Felieton

Jak przeżyć akademickie piekło? – recenzja książki Katabaza

Jeśli kie­dy­kol­wiek zasta­na­wia­li­ście się, jak wyglą­da­ła­by „Boska kome­dia”, gdy­by Dan­te miał dok­to­rat, nie­zdro­we przy­wią­za­nie do deadline’ów i skłon­ność do hiper­ana­li­zy wła­snych wybo­rów życio­wych – „Kata­ba­za” jest wła­śnie tym lite­rac­kim eks­pe­ry­men­tem, na któ­ry cze­ka­li­ście. To powieść, któ­ra udo­wad­nia, że śro­do­wi­sko aka­de­mic­kie to nie tyl­ko kawiar­nia­ne deli­be­ra­cje, lecz tak­że peł­no­praw­na wypra­wa w głąb ludz­kiej ambi­cji, obse­sji i nie­zdro­wej ilo­ści kofe­iny. Inny­mi sło­wy: nauko­we pie­kieł­ko, ale poda­ne tak, być czy­tel­nik nie był w sta­nie się od nie­go oderwać.

Rebec­ca F. Kuang po raz kolej­ny robi to, co wycho­dzi jej genial­nie: korzy­sta z saty­ry niczym z chi­rur­gicz­ne­go skal­pe­la, tnąc po żywym mię­sie aka­de­mii, jej rytu­ałach przej­ścia, wiecz­nych popraw­kach, gran­tach, któ­re nigdy nie przy­cho­dzą, i pro­fe­so­rach, któ­rzy naj­wy­raź­niej żywią się wyłącz­nie fru­stra­cją stu­den­tów. Autor­ka ma nie­by­wa­ły talent do wycią­ga­nia na powierzch­nię absur­dów świa­ta nauko­we­go (i nie tyl­ko) oraz spra­wia­nia, że roz­po­zna­je­my w nich sie­bie, choć bar­dzo byśmy nie chcieli.

Boha­te­ro­wie tej histo­rii wyda­ją się żyć na pogra­ni­czu geniu­szu i kata­stro­fy, czy­li dokład­nie tam, gdzie więk­szość stu­den­tów i bada­czy real­nie rezy­du­je. Autor­ka opi­su­je ich z takim cie­płem i iro­nią, że czy­tel­nik ma wra­że­nie, jak­by obser­wo­wał uko­cha­nych zna­jo­mych, któ­rzy wpa­ko­wa­li się w kło­po­ty, ale są na tyle cza­ru­ją­cy, że zamiast ich rato­wać, robi­my popcorn i patrzy­my, co będzie dalej. Jej humor jest inte­li­gent­ny, cel­ny i zaska­ku­ją­co ludz­ki; wyśmie­wa sys­tem, ale nie ludzi, któ­rzy się w nim zna­leź­li.

Co waż­ne, i abso­lut­nie war­te osob­ne­go aka­pi­tu, „Kata­ba­za” poka­zu­je po raz kolej­ny coś, w czym Kuang jest mistrzy­nią: budo­wa­nie świa­ta. Cho­ciaż tym razem nie mamy kla­sycz­nej fan­ta­sty­ki ani wojen­nych impe­riów, jak w przy­pad­ku try­lo­gii „Woj­na mako­wa”, autor­ka two­rzy atmos­fe­rę aka­de­mii tak suge­styw­ną, że moż­na nie­mal poczuć zapach sta­rych ksią­żek, cię­żar nie­koń­czą­cych się obo­wiąz­ków i chłód kory­ta­rzy, któ­re widzia­ły wię­cej łez niż prze­cięt­ny serial dra­ma­tycz­ny. Świat przed­sta­wio­ny jest tak dopra­co­wa­ny, wie­lo­war­stwo­wy i pełen smacz­ków, że czy­tel­nik bez tru­du zanu­rza się w nim jak w alter­na­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści, tyle że tej nie trze­ba fan­ta­zjo­wać, bo napraw­dę ist­nie­je. Kuang udo­wad­nia, że potra­fi stwo­rzyć uni­wer­sum rów­nie inten­syw­ne jak w swo­ich powie­ściach fan­ta­stycz­nych, tyl­ko tym razem potwo­rem jest sys­tem.

Jed­nak „Kata­ba­za” to nie tyl­ko zabaw­na wyciecz­ka po kory­ta­rzach uczel­ni. To tak­że reflek­syj­na opo­wieść o tym, ile kosz­tu­je pogoń za dosko­na­ło­ścią – zwłasz­cza taką, któ­rej nikt nie potra­fi zde­fi­nio­wać. Autor­ka pod­su­wa pyta­nia o ambi­cję, toż­sa­mość i pre­sję suk­ce­su, ale robi to w spo­sób, któ­ry nie przy­tła­cza, tyl­ko inspi­ru­je. Jest w tym coś koją­ce­go: świa­do­mość, że nawet jeśli świat aka­de­mic­ki przy­po­mi­na dzie­wią­ty krąg pie­kła, zawsze znaj­dzie się tam miej­sce na śmiech, przy­jaźń i momen­ty praw­dzi­wej jasno­ści.
Jeśli lubisz powie­ści inte­li­gent­ne, świe­że, tro­chę zło­śli­we, ale cho­ler­nie praw­dzi­we, a dodat­ko­wo jesteś zestre­so­wa­nym stu­den­tem – „Kata­ba­za” jest zde­cy­do­wa­nie dla Ciebie.

Czy­ta­ła Zuzan­na Hoffmann

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy