Aktualności Ekranizacje

Wojciech Chmielarz zekranizowany. Oceniamy serialowe Żmijowisko!

Woj­ciech Chmie­larz to obec­nie jed­no z naj­go­ręt­szych nazwisk w świe­cie rodzi­mej lite­ra­tu­ry kry­mi­nal­nej. Jego „Żmi­jo­wi­sko” roz­bi­ło bank zdo­by­wa­jąc sze­reg nagród, a kon­ty­nu­ując swój usła­ny suk­ce­sa­mi marsz docze­ka­ło się wła­śnie seria­lu zre­ali­zo­wa­ne­go przez Canal+.

Wyda­wać by się mogło: połą­cze­nie ide­al­ne, zwłasz­cza że nadaw­ca ma już na kon­cie inne cie­szą­ce się uzna­niem pro­duk­cje z bliź­nia­cze­go lub podob­nych gatun­ków – „Nie­le­gal­ni”, „Kruk. Szep­ty sły­chać po zmro­ku” czy „Bel­fer”. Klu­czo­wy w tej wyli­czan­ce jest ostat­ni z wymie­nio­nych seria­li, gdyż jego współ­twór­cą był Łukasz Pal­kow­ski, reży­ser takich kino­wych prze­bo­jów, jak „Bogo­wie” czy „Naj­lep­szy”, któ­ry zasiadł tak­że za kame­rą „Żmi­jo­wi­ska”. Ist­ny dre­am team, a mimo to nie wszyst­ko zagra­ło tak jak nale­ży.

Tytu­ło­wa wieś nie ma do zaofe­ro­wa­nia nic ponad ciszę, spo­kój i moż­li­wość roz­ko­szo­wa­nia się szu­mem drzew i jezior ota­cza­ją­cych tam­tej­szą agro­tu­ry­sty­kę. To jed­nak ide­al­ne miej­sce, aby spę­dzić waka­cje z rodzi­ną oraz sta­ry­mi zna­jo­my­mi ze stu­diów. Na takim wyjeź­dzie zale­ża­ło Kami­li. Cią­gnie ona za sobą nie­szcze­gól­nie ocho­czo nasta­wio­ne­go do tego pomy­słu męża Arka oraz nie­kry­ją­cą się ze swo­ją wście­kło­ścią na ten roz­wój wyda­rzeń cór­kę Adę, któ­ra marzy­ła o wyjeź­dzie na obóz żeglar­ski. Od począt­ku te waka­cje wyda­wa­ły się kosz­ma­rem, ale póź­niej będzie tyl­ko gorzej. Na miej­scu są już m.in. radu­ją­ca się życiem sin­giel­ki roz­wód­ka Micha­li­na, a tak­że, co naj­waż­niej­sze, przy­stoj­ny Robert, daw­ny part­ner Kami­li, któ­ry obec­nie spo­ty­ka się z czar­no­skó­rą model­ką i tele­wi­zyj­ną gwiaz­dą, Ada­omą. Powra­ca­ją sta­re ani­mo­zje, rodzą się nowe kon­flik­ty, odży­wa­ją daw­ne uczu­cia, w powie­trzu krą­żą nie­wy­po­wie­dzia­ne sło­wa, a przy­naj­mniej nie­któ­re spoj­rze­nia, któ­ry­mi obda­rza­ją się let­ni­cy, mogły­by zabić. Z dnia na dzień, z minu­ty na minu­tę pro­ble­my jedy­nie eska­lu­ją. Jed­nak czar­ne sce­na­riu­sze mają to do sie­bie, że w nie­ocze­ki­wa­nym momen­cie zada­ją kolej­ne, jesz­cze bar­dziej dotkli­we cio­sy. Pew­ne­go wie­czo­ru Ada po pro­stu zni­ka. Nikt nie wie gdzie się podzia­ła, niko­mu nie uda­je się jej odna­leźć, poli­cja rów­nież roz­kła­da ręce. Ostat­ni sto­pień przed roz­pę­ta­niem się praw­dzi­we­go dra­ma­tu został prze­kro­czo­ny.

Akcja, zarów­no powie­ści, jak i seria­lu, roz­gry­wa się w trzech prze­dzia­łach cza­so­wych. Bo wyżej opi­sa­ne wyda­rze­nia sta­no­wią retro­spek­cje. Pozna­je­my rów­nież losy boha­te­rów tuż po zagi­nię­ciu Ady, kie­dy jej rodzi­ce chwy­ta­ją się każ­de­go moż­li­we­go roz­wią­za­nia, aby zna­leźć dziew­czy­nę, a tak­że rok póź­niej, gdy Arek wra­ca do Żmi­jo­wi­ska na rocz­ni­cę znik­nię­cia cór­ki, aby wzno­wić poszu­ki­wa­nia.

Ta nie­li­ne­ar­ność pro­wa­dze­nia fabu­ły świet­nie spraw­dzi­ła się w lite­rac­kim pier­wo­wzo­rze, bo pozwa­la­ła auto­ro­wi mylić tro­py i stop­nio­wo odsła­niać kolej­ne kar­ty oraz sekre­ty z histo­rii boha­te­rów. To samo czy­ni też Pal­kow­ski, któ­ry dość wier­nie trzy­ma się mate­ria­łu źró­dło­we­go pod­pi­sa­ne­go przez Chmie­la­rza, czy­niąc nie­licz­ne odstęp­stwa, ale efekt nie jest w peł­ni satys­fak­cjo­nu­ją­cy. Nie zna­jąc książ­ki czy też nie wie­dząc, że „Żmi­jo­wi­sko” to trzy róż­ne linie cza­so­we, moż­na poczuć się zagu­bio­nym w tej opo­wie­ści. Twór­cy co praw­da wpa­dli na pomysł, jak obejść koniecz­ność cią­głe­go roz­bi­ja­nia nar­ra­cji wrzu­ca­niem na ekran pod­pi­sów „kie­dyś”, „pomię­dzy” i „teraz”, a mia­no­wi­cie zasto­so­wa­li róż­ne fil­try kolo­ry­stycz­ne dla poszcze­gól­nych okre­sów, w któ­rych toczy się akcja. Wcza­sy w agro­tu­ry­sty­ce zosta­ły odma­lo­wa­ne w jasnych, cie­płych bar­wach przy­wo­dzą­cych sko­ja­rze­nia z waka­cyj­ną sie­lan­ką, pod­czas gdy wyda­rze­nia po znik­nię­ciu Ady przed­sta­wio­no w znacz­nie ciem­niej­szych bar­wach, pod­kre­śla­ją­cych dra­mat prze­ży­wa­ny przez Kami­lę i Arka. Pomy­sło­wo, ale oba­wiam się, że nie każ­dy z począt­ku dostrze­że ten zabieg, co ewi­dent­nie utrud­nia seans i wzma­ga jedy­nie moż­li­wość zagu­bie­nia się w gma­twa­ni­nie fabu­lar­nych kory­ta­rzy.

Przed­pre­mie­ro­wo zapre­zen­to­wa­no dwa odcin­ki. Na ich pod­sta­wie moż­na stwier­dzić, że Pal­kow­ski nie sta­ra się doda­wać opo­wie­ści dodat­ko­wych zna­czeń, a wier­nie odda­je myśl pisa­rza na ekra­nie. Seria­lo­we „Żmi­jo­wi­sko” poru­sza zatem te same, wciąż świe­że, pro­ble­my. Jest to więc histo­ria o poko­le­niu trzy­dzie­sto­kil­ku­lat­ków, któ­rzy zosta­li wtło­cze­ni w ramy śle­pe­go bie­gu za tym, by posia­dać – nie tyl­ko rze­czy mate­rial­ne, ale i pozy­cję spo­łecz­ną. Tym samym torem zaczy­na­ją podą­żać ich dzie­ci, któ­re już od sko­rup­ki nasią­ka­ją ota­cza­ją­cym je blich­trem. Lep­si są ci, któ­rzy mają kapi­tał, lep­si są ci, któ­rzy bywa­ją w towa­rzy­stwie i mają kon­tak­ty, to oni mogą pastwić się nad słab­szy­mi i ich kosz­tem wspi­nać się po kolej­nych szcze­blach. Nie zabra­kło też pytań o tak uni­wer­sal­ne kwe­stie, jak miłość, zdra­da, nie­na­wiść czy strach, po pro­stu zaj­rze­nia w głąb ludz­kich dusz. Kry­mi­nal­na intry­ga sta­no­wi zatem trzon „Żmi­jo­wi­ska”, ale w rezul­ta­cie to nie ona jest naj­waż­niej­sza, choć nie­wąt­pli­wie napę­dza wyda­rze­nia roz­gry­wa­ją­ce się na ekra­nie.

Dobrze dobra­no akto­rów, któ­rzy wystą­pi­li w „Żmi­jo­wi­sku”. Nikt tu nie two­rzy roli życia, ale zgrab­nie odda­no boha­te­rów książ­ki. Paweł Doma­ga­ła spraw­dził się jako cia­po­wa­ty Arek, męż­czy­zna dru­giej kate­go­rii, tak jak widzi go jego żona, a następ­nie wróg publicz­ny numer jeden, jak jest trak­to­wa­ny przez miesz­kań­ców wsi. Z kolei fizis Pio­tra Stra­mow­skie­go wręcz pre­de­sty­no­wa­ła go do roli sam­ca alfa, któ­rym jest Robert. Rów­nież wciąż nie­da­ją­cy o sobie zapo­mnieć Ceza­ry Pazu­ra wpa­so­wał się w kre­ację szem­ra­ne­go reki­na biz­ne­su, Kaje­ta­na Ryba­ka. Nie ma w tej roli kary­ka­tu­ral­no­ści i prze­ry­so­wa­nia, po któ­re prze­cież tak czę­sto się­ga aktor. Naj­mniej prze­ko­nu­ją­co wypa­da chy­ba tyl­ko nie­zna­na szer­szej publicz­no­ści Davi­na Reeves-Cia­ra jako Ada­oma. Brak jej jesz­cze oby­cia z kame­rą, a z racji spo­rej ilo­ści scen wyma­ga­ją­cych uka­za­nia sil­nych emo­cji obser­wu­je­my raczej nie­po­rad­ne ich naśla­dow­nic­two, niż szcze­re prze­ży­wa­nie.

Posta­ci na ekra­nie jest napraw­dę dużo, a prze­cież za peł­no­praw­ne­go boha­te­ra nale­ża­ło­by uznać też mazur­skie Żmi­jo­wi­sko. Tere­ny pół­noc­no-wschod­niej Pol­ski to wręcz wyma­rzo­na loka­cja dla kry­mi­na­łu. Prze­bit­ki na tam­tej­sze brze­gi usła­ne trzci­ną oraz krę­co­ne z dro­na uję­cia na koro­ny drzew cie­szą oko. Cie­szą tym bar­dziej, że serial został zre­ali­zo­wa­ny w tech­no­lo­gii 4K, zatem pięk­no wymie­sza­ne z tajem­ni­czo­ścią tam­tej­szych tere­nów oglą­da­my w peł­nej oka­za­ło­ści, któ­ra nie gubi ani jed­ne­go pik­se­la.

Co w takim razie jest nie tak? Otóż to, że serial nie wybi­ja się ponad prze­cięt­ną. Jest solid­ny, jest popraw­ny, ale nie ma w sobie na tyle siły, aby móc roz­py­chać się łok­cia­mi po tele­wi­zyj­nym polet­ku, bo zwy­czaj­nie nie ma tak wie­le do zaofe­ro­wa­nia. Wspo­mi­na­łem już, że „Żmi­jo­wi­sko” Chmie­la­rza zdo­by­ło sze­reg nagród i wyróż­nień. Jed­nym z nich było uzna­nie tytu­łu za jed­ną z naj­lep­szych ksią­żek na lato. A czym innym są takie pozy­cje, jeśli nie lek­ki­mi i anga­żu­ją­cy­mi histo­ria­mi, któ­re ma się ocho­tę pochło­nąć w jeden wie­czór? Tak też jest z seria­lo­wym odpo­wied­ni­kiem. Nie ma on ambi­cji na sta­nie się zja­wi­skiem. Nie jest jego inten­cją wpro­wa­dza­nie jakich­kol­wiek rewo­lu­cji. To po pro­stu miła, a przy tym wcią­ga­ją­ca roz­ryw­ka na jesien­no-zimo­we wie­czo­ry. W prze­rwach mię­dzy piciem grza­ne­go wina a szpe­ra­niem w sza­fie w poszu­ki­wa­niu koca i cie­płych skar­pet, spraw­dzi się w sam raz.

Obej­rzał i opi­sał Robert Skow­roń­ski

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy