Aktualności

Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach – mocne uderzenie literackie Anny Brzezińskiej

Dłu­go zasta­na­wia­łam się, czy znam książ­kę podob­ną do „Córek Wawe­lu” Anny Brze­ziń­skiej, ale nic nie przy­cho­dzi­ło mi do gło­wy. To pozy­cja napraw­dę wyjąt­ko­wa, zna­ko­mi­ta pod wie­lo­ma wzglę­da­mi.

Pierw­szą jej war­stwą jest apo­kry­ficz­na histo­ria kar­li­cy Dosi – to real­na postać, któ­ra funk­cjo­no­wa­ła na jagiel­loń­skim dwo­rze, ale wie­my o niej nie­wie­le, a o jej począt­kach – nic. Anna Brze­ziń­ska na pod­sta­wie źró­deł i swo­jej roz­le­głej wie­dzy medie­wi­stycz­nej two­rzy prze­ko­nu­ją­cą histo­rię o tym, jak Dosia mogła przyjść na świat i jak mogło wyglą­dać jej dzie­ciń­stwo. Póź­niej to wła­śnie z punk­tu widze­nia Dosi obser­wu­je­my kolej­ne wyda­rze­nia histo­rycz­ne oraz wszyst­ko to, co się za nimi kry­je. Ta część to powieść: wcią­ga­ją­ca, chwi­la­mi trzy­ma­ją­ca w napię­ciu, kie­dy indziej poru­sza­ją­ca do łez. Gdy­by „Cór­ki Wawe­lu” skła­da­ły się tyl­ko z tej opo­wie­ści, wciąż bro­ni­ły­by się jako cie­ka­wa książ­ka. Ale to, co naj­waż­niej­sze, dzie­je się jak­by na mar­gi­ne­sie.

Mar­gi­ne­sy te są jed­nak nie­zwy­kle obszer­ne. Anna Brze­ziń­ska odma­lo­wu­je cały Kra­ków (i nie tyl­ko Kra­ków) epo­ki Jagiel­lo­nów. Losy Dosi są pre­tek­stem do obszer­nych, popu­lar­no­nau­ko­wych dygre­sji popar­tych licz­ny­mi źró­dła­mi. Nie tyl­ko widzi­my, jak wyglą­da­ła wte­dy codzien­ność, ale też czu­je­my jej smak i zapach. Autor­ka zaglą­da wszę­dzie. Wbrew tytu­ło­wi bynaj­mniej nie ogra­ni­cza się do dwo­ru. Przed­sta­wia losy setek posta­ci – ubo­gich słu­żek, zamoż­nych miesz­czan, cze­lad­ni­ków, pro­sty­tu­tek, urzęd­ni­ków, katów, dam dwo­ru… Aż po kró­la i kró­lo­wą. Ba, dowia­du­je­my si ę nawet, jak mógł wyglą­dać w los uko­cha­ne­go psa Bony Sfo­rzy. Anna Brze­ziń­ska pisze o daw­nych rado­ściach i smut­kach, przy­po­mi­na róż­ni­ce w tym, jak widzi­my świat obec­nie, a jak widzia­no go wów­czas. Ze wzglę­du na postać Dosi wie­le miej­sca poświę­co­ne zosta­je miej­scu kar­łów w świe­cie – widzia­nych jako coś pomię­dzy zwie­rzę­ciem a dziec­kiem; nie do koń­ca ludz­ką zabaw­kę, któ­rą moż­na poda­ro­wać w pre­zen­cie; część mena­że­rii, któ­rą moż­na krzy­żo­wać jak psy czy konie; a jed­no­cze­śnie oso­bę bli­ską, śpią­cą w tym samym łóż­ku co kró­lew­na, do pew­ne­go stop­nia wręcz wpły­wo­wą.

Autor­ka ana­li­zu­je życie w epo­ce jagiel­loń­skiej od poczę­cia, poprzez przy­go­to­wa­nie do poro­du, sam poród i połóg, póź­niej­sze oczysz­cze­nie kobie­ty i jej powrót do spo­łe­czeń­stwa, aż wresz­cie dzie­ciń­stwo, doro­słość, sta­rość i śmierć. Czy­ta­my listy ary­sto­kra­tek, zaglą­da­my do ich ziel­ni­ków i ogro­dów, ana­li­zu­je­my prze­my­śle­nia. Uczy­my, dzi­wi­my i modli­my się wraz z nimi.

Anna Brze­ziń­ska nie oba­wia się tema­tów trud­nych – gwał­tu i prze­mo­cy oraz ich przy­gnę­bia­ją­cej wszech­obec­no­ści. Odma­lo­wu­je bez­na­dziej­ny los wyko­rzy­sta­nej słu­żą­cej, któ­ra tak napraw­dę nie mia­ła do kogo się zwró­cić, by jej krzyw­da zosta­ła wyna­gro­dzo­na i dla któ­rej jed­na moż­li­wość była gor­sza od dru­giej. Nuty te moż­na było zoba­czyć już we wcze­śniej­szych tek­stach Anny Brze­ziń­skiej, na przy­kład we frag­men­tach o dziw­ce Gro­no­staj z „Opo­wie­ści z Wil­żyń­skiej Doli­ny”, ale tym razem wypo­wia­da­ne są wprost, dosad­niej. Tak­że dla­te­go, że to już nie fan­ta­sty­ka, nie Niby­lan­dia, a real­ne, poświad­czo­ne źró­dła­mi śla­dy kra­ju, w któ­rym żyje­my.

To książ­ka o kobie­tach, ale nie tyl­ko – pogłę­bio­ny w niej został obraz całe­go spo­łe­czeń­stwa, o któ­rym zapo­mi­na się, oma­wia­jąc histo­rie wład­ców i zdo­by­czy mili­tar­nych. To jed­no­cze­śnie wcią­ga­ją­ce źró­dło wie­dzy o Pol­sce Jagiel­lo­nów – o potęż­nej dyna­stii i gorz­kich nutach w życio­ry­sach jej córek. Obok Dosi bowiem głów­ny­mi (i tytu­ło­wy­mi) boha­ter­ka­mi są kró­lew­ny: cór­ki Zyg­mun­ta Sta­re­go, a tak­że ich póź­niej­sze dzie­ci. Trzy­ma­my kciu­ki za ich dora­sta­nie, korzyst­ne maria­że, speł­nie­nie marzeń, reali­za­cję ambi­cji i wraz z Dosią drży­my o ich los. Los, któ­ry nie szczę­dzi kró­lew­nom bólu i roz­cza­ro­wań. To powieść o posta­ciach z histo­rii nasze­go kra­ju, o któ­rych nie wie­my nic lub pra­wie nic, wypeł­nia­nie bia­łych plam w wie­dzy histo­rycz­nej wynie­sio­nej ze szko­ły. To nasza histo­ria, otwie­ra­ją­ca oczy igno­ran­tom.

Mam wra­że­nie, że dopie­ro w tej for­mie Anna Brze­ziń­ska napraw­dę mogła się twór­czo wyżyć. Że w fan­ta­sty­ce pew­ne rze­czy sygna­li­zo­wa­ła, ale zatrzy­my­wa­ła się w pół sło­wa. Ucie­ka­ła od szcze­gó­ło­wych opo­wie­ści, któ­re wstrzy­my­wa­ły­by akcję i mogły znu­dzić nie­cier­pli­we­go czy­tel­ni­ka. A to w nich tkwi moc „Córek Wawe­lu”.

Powtó­rzę więc: to napraw­dę nie­sa­mo­wi­ta pozy­cja.

Autor­ka tek­stu: Anna Tess Gołę­biow­ska

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy