Wywiady

Wywiad z Raminem Bahranim, reżyserem 451 stopni Fahrenheita

Kie­dy Ramin Bah­ra­ni pod­jął wyzwa­nie zwią­za­ne z tele­wi­zyj­ną adap­ta­cją gło­śnej powie­ści Ray’a Bradbury’ego „451 stop­ni Faren­he­ita”, któ­rą zaczy­ty­wał się jesz­cze jako nasto­la­tek, był prze­ko­na­ny, że ma bło­go­sła­wień­stwo zmar­łe­go pisa­rza.

Kto mógł­by dać mi pra­wo, żeby zająć się książ­ką i wpro­wa­dzać do niej zmia­ny? Sam Brad­bu­ry, bo zaak­cep­to­wał wcze­śniej­szą ekra­ni­za­cję powie­ści w reży­se­rii Fran­co­is Truf­faut (1966), któ­ry wie­le zmie­nił w tej histo­rii.

Usu­nął z niej część posta­ci i napi­sał na nowo nie­któ­re wąt­ki. Brad­bu­ry sam był auto­rem dwóch adap­ta­cji swo­jej powie­ści, któ­ra była wysta­wia­na jako musi­cal i sztu­ka. Za każ­dym razem wpro­wa­dzał do niej inne zmia­ny. Zaadap­to­wał tak­że Moby Dic­ka na potrze­by fil­mu w reży­se­rii Joh­na Husto­na. „Moby Dick” to kla­sy­ka ame­ry­kań­skiej lite­ra­tu­ry, ale dla Joh­na Husto­na Brad­bu­ry wpro­wa­dził do niej zmia­ny.”

To ośmie­li­ło mnie, żeby zmie­nić wątek i boha­te­rów. Jest jed­na rzecz, któ­rą chcia­łem pozo­sta­wić bez zmian – to tema­ty­ka i wizja. Tego nigdy bym nie zmie­nił, ale w przy­pad­ku pozo­sta­łych rze­czy, mia­łem wra­że­nie, że mam bło­go­sła­wień­stwo ducha lub duszy Bradbury’ego”.

Akcja fil­mu roz­gry­wa się w dys­to­picz­nym świe­cie w nie­da­le­kiej przy­szło­ści. Po dru­giej ame­ry­kań­skiej woj­nie domo­wej środ­ki maso­we­go prze­ka­zu sta­ją się opium dla mas, fak­ty i histo­ria są pisa­ne na nowo, a książ­ki są palo­ne na sto­sach przez „stra­ża­ków”. O samej książ­ce i Brad­bu­rym pisa­li­śmy TUTAJ.

Micha­el B. Jor­dan (Cre­ed: Naro­dzi­ny legen­dy, Czar­na pan­te­ra) wcie­la się w rolę Mon­ta­ga – cha­ry­zma­tycz­ne­go mło­de­go stra­ża­ka, któ­ry robi bły­sko­tli­wą karie­rę, ale pew­ne­go dnia zaczy­na kwe­stio­no­wać obo­wią­zu­ją­ce zasa­dy i zwra­ca się prze­ciw­ko swo­je­mu men­to­ro­wi, kapi­ta­no­wi Beatty’emu, któ­re­go gra Micha­el Shan­non (Zwie­rzę­ta nocy, kształt wody).
Sofię Boutel­lę (Star Trek: W nie­zna­ne, Ato­mic Blon­de) zoba­czy­my w roli Cla­ris­se, jed­nej z infor­ma­to­rek Beatty’ego, któ­ra dzia­ła tak­że w pod­zie­miu, aby rato­wać książ­ki przed znisz­cze­niem. Cla­ris­se nama­wia Mon­ta­ga, żeby dołą­czył do rebe­lian­tów.

Bah­ra­ni uro­dził się w Karo­li­nie Pół­noc­nej i stu­dio­wał na Uni­wer­sy­te­cie Colum­bia w Nowym Jor­ku. Jego pierw­szy film pt. Czło­wiek z bud­ką miał pre­mie­rę w 2005 roku pod­czas Mię­dzy­na­ro­do­we­go Festi­wa­lu Fil­mo­we­go w Wene­cji.

Jego kolej­na pro­duk­cja Chop Shop (2007) o życiu 12-let­nie­go bez­dom­ne­go sie­ro­ty z Nowe­go Jor­ku zdo­by­ła nie­zwy­kle pochleb­ne recen­zje. Doro­bek Bah­ra­nie­go obej­mu­je tak­że takie tytu­ły, jak Bez wzglę­du na cenę oraz 99 Homes z Micha­elem Shan­no­nem i Andrew Gar­fiel­dem w rolach głów­nych.

Kie­dy po raz pierw­szy prze­czy­ta­łeś powieść Bradbury’ego?

Ramin Bah­ra­ni: W dzie­wią­tej kla­sie. Mia­łem 14 albo 15 lat. Ta książ­ka była na mojej liście lek­tur, bo to pozy­cja, z któ­rą więk­szość z nas spo­tka­ła się po raz pierw­szy w szko­le. Uwiel­biam ją, co bar­dzo utrud­ni­ło mi pra­cę nad jej adap­ta­cją. Uwiel­biam Bradbury’ego, jego „Kro­ni­ki mar­sjań­skie”, inne krót­kie opo­wia­da­nia i nowe­le. Zabie­ra­jąc się za adap­ta­cję, chcia­łem przede wszyst­kim dotrzeć z nią do nasto­lat­ków, bo w takim wie­ku ja sam i więk­szość ludzi czy­ta tę książ­kę. Zale­ża­ło mi tak­że, żeby dzię­ki boha­te­rom i samej histo­rii, przy­cią­gnąć uwa­gę doro­słych widzów i skło­nić ich do reflek­sji, co wyma­ga­ło trud­ne­go kom­pro­mi­su. Nie wiem, czy uda­ło mi się go osią­gnąć. Nigdy wcze­śniej tego nie robi­łem – nie sta­ra­łem się myśleć w taki spo­sób. Nigdy ne zasta­na­wia­łem się, jak­bym na coś zare­ago­wał, gdy­bym był nasto­lat­kiem.

Co było naj­waż­niej­sze w dotar­ciu do młod­szej widow­ni?

RB: Wie­dzia­łem, że muszę wpro­wa­dzić nawią­za­nia do nowych tech­no­lo­gii i mediów spo­łecz­no­ścio­wych. To było w 2015 roku, kie­dy zasta­na­wia­łem się nad osta­tecz­nym kształ­tem adap­ta­cji. Inter­net i media spo­łecz­no­ścio­we zda­ją się w natu­ral­ny spo­sób wpi­sy­wać w wizję Bradbury’ego. Może­my obec­nie palić książ­ki, ale ludzie będą i tak ścią­gać je z chmu­ry. Może zda­rzyć się, że Inter­net zosta­nie obję­ty kon­tro­lą i cen­zu­rą tak­że w Ame­ry­ce, bo to dzie­je się już w innych kra­jach, np. w Chi­nach, Korei Pół­noc­nej i Tur­cji. Zasta­na­wia­łem się, czy jest to reali­stycz­ny sce­na­riusz w Ame­ry­ce? Być może. Co nas dzie­li od cen­zu­ry? Jak byśmy sobie z nią pora­dzi­li? Byłem cie­kaw, jak mogła­by roz­wi­nąć się sytu­acja.

Czy­li naj­pierw poja­wił się pomysł. A co było dalej?

RB: O adap­ta­cji zaczą­łem myśleć w 2015 roku. Roz­ma­wia­łem o tym z HBO i przez 12 mie­się­cy pro­wa­dzi­li­śmy roz­mo­wy w spra­wie praw do adap­ta­cji. Sce­na­riusz zaczą­łem pisać dopie­ro w stycz­niu 2016 roku.

Czy pod­czas pra­cy nad adap­ta­cją, nie onie­śmie­la­ła cię myśl, że to two­ja ulu­bio­na książ­ka?

RB: Tak, ta myśl tro­chę mnie depry­mo­wa­ła. Nigdy nie prze­no­si­łem żad­nej książ­ki na mały albo duży ekran. Mam na kon­cie sześć fil­mów i pięć z nich powsta­ło na pod­sta­wie ory­gi­nal­ne­go sce­na­riu­sza. Jedy­na moja adap­ta­cja to książ­ka, któ­ra jest wiel­ką powie­ścią. Moż­na powie­dzieć, że to kul­to­wa pozy­cja, któ­rą na doda­tek uwiel­biam. Pogo­dzi­łem się z myślą, że bez wzglę­du na to, co zro­bię, zawsze będzie ktoś, kto nie będzie z fil­mu zado­wo­lo­ny, a ja nic na to nie pora­dzę. Ktoś będzie zły, że coś pozmie­nia­łem, ale ja nie będę w sta­nie tego odkrę­cić. Mówi się trud­no. Kto mógł­by dać mi pra­wo, żeby zająć się książ­ką i wpro­wa­dzić do niej zmia­ny? Sam Brad­bu­ry, bo zaak­cep­to­wał wcze­śniej­szą ekra­ni­za­cję powie­ści w reży­se­rii Fran­co­is Truf­faut (1966), któ­ry wie­le zmie­nił w tej histo­rii. Usu­nął z niej wybra­ne posta­cie i napi­sał na nowo nie­któ­re wąt­ki. Brad­bu­ry sam był auto­rem dwóch adap­ta­cji swo­jej powie­ści, któ­ra była wysta­wia­na jako musi­cal i sztu­ka. Za każ­dym razem wpro­wa­dzał do niej inne zmia­ny. Pozwo­lił Cla­ris­se McC­lel­lan prze­żyć. To ogrom­na zmia­na. Zaadap­to­wał tak­że „Moby Dic­ka” na potrze­by fil­mu w reży­se­rii Joh­na Husto­na. „Moby Dick” to kla­sy­ka ame­ry­kań­skiej lite­ra­tu­ry, ale dla Joh­na Husto­na Brad­bu­ry wpro­wa­dził do niej zmia­ny. To ośmie­li­ło mnie, żeby zmie­nić wątek i boha­te­rów. Jest jed­na rzecz, któ­rą chcia­łem zosta­wić – to tema­ty­ka i pomy­sły. Tego nigdy bym nie zmie­nił, ale w przy­pad­ku pozo­sta­łych rze­czy, mia­łem wra­że­nie, że mam bło­go­sła­wień­stwo ducha lub duszy Bradbury’ego.

Jestem zasko­czo­ny, że sce­na­riusz powstał kil­ka lat temu, bo wszyst­kie przed­sta­wio­ne w fil­mie wyda­rze­nia wyda­ją się być nie­zwy­kle aktu­al­ne. Czy to zbieg oko­licz­no­ści?

RB: Do sce­na­riu­sza wkra­dła się poli­ty­ka. Trze­cią wer­sję sce­na­riu­sza skoń­czy­łem pisać tuż przed roz­po­czę­ciem kam­pa­nii wybor­czej. Kie­dy Trump został ofi­cjal­nie kan­dy­da­tem par­tii repu­bli­kań­skiej, uzna­łem, że pew­nie wygra wybo­ry. Byłem na to men­tal­nie przy­go­to­wa­ny i kie­dy zaczą­łem pisać kolej­ną wer­sje sce­na­riu­sza, byłem pewien, że tak się sta­nie. Mówię tak, bo uwa­żam, że Trump jest wul­gar­ną i prze­ry­so­wa­ną wer­sją tego, cze­go świad­ka­mi byli­śmy przez ostat­nie 40 lat. Cho­dzi mi o rosną­ce popar­cie dla ruchów pra­wi­co­wych. Obser­wu­je­my to zja­wi­sko na całym świe­cie i jestem bar­dzo nim zanie­po­ko­jo­ny, bo to zna­czy, że lewi­ca ma na sumie­niu wie­le błę­dów. Być może lewi­co­wi poli­ty­cy nie byli wystar­cza­ją­co wyczu­le­ni na nie­któ­re spra­wy. Nie chcę zwa­lać całej winy na obec­ne­go pre­zy­den­ta, któ­re­go kaden­cja dobie­gnie kie­dyś koń­ca, a idee Bradbury’ego pozo­sta­ną aktu­al­nie, więc tym bar­dziej trze­ba uwa­żać, kie­dy kusi nas, żeby poka­zy­wać pal­cem na win­nych. Bar­dzo zale­ża­ło mi na tym, żeby pod­kre­ślić w fil­mie coś, co Brad­bu­ry dobit­nie stwier­dza w swo­jej powie­ści – ludzie sami chcie­li stwo­rzyć taki świat. Stwo­rzy­li­śmy model spo­łecz­ny na mia­rę swo­ich ocze­ki­wań. To nie zosta­ło nam odgór­nie narzu­co­ne, sami do tego dąży­li­śmy. To odby­ło się za naszą zgo­dą. Chcie­li­śmy mieć dostęp do wia­do­mo­ści i infor­ma­cji w mediach spo­łecz­no­ścio­wych i ser­wi­sach, w któ­rych algo­ryt­my zaspa­ka­ja­ją nasze potrze­by i spra­wia­ją, że jeste­śmy szczę­śli­wi. Przed tym wła­śnie prze­strze­gał nas Brad­bu­ry. Nikt z nas nie czy­ta całych arty­ku­łów. Prze­śli­zgu­je­my się wzro­kiem po nagłów­kach, a potem je „laj­ku­je­my” albo „udo­stęp­nia­my”. Doda­je­my do nich ser­dusz­ka lub emo­ti­ko­ny. Jesteś dzien­ni­ka­rzem, czy­li oso­bą, któ­ra zawo­do­wo zaj­mu­je się kul­tu­rą i spra­wa­mi spo­łecz­ny­mi. Jesteś ostat­nim bastio­nem, a nie­ste­ty być może nikt już nie czy­ta two­ich arty­ku­łów. To samo moż­na powie­dzieć o mnie, bo ludzie prze­sta­ją oglą­dać fil­my. Zer­ka­ją pobież­nie na nagłó­wek recen­zji albo oglą­da­ją tra­iler, laj­ku­ją go, udo­stęp­nia­ją i idą dalej. Bard­bu­ry prze­strze­gał nas przed tym w 1953 roku, kie­dy opu­bli­ko­wał swo­ją książ­kę.

Chy­ba naj­bar­dziej prze­ra­ża­ją­cy­mi sce­na­mi fil­mu są te, w któ­rych widzi­my jak media rela­cjo­nu­ją na żywo pale­nie ksią­żek i two­rzą wokół tego wie­le szu­mu. Czy myślisz, że nasz świat dotarł już do tego eta­pu?

RB: Myślę, że tak. Akcja powie­ści Bradbury’ego toczy się w przy­szło­ści, a akcja moje­go fil­mu toczy się w alter­na­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści. Chcie­li­śmy przed­sta­wić ota­cza­ją­cą nas rze­czy­wi­stość, przyj­mu­jąc nie­co zmie­nio­ną opty­kę. Chcie­li­śmy poka­zać alter­na­tyw­ną wer­sję przy­szło­ści, podob­ną do naszej rze­czy­wi­sto­ści, ale jed­nak od niej inną, żeby widzo­wie poczu­li, że prze­ra­ża­ją­ca wizja w fil­mie może zostać zre­ali­zo­wa­na w zaci­szu ich domów.

Czy masz wra­że­nie, że nie­świa­do­mie wkro­czy­li­śmy w taką wła­śnie przy­szłość?

RB: Tak, ale odby­ło sie to za naszym wła­snym przy­zwo­le­niem. Ja sam mam spo­ro na sumie­niu. Nagry­wasz teraz mój głos za pomo­cą super­kom­pu­te­ra, czy­li iPhone’a. Ja też mam swo­je­go iPhone’a w kie­sze­ni.

Czy korzy­stasz z mediów spo­łecz­no­ścio­wych?

RB: Tak, ale rzad­ko tam bywam. Mam stro­nę na Face­bo­oku, ale spo­ra­dycz­nie na nią zaglą­dam. To się zda­rza bar­dzo rzad­ko. Lubię czy­tać papie­ro­we książ­ki, ale nie mam zamia­ru wal­czyć z wia­tra­ka­mi. Tak, jak powie­dzia­łem, sam mam taki sam super­kom­pu­ter w swo­jej kie­sze­ni. Wró­cę do domu samo­lo­tem, nie zamie­rzam pły­nąć stat­kiem. Dzwo­nię do swo­ich rodzi­ców w Karo­li­nie Pół­noc­nej i rodzi­ny w Ira­nie korzy­sta­jąc ze Skype’a i What­sAp­pa. Nie uży­wam kodu Morse’a. Nie sądzę, że Brad­bu­ry był prze­ciw­ny postę­po­wi tech­nicz­ne­mu. Nie był prze­ciw­ny fil­mom. Napi­sał sce­na­riusz fil­mo­wej adap­ta­cji Moby Dic­ka, nakrę­cił 65 odcin­ków, czy­li dwa sezo­ny seria­lu The Ray Brad­bu­ry The­atre dla HBO. Nie był prze­ciw­ny tele­wi­zji ani fil­mom tele­wi­zyj­nym. Prze­no­sząc jego powieść na mały ekran, nie robię nic prze­ciw­ko nie­mu. Natu­ral­nie, Bradbury’emu nie podo­ba­ło się wpro­wa­dze­nie na rynek czar­no-bia­łych odbior­ni­ków tele­wi­zyj­nych w 1953 roku, ale rze­czy mądrych nie uwa­żał za szko­dli­we. Nie mar­twi­ły go rze­czy, któ­re skła­nia­ją nas do myśle­nia. Podej­rze­wam, że tym, co go nie­po­ko­iło w tam­tych cza­sach to rekla­my, sam­ple muzycz­ne i wszyst­ko, co było przed­sta­wia­ne w spo­sób skró­to­wy. Czy­li dokład­nie to samo, o czym przed chwi­lą roz­ma­wia­li­śmy – stru­mie­nie infor­ma­cji, szyb­kie publi­ko­wa­nie hasło­wych komen­ta­rzy do fil­mów. Nagłów­ki, któ­re spra­wia­ją, że czy­tel­nik może szyb­ko prze­tra­wić treść bez uważ­ne­go czy­ta­nia. Twit­ter. Nie wiem, czy zwró­ci­łeś na to uwa­gę, ale w fil­mie, w sce­nie, któ­ra dzie­je się w szko­le, Shan­non mówi „Pokaż mi kla­sy­kę lite­ra­tu­ry” i potem bie­rze do ręki „Moby Dic­ka”, „Do latar­ni mor­skiej” i Biblię. Jaka jest two­ja ulu­bio­na książ­ka?

Trud­no powie­dzieć, ale chy­ba „Mag” Joh­na Fow­le­sa.

RB: No dobra, w fil­mo­wej rze­czy­wi­sto­ści wszyst­kie powie­ści Joh­na Fow­le­sa były­by dostęp­ne na plat­for­mie Nine, w for­mie krót­kiej not­ki w Wiki­pe­dii, opa­trzo­nej połów­ką emo­ti­ko­nu. Tyl­ko tyle mógł­byś zoba­czyć, ale mógł­byś je zaja­ko­wać lub udo­stęp­nić. Poza tym były­by dostęp­ne, tak jak teraz. Teraz wszyst­ko jest dostęp­ne, ale czy z tego dostę­pu korzy­sta­my? Brad­bu­ry powie­dział kie­dyś: „Żeby znisz­czyć kul­tu­rę, nie trze­ba nisz­czyć ksią­żek. Wystar­czy, że ludzie prze­sta­ną je czy­tać”.

Czy mar­twi cię powszech­ny spa­dek czy­tel­nic­twa?

RB: Nie chcę niko­go oce­niać, bo tak samo jak ty pew­nie zbyt czę­sto wpa­tru­ję się w ekran swo­je­go tele­fo­nu. Jestem tyl­ko pro­stym rze­mieśl­ni­kiem, któ­ry zro­bił wszyst­ko, żeby przed­sta­wić idee Bradbury’ego współ­cze­sne­mu poko­le­niu, nowe­mu poko­le­niu. Chcę poka­zać, że pro­ble­my, któ­re nie­po­ko­iły Bradbury’ego, pozo­sta­ją w dal­szym cią­gu nie­roz­wią­za­ne. On daw­no temu prze­wi­dział poja­wie­nie się alter­na­tyw­nej praw­dy, zma­ni­pu­lo­wa­nej histo­rii i fak­tów. W powie­ści Mon­tag pyta się: „Czy Ben Fran­klin był napraw­dę zało­ży­cie­lem stra­ży pożar­nej?” Wte­dy ktoś wycią­ga pod­ręcz­nik stra­ża­ka i potwier­dza „Tak, zało­żył straż, żeby palić książ­ki”. To praw­da, że Ben Fran­klin utwo­rzył w 1763 roku pierw­szą straż pożar­ną, ale nie po to, żeby palić książ­ki. W fil­mie Mon­tag zada­je to samo pyta­nie Yuxie, któ­ra przy­po­mi­na Ale­xę albo Siri, i wie­rzy jej na sło­wo. To samo robi­my dzi­siaj.

W jaki spo­sób wybie­ra­łeś książ­ki, któ­re zosta­ły spa­lo­ne w fil­mie?

RB: Część z nich to moje ulu­bio­ne tytu­ły. Trud­ność pole­ga­ła na tym, że nie mogłem spa­lić ich wszyst­kich. Nie mogłem znisz­czyć wszyst­kich ksią­żek, któ­re kocham. Uro­dzi­łem się w rodzi­nie, w któ­rej zachę­ca­no nas do lek­tu­ry od naj­młod­szych lat. Mój brat i ja byli­śmy ucze­ni od dziec­ka, żeby czy­tać i sza­no­wać książ­ki. „Dywan per­ski”, czy­li zbiór utwo­rów per­skie­go poety Hafe­za, jest w Ira­nie ota­cza­ny sza­cun­kiem jak świę­ta księ­ga, a może trak­to­wa­ny z jesz­cze więk­szym nabo­żeń­stwem. Wybra­li­śmy książ­ki z róż­nych krę­gów kul­tu­ro­wych, w róż­nych języ­kach, co było dla mnie i pew­nie innych ludzi bar­dzo waż­ne. Nie mogłem też pomi­nąć takich pozy­cji, jak Mein Kampf, któ­rych sam nie pochwa­lam. Lek­tu­ra tej książ­ki nie spra­wia mi przy­jem­no­ści, ale jest to tytuł, któ­ry moim zda­niem nale­ży zacho­wać dla potom­nych. Nale­ży go oca­lić. Pale­nie ksią­żek było na swój spo­sób moim hoł­dem dla Truf­faut, w któ­re­go fil­mie zna­la­zła się podob­na sce­na.

A jakie inne książ­ki spło­nę­ły na pla­nie two­je­go fil­mu?

RB: Cała masa. „Zbrod­nia i kara” Dosto­jew­skie­go. „Pieśń Salo­mo­no­wa” Toni Mor­ri­son, któ­rą uwiel­biam i któ­ra odgry­wa w fil­mie waż­ną rolę. Listy Van Gogha, któ­re czy­ta­łem w liceum, bo były czę­ścią biblio­te­ki moje­go ojca i zaczy­ty­wa­łem się nimi w mło­do­ści. Pamię­tam, jak zna­la­złem tę książ­kę na rega­le i nie mogłem się od niej ode­rwać. W fil­mie poja­wia się wie­le róż­nych ksią­żek, m.in. powie­ści Joan Didion, któ­rą bar­dzo lubię. „Bia­łe zęby”, czy­li tytuł, od któ­re­go wziął się przy­do­mek Cla­ris­se, bo nauczy­ła się tej książ­ki na pamięć. Poja­wia się też „Faust”. Lista tytu­łów jest bar­dzo dłu­ga.

Co czu­łeś, krę­cąc te sce­ny?

RB: To było bole­sne doświad­cze­nie. Pali­li­śmy praw­dzi­we książ­ki. To nie był kom­pu­te­ro­wo wyge­ne­ro­wa­ny obraz. Na pla­nie był praw­dzi­wy ogień i praw­dzi­we książ­ki. Naj­gor­sze było to, że na począt­ku nie mogłem się na to patrzeć, a potem, jak pisze Brad­bu­ry, zaczę­ło mnie to fascy­no­wać. Z zachwy­tem patrzy­łem na ogień. Brad­bu­ry opi­su­je czar­ny popiół, żarzą­ce się frag­men­ty stron zwi­nię­tych w rulon. Tak wyglą­da­ły książ­ki, kie­dy się pali­ły. Czy wiesz, któ­ra książ­ka tak się spa­li­ła? „Kro­ni­ki mar­sjań­skie”. Czy zauwa­ży­łeś w jed­nej ze scen nazwi­sko Bradbury’ego? To wła­śnie jego książ­ka zwi­nę­ła się pod wpły­wem tem­pe­ra­tu­ry, co widać dobrze w zbli­że­niu, ale to czy­sty zbieg oko­licz­no­ści. Kame­ra utrwa­li­ła moment, w któ­rym okład­ka z nazwi­skiem Bradbury’ego zaj­mo­wa­ła się ogniem, zwi­ja­jąc się do góry. Pomy­śla­łem sobie wte­dy, że to dobry znak. Że to sam Brad­bu­ry mówi mi: „Two­ja adap­ta­cja jest uda­na, rób z moją książ­ką co chcesz, ale bądź wier­ny mojej wizji i ide­ałom”.

Czy zda­rza ci się czy­tać książ­ki na Kin­dlu?

RB: Nie, lubię papier, ale nie mam nic prze­ciw­ko czyt­ni­kom. Mam wie­lu bar­dzo mądrych zna­jo­mych, w tym pisa­rzy, któ­rzy mają swo­je Kin­dle. Nie zamie­rzam z nimi wal­czyć, ale lubię doty­kać kart­ki ksią­żek. Lubię ich zapach i przy­zna­ję się, że lubię zapi­sy­wać w nich notat­ki i pod­kre­ślać wybra­ne zda­nia. Jeśli jakaś książ­ka bar­dzo mi się podo­ba, to zwy­kle wra­cam do niej po oko­ło dzie­się­ciu latach, bo chcę spraw­dzić, co mniej w niej wcze­śniej uję­ło.

Czy mia­łeś w pla­nach kolej­ny film z Micha­elem Shan­no­nem?

RB: Bar­dzo chcia­łem znów z nim pra­co­wać, bo dobrze rozu­mie­li­śmy się na pla­nie fil­mu 99 Homes. Na począt­ku coś zaiskrzy­ło mię­dzy nami na grun­cie zawo­do­wym, a potem polu­bi­li­śmy się pry­wat­nie. Obaj miesz­ka­my w Nowym Jor­ku i czę­sto się widu­je­my. Spo­ty­ka­my się razem z żona­mi i dzieć­mi. Kie­dy HBO poin­for­mo­wa­ło mnie, że mamy pra­wa do książ­ki, zadzwo­ni­łem do nie­go i zapro­po­no­wa­łem mu rolę kapi­ta­na Beatty’ego. Był pierw­szą oso­bą, do któ­rej zadzwo­ni­łem. Nie zaczą­łem nawet pisać sce­na­riu­sza. Zgo­dził się i zaczą­łem pisać z myślą o nim, co bar­dzo mi pomo­gło, bo Beat­ty dużo mówi. Mówi bar­dzo lite­rac­kim języ­kiem, jak jego lite­rac­ki pro­to­pla­sta. W książ­ce Beat­ty cią­gle coś cytu­je. Wie­dzia­łem, że Shan­non jest w sta­nie nadać tym kwe­stiom głę­bię i osa­dzić je w odpo­wied­nim kon­tek­ście. Kie­dy Shan­non spo­glą­da się na coś, moż­na ana­li­zo­wać wyraz jego twa­rzy na wie­le spo­so­bów. Nie wiem jak to robi. Po pro­stu tak ma. Umie niu­an­so­wać posta­cie, pogłę­biać je psy­cho­lo­gicz­nie. Jest też do bólu ludz­ki, dzię­ki cze­mu jego fil­mo­wy boha­ter sta­je się bar­dziej auten­tycz­ny.

Sofię Boutel­lę oglą­da­li­śmy wcze­śniej w rolach, któ­re pod­kre­śla­ły jej warun­ki, a u cie­bie gra inte­lek­tu­alist­kę. Dla­cze­go?

RB: Taką decy­zję pod­ją­łem pod­czas prze­słu­cha­nia, na któ­rym świet­nie wypa­dła. Prze­ko­na­ła mnie, że podo­ła tej roli. Uwie­rzy­łem, że ma nie tyl­ko warun­ki fizycz­ne, że jest w sta­nie zagrać skom­pli­ko­wa­ną emo­cjo­nal­nie postać, bo ma w sobie wraż­li­wość i jest opa­no­wa­na. Chcia­łem dać jej szan­sę. Poza tym, podob­nie jak wcze­śniej Brad­bu­ry, chcia­łem, żeby Cla­ris­se prze­ży­ła. Byłem też cie­kaw, jak wyglą­da­ła­by ta histo­ria, gdy­by Cla­ris­se nie mia­ła 17 lat? Gdy­by była star­sza niż Mon­tag? Gdy­by mia­ła jakąś prze­szłość?

Wspo­mnia­łeś wcze­śniej, że chcia­łeś dotrzeć do młod­sze­go poko­le­nia, w czym może pomóc ci Micha­el B. Jor­dan, któ­ry jest w ten chwi­li na topie.

RB: Nie obsa­dzi­łem w głów­nej roli Jor­da­na tyl­ko po to, żeby przy­cią­gnąć mło­dych widzów. Chcia­łem tro­chę odmło­dzić Mon­ta­ga. Micha­el dostał tę rolę, bo jest świet­nym akto­rem. Podo­bał mi się w seria­lu Pra­wo uli­cy, któ­ry uwiel­biam i stwo­rzył dobrą rolę w Fru­itva­le. Kie­dy oglą­da­łem ten dru­gi serial, na począt­ku nie poko­ja­rzy­łem, że to facet, któ­ry grał wcze­śniej w Pra­wie uli­cy, ale byłem pod jego wra­że­niem. Potem szu­ka­łem infor­ma­cji na jego temat i oka­za­ło się, że był w obsa­dzie Pra­wa uli­cy. Dopie­ro wte­dy go roz­po­zna­łem. Jakiś czas potem zoba­czy­łem Cre­ed: Naro­dzi­ny legen­dy, gdzie był jesz­cze lep­szy. Pomy­śla­łem sobie, że był­by ide­al­nym Mon­ta­giem, bo to fizycz­nie i emo­cjo­nal­nie wyma­ga­ją­ca rola. To pełen sprzecz­no­ści boha­ter, któ­ry wyma­ga od akto­ra ogrom­nej wraż­li­wo­ści. Podo­ba mi się wewnętrz­ne roz­dar­cie, któ­re poka­zał Shan­non. Jego Mon­tag zawsze coś ukry­wa, nie­ustan­nie odkry­wa w sobie coś nowe­go. Nosi kil­ka masek i cały czas kła­mie. To schwarz­cha­rak­ter, do któ­re­go czu­je­my sym­pa­tię.

Musi mieć też cha­ry­zmę, bo „stra­ża­cy” cie­szą się w fil­mo­wym świe­cie sta­tu­sem cele­bry­tów. Pale­nie ksią­żek jest prze­cież maso­wą roz­ryw­ką.

RB: Zga­dza się i Jor­dan odgry­wa w tym waż­ną rolę. Pomi­mo to, odru­cho­wo czu­je­my do nie­go sym­pa­tię, bo jest gwiaz­dą, ma w sobie wie­le uro­ku i skom­pli­ko­wa­ne życie wewnętrz­ne. Brad­bu­ry prze­wi­dział feno­men cele­bry­tów. Tak, jak powie­dzia­łem wcze­śniej, ja jestem tyl­ko rze­mieśl­ni­kiem, któ­ry prze­no­si na ekran jego powieść. W jego książ­ce pożar jest wiel­kim wido­wi­skiem, któ­re nie jest niko­mu potrzeb­ne, ale pale­nie jest orga­ni­zo­wa­ne, żeby zapew­nić ludziom roz­ryw­kę. Czy ser­wi­sy infor­ma­cyj­ne nie funk­cjo­nu­ją w podob­ny spo­sób? Czy wybo­ry nie były wiel­kim wido­wi­skiem? Czy słu­ży­ły cze­muś inne­mu niż roz­ryw­ka? Czy obec­ny pre­zy­dent ma inny cel, niż zapew­nie­nie nam roz­ryw­ki?

Czy nadal jesteś opty­mi­stą?

RB: Nie, chy­ba już nie, ale nie uwa­żam sie­bie za pesy­mi­stę. Jestem po pro­stu reali­stą. Żaden z fil­mów, jakie nakrę­ci­łem nie ma pesy­mi­stycz­nej wymo­wy, choć trud­no powie­dzieć, że są opty­mi­stycz­ne. Jestem reali­stą, któ­ry wie­rzy, że powin­ni­śmy nagła­śniać pew­ne spo­łecz­ne zja­wi­ska i ludz­kie przy­wa­ry. Przed­sta­wiać widzom pew­ne kwe­stie moral­ne, filo­zo­ficz­ne, spo­łecz­ne i skła­niać ich do reflek­sji. Mój film, podob­nie jak powieść Bradbury’ego, ma ponu­re zakoń­cze­nie, w któ­rym jest cień nadziei.

Czy ty też widzisz cień nadziei?

RB: Chy­ba nie mam inne­go wyj­ścia. Gdy­bym nie wie­rzył, że świat da się napra­wić, czy w dal­szym cią­gu robił­bym swo­je? Pew­nie leżał­bym cały­mi dnia­mi w łóż­ku i laj­ko­wał posty na tele­fo­nie, udo­stęp­niał tre­ści i w kół­ko zamiesz­czał nowe zdję­cia na Insta­gra­mie. Zamiast tego oglą­dam fil­my, bo kino jest spo­łecz­ną war­to­ścią, bez wzglę­dy na to, jak je oce­nia­my. Powin­no wno­sić do nasze­go życia coś war­to­ścio­we­go. Mam nadzie­ję, że ktoś prze­czy­ta to, co napi­szesz. Nasz film jest też ukło­nem w kie­run­ku dzien­ni­ka­rzy. Keir Dul­lea, któ­ry zagrał w fil­mie 2001: Ody­se­ja kosmicz­na mówi w tele­wi­zji o dzien­ni­kar­stwie, choć w fil­mo­wej rze­czy­wi­sto­ści nikt już nie pamię­ta co to takie­go.

To prze­ra­ża­ją­ce obser­wo­wać ten pro­ces od środ­ka. Spa­da nakład gazet, dla któ­rych pisa­łem. Część z nich jest wyda­wa­na wyłącz­nie w Inter­ne­cie.

RB: Tak, czy­ta­łem two­je arty­ku­ły. Były napraw­dę dobre. „Polu­bi­łem” je! (śmiech). To prze­ra­ża­ją­ce. Obec­ny pre­zy­dent jest w sta­nie jed­nym postem umniej­szyć ran­gę wyko­ny­wa­ne­go przez cie­bie zawo­du. I robi to bez waha­nia. I nie tyl­ko on. My też prze­sta­li­śmy was sza­no­wać. Jak powie­dział kie­dyś Brad­bu­ry, wszyst­ko dzie­je się za naszym przy­zwo­le­niem. Brad­bu­ry dodał­by, że mamy to na wła­sne życze­nie.

Wywiad dla pra­sy mię­dzy­na­ro­do­wej prze­pro­wa­dzo­ny w Can­nes w maju 2018 roku
Copy­ri­ght © 20__* Home Box Offi­ce, Inc. All rights rese­rved.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy