka męża Judyty).
Książkowe „Nigdy w życiu!” doczekało się kontynuacji zebranych w cykl „Żaby i anioły”. W 2002 roku ukazało się „Serce na temblaku”, w 2004 – „Ja wam pokażę!”, a w 2006 – „A nie mówiłam!”. Łącznie pisarka opublikowała 25 książek, ale do historii Judyty, Adama i Tosi powróciła dopiero po dwudziestu latach – 25 marca 2026 roku ukazało się „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat później”. W najnowszej powieści Judyta jest już babcią i choć to ona jest narratorką powieści, to w centrum fabuły znajduje się Tosia – teraz matka trójki dzieci. Łatwo się domyślić, że tym razem to jej życie wywróci się do góry nogami. Judyta z Adamem prowadzą z kolei biuro matrymonialne, co wprowadza do powieści liczne wątki poboczne, często humorystyczne.
Dalsze losy Judyty na ekranie
W dobie mody na nostalgię i licznych powrotów do historii z młodości szybko zapowiedziana została filmowa adaptacja nowej powieści. Problem w tym, że Judyta, Adam, Tosia i Eksio mieli więcej niż jedną filmową twarz, a wokół adaptacji od samego początku miało miejsce zamieszanie.
Po sukcesie filmowego „Nigdy w życiu!” producent Tadeusz Lampka planował kontynuację, ale uznał, że „Serce na temblaku” oraz „Ja wam pokażę!” nie są historiami, które sprawdzą się na ekranie. Producent zaproponował kupno praw do postaci, na co nie zgodziła się Katarzyna Grochola.
– Jako ich „matka” nie mogłam się na to zgodzić. Bo co by się stało, gdybym nagle odkryła, że Judyta nie jest już dziennikarką, a na przykład prostytutką?” – komentowała wtedy pisarka.
– Zażądała za prawa do swoich postaci miliona dolarów. Kogo na to stać?! – sarkał Tadeusz Lampka w wywiadzie dla „Super Expressu”.
Katarzyna Grochola uznała, że film powstanie – ale bez niego. Nowym producentem został Jacek Smojłowicz, scenariusz przygotowała Katarzyna Grochola wspólnie z Cezarym Harasimowiczem, a reżyserem filmu został Denis Delić. Jacek Smojłowicz miał nadzieję, że uda się zebrać dawną obsadę, ale Tadeusz Lampka zablokował taką możliwość. Jedynie Marta Lipińska i Krzysztof Kowalewski powrócili w rolach rodziców Judyty. Samą Judytę zagrała Grażyna Wolszczak (a za jej wewnętrzną narrację odpowiadała Katarzyna Grochola), w Adama wcielił się Paweł Deląg, w Eksia/Tomasza – Cezary Pazura, w Tosię – Maria Niklińska, a w Ulę – Agnieszka Pilaszewska. Film przyciągnął do kin niemal 1,2 miliona osób, według „Raportu o kinematografii” został szesnastą co do popularności produkcją w latach 1989–2008, ale zebrał negatywne recenzje.
– Producent „Nigdy w życiu”, Tadeusz Lampka, kupił prawa do ekranizacji „Serca na temblaku”. Jednak Katarzyna Grochola, która nie była do końca zadowolona ze scenariusza i ekranizacji pierwszej części, zerwała z nim współpracę. Kolejny film o Judycie musiał więc powstać na podstawie trzeciego tomu powieści i z innymi aktorami, chociaż kontynuację losów Judyty zaczynaliśmy pisać z myślą o Danucie Stence, która zagrała tę postać w pierwszej części. Okazało się jednak, że dotychczasowi odtwórcy postaci stworzonych przez Grocholę związani są umową z pierwszym producentem – opowiadał Cezary Harasimowicz w rozmowie z „Kinem” w 2006 roku.
„Ja wam pokażę!” doczekało się też adaptacji serialowej. Na podstawie scenariusza Katarzyny Grocholi i Tomasza Kępskiego wyreżyserowali go Denis Delić i Konrad Niewolski. Premiera produkcji miała miejsce w 2007 roku, wyemitowanych zostało 13 odcinków.
Judytę zagrała Edyta Jungowska, Adama – Radosław Krzyżowski, Tosię – Julia Kamińska, Eksia/Tomasza – Tomasz Sapryk, Filipa, chłopaka Tosi – Tomasz Wlaziński, Jolkę, nową żonę Eksia – Anna Prus a Ulę – Aleksandra Konieczna. Marta Lipińska i Krzysztof Kowalewski znów wcielili się w rodziców Judyty.
Powrót po latach
Już po kilku miesiącach od premiery powieści Katarzyna Grochola zdradziła:
– Pracuję na planie filmowym. Trzymajcie kciuki, bo za kilka dni padnie pierwszy klaps. Powstanie „Właśnie, że tak!”. Mogę zdradzić, że mamy cudowną ekipę, świetnych aktorów i mnóstwo dobrej energii. Główną rolę ponownie zagra Danuta Stenka.
Zarówno ta informacja, jak i „Nigdy w życiu – 20 lat później” widniejące w tytule powieści dały wielu osobom nadzieję, że doczekają się kontynuacji filmu z 2004 roku z oryginalną obsadą. Mimo tego twórcy zaznaczali, żeby nie traktować filmu jako kontynuacji „Nigdy w życiu!”, ponieważ nowa produkcja ma być samodzielnym bytem – komediodramatem, nie komedią romantyczną.
– Projekt kierujemy do szerokiej publiczności – młodych dorosłych i starszych widzów – oferując nie tylko przeżycie artystyczne, ale też przestrzeń do rozmowy o emocjach, relacjach i budowaniu odporności psychicznej. Jednocześnie humor sytuacyjny Katarzyny Grocholi sprawi, że mam wyjść z kina roześmiani – informowała współproducentka Anna Seitz-Wichłacz. Reżyserem został Greg Zglinski.
Artur Żmijewski powrócił do roli Adama, a Jan Frycz miał wcielić się w Eksia/Tomasza, ale nie doszło do tego z powodu nagłej śmierci aktora. Gred Zglinski oświadczył, że nie wyobraża sobie, by ktokolwiek mógł go zastąpić, więc konieczna była zmiana scenariusza i wycięcie postaci byłego męża Judyty i ojca Tosi z fabuły.
W obliczu tej decyzji tym bardziej dziwi, że do roli Tosi nie wróciła Joanna Jabłczyńska.
Tosia jest tylko jedna?
Aktorka była rozczarowana pominięciem jej i nie ukrywała, że zraniło ją podejście produkcji. Wyznała, że otrzymała scenariusz produkcji i była wstępnie umówiona na zdjęcia.
– Już wiecie, że w najnowszym filmie ekranizacji książki Katarzyny Grocholi nie usłyszycie w moim wykonaniu tych słów: „Antonina jestem”. I żeby Wam nikt kitu nie wciskał, cieszę się, że jestem już w takim momencie w swoim życiu, że powiem to wprost, niezależnie od tego, jakie będą konsekwencje. Mam scenariusz najnowszego filmu na swoim mailu. Byłam na spotkaniu z reżyserem. Były ze mną wstępnie ustalane terminy nagrań. Poznałam potencjalnego mojego partnera do grania w filmie, a następnie otrzymałam telefon, iż podmiot, który wykłada bardzo duże pieniądze na najnowszą produkcję, ma swoją kandydatkę na Tośkę. I tyle. I tego się właśnie spodziewam. To bolało! Bo miało. Pewnie część z Was podzieli moje zdanie, że tak robić nie można. Natomiast jak widać produkcja uznała, że właśnie, że tak” – opowiadała Joanna Jabłczyńska w emocjonalnym nagraniu. – Gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że może powstać ekranizacja beze mnie, powiedziałabym krótko: „Nigdy w życiu!”.
Zdaniem producentki sytuacja wyglądała inaczej – 10 czerwca odbył się casting, na który zaproszono sześć aktorem, w tym Joannę Jabłczyńską. Każda z kandydatek odebrała scenę z partnerem. 17 czerwca Joanna Jabłczyńska miała otrzymać wiadomość, że nie dostała roli. Aktorka twierdzi natomiast, że nie miała pojęcia, że bierze udział w castingu i że do roli w ogóle brane są pod uwagę inne osoby. Z początku nie wiedziała też, kto ostatecznie ma wcielić się w Tosię.
„Pudelek” dotarł do korespondencji między producentami a aktorką:
„Zdjęcia planowane są na lipiec, sierpień i początek września tego roku. TOSIA to rola na ok 14 dni zdjęciowych. W obsadzie bez zmian Danuta Stenka i Artur Żmijewski. Przesyłam scenariusz z prośbą o poufność. Jako że od premiery pierwszej części minęło już 20 lat, a TOSIA była wówczas nastolatką i postać uległa dużej przemianie, twórcy mają potrzebę ponownego spotkania się z Panią na zdjęciach próbnych do roli Tosi, której wątek stanowi teraz oś fabularną filmu. Czy jest w Pani otwartość na takie spotkanie i pracę z reżyserem? Jeśli tak, to wspaniale byłoby umówić się jeszcze w przyszłym tygodniu po 8 czerwca. Jak wygląda Pani dyspozycyjność do 20 czerwca?”
Ponieważ w wiadomości nie pada ani słowo „casting”, ani informacja o innych aktorkach, Joanna Jabłczyńska mogła uwierzyć, że tylko ona została zaproszona na zdjęcia próbne. Redakcja „Pudelka” twierdzi ponadto, że terminy zdjęć zostały specjalnie zaplanowane tak, by aktorki nie spotkały się na korytarzu i nie dowiedziały się o sobie wzajemnie.
– Byłam współproducentką filmu i miałam w związku z tym duży wpływ na obsadę, w tym wybór Joanny Jabłczyńskiej do roli Tosi. Mówi się czasem, że nie zmienia się zwycięskiego składu… Ale może producenci uważają, że to powiedzenie nie ma sensu? – komentowała Ilona Łepkowska.
Monika Wąsik założyła petycję „NIGDY W ŻYCIU nie zmieniaj aktora – JOANNA JABŁCZYŃSKA jedyna Tosia”. W momencie publikacji tego artykułu podpisało się pod nią ponad 2,2 tysiąca osób.
– Kontynuacja po tylu latach ma wyjątkową wartość właśnie dzięki wspomnieniom, emocjom i bohaterom, których pamiętamy z pierwszego filmu. Dlatego wierzymy, że powrót Joanny Jabłczyńskiej pozwoliłby zachować ciągłość historii i autentyczną więź z oryginałem. Nie jest to petycja przeciwko żadnej aktorce. Jest to głos fanów, którzy po prostu chcieliby ponownie zobaczyć Joannę Jabłczyńską jako Tosię – czytamy w petycji.
Pisarka kontra aktorka
Inaczej do castingu podeszła Katarzyna Grochola:
– Tośkę grały trzy aktorki: Joasia Jabłczyńska, Maria Niklińska i Ula Brzydula, prawda? W trzech różnych ekranizacjach. Więc trudno mi się do tego na razie ustosunkowywać – stwierdziła w rozmowie z „Super Expressem”. Na Instagramie natomiast napisała:
„Szanowni Państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie. Będę Państwa informować na bieżąco.
Dobrego wieczoru!
Katarzyna Grochola”

– Kiedy publikowałam pierwsze nagrania, nie miałam zielonego pojęcia, kto dostał rolę Tośki. Nie spotkałyśmy się na castingu. Ja po prostu Agnieszkę bardzo cenię. Nie znamy się osobiście, ale bardzo ją cenię jako aktorkę. Gdybym przegrała z nią w normalnym castingu, to byłby to dla mnie zaszczyt – poinformowała Joanna Jabłczyńska. – Nie publikowałam tutaj nigdy nic przeciwko Agnieszce. Nigdy nie były takie moje intencje, ale przyznaję, że może bezrefleksyjnie udostępniałam niektóre publikacje tworzone przez was, przez osoby, które chciały mnie wesprzeć, a które mogły pośrednio uderzać właśnie w Agnieszkę. (…) Agnieszko, proszę się nie poddawać, nigdy w życiu! Mam nadzieję, że to słowo „przepraszam” usłyszysz kiedyś również od produkcji, która – uważam – bardzo nie w porządku się zachowała, nie informując opinii publicznej tak po prostu, od razu, że otrzymałaś rolę Tosi, uzasadniając to w jakiś sposób. Bardzo jest mi przykro, że ja zostałam postawiona w takiej sytuacji i mogło się to obrócić przeciwko Tobie. (…) Prosto z serducha, Agnieszko – przepraszam i naprawdę bardzo mocno trzymam kciuki, szczególnie jeśli chodzi o strefę prywatną, bo wiem, jak to może być trudne.
„Prawdziwa” Tosia zabiera głos
Po stronie Katarzyny Grocholi stanęła jej córka, Dorota Szelągowska – na której pisarka wzorowała się, tworząc postać Tosi.

– Osiągnęłam limit patrzenia, jak ktoś obraża i niszczy moją rodzinę, jak narastają okropne kłamstwa. Więc Asiu, ja widziałam tę korespondencję. Widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. „Minęły 22 lata, postać Tosi jest już bardziej rozbudowana, zapraszamy panią na zdjęcia próbne”. Przegrałaś… Przegrałaś z Agnieszką Żulewską i to żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską, bo Agnieszka Żulewska po prostu jest świetna i nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka, z twojej winy. Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda. To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych, bo nie wolno, Asiu, rzucać takich rzeczy. Szczególnie, że ja wiem, kto jest sponsorem i tak bardzo wiem, że jest to ściema. Wiesz, wydawało mi się zawsze, że to widz ma problem z tym, żeby odróżnić fikcję od rzeczywistości i okazuje się, że nie. Asia, ty nie jesteś Tosią. Ty zagrałaś Tosię w filmie. Ja rozumiem, że ludzie cię tak postrzegają, ale nie jesteś Tosią. Tosia to jest moja historia. Patrzę od 22 lat, jak bardziej identyfikujesz się z moim życiem niż właściwie ja sama. To jest trochę creepy – stwierdziła Dorota Szelągowska. – A teraz patrzę, jak plujesz i niszczysz osobę, która literacko stworzyła postać, dzięki której ty się stałaś znana, dzięki której jesteś w sercach ludzi. Patrzę, jak sterujesz tym wszystkim, patrzę, jaką masz niebywałą satysfakcję, jak się tym cieszysz. Po prostu patrzę na ciebie i niepokoi mnie to, że ktoś może być tak złym człowiekiem, że nie umie powiedzieć: stop. Doprowadziłaś wielu ludzi do bardzo złego stanu.
– Teraz możecie podjąć kroki prawne, ponieważ zostałam zmuszona do opublikowania prywatnej korespondencji – odpowiedziała Joanna Jabłczyńska, dołączając do posta screem wiadomości od Katarzyny Grocholi.
„Dziękuję Ci, Joasiu. Walczę teraz o Ciebie zresztą z reżyserem i Wichłaczową” – brzmiała wiadomość od pisarki.

Co więcej, jeszcze trzy lata temu Katarzyna Grochola, Danuta Stenka i Joanna Jabłczyńska wzięły wspólnie udział w Dzień Dobry TVN, by porozmawiać o dwudziestych urodzinach „Nigdy w życiu!”. Nie zabrakło wspominek… ale też odwołań do przyszłości.
– Piszę piątą część, więc szykujcie się, dziewczyny – powiedziała wtedy Katarzyna Grochola. – Danusiu, zapuszczaj włosy, a ty, Tosiu, hoduj kury i wyglądaj pięknie.
Wydaje się, że Katarzyna Grochola zapomniała o tej rozmowie.
– Poproś może Mamę o całość korespondencji. Ta oczywiście nie będzie pełna, bo większość rozmów toczyła się telefonicznie, a tych rozmów, z oczywistych powodów nagranych nie mam (…). Ja też jestem cholernie zmęczona tą sytuacją. Wiem, że to miecz obosieczny, wiem, że Dorota ma duuuużo większe zasięgi, a armia trolli PR-owych ruszyła od wczoraj i próbuje mnie zmieść z powierzchni ziemi. Marzę o tym, żeby to już się skończyło, ale nie mogę pozostawić prawdy samej sobie. Marzyłam też o tym, aby to produkcja sama powiedziała o innym wyborze Tosi i jakoś to uzasadniła w sposób nieurażający nikogo. Zanim Dorota opublikowała swoje nagranie, zdążyłam opublikować wieczorem u siebie film, w którym wyraziłam jak bardzo mi szkoda Agnieszki Żuławskiej i o ironio, użyłam tych samych słów co Ty Doroto – że przegrać w normalnym castingu z Agnieszką to byłby wręcz zaszczyt – wyznała Joanna Jabłczyńska.
Wystąpienie Doroty Szelągowskiej skierowane do Joanny Jabłczyńskiej zwróciło uwagę psychologa prowadzącego profil „Za tropem myśli – Psychologia i Dogoterapia”.
– Możesz mieć rację i jednocześnie komunikować się w sposób przemocowy. Wypowiedź Doroty Szelągowskiej jest tego przykładem, jak obrona bliskiej nam osoby, wartości rodzinnych może zmienić się w publiczne poniżanie drugiego człowieka – uznał.
Nie byłoby nic zaskakującego w tym, że ktoś odnosi się do głośnej sprawy… ale ku zaskoczeniu wielu osób Dorota Szelągowska zgodziła się z nim.
– Masz rację – górę wzięły emocje – złość i bezsilność wobec setek wiadomości obrażających moją rodzinę i mnie i totalny żal, że z drugiej strony widzę satysfakcję, a nie zastanowienie się nad konsekwencjami. To straszliwie boli, tak po prostu.
Następnie Dorota Szelągowska zwróciła się bezpośrednio do pokrzywdzonej:
– Aśka, bardzo cię przepraszam. Nie miałam prawa cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy czy zranienia tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd. Bardzo cię przepraszam.
– Wiem, jak trudno powiedzieć „przepraszam”, szczególnie publicznie, więc bardzo szanuję ten krok – przyznała Joanna Jabłczyńska.
Prawnik i zbiórka charytatywna
Mimo to wiadomość o krokach prawnych nie zakończyła się na słowach. Pełnomocnik Katarzyny Grocholi przesłał Joannie Jabłczyńskiej pismo przedsądowe, w efekcie którego aktorka opublikowała przeprosiny:
„Przepraszam panią Annę Katarzynę Grocholę za naruszenie dóbr osobistych w postaci czci, dobrego imienia, godności osobistej, autorytetu zawodowego i reputacji w środowisku filmowym oraz renomy jako producenta filmowego, a także tajemnicy korespondencji publikacjami w mediach społecznościowych dotyczącymi filmu ‘Właśnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat później’, które mogły poniżyć panią Annę Katarzynę Grocholę w opinii publicznej, narazić na utratę zaufania, autorytetu zawodowego i reputacji w środowisku filmowym oraz renomy jako producenta filmowego, a także za naruszenie tajemnicy korespondencji.
Z wyrazami ubolewania
Joanna Jabłczyńska”
Katarzyna Grochola domagała się nie tylko publikacji przeprosin o konkretnej treści, a także wpłaty 5 tysięcy złotych na fundację Rak&Roll. Joanna Jabłczyńska poinformowała, że przeprosiny będą dostępne na jej Facebooku i Instagramie przez 14 dni; przedstawi też publicznie potwierdzenie wpłaty. Postanowiła ponadto, że skoro spór osiągnął tak duże zasięgi w mediach społecznościowych, warto byłoby wykorzystać je w dobrym celu i utworzyła zbiórkę zatytułowaną „Jeden krok prawny dla Fundacji Rak’n’Roll”.
Aktorka zadeklarowała, że chciałaby uzbierać dla fundacji 50 tysięcy złotych. W ciągu dwóch dni niemal 15 tysięcy osób wpłaciło na zbiórkę ponad 400 tysięcy złotych, a licznik wciąż bije.

– Jak już wszyscy doskonale wiemy, nie spotkam się z panią Anną Katarzyną Grocholą na planie najnowszego filmu „Nigdy w życiu – 20 lat później. Właśnie, że tak”. Bardzo też bym chciała uniknąć spotkania na sali sądowej. Niezależnie od tego, kto by wygrał, takie postępowanie naraziłoby nas na niepotrzebny stres, koszty – stwierdziła Joanna Jabłczyńska. – Jeszcze na koniec poproszę, aby w komentarzach do tej rolki, jak i do umieszczonych przeprosin, nie publikować komentarzy, które by mogły naruszać czyjekolwiek dobra osobiste. Ja już nie chcę przepraszać za przeprosiny.
Na liczne sugestie, by pozwać Dorotę Szelągowską, Joanna Jabłczyńska odpowiedziała:
– Pozywać nie będę, ale liczę, że również zbiórkę udostępni i pieniądze wpłaci.
Kupa smrodu
Gdy Joanna Jabłczyńska i Dorota Szelągowska starały się deeskalować sytuację, dyskusję na nowo rozpalił… Janusz Heathcliff Iwanowski, producent „Ja wam pokażę!” i pasierb zmarłego Krzysztofa Kowalewskiego, filmowego ojca Judyty. Uderzył zarówno w aktorkę, jak i w pisarkę.
Najpierw odniósł się do tego, że Joanna Jabłczyńska podkreślała, że mogła zagrać w „Ja wam pokażę!”, ale odmówiła przez brak reszty oryginalnej obsady. Oświadczył, że nie miało to nic wspólnego z wiernością.
– Pani Jabłczyńska, do pani się nikt nie zwracał, bo nam zależało na początku, żeby pozyskać Dankę Stenkę, Artura Żmijewskiego i Janka Frycza. To się nie udało – zdradził producent.
Wyjaśnił też, że choć osiągnął porozumienie z Lucyną Kobierzycką w sprawie zatrudnienia wspomnianych osób, to wtedy miał zadzwonić do niej Tadeusz Lampka i zaszantażować, że jeśli ktokolwiek z głównej obsady powróci w „Ja wam pokażę!”, to on zablokuje aktorkom i aktorom z jej agencji możliwość pracy w telewizji publicznej. Oznaczałoby to, że pracę w „Na dobre i na złe” straciłby nie tylko Artur Żmijewski, ale też np. niezwiązana z produkcją Małgorzata Foremniak.
O wiele mocniejszy i bardziej bezpośrednie było oskarżenie skierowane w stronę Katarzyny Grocholi.
– Ten film się nie udał, ale nie z winy aktorów, tylko z winy samej Katarzyny Grocholi. Ta pani to jest dopiero… Nikt o tym nie wie, a ja to wiem i mam na to dokumenty. (…) Zrozumiecie, skąd cały ten ambaras. Jak przychodzi ta kobieta, to jest zawsze kupa smrodu. Tylko teraz ten smród i to szambo wybiło na zewnątrz, a kiedyś to było tylko wśród nas – opowiadał. – Oczywiście Ilona Łepkowska miała rację, że chciała odkupić prawa od Grocholi, w tej książce nie było materiału na film. Tak naprawdę to oni wiedzieli, że muszą się jej pozbyć z tego filmu.
Janusz Heathcliff Iwanowski wyjaśnił, że pisanie książek oraz scenariuszy to dwie zupełnie inne kwestie i że Katarzyna Grochola nie miała pojęcia o pracy nad filmem. Cezary Harasimowicz według niego wymyślił, w jaki sposób przygotować udaną adaptację i napisał dobry scenariusz. Problem w tym, że ten miał nie spodobać się pisarce, która dzień przed rozpoczęciem zdjęć zaczęła dyktować poprawki. Prace zakończono nad ranem, następnie poprawione scenariusze zostały wydrukowane i rozdane aktorkom i aktorom, którzy weszli na plan i nie wiedzieli, co się dzieje. Wersję scenariusza Katarzyny Grocholi producent wprost nazywał „gniotem”. Zaznaczył, że to nie koniec problemów z pisarką, która m.in. próbowała zatrudniać przy filmie licznych członków rodziny.
Producent podkreślił też, że mimo że Joanna Jabłczyńska „już się wystraszyła i przeprosiła”, to nie z nim takie numery i że ma jeszcze dużo do opowiedzenia.
Nieważne, jak mówią?
Pewien zarzut, choć zdecydowanie innego kalibru, ma też do Katarzyny Grocholi Ilona Łepkowska:
– Nie czytałam książki, którą napisała w tej chwili Kasia, natomiast mówienie, że to jest druga część „Nigdy w życiu!”, no nie! Drugą częścią „Nigdy w życiu” było to „Serce na temblaku” i potem jeszcze była jakaś trzecia, też średnio dobra. W związku z tym, no, troszkę tak podpina się Kasia pod sukces tej swojej pierwszej książki. Ja to rozumiem, skądinąd to marketingowo bardzo, bardzo rozsądne. I pod sukces tego pierwszego filmu, a nie drugiego, w którym ona uczestniczyła, (…) „Ja wam pokażę!”. (….) Nie wiem, co z tego będzie, ale niepokoję się trochę – opowiadała scenarzystka w podcaście Marcina Radomskiego, „Kultowe Polskie Komedie”.
Według informacji podanych przez Joannę Jabłczyńską w nowym filmie nie powróci także Joanna Brodzik, która wcielała się w Ulę, najlepszą przyjaciółkę Judyty. W przeciwieństwie do Joanny Jabłczyńskiej nie została ona zastąpiona inną aktorką; wątek Uli miał zostać w całości wycięty ze scenariusza, mimo że bohaterki w książce wciąż utrzymywały bliską relację.
Oznacza to, że we „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat później” zabraknie nie tylko aktorki grającej wcześniej Tosię, ale przede wszystkim Uli i Eksia, co może zauważalnie wpłynąć na fabułę.
Instytut Monitorowania Mediów podszedł do sporu w zupełnie inny sposób. Podliczył, że temat spowodował 270 publikacji w mediach tradycyjnych oraz 22,5 tysiąca publikacji mediach społecznościowych, wywołując 357,8 tysiąca interakcji. Tak wzmożony ruch przekłada się na wydanie 4,4 miliona złotych na kampanię reklamową. Istnieje powiedzenie, że nieważne, jak o tobie mówią, ważne, że mówią – i w myśl tego porzekadła produkcja otrzymała największy możliwy rozgłos. Czy realnie przełoży się on na oglądalność zobaczymy jesienią 2027 roku.
Anna Tess Gołębiowska
Zdjęcie główne: Danuta Stenka jako Judyta i Artur Żmijewski jako Adam w „Nigdy w życiu” (2004), kadr z filmu




