Felieton

Magiczna księga, zakazana miłość i walka o przetrwanie – recenzja Księgi czarownic Deborah Harkness

Księ­ga cza­row­nic” Debo­rah Hark­ness to powieść, któ­ra od począt­ku daje nam wię­cej pytań niż odpo­wie­dzi. Pozna­je­my Dia­nę, wybit­ną dok­tor histo­rii, któ­ra za wszel­ką cenę pró­bu­je oszu­kać prze­zna­cze­nie i żyć jak czło­wiek, choć wywo­dzi się z potęż­ne­go kla­nu cza­row­nic. Pew­ne­go dnia przy­pad­kiem odkry­wa księ­gę, któ­rej od wie­ków poszu­ku­ją magicz­ne isto­ty. Co skry­wa ten tajem­ni­czy manu­skrypt? Jaką potę­gę nosi w sobie Dia­na? I czy miłość mię­dzy cza­row­ni­cą a wam­pi­rem oka­że się ich zgubą?

W samym ser­cu opo­wie­ści znaj­du­je się motyw, któ­ry nie­odmien­nie roz­pa­la wyobraź­nię: zaka­za­na miłość mię­dzy cza­row­ni­cą Dia­ną Bishop a wam­pi­rem Mat­thew Cla­ir­mon­tem. To romans, któ­ry pul­su­je napię­ciem, ale też sub­tel­no­ścią; zamiast dyna­micz­ne­go zako­cha­nia dosta­je­my powo­li budo­wa­ne zaufa­nie, mikro­ge­sty i dia­lo­gi peł­ne nie­do­po­wie­dzeń. Autor­ka roz­gry­wa ich rela­cję jak dłu­gi, ele­ganc­ki taniec – taki, w któ­rym każ­dy ruch i każ­de muśnię­cie dło­ni mają wagę całe­go rytu­ału. Jed­no­cze­śnie te dwa gatun­ki nie powin­ny żyć w zgo­dzie, a świat nad­na­tu­ral­nych istot nie pozwa­la naszym boha­te­rom o tym zapo­mnieć.

Hark­ness – histo­rycz­ka z zawo­du i cza­ro­dziej­ka nar­ra­cji z powo­ła­nia – two­rzy fabu­łę, któ­ra jed­no­cze­śnie roz­piesz­cza i inte­lek­tu­al­nie pro­wo­ku­je. Jej wie­dza o alche­mii, nauce i histo­rii jest nie tyl­ko impo­nu­ją­ca, lecz tak­że wple­cio­na w akcję z taką natu­ral­no­ścią, że odbior­ca sam czu­je się jak odkryw­cą zagu­bio­nych tajem­nic świa­ta nad­na­tu­ral­ne­go. To ten rodzaj fan­ta­sty­ki, w któ­rej magia nie jest błysz­czą­cą deko­ra­cją, ale orga­nicz­ną czę­ścią świa­ta, tak wia­ry­god­ną, że czy­tel­nik zaczy­na się zasta­na­wiać, czy przy­pad­kiem nie odzie­dzi­czył jakie­goś ukry­te­go daru.

A sko­ro o świe­cie mowa, autor­ka kreu­je go z roz­ma­chem, a jed­no­cze­śnie z pre­cy­zją, któ­ra zachwy­ci nawet naj­bar­dziej wyma­ga­ją­cych czy­tel­ni­ków fan­ta­sy. Oks­ford tęt­ni tu atmos­fe­rą inte­lek­tu­al­ne­go miste­rium, biblio­te­ki skry­wa­ją sekre­ty, któ­re aż pro­szą się o odkry­cie, a nad­na­tu­ral­ne isto­ty prze­ni­ka­ją rze­czy­wi­stość ze swo­bo­dą. To świat barw­ny, kom­plet­ny i tak suge­styw­nie skon­stru­owa­ny, że moż­na do nie­go wra­cać jak do ulu­bio­nej, boga­to zdo­bio­nej księ­gi.

Roman­se? Są. Napię­cie? Ogrom­ne. Intry­gi? Jak naj­bar­dziej. A wszyst­ko to skom­po­no­wa­ne w histo­rii, któ­ra pły­nie jak ele­ganc­ki, mrocz­ny taniec – cza­sem spo­koj­ny, cza­sem gwał­tow­ny, ale zawsze hip­no­ty­zu­ją­cy. Rela­cja mię­dzy Dia­ną a Mat­thew ma w sobie dyna­mi­kę, któ­ra przy­cią­ga niczym zaka­za­ny rytu­ał: deli­kat­ną, a jed­no­cze­śnie peł­ną nie­bez­piecz­nej ener­gii.

W „Księ­dze cza­row­nic” naj­bar­dziej zachwy­ca jed­nak to, że łączy roz­mach fan­ta­sy z kame­ral­no­ścią opo­wie­ści o poszu­ki­wa­niu sie­bie, swo­ich korze­ni i swo­je­go miej­sca w świe­cie. To nie tyl­ko romans z nutą magii, ale rów­nież histo­ria doj­rze­wa­nia, odkry­wa­nia wła­snej siły i prze­kra­cza­nia gra­nic, któ­re jesz­cze chwi­lę temu wyda­wa­ły się nie do ruszenia.

Czy­ta­ła Zuzan­na Hoffmann

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy