Ciekawostki

Używki, Czysta Forma i samobójcza śmierć – ciekawostki o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu

Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz, zna­ny powszech­nie jako Wit­ka­cy, to postać wciąż budzą­ca wie­le skraj­nych emo­cji. Mówio­no o nim: kobie­ciarz, dzi­wak, pijak; posą­dza­no go o nar­ko­ma­nię. Nie­ro­zu­mia­ny i kon­tro­wer­syj­ny arty­sta, geniusz i pro­rok, twór­ca kon­cep­cji Czy­stej For­my, autor wie­lu sztuk, powie­ści, pism este­tycz­nych czy filo­zo­ficz­nych, a tak­że malarz i foto­graf. Był płod­nym, zde­cy­do­wa­nym, nie­bo­ją­cym się podej­mo­wa­nia odważ­nych eks­pe­ry­men­tów twór­cą. Mimo licz­nych infor­ma­cji o Wit­ka­cym część histo­rii jego życia owia­na jest tajem­ni­cą. Nic w jego życiu ani nawet śmier­ci nie było do koń­ca pew­ne.

Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz Zdję­cie znaj­du­je się w dome­nie publicz­nej. Autor: Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz Źró­dło: Ire­na Jaki­mo­wicz, Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz, Wit­ka­cy (1885–1939), Wyd.: Ofi­cy­na Wydaw­ni­cza Auri­ga & Wydaw­nic­twa Arty­stycz­ne i Fil­mo­we, War­sza­wa 1985.

W maju 1989 świa­dek pogrze­bu Wit­ka­ce­go z 1939 roku, Wło­dzi­mierz Ziem­lań­ski, powró­cił na cmen­tarz do Wiel­kich Jezior i ponow­nie ozna­czył zapo­mnia­ny grób arty­sty. 10 maja wyko­nał zdję­cie mogi­ły, aby upa­mięt­nić Sta­ni­sła­wa Igna­ce­go Wit­kie­wi­cza. Dla­te­go my rów­nież w dru­gim tygo­dniu maja chce­my przy­po­mnieć o tej wybit­nej posta­ci i przed­sta­wić wam kil­ka cie­ka­wo­stek z jego wypeł­nio­ne­go skan­da­la­mi życia.

Wit­kie­wicz i Wit­kie­wicz

Rela­cja Wit­ka­ce­go z ojcem, Sta­ni­sła­wem Wit­kie­wi­czem, była bar­dzo burz­li­wa i skom­pli­ko­wa­na – zwłasz­cza ze wzglę­du na odmien­ne zda­nia na temat sztu­ki, przede wszyst­kim malar­stwa. Ojciec Wit­ka­ce­go był arty­stą, mala­rzem, pisa­rzem, archi­tek­tem, teo­re­ty­kiem sztu­ki. Jest odpo­wie­dzial­ny za spo­pu­la­ry­zo­wa­nie sty­lu zako­piań­skie­go. Sta­ni­sław Wit­kie­wicz był zda­nia, że szko­ła i sys­tem edu­ka­cji zabi­ja­ją indy­wi­du­alizm, dla­te­go też jego syn przez dłuż­szy czas uczył się w domu. Dawał Wit­ka­ce­mu moż­li­wość podej­mo­wa­nia wła­snych wybo­rów, tak­że arty­stycz­nych, jed­nak pod­kre­ślał wagę pamię­ci o służ­bie na rzecz spo­łe­czeń­stwa i prze­strze­ga­niu powszech­nie poj­mo­wa­nej moral­no­ści. Takie myśle­nie budzi­ło w Wit­ka­cym sprze­ciw. Z ojcem spie­rał się w roz­mo­wach i twór­czo­ści, jed­nak co waż­ne: Wit­ka­cy ukształ­to­wał swo­ją sztu­kę nie tyle prze­ciw ojcu, ile raczej wobec ojca[1].

Por­tret Ste­fa­nii Tuwi­mo­wej. Zdję­cie znaj­du­je się w dome­nie publicz­nej. Autor: Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz Zdję­cie nale­ży do dome­ny publicz­nej.

Fir­ma por­tre­to­wa S.I. Wit­kie­wicz”

Wit­ka­cy oprócz licz­nych obra­zów z okre­su fascy­na­cji for­mi­sta­mi malo­wał rów­nież wie­le por­tre­tów. Swo­jej por­tre­to­wej dzia­łal­no­ści nadał nazwę „Fir­ma Por­tre­to­wa S.I. Wit­kie­wicz”, co mia­ło wska­zy­wać na to, że każ­dy za okre­ślo­ną kwo­tę mógł zamó­wić swój por­tret. Sam twór­ca nie nada­wał tym obra­zom mia­na sztu­ki, jed­nak to wła­śnie przez nie zasły­nął jako malarz. Wyko­ny­wa­ne przez nie­go paste­lo­we por­tre­ty były podzie­lo­ne na kil­ka typów w zależ­no­ści od tego, czy wyko­ny­wał je na trzeź­wo, czy pod wpły­wem nar­ko­ty­ków, czy malo­wa­ną oso­bę odwzo­ro­wy­wał wier­nie, czy też w prze­ry­so­wa­ny spo­sób. To, czy malo­wał na trzeź­wo, czy też nie, ozna­czał na obra­zach. Na przy­kład Co. to koka­ina, NP2 było ozna­cze­niem, ile dni Wit­ka­cy nie palił, FZZ to faj­ka z zacią­ga­niem się, nato­miast FBZ – bez zacią­ga­nia.

Kobie­ty Wit­ka­ce­go

Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz nawią­zy­wał rela­cje z bar­dzo wie­lo­ma kobie­ta­mi. Wśród nich były Ire­na Sol­ska, Hele­na Czer­wi­jow­ska, Maria Paw­li­kow­ska, Zofia Żeleń­ska, Jadwi­ga Jan­czew­ska, Jani­na Turow­ska, Nena Sta­chur­ska i wie­le innych, któ­rych imion i nazwisk naj­praw­do­po­dob­niej nigdy nie pozna­my. Mimo wie­lu kobiet w jego życiu dla Wit­ka­ce­go liczy­ły się tak napraw­dę tyl­ko dwie – Cze­sła­wa Okniń­ska i żona Jadwi­ga Wit­kie­wi­czo­wa[2].

Nie­ocze­ki­wa­na cią­ża

Ogrom­ną i zupeł­nie nie­ocze­ki­wa­ną trud­no­ścią, z jaką musie­li zmie­rzyć się Wit­ka­cy i jego żona Jadwi­ga, była nie­chcia­na cią­ża. Arty­sta pod­jął decy­zję o usu­nię­ciu cią­ży, ponie­waż dla nie­go chęć posia­da­nia dziec­ka to brak poczu­cia odpo­wie­dzial­no­ści za jego dal­sze losy, to rodzaj występ­ku etycz­ne­go[3].

Jadwi­ga pozo­sta­ła z cię­ża­rem pod­ję­tej decy­zji sama.

Zami­ło­wa­nie do szo­ko­wa­nia

Wit­ka­cy lubił szo­ko­wać. Uwiel­biał przy­wdzie­wać dzi­wacz­ne stro­je, ukła­dać ero­tycz­ne wier­sze i prze­sy­łać je nicze­go nie­spo­dzie­wa­ją­cym się zna­jo­mym, zbie­rać oso­bli­we przed­mio­ty jak kawa­łek wyta­tu­owa­nej skó­ry ludz­kiej czy rze­ko­my nie­do­pa­łek papie­ro­sa same­go Pił­sud­skie­go. Pro­wo­ko­wał nie­ty­po­we sytu­acje i z zain­te­re­so­wa­niem obser­wo­wał ich roz­wój.

Cza­sa­mi zakła­dał płaszcz, za pasek któ­re­go zaty­kał bere­ty w kil­ku kolo­rach, żeby nosić je na zmia­nę. Podej­mo­wał gości w jaskra­wych piża­mach lub zupeł­nie nago[4].

Eks­pe­ry­men­ty z nar­ko­ty­ka­mi

Jed­na z pierw­szych myśli, jaka przy­cho­dzi do gło­wy po usły­sze­niu nazwi­ska Wit­ka­cy, to nar­ko­ty­ki. War­to jed­nak pod­kre­ślić, że arty­sta nigdy nie uwa­żał się za nar­ko­ma­na. Za nało­go­we­go pala­cza owszem, za pija­ka nie­kie­dy, ale nigdy za oso­bę uza­leż­nio­ną od nar­ko­ty­ków. Zaży­wał je w celach poznaw­czych i arty­stycz­nych, czę­sto pod kon­tro­lą zna­jo­mych leka­rzy, od któ­rych nie­któ­re z nich otrzy­my­wał. Zaży­wał koka­inę, któ­rą uwa­żał za świń­stwo (co nie prze­szka­dza­ło mu w jej sto­so­wa­niu). Eks­pe­ry­men­to­wał tak­że z sil­nym halu­cy­no­ge­nem, jakim jest pey­otl, któ­ry uwa­żał za nie­szko­dli­wy i mogą­cy pomóc w lecze­niu uza­leż­nień, zwłasz­cza alko­ho­lo­wych. To pod jego wpły­wem stwo­rzył bar­dzo wie­le swo­ich naj­lep­szych por­tre­tów. Pró­bo­wał rów­nież meska­li­ny czy ete­ru.

Wszyst­kie swo­je prze­my­śle­nia na temat nar­ko­ty­ków Wit­ka­cy zawarł w „Nar­ko­ty­kach – Nie­my­tych duszach”.

Glą­twa, leniw­nik, popij­nik, fata­lik

Wit­ka­cy pod­cho­dził do języ­ka w spe­cy­ficz­ny spo­sób. Był twór­cą licz­nych neo­lo­gi­zmów – nie­któ­re z nich weszły na trwa­łe do języ­ka pol­skie­go. Takim sło­wem jest na przy­kład „nie­na­sy­ce­nie” (tytuł jed­nej z jego powie­ści) – sło­wo to nie funk­cjo­no­wa­ło wcze­śniej w języ­ku pol­skim w for­mie rze­czow­ni­ko­wej. Czę­sto do stwo­rze­nia nowe­go sło­wa inspi­ro­wa­ła go złość na to, że Pola­cy uży­wa­ją zapo­ży­czeń, mówiąc cho­ciaż­by o kacu. Pro­po­no­wał nazy­wać go glą­twą, popij­ni­kiem, wnę­trzo­bó­lem czy wnę­trzo­stę­kiem. Szla­frok zamie­nił na leniw­nik, a pech na fata­lik[5].

Genial­ny pisarz

Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz jest zna­ny przede wszyst­kim jako filo­zof, malarz, dra­ma­turg czy foto­graf. Jed­nak ten wszech­stron­ny arty­sta był rów­nież bar­dzo dobrym pisa­rzem. To autor trzech kom­plet­nych i jed­nej nie­ukoń­czo­nej powie­ści – każ­da z nich jest lek­tu­rą war­tą uwa­gi. Pisa­ne przez nie­go książ­ki to nie łatwa i przy­jem­na roz­ryw­ka – każ­da z nich jest skom­pli­ko­wa­na, wyma­ga­ją­ca, ale też nie­by­wa­le satys­fak­cjo­nu­ją­ca. Po zakoń­czo­nej lek­tu­rze (zwłasz­cza „Poże­gna­nia jesie­ni”) czy­tel­nik zosta­je z pust­ką w gło­wie i duszy, zasta­na­wia­jąc się nad sen­sem ist­nie­nia.

Pierw­sza powieść Wit­ka­ce­go „622 upad­ki Bun­ga, czy­li Demo­nicz­na kobie­ta” to opo­wieść o gwał­tow­nym i burz­li­wym roman­sie z aktor­ką Ire­ną Sol­ską oraz o doj­rze­wa­niu mło­de­go arty­sty. Książ­ka nie zosta­ła wyda­na za życia auto­ra zarów­no z powo­dów oso­bi­stych, jak i ze wzglę­du na odważ­ne sce­ny ero­tycz­ne. Dru­ga, zde­cy­do­wa­nie naj­lep­sza powieść to „Poże­gna­nie jesie­ni” – histo­ria wzlo­tu i bole­sne­go upad­ku Ata­na­ze­go Bazak­ba­la, pew­ne­go mło­dzień­ca o deka­denc­kich zapę­dach. Jego eks­pe­ry­men­ty z nar­ko­ty­ka­mi czy sek­sem dopro­wa­dza­ją do sze­re­gu tra­gicz­nych wyda­rzeń, a jego same­go uza­leż­nia­ją od demo­nicz­nej Heli Bertz. Powieść doty­ka rów­nież zagad­nień roz­wo­ju współ­cze­sne­go świa­ta i nie­po­ko­ją­ce­go kie­run­ku, w jakim zmie­rza. Kolej­na powieść, „Nie­na­sy­ce­nie”, to gro­te­sko­we dzie­ło o pań­stwie chiń­skich komu­ni­stów pod­bi­ja­ją­cych kontr­re­wo­lu­cyj­ną Rosję i przy­go­to­wu­ją­cych się do napad­nię­cia na euro­pej­skie pań­stwa. Ostat­nia powieść Wit­ka­ce­go to „Jedy­ne wyj­ście”, nie­ukoń­czo­na rzecz o powsta­niu dzie­ła. To rów­nież zbiór obszer­nych filo­zo­ficz­nych roz­wa­żań same­go auto­ra.

Sfin­go­wa­ne samo­bój­stwo?

Wit­ka­cy popeł­nił samo­bój­stwo krót­ko po roz­po­czę­ciu woj­ny, 18 wrze­śnia 1939 roku w Jezio­rach. Razem z nim mia­ła zabić się rów­nież Cze­sła­wa Okniń­ska, jed­nak uda­ło się ją odra­to­wać. Oko­licz­no­ści śmier­ci Wit­ka­ce­go owia­ne są tajem­ni­cą i towa­rzy­szy im wie­le domy­słów, nie­do­po­wie­dzeń czy legend. Aurę tajem­ni­czo­ści wzma­ga to, że jedy­nym świad­kiem ostat­nich chwil arty­sty była jego part­ner­ka, Cze­sła­wa Okniń­ska, któ­ra w kolej­nych zezna­niach czę­sto zmie­nia­ła wie­le szcze­gó­łów swo­ich wspo­mnień z tam­te­go tra­gicz­ne­go dnia. Do wzmoc­nie­nia legen­dy o śmier­ci Wit­ka­ce­go w znacz­nym stop­niu przy­czy­ni­ły się też licz­ne kon­tro­wer­sje zwią­za­ne z nie­uda­ną eks­hu­ma­cją jego cia­ła, pod­czas któ­rej przez pomył­kę prze­trans­por­to­wa­no do Pol­ski szcząt­ki zupeł­nie przy­pad­ko­wej oso­by. Tę teo­rię podej­mu­je i roz­wi­ja Jacek Kopro­wicz w swo­im fil­mie „Misty­fi­ka­cja”. W tej histo­rii Wit­kie­wicz fin­gu­je wła­sne samo­bój­stwo i ukry­wa się aż do śmier­ci w 1969 roku.

Wit­ka­cy to jeden z naj­waż­niej­szych pol­skich arty­stów. Mimo to wyda­je się być w dzi­siej­szych cza­sach posta­cią zapo­mnia­ną i czę­sto pomi­ja­ną. A prze­cież Sta­ni­sław Igna­cy Wit­kie­wicz jest czo­ło­wym twór­cą prze­ło­mu Mło­dej Pol­ski i dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go. Dzię­ki jego sztu­ce mamy szan­sę poczuć praw­dzi­we­go ducha minio­nych epok i spró­bo­wać poznać tę skom­pli­ko­wa­ną i genial­ną oso­bę, jaką był Wit­ka­cy.

Mar­ty­na Gan­car­czyk
Czy­tajPL

Zdję­cie wyróż­nia­ją­ce to frag­ment obra­zu S.I. Wit­kie­wi­cza Kusze­nie św. Anto­nie­go II. Zdję­cie nale­ży do dome­ny publicz­nej.

Biblio­gra­fia

Degler J., Wit­ka­ce­go por­tret wie­lo­krot­ny, War­sza­wa 2009.

Fran­czak E., Oko­ło­wicz S., Prze­ciw Nico­ści. Foto­gra­fie Sta­ni­sła­wa Igna­ce­go Wit­kie­wi­cza, Kra­ków 1986.

Vra­žić M., Sta­ni­sław Wit­kie­wicz i Wit­ka­cy – dwa para­dyg­ma­ty sztu­ki, dwie kon­cep­cje kul­tu­ry, War­sza­wa 2013.

Wit­kie­wicz S.I., Listy do żony (1923–1927), War­sza­wa 2009.

Wit­kie­wicz S.I., Nar­ko­ty­ki – Nie­my­te dusze, War­sza­wa 1979.

Neto­gra­fia

Wywiad A. Augu­styn z J. Degle­rem; Pożal się Boże, jeśli masz komu,

http://wyborcza.pl/1,76842,8204652,Pozal_sie_Boze__jesli_masz_komu.html, (dostęp: 07.07.2018).

Przy­pi­sy

[1]M. Vra­žić, Sta­ni­sław Wit­kie­wicz i Wit­ka­cy – dwa para­dyg­ma­ty sztu­ki, dwie kon­cep­cje kul­tu­ry, War­sza­wa 2013, s. 9.

[2]J. Degler, Wit­ka­ce­go por­tret wie­lo­krot­ny, War­sza­wa 2009, s. 287.

[3]S. I. Wit­kie­wicz, Listy do żony (1923–1927), War­sza­wa 2009, s. 287.

[4]Wywiad A. Augu­styn z J. Degle­rem, Pożal się Boże, jeśli masz komu, http://wyborcza.pl/1,76842,8204652,Pozal_sie_Boze__jesli_masz_komu.html, (dostęp: 07.05.2018).

[5]Wywiad A. Augu­styn z J. Degle­rem, Pożal się Boże, jeśli masz komu, http://wyborcza.pl/1,76842,8204652,Pozal_sie_Boze__jesli_masz_komu.html, (dostęp: 07.05.2018).

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy