Aktualności Ekranizacje

Awantura o Tosię. W tle zadawnione pretensje do Katarzyny Grocholi

Powie­ścią „Wła­śnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat póź­niej” Kata­rzy­na Gro­cho­la wró­ci­ła do swo­jej naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nej boha­ter­ki, Judy­ty. Zapo­wie­dzia­na zosta­ła adap­ta­cja książ­ki, ale choć film jesz­cze nie powstał, już roz­pę­ta­ła się dooko­ła nie­go burza.

Nigdy w życiu!” to naj­bar­dziej zna­na powieść Kata­rzy­ny Gro­cho­li – trud­no osza­co­wać jej dokład­ny nakład (infor­ma­cje w róż­nych źró­dłach są sprzecz­ne), ale na pew­no były to set­ki tysię­cy egzem­pla­rzy. Wyda­na w 2001 roku książ­ka docze­ka­ła się prze­kła­dów na języ­ki cze­ski, litew­ski, mace­doń­ski, rosyj­ski, ukra­iń­ski, węgier­ski, wiet­nam­ski i wło­ski. W 2004 roku pre­mie­rę mia­ła ekra­ni­za­cja opo­wie­ści o Judy­cie pod tym samym tytu­łem. Reży­se­rem fil­mu był Ryszard Zator­ski, a sce­na­riusz napi­sa­ła Ilo­na Łep­kow­ska. Pro­duk­cja przy­cią­gnę­ła do kin ponad 1,6 milio­na widzów, a kolej­ne oso­by zapo­zna­wa­ły się z nią w tele­wi­zji – według „Rapor­tu o kine­ma­to­gra­fii” z 2009 roku w latach 1989–2008 był to jede­na­sty pod wzglę­dem popu­lar­no­ści pol­ski film. Nigdy w życiu! oka­za­ło się kul­to­wą kome­dią roman­tycz­ną, wie­le kobiet utoż­sa­mia­ło się z Judy­tą lub jej dora­sta­ją­cą cór­ką Tosią.

Kul­to­wa komedia

Punkt wyj­ścio­wy histo­rii był pro­sty: mąż Judy­ty (w książ­ce nazy­wa­ny po pro­stu Eks­io, w fil­mie – Tomasz Kozłow­ski) oznaj­mia, że musi się roz­wieść, ponie­waż jego kochan­ka zaszła w cią­żę. Życie Judy­ty w jed­nej chwi­li się wali – tra­ci sta­bil­ność i dach nad gło­wą, a musi zadbać o bez­pie­czeń­stwo nie tyl­ko swo­je, ale też pięt­na­sto­let­niej Anto­ni­ny. Z cza­sem Judy­ta odkry­wa, że wciąż potra­fi się zako­chać, budu­je wyma­rzo­ny dom i wią­że się z Ada­mem, kole­gą z pra­cy, wcze­śniej zbyt nie­śmia­łym, by wyznać jej swo­je uczucia.

W rolę Judy­ty wcie­li­ła się Judy­ta Kozłow­ska, jej cór­kę Tosię zagra­ła Joan­na Jabł­czyń­ska, Ada­ma – Artur Żmi­jew­ski, a byłe­go męża – Jan Frycz. Ponad­to w obsa­dzie poja­wi­ły się nazwi­ska takie jak: Joan­na Bro­dzik (Ula, przy­ja­ciół­ka Judy­ty), Mar­ta Lipiń­ska (mat­ka Judy­ty), Krzysz­tof Kowa­lew­ski (ojciec Judy­ty), Kin­ga Pre­is (kole­żan­ka z pra­cy), Rafał Kró­li­kow­ski (szef), Ceza­ry Kosiń­ski (mąż Uli) czy Agniesz­ka Wło­dar­czyk (Jola, kochan­ka męża Judyty).

Książ­ko­we „Nigdy w życiu!” docze­ka­ło się kon­ty­nu­acji zebra­nych w cykl „Żaby i anio­ły”. W 2002 roku uka­za­ło się „Ser­ce na tem­bla­ku”, w 2004 – „Ja wam poka­żę!”, a w 2006 – „A nie mówi­łam!”. Łącz­nie pisar­ka opu­bli­ko­wa­ła 25 ksią­żek, ale do histo­rii Judy­ty, Ada­ma i Tosi powró­ci­ła dopie­ro po dwu­dzie­stu latach – 25 mar­ca 2026 roku uka­za­ło się „Wła­śnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat póź­niej”. W naj­now­szej powie­ści Judy­ta jest już bab­cią i choć to ona jest nar­ra­tor­ką powie­ści, to w cen­trum fabu­ły znaj­du­je się Tosia – teraz mat­ka trój­ki dzie­ci. Łatwo się domy­ślić, że tym razem to jej życie wywró­ci się do góry noga­mi. Judy­ta z Ada­mem pro­wa­dzą z kolei biu­ro matry­mo­nial­ne, co wpro­wa­dza do powie­ści licz­ne wąt­ki pobocz­ne, czę­sto humorystyczne.

Dal­sze losy Judy­ty na ekranie

W dobie mody na nostal­gię i licz­nych powro­tów do histo­rii z mło­do­ści szyb­ko zapo­wie­dzia­na zosta­ła fil­mo­wa adap­ta­cja nowej powie­ści. Pro­blem w tym, że Judy­ta, Adam, Tosia i Eks­io mie­li wię­cej niż jed­ną fil­mo­wą twarz, a wokół adap­ta­cji od same­go począt­ku mia­ło miej­sce zamieszanie.

Po suk­ce­sie fil­mo­we­go „Nigdy w życiu!” pro­du­cent Tade­usz Lamp­ka pla­no­wał kon­ty­nu­ację, ale uznał, że „Ser­ce na tem­bla­ku” oraz „Ja wam poka­żę!” nie są histo­ria­mi, któ­re spraw­dzą się na ekra­nie. Pro­du­cent zapro­po­no­wał kup­no praw do posta­ci, na co nie zgo­dzi­ła się Kata­rzy­na Grochola.

Jako ich „mat­ka” nie mogłam się na to zgo­dzić. Bo co by się sta­ło, gdy­bym nagle odkry­ła, że Judy­ta nie jest już dzien­ni­kar­ką, a na przy­kład pro­sty­tut­ką?” – komen­to­wa­ła wte­dy pisarka.

Zażą­da­ła za pra­wa do swo­ich posta­ci milio­na dola­rów. Kogo na to stać?! – sar­kał Tade­usz Lamp­ka w wywia­dzie dla „Super Expressu”.

Kata­rzy­na Gro­cho­la uzna­ła, że film powsta­nie – ale bez nie­go. Nowym pro­du­cen­tem został Jacek Smoj­ło­wicz, sce­na­riusz przy­go­to­wa­ła Kata­rzy­na Gro­cho­la wspól­nie z Ceza­rym Hara­si­mo­wi­czem, a reży­se­rem fil­mu został Denis Delić. Jacek Smoj­ło­wicz miał nadzie­ję, że uda się zebrać daw­ną obsa­dę, ale Tade­usz Lamp­ka zablo­ko­wał taką moż­li­wość. Jedy­nie Mar­ta Lipiń­ska i Krzysz­tof Kowa­lew­ski powró­ci­li w rolach rodzi­ców Judy­ty. Samą Judy­tę zagra­ła Gra­ży­na Wolsz­czak (a za jej wewnętrz­ną nar­ra­cję odpo­wia­da­ła Kata­rzy­na Gro­cho­la), w Ada­ma wcie­lił się Paweł Deląg, w Eksia/Tomasza – Ceza­ry Pazu­ra, w Tosię – Maria Nikliń­ska, a w Ulę – Agniesz­ka Pila­szew­ska. Film przy­cią­gnął do kin nie­mal 1,2 milio­na osób, według „Rapor­tu o kine­ma­to­gra­fii” został szes­na­stą co do popu­lar­no­ści pro­duk­cją w latach 1989–2008, ale zebrał nega­tyw­ne recenzje.

– Pro­du­cent „Nigdy w życiu”, Tade­usz Lamp­ka, kupił pra­wa do ekra­ni­za­cji „Ser­ca na tem­bla­ku”. Jed­nak Kata­rzy­na Gro­cho­la, któ­ra nie była do koń­ca zado­wo­lo­na ze sce­na­riu­sza i ekra­ni­za­cji pierw­szej czę­ści, zerwa­ła z nim współ­pra­cę. Kolej­ny film o Judy­cie musiał więc powstać na pod­sta­wie trze­cie­go tomu powie­ści i z inny­mi akto­ra­mi, cho­ciaż kon­ty­nu­ację losów Judy­ty zaczy­na­li­śmy pisać z myślą o Danu­cie Sten­ce, któ­ra zagra­ła tę postać w pierw­szej czę­ści. Oka­za­ło się jed­nak, że dotych­cza­so­wi odtwór­cy posta­ci stwo­rzo­nych przez Gro­cho­lę zwią­za­ni są umo­wą z pierw­szym pro­du­cen­tem – opo­wia­dał Ceza­ry Hara­si­mo­wicz w roz­mo­wie z „Kinem” w 2006 roku.

Ja wam poka­żę!” docze­ka­ło się też adap­ta­cji seria­lo­wej. Na pod­sta­wie sce­na­riu­sza Kata­rzy­ny Gro­cho­li i Toma­sza Kęp­skie­go wyre­ży­se­ro­wa­li go Denis Delić i Kon­rad Nie­wol­ski. Pre­mie­ra pro­duk­cji mia­ła miej­sce w 2007 roku, wyemi­to­wa­nych zosta­ło 13 odcinków.

Judy­tę zagra­ła Edy­ta Jun­gow­ska, Ada­ma – Rado­sław Krzy­żow­ski, Tosię – Julia Kamiń­ska, Eksia/Tomasza – Tomasz Sapryk, Fili­pa, chło­pa­ka Tosi – Tomasz Wla­ziń­ski, Jol­kę, nową żonę Eks­ia – Anna Prus a Ulę – Alek­san­dra Koniecz­na. Mar­ta Lipiń­ska i Krzysz­tof Kowa­lew­ski znów wcie­li­li się w rodzi­ców Judyty.

Powrót po latach

Już po kil­ku mie­sią­cach od pre­mie­ry powie­ści Kata­rzy­na Gro­cho­la zdradziła:

– Pra­cu­ję na pla­nie fil­mo­wym. Trzy­maj­cie kciu­ki, bo za kil­ka dni pad­nie pierw­szy klaps. Powsta­nie „Wła­śnie, że tak!”. Mogę zdra­dzić, że mamy cudow­ną eki­pę, świet­nych akto­rów i mnó­stwo dobrej ener­gii. Głów­ną rolę ponow­nie zagra Danu­ta Stenka.

Zarów­no ta infor­ma­cja, jak i „Nigdy w życiu – 20 lat póź­niej” wid­nie­ją­ce w tytu­le powie­ści dały wie­lu oso­bom nadzie­ję, że docze­ka­ją się kon­ty­nu­acji fil­mu z 2004 roku z ory­gi­nal­ną obsa­dą. Mimo tego twór­cy zazna­cza­li, żeby nie trak­to­wać fil­mu jako kon­ty­nu­acji „Nigdy w życiu!”, ponie­waż nowa pro­duk­cja ma być samo­dziel­nym bytem – kome­dio­dra­ma­tem, nie kome­dią romantyczną.

– Pro­jekt kie­ru­je­my do sze­ro­kiej publicz­no­ści – mło­dych doro­słych i star­szych widzów – ofe­ru­jąc nie tyl­ko prze­ży­cie arty­stycz­ne, ale też prze­strzeń do roz­mo­wy o emo­cjach, rela­cjach i budo­wa­niu odpor­no­ści psy­chicz­nej. Jed­no­cze­śnie humor sytu­acyj­ny Kata­rzy­ny Gro­cho­li spra­wi, że mam wyjść z kina roze­śmia­ni – infor­mo­wa­ła współ­pro­du­cent­ka Anna Seitz-Wichłacz. Reży­se­rem został Greg Zglinski.

Artur Żmi­jew­ski powró­cił do roli Ada­ma, a Jan Frycz miał wcie­lić się w Eksia/Tomasza, ale nie doszło do tego z powo­du nagłej śmier­ci akto­ra. Gred Zglin­ski oświad­czył, że nie wyobra­ża sobie, by kto­kol­wiek mógł go zastą­pić, więc koniecz­na była zmia­na sce­na­riu­sza i wycię­cie posta­ci byłe­go męża Judy­ty i ojca Tosi z fabuły.

W obli­czu tej decy­zji tym bar­dziej dzi­wi, że do roli Tosi nie wró­ci­ła Joan­na Jabłczyńska.

Tosia jest tyl­ko jedna?

Aktor­ka była roz­cza­ro­wa­na pomi­nię­ciem jej i nie ukry­wa­ła, że zra­ni­ło ją podej­ście pro­duk­cji. Wyzna­ła, że otrzy­ma­ła sce­na­riusz pro­duk­cji i była wstęp­nie umó­wio­na na zdjęcia.

– Już wie­cie, że w naj­now­szym fil­mie ekra­ni­za­cji książ­ki Kata­rzy­ny Gro­cho­li nie usły­szy­cie w moim wyko­na­niu tych słów: „Anto­ni­na jestem”. I żeby Wam nikt kitu nie wci­skał, cie­szę się, że jestem już w takim momen­cie w swo­im życiu, że powiem to wprost, nie­za­leż­nie od tego, jakie będą kon­se­kwen­cje. Mam sce­na­riusz naj­now­sze­go fil­mu na swo­im mailu. Byłam na spo­tka­niu z reży­se­rem. Były ze mną wstęp­nie usta­la­ne ter­mi­ny nagrań. Pozna­łam poten­cjal­ne­go moje­go part­ne­ra do gra­nia w fil­mie, a następ­nie otrzy­ma­łam tele­fon, iż pod­miot, któ­ry wykła­da bar­dzo duże pie­nią­dze na naj­now­szą pro­duk­cję, ma swo­ją kan­dy­dat­kę na Toś­kę. I tyle. I tego się wła­śnie spo­dzie­wam. To bola­ło! Bo mia­ło. Pew­nie część z Was podzie­li moje zda­nie, że tak robić nie moż­na. Nato­miast jak widać pro­duk­cja uzna­ła, że wła­śnie, że tak” – opo­wia­da­ła Joan­na Jabł­czyń­ska w emo­cjo­nal­nym nagra­niu. – Gdy­by ktoś wcze­śniej mi powie­dział, że może powstać ekra­ni­za­cja beze mnie, powie­dzia­ła­bym krót­ko: „Nigdy w życiu!”.

Zda­niem pro­du­cent­ki sytu­acja wyglą­da­ła ina­czej – 10 czerw­ca odbył się casting, na któ­ry zapro­szo­no sześć akto­rem, w tym Joan­nę Jabł­czyń­ską. Każ­da z kan­dy­da­tek ode­bra­ła sce­nę z part­ne­rem. 17 czerw­ca Joan­na Jabł­czyń­ska mia­ła otrzy­mać wia­do­mość, że nie dosta­ła roli. Aktor­ka twier­dzi nato­miast, że nie mia­ła poję­cia, że bie­rze udział w castin­gu i że do roli w ogó­le bra­ne są pod uwa­gę inne oso­by. Z począt­ku nie wie­dzia­ła też, kto osta­tecz­nie ma wcie­lić się w Tosię.

Pude­lek” dotarł do kore­spon­den­cji mię­dzy pro­du­cen­ta­mi a aktorką:

Zdję­cia pla­no­wa­ne są na lipiec, sier­pień i począ­tek wrze­śnia tego roku. TOSIA to rola na ok 14 dni zdję­cio­wych. W obsa­dzie bez zmian Danu­ta Sten­ka i Artur Żmi­jew­ski. Prze­sy­łam sce­na­riusz z proś­bą o pouf­ność. Jako że od pre­mie­ry pierw­szej czę­ści minę­ło już 20 lat, a TOSIA była wów­czas nasto­lat­ką i postać ule­gła dużej prze­mia­nie, twór­cy mają potrze­bę ponow­ne­go spo­tka­nia się z Panią na zdję­ciach prób­nych do roli Tosi, któ­rej wątek sta­no­wi teraz oś fabu­lar­ną fil­mu. Czy jest w Pani otwar­tość na takie spo­tka­nie i pra­cę z reży­se­rem? Jeśli tak, to wspa­nia­le było­by umó­wić się jesz­cze w przy­szłym tygo­dniu po 8 czerw­ca. Jak wyglą­da Pani dys­po­zy­cyj­ność do 20 czerwca?”

Ponie­waż w wia­do­mo­ści nie pada ani sło­wo „casting”, ani infor­ma­cja o innych aktor­kach, Joan­na Jabł­czyń­ska mogła uwie­rzyć, że tyl­ko ona zosta­ła zapro­szo­na na zdję­cia prób­ne. Redak­cja „Pudel­ka” twier­dzi ponad­to, że ter­mi­ny zdjęć zosta­ły spe­cjal­nie zapla­no­wa­ne tak, by aktor­ki nie spo­tka­ły się na kory­ta­rzu i nie dowie­dzia­ły się o sobie wzajemnie.

– Byłam współ­pro­du­cent­ką fil­mu i mia­łam w związ­ku z tym duży wpływ na obsa­dę, w tym wybór Joan­ny Jabł­czyń­skiej do roli Tosi. Mówi się cza­sem, że nie zmie­nia się zwy­cię­skie­go skła­du… Ale może pro­du­cen­ci uwa­ża­ją, że to powie­dze­nie nie ma sen­su? – komen­to­wa­ła Ilo­na Łepkowska.

Moni­ka Wąsik zało­ży­ła pety­cję „NIGDY W ŻYCIU nie zmie­niaj akto­ra – JOANNA JABŁCZYŃSKA jedy­na Tosia”. W momen­cie publi­ka­cji tego arty­ku­łu pod­pi­sa­ło się pod nią ponad 2,2 tysią­ca osób.

– Kon­ty­nu­acja po tylu latach ma wyjąt­ko­wą war­tość wła­śnie dzię­ki wspo­mnie­niom, emo­cjom i boha­te­rom, któ­rych pamię­ta­my z pierw­sze­go fil­mu. Dla­te­go wie­rzy­my, że powrót Joan­ny Jabł­czyń­skiej pozwo­lił­by zacho­wać cią­głość histo­rii i auten­tycz­ną więź z ory­gi­na­łem. Nie jest to pety­cja prze­ciw­ko żad­nej aktor­ce. Jest to głos fanów, któ­rzy po pro­stu chcie­li­by ponow­nie zoba­czyć Joan­nę Jabł­czyń­ską jako Tosię – czy­ta­my w petycji.

Pisar­ka kon­tra aktorka

Ina­czej do castin­gu pode­szła Kata­rzy­na Grochola:

Toś­kę gra­ły trzy aktor­ki: Joasia Jabł­czyń­ska, Maria Nikliń­ska i Ula Brzy­du­la, praw­da? W trzech róż­nych ekra­ni­za­cjach. Więc trud­no mi się do tego na razie usto­sun­ko­wy­wać – stwier­dzi­ła w roz­mo­wie z „Super Expres­sem”. Na Insta­gra­mie nato­miast napisała:

Sza­now­ni Pań­stwo, w związ­ku z roz­po­wszech­nia­niem przez panią Joan­nę Jabł­czyń­ską nie­praw­dzi­wych infor­ma­cji doty­czą­cych udzia­łu Agniesz­ki Żulew­skiej, zna­ko­mi­tej aktor­ki i pra­we­go czło­wie­ka, posta­no­wi­łam jako pro­du­cent­ka pod­jąć sto­sow­ne kro­ki praw­ne w jej obro­nie. Będę Pań­stwa infor­mo­wać na bie­żą­co.
Dobre­go wie­czo­ru!
Kata­rzy­na Gro­cho­la

Okład­ka „Ja wam poka­żę!” z twa­rzą Kata­rzy­ny Grocholi

– Kie­dy publi­ko­wa­łam pierw­sze nagra­nia, nie mia­łam zie­lo­ne­go poję­cia, kto dostał rolę Toś­ki. Nie spo­tka­ły­śmy się na castin­gu. Ja po pro­stu Agniesz­kę bar­dzo cenię. Nie zna­my się oso­bi­ście, ale bar­dzo ją cenię jako aktor­kę. Gdy­bym prze­gra­ła z nią w nor­mal­nym castin­gu, to był­by to dla mnie zaszczyt – poin­for­mo­wa­ła Joan­na Jabł­czyń­ska. – Nie publi­ko­wa­łam tutaj nigdy nic prze­ciw­ko Agniesz­ce. Nigdy nie były takie moje inten­cje, ale przy­zna­ję, że może bez­re­flek­syj­nie udo­stęp­nia­łam nie­któ­re publi­ka­cje two­rzo­ne przez was, przez oso­by, któ­re chcia­ły mnie wes­przeć, a któ­re mogły pośred­nio ude­rzać wła­śnie w Agniesz­kę. (…) Agniesz­ko, pro­szę się nie pod­da­wać, nigdy w życiu! Mam nadzie­ję, że to sło­wo „prze­pra­szam” usły­szysz kie­dyś rów­nież od pro­duk­cji, któ­ra – uwa­żam – bar­dzo nie w porząd­ku się zacho­wa­ła, nie infor­mu­jąc opi­nii publicz­nej tak po pro­stu, od razu, że otrzy­ma­łaś rolę Tosi, uza­sad­nia­jąc to w jakiś spo­sób. Bar­dzo jest mi przy­kro, że ja zosta­łam posta­wio­na w takiej sytu­acji i mogło się to obró­cić prze­ciw­ko Tobie. (…) Pro­sto z ser­du­cha, Agniesz­ko – prze­pra­szam i napraw­dę bar­dzo moc­no trzy­mam kciu­ki, szcze­gól­nie jeśli cho­dzi o stre­fę pry­wat­ną, bo wiem, jak to może być trudne.

Praw­dzi­wa” Tosia zabie­ra głos

Po stro­nie Kata­rzy­ny Gro­cho­li sta­nę­ła jej cór­ka, Doro­ta Sze­lą­gow­ska – na któ­rej pisar­ka wzo­ro­wa­ła się, two­rząc postać Tosi.

Doro­ta Sze­lą­gow­ska, źró­dło: Maga­zyn VIVA / Wiki­me­dia Com­mons, CC BY 3.0

Osią­gnę­łam limit patrze­nia, jak ktoś obra­ża i nisz­czy moją rodzi­nę, jak nara­sta­ją okrop­ne kłam­stwa. Więc Asiu, ja widzia­łam tę kore­spon­den­cję. Widzia­łam, jak jesteś zapro­szo­na na zdję­cia prób­ne. „Minę­ły 22 lata, postać Tosi jest już bar­dziej roz­bu­do­wa­na, zapra­sza­my panią na zdję­cia prób­ne”. Prze­gra­łaś… Prze­gra­łaś z Agniesz­ką Żulew­ską i to żaden wstyd prze­grać z Agniesz­ką Żulew­ską, bo Agniesz­ka Żulew­ska po pro­stu jest świet­na i nie zasłu­gu­je na to, co ją teraz spo­ty­ka, z two­jej winy. Zasu­ge­ro­wa­łaś, że Agniesz­ka dosta­ła rolę, bo jakiś spon­sor o tym zade­cy­do­wał i to jest nie­praw­da. To o tym mówi­ła moja mama, kie­dy mówi­ła o kro­kach praw­nych, bo nie wol­no, Asiu, rzu­cać takich rze­czy. Szcze­gól­nie, że ja wiem, kto jest spon­so­rem i tak bar­dzo wiem, że jest to ście­ma. Wiesz, wyda­wa­ło mi się zawsze, że to widz ma pro­blem z tym, żeby odróż­nić fik­cję od rze­czy­wi­sto­ści i oka­zu­je się, że nie. Asia, ty nie jesteś Tosią. Ty zagra­łaś Tosię w fil­mie. Ja rozu­miem, że ludzie cię tak postrze­ga­ją, ale nie jesteś Tosią. Tosia to jest moja histo­ria. Patrzę od 22 lat, jak bar­dziej iden­ty­fi­ku­jesz się z moim życiem niż wła­ści­wie ja sama. To jest tro­chę cre­epy – stwier­dzi­ła Doro­ta Sze­lą­gow­ska. – A teraz patrzę, jak plu­jesz i nisz­czysz oso­bę, któ­ra lite­rac­ko stwo­rzy­ła postać, dzię­ki któ­rej ty się sta­łaś zna­na, dzię­ki któ­rej jesteś w ser­cach ludzi. Patrzę, jak ste­ru­jesz tym wszyst­kim, patrzę, jaką masz nie­by­wa­łą satys­fak­cję, jak się tym cie­szysz. Po pro­stu patrzę na cie­bie i nie­po­koi mnie to, że ktoś może być tak złym czło­wie­kiem, że nie umie powie­dzieć: stop. Dopro­wa­dzi­łaś wie­lu ludzi do bar­dzo złe­go stanu.

Teraz może­cie pod­jąć kro­ki praw­ne, ponie­waż zosta­łam zmu­szo­na do opu­bli­ko­wa­nia pry­wat­nej kore­spon­den­cji – odpo­wie­dzia­ła Joan­na Jabł­czyń­ska, dołą­cza­jąc do posta scre­em wia­do­mo­ści od Kata­rzy­ny Grocholi.

Dzię­ku­ję Ci, Joasiu. Wal­czę teraz o Cie­bie zresz­tą z reży­se­rem i Wichła­czo­wą” – brzmia­ła wia­do­mość od pisarki.

Wpis Joan­ny Jabł­czyń­skiej na Insta­gra­mie, źró­dło: instagram.com/joannajablczynska

Co wię­cej, jesz­cze trzy lata temu Kata­rzy­na Gro­cho­la, Danu­ta Sten­ka i Joan­na Jabł­czyń­ska wzię­ły wspól­nie udział w Dzień Dobry TVN, by poroz­ma­wiać o dwu­dzie­stych uro­dzi­nach „Nigdy w życiu!”. Nie zabra­kło wspo­mi­nek… ale też odwo­łań do przyszłości.

Piszę pią­tą część, więc szy­kuj­cie się, dziew­czy­ny – powie­dzia­ła wte­dy Kata­rzy­na Gro­cho­la. – Danu­siu, zapusz­czaj wło­sy, a ty, Tosiu, hoduj kury i wyglą­daj pięknie.

Wyda­je się, że Kata­rzy­na Gro­cho­la zapo­mnia­ła o tej rozmowie.

Poproś może Mamę o całość kore­spon­den­cji. Ta oczy­wi­ście nie będzie peł­na, bo więk­szość roz­mów toczy­ła się tele­fo­nicz­nie, a tych roz­mów, z oczy­wi­stych powo­dów nagra­nych nie mam (…). Ja też jestem cho­ler­nie zmę­czo­na tą sytu­acją. Wiem, że to miecz obo­siecz­ny, wiem, że Doro­ta ma duuuużo więk­sze zasię­gi, a armia trol­li PR-owych ruszy­ła od wczo­raj i pró­bu­je mnie zmieść z powierzch­ni zie­mi. Marzę o tym, żeby to już się skoń­czy­ło, ale nie mogę pozo­sta­wić praw­dy samej sobie. Marzy­łam też o tym, aby to pro­duk­cja sama powie­dzia­ła o innym wybo­rze Tosi i jakoś to uza­sad­ni­ła w spo­sób nie­ura­ża­ją­cy niko­go. Zanim Doro­ta opu­bli­ko­wa­ła swo­je nagra­nie, zdą­ży­łam opu­bli­ko­wać wie­czo­rem u sie­bie film, w któ­rym wyra­zi­łam jak bar­dzo mi szko­da Agniesz­ki Żuław­skiej i o iro­nio, uży­łam tych samych słów co Ty Doro­to – że prze­grać w nor­mal­nym castin­gu z Agniesz­ką to był­by wręcz zaszczyt – wyzna­ła Joan­na Jabłczyńska.

Wystą­pie­nie Doro­ty Sze­lą­gow­skiej skie­ro­wa­ne do Joan­ny Jabł­czyń­skiej zwró­ci­ło uwa­gę psy­cho­lo­ga pro­wa­dzą­ce­go pro­fil „Za tro­pem myśli – Psy­cho­lo­gia i Dogoterapia”.

Możesz mieć rację i jed­no­cze­śnie komu­ni­ko­wać się w spo­sób prze­mo­co­wy. Wypo­wiedź Doro­ty Sze­lą­gow­skiej jest tego przy­kła­dem, jak obro­na bli­skiej nam oso­by, war­to­ści rodzin­nych może zmie­nić się w publicz­ne poni­ża­nie dru­gie­go czło­wie­ka – uznał.

Nie było­by nic zaska­ku­ją­ce­go w tym, że ktoś odno­si się do gło­śnej spra­wy… ale ku zasko­cze­niu wie­lu osób Doro­ta Sze­lą­gow­ska zgo­dzi­ła się z nim.

Masz rację – górę wzię­ły emo­cje – złość i bez­sil­ność wobec setek wia­do­mo­ści obra­ża­ją­cych moją rodzi­nę i mnie i total­ny żal, że z dru­giej stro­ny widzę satys­fak­cję, a nie zasta­no­wie­nie się nad kon­se­kwen­cja­mi. To strasz­li­wie boli, tak po prostu.

Następ­nie Doro­ta Sze­lą­gow­ska zwró­ci­ła się bez­po­śred­nio do pokrzywdzonej:

Aśka, bar­dzo cię prze­pra­szam. Nie mia­łam pra­wa cię obra­żać. Żad­ne poczu­cie krzyw­dy czy zra­nie­nia tego nie tłu­ma­czy. Jest mi wstyd. Bar­dzo cię przepraszam.

Wiem, jak trud­no powie­dzieć „prze­pra­szam”, szcze­gól­nie publicz­nie, więc bar­dzo sza­nu­ję ten krok – przy­zna­ła Joan­na Jabłczyńska.

Praw­nik i zbiór­ka charytatywna

Mimo to wia­do­mość o kro­kach praw­nych nie zakoń­czy­ła się na sło­wach. Peł­no­moc­nik Kata­rzy­ny Gro­cho­li prze­słał Joan­nie Jabł­czyń­skiej pismo przed­są­do­we, w efek­cie któ­re­go aktor­ka opu­bli­ko­wa­ła przeprosiny:

Prze­pra­szam panią Annę Kata­rzy­nę Gro­cho­lę za naru­sze­nie dóbr oso­bi­stych w posta­ci czci, dobre­go imie­nia, god­no­ści oso­bi­stej, auto­ry­te­tu zawo­do­we­go i repu­ta­cji w śro­do­wi­sku fil­mo­wym oraz reno­my jako pro­du­cen­ta fil­mo­we­go, a tak­że tajem­ni­cy kore­spon­den­cji publi­ka­cja­mi w mediach spo­łecz­no­ścio­wych doty­czą­cy­mi fil­mu ‘Wła­śnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat póź­niej’, któ­re mogły poni­żyć panią Annę Kata­rzy­nę Gro­cho­lę w opi­nii publicz­nej, nara­zić na utra­tę zaufa­nia, auto­ry­te­tu zawo­do­we­go i repu­ta­cji w śro­do­wi­sku fil­mo­wym oraz reno­my jako pro­du­cen­ta fil­mo­we­go, a tak­że za naru­sze­nie tajem­ni­cy korespondencji.

Z wyra­za­mi ubo­le­wa­nia
Joan­na Jabłczyńska”

Kata­rzy­na Gro­cho­la doma­ga­ła się nie tyl­ko publi­ka­cji prze­pro­sin o kon­kret­nej tre­ści, a tak­że wpła­ty 5 tysię­cy zło­tych na fun­da­cję Rak&Roll. Joan­na Jabł­czyń­ska poin­for­mo­wa­ła, że prze­pro­si­ny będą dostęp­ne na jej Face­bo­oku i Insta­gra­mie przez 14 dni; przed­sta­wi też publicz­nie potwier­dze­nie wpła­ty. Posta­no­wi­ła ponad­to, że sko­ro spór osią­gnął tak duże zasię­gi w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, war­to było­by wyko­rzy­stać je w dobrym celu i utwo­rzy­ła zbiór­kę zaty­tu­ło­wa­ną „Jeden krok praw­ny dla Fun­da­cji Rak’n’Roll”.

Aktor­ka zade­kla­ro­wa­ła, że chcia­ła­by uzbie­rać dla fun­da­cji 50 tysię­cy zło­tych. W cią­gu dwóch dni nie­mal 15 tysię­cy osób wpła­ci­ło na zbiór­kę ponad 400 tysię­cy zło­tych, a licz­nik wciąż bije.

Gra­fi­ka pro­mu­ją­ca zbiór­kę dla fun­da­cji Rak’n’Roll, źró­dło: Pomagam.pl

Jak już wszy­scy dosko­na­le wie­my, nie spo­tkam się z panią Anną Kata­rzy­ną Gro­cho­lą na pla­nie naj­now­sze­go fil­mu „Nigdy w życiu – 20 lat póź­niej. Wła­śnie, że tak”. Bar­dzo też bym chcia­ła unik­nąć spo­tka­nia na sali sądo­wej. Nie­za­leż­nie od tego, kto by wygrał, takie postę­po­wa­nie nara­zi­ło­by nas na nie­po­trzeb­ny stres, kosz­ty – stwier­dzi­ła Joan­na Jabł­czyń­ska. – Jesz­cze na koniec popro­szę, aby w komen­ta­rzach do tej rol­ki, jak i do umiesz­czo­nych prze­pro­sin, nie publi­ko­wać komen­ta­rzy, któ­re by mogły naru­szać czy­je­kol­wiek dobra oso­bi­ste. Ja już nie chcę prze­pra­szać za przeprosiny.

Na licz­ne suge­stie, by pozwać Doro­tę Sze­lą­gow­ską, Joan­na Jabł­czyń­ska odpowiedziała:

– Pozy­wać nie będę, ale liczę, że rów­nież zbiór­kę udo­stęp­ni i pie­nią­dze wpłaci.

Kupa smro­du

Gdy Joan­na Jabł­czyń­ska i Doro­ta Sze­lą­gow­ska sta­ra­ły się deeska­lo­wać sytu­ację, dys­ku­sję na nowo roz­pa­lił… Janusz Heathc­liff Iwa­now­ski, pro­du­cent „Ja wam poka­żę!” i pasierb zmar­łe­go Krzysz­to­fa Kowa­lew­skie­go, fil­mo­we­go ojca Judy­ty. Ude­rzył zarów­no w aktor­kę, jak i w pisarkę.

Naj­pierw odniósł się do tego, że Joan­na Jabł­czyń­ska pod­kre­śla­ła, że mogła zagrać w „Ja wam poka­żę!”, ale odmó­wi­ła przez brak resz­ty ory­gi­nal­nej obsa­dy. Oświad­czył, że nie mia­ło to nic wspól­ne­go z wiernością.

Pani Jabł­czyń­ska, do pani się nikt nie zwra­cał, bo nam zale­ża­ło na począt­ku, żeby pozy­skać Dan­kę Sten­kę, Artu­ra Żmi­jew­skie­go i Jan­ka Fry­cza. To się nie uda­ło – zdra­dził producent.

Wyja­śnił też, że choć osią­gnął poro­zu­mie­nie z Lucy­ną Kobie­rzyc­ką w spra­wie zatrud­nie­nia wspo­mnia­nych osób, to wte­dy miał zadzwo­nić do niej Tade­usz Lamp­ka i zaszan­ta­żo­wać, że jeśli kto­kol­wiek z głów­nej obsa­dy powró­ci w „Ja wam poka­żę!”, to on zablo­ku­je aktor­kom i akto­rom z jej agen­cji moż­li­wość pra­cy w tele­wi­zji publicz­nej. Ozna­cza­ło­by to, że pra­cę w „Na dobre i na złe” stra­cił­by nie tyl­ko Artur Żmi­jew­ski, ale też np. nie­zwią­za­na z pro­duk­cją Mał­go­rza­ta Foremniak.

O wie­le moc­niej­szy i bar­dziej bez­po­śred­nie było oskar­że­nie skie­ro­wa­ne w stro­nę Kata­rzy­ny Grocholi.

Ten film się nie udał, ale nie z winy akto­rów, tyl­ko z winy samej Kata­rzy­ny Gro­cho­li. Ta pani to jest dopie­ro… Nikt o tym nie wie, a ja to wiem i mam na to doku­men­ty. (…) Zro­zu­mie­cie, skąd cały ten amba­ras. Jak przy­cho­dzi ta kobie­ta, to jest zawsze kupa smro­du. Tyl­ko teraz ten smród i to szam­bo wybi­ło na zewnątrz, a kie­dyś to było tyl­ko wśród nas – opo­wia­dał. – Oczy­wi­ście Ilo­na Łep­kow­ska mia­ła rację, że chcia­ła odku­pić pra­wa od Gro­cho­li, w tej książ­ce nie było mate­ria­łu na film. Tak napraw­dę to oni wie­dzie­li, że muszą się jej pozbyć z tego filmu.

Janusz Heathc­liff Iwa­now­ski wyja­śnił, że pisa­nie ksią­żek oraz sce­na­riu­szy to dwie zupeł­nie inne kwe­stie i że Kata­rzy­na Gro­cho­la nie mia­ła poję­cia o pra­cy nad fil­mem. Ceza­ry Hara­si­mo­wicz według nie­go wymy­ślił, w jaki spo­sób przy­go­to­wać uda­ną adap­ta­cję i napi­sał dobry sce­na­riusz. Pro­blem w tym, że ten miał nie spodo­bać się pisar­ce, któ­ra dzień przed roz­po­czę­ciem zdjęć zaczę­ła dyk­to­wać popraw­ki. Pra­ce zakoń­czo­no nad ranem, następ­nie popra­wio­ne sce­na­riu­sze zosta­ły wydru­ko­wa­ne i roz­da­ne aktor­kom i akto­rom, któ­rzy weszli na plan i nie wie­dzie­li, co się dzie­je. Wer­sję sce­na­riu­sza Kata­rzy­ny Gro­cho­li pro­du­cent wprost nazy­wał „gnio­tem”. Zazna­czył, że to nie koniec pro­ble­mów z pisar­ką, któ­ra m.in. pró­bo­wa­ła zatrud­niać przy fil­mie licz­nych człon­ków rodziny.

Pro­du­cent pod­kre­ślił też, że mimo że Joan­na Jabł­czyń­ska „już się wystra­szy­ła i prze­pro­si­ła”, to nie z nim takie nume­ry i że ma jesz­cze dużo do opowiedzenia.

Nie­waż­ne, jak mówią?

Pewien zarzut, choć zde­cy­do­wa­nie inne­go kali­bru, ma też do Kata­rzy­ny Gro­cho­li Ilo­na Łepkowska:

Nie czy­ta­łam książ­ki, któ­rą napi­sa­ła w tej chwi­li Kasia, nato­miast mówie­nie, że to jest dru­ga część „Nigdy w życiu!”, no nie! Dru­gą czę­ścią „Nigdy w życiu” było to „Ser­ce na tem­bla­ku” i potem jesz­cze była jakaś trze­cia, też śred­nio dobra. W związ­ku z tym, no, trosz­kę tak pod­pi­na się Kasia pod suk­ces tej swo­jej pierw­szej książ­ki. Ja to rozu­miem, skąd­inąd to mar­ke­tin­go­wo bar­dzo, bar­dzo roz­sąd­ne. I pod suk­ces tego pierw­sze­go fil­mu, a nie dru­gie­go, w któ­rym ona uczest­ni­czy­ła, (…) „Ja wam poka­żę!”. (….) Nie wiem, co z tego będzie, ale nie­po­ko­ję się tro­chę – opo­wia­da­ła sce­na­rzyst­ka w pod­ca­ście Mar­ci­na Radom­skie­go, „Kul­to­we Pol­skie Komedie”.

Według infor­ma­cji poda­nych przez Joan­nę Jabł­czyń­ską w nowym fil­mie nie powró­ci tak­że Joan­na Bro­dzik, któ­ra wcie­la­ła się w Ulę, naj­lep­szą przy­ja­ciół­kę Judy­ty. W prze­ci­wień­stwie do Joan­ny Jabł­czyń­skiej nie zosta­ła ona zastą­pio­na inną aktor­ką; wątek Uli miał zostać w cało­ści wycię­ty ze sce­na­riu­sza, mimo że boha­ter­ki w książ­ce wciąż utrzy­my­wa­ły bli­ską relację.

Ozna­cza to, że we „Wła­śnie, że tak! Nigdy w życiu – 20 lat póź­niej” zabrak­nie nie tyl­ko aktor­ki gra­ją­cej wcze­śniej Tosię, ale przede wszyst­kim Uli i Eks­ia, co może zauwa­żal­nie wpły­nąć na fabułę.

Insty­tut Moni­to­ro­wa­nia Mediów pod­szedł do spo­ru w zupeł­nie inny spo­sób. Pod­li­czył, że temat spo­wo­do­wał 270 publi­ka­cji w mediach tra­dy­cyj­nych oraz 22,5 tysią­ca publi­ka­cji mediach spo­łecz­no­ścio­wych, wywo­łu­jąc 357,8 tysią­ca inte­rak­cji. Tak wzmo­żo­ny ruch prze­kła­da się na wyda­nie 4,4 milio­na zło­tych na kam­pa­nię rekla­mo­wą. Ist­nie­je powie­dze­nie, że nie­waż­ne, jak o tobie mówią, waż­ne, że mówią – i w myśl tego porze­ka­dła pro­duk­cja otrzy­ma­ła naj­więk­szy moż­li­wy roz­głos. Czy real­nie prze­ło­ży się on na oglą­dal­ność zoba­czy­my jesie­nią 2027 roku.

Anna Tess Gołę­biow­ska
Zdję­cie głów­ne: Danu­ta Sten­ka jako Judy­ta i Artur Żmi­jew­ski jako Adam w „Nigdy w życiu” (2004), kadr z filmu

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy