Felieton

Lektury na lato! 10 powieści obyczajowych, po które warto sięgnąć

Przed nami jesz­cze pra­wie mie­siąc waka­cji. Jed­ni wyjeż­dża­ją i korzy­sta­ją z urlo­pu, inni sie­dzą w domu. Łączy ich to, że zarów­no na pla­ży, jak i na kana­pie, naj­le­piej spę­dzać czas z dobrą książ­ką. A że lipiec minął, ist­nie­je ryzy­ko, że prze­czy­ta­li­ście już wszyst­ko, co zale­ga­ło na „sto­si­ku wsty­du” i teraz prze­glą­da­cie ofer­ty księ­garń inter­ne­to­wych, by wybrać kolej­ne lek­tu­ry. Śpie­szy­my z pomo­cą!

Czy­tać moż­na wszę­dzie: na pla­ży może­my oczy­wi­ście wycią­gnąć się na ręcz­ni­ku z ulu­bio­ną powie­ścią. To zresz­tą bar­dzo prak­tycz­ne, jeśli wyjeż­dża­my więk­szą gru­pą. Gdy woda zachę­ca do kąpie­li, ktoś musi zostać na brze­gu i popil­no­wać rze­czy. Może to być przy­kra koniecz­ność… a może być oka­zja do zato­pie­nia się w lek­tu­rze. War­to zabrać też książ­kę na gór­skie wędrów­ki (może to być po pro­stu ebo­ok w tele­fo­nie) – co, jeśli przyj­dzie burza i będzie­my musie­li spę­dzić w schro­ni­sku wię­cej cza­su niż pla­no­wa­li­śmy? Podob­nie ma się spra­wa z wypa­dem pod namiot. W przy­pad­ku desz­czo­wej pogo­dy książ­ka może być praw­dzi­wym wyba­wie­niem.

To, że w nie­mal każ­dych oko­licz­no­ściach lek­tu­ra może być dobrym roz­wią­za­niem – to tru­izm. Ale po jakie książ­ki się­gnąć, paku­jąc waliz­kę?

Inka Jabłoń­ska: Mój chło­pak i jego narze­czo­na

Miło­sne wie­lo­ką­ty to dość kla­sycz­ny spo­sób na skom­pli­ko­wa­nie fabu­ły. Tak jest i w przy­pad­ku powie­ści Inki Jabłoń­skiej. To powieść zabaw­na, ale jed­no­cze­śnie poka­zu­ją­ca real­ne ludz­kie pro­ble­my.

Mal­wi­na roz­sta­ła się ze swo­ją wiel­ką, pierw­szą miło­ścią, ponie­waż wybra­ła styl życia, któ­re­go jej chło­pak nie potra­fił zaak­cep­to­wać. Żyje w roz­jaz­dach, ponie­waż zaj­mu­je się arche­olo­gią. Zro­bi­ła karie­rę, a zamiast sta­bil­ne­go związ­ku wybie­ra przy­jaźń i oka­zjo­nal­ny seks ze zna­jo­mym z wyko­pa­lisk. Jest szczę­śli­wa i nie oglą­da się za sie­bie… aż pew­ne­go dnia nie­spo­dzie­wa­nie musi roz­li­czyć się z prze­szło­ścią. Daw­ny uko­cha­ny zapra­sza ją na swój ślub. Mal­wi­na musi zde­cy­do­wać: jechać czy nie jechać? Poznać kobie­tę, z któ­rą uło­żył sobie życie jej były chło­pak? Zoba­czyć na wła­sne oczy to, co mogło stać się jej udzia­łem?

Rzad­ko nasze życie ukła­da się tak, żeby­śmy zwią­za­li się na zawsze z pierw­szą miło­ścią. Spo­tka­nia z daw­ny­mi part­ne­ra­mi bywa­ją nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­ne, szcze­gól­nie, gdy tyl­ko jed­na ze stron sta­nę­ła na ślub­nym kobier­cu. Cza­sa­mi też spo­tka­nie z daw­nym part­ne­rem to oka­zja do roz­li­cze­nia się nie tyl­ko z minio­nym związ­kiem, ale z sze­rzej poję­tą prze­szło­ścią. Te wszyst­kie emo­cje opi­su­je Inka Jabłoń­ska, two­rząc jed­no­cze­śnie boha­te­rów na tyle cie­ka­wych, by aż nie wie­dzieć, komu z nich kibi­co­wać.


Max Czor­nyj: Cór­ka nazi­sty

To dość kon­tro­wer­syj­na pro­po­zy­cja let­niej lek­tu­ry – powieść zde­cy­do­wa­nie trud­niej­sza i cięż­ka, nie dla osób, któ­re szu­ka­ją w książ­kach wytchnie­nia i zapo­mnie­nia. Max Czor­nyj pobu­dza czy­tel­ni­ka do reflek­sji i zmu­sza do zasta­no­wie­nia się nad rana­mi, któ­re nie zago­iły się jesz­cze do koń­ca. Wła­śnie dla­te­go war­to się­gnąć po tę powieść latem – zimą mogła­by być zbyt przy­gnę­bia­ją­ca.
Nar­ra­tor­ką powie­ści jest cho­ru­ją­ca na Alzhe­ime­ra senior­ka Gre­ta, tytu­ło­wa cór­ka nazi­sty. Dzia­ła­nia ojca w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym na Maj­dan­ku nie dają jej spo­ko­ju. Chcia­ła­by odpo­ku­to­wać jego grze­chy. Towa­rzy­szy jej poczu­cie winy, choć w cza­sie II woj­ny świa­to­wej była prze­cież dziec­kiem. I jako to dziec­ko pozna­ła Annę – cór­kę pol­skie­go ofi­ce­ra, któ­ra wraz z mat­ką tra­fi­ła na Maj­da­nek. To z per­spek­ty­wy Anny pozna­je­my część wyda­rzeń. Losy dziew­czy­nek w pew­nym momen­cie moc­no się splo­tły, ale to, w jaki spo­sób, jest napraw­dę zaska­ku­ją­ce.
Przez cały czas autor sta­wia pyta­nie: czy ist­nie­je coś takie­go jak „gen zła”? Czy Gre­ta odzie­dzi­czy­ła go po ojcu?


Beth O’Leary: Współ­lo­ka­to­rzy

Z jed­nej stro­ny fabu­ła tej powie­ści może wyda­wać się cał­ko­wi­cie nie­wia­ry­god­na… z dru­giej stro­ny każ­dy, kto pró­bo­wał wyna­jąć miesz­ka­nie w roz­sąd­nej cenie wie, że nie ma w tej bran­ży cze­goś takie­go jak gra­ni­ce sza­leń­stwa. Pomysł Tif­fy i Leona może wyda­wać się zwa­rio­wa­ny, ale czy napraw­dę bar­dziej niż idea wyna­ję­cia komuś bal­ko­nu jako samo­dziel­ne­go poko­ju, w dodat­ku rekla­mo­wa­ne­go jako prze­wiew­ny i z wido­kiem?

Leon roz­pacz­li­wie potrze­bu­je pie­nię­dzy, więc bie­rze tyl­ko noc­ne zmia­ny. W cia­snej kawa­ler­ce bywa tyl­ko w dzień, gdy odsy­pia. Z kolei Tif­fy wła­śnie zerwa­ła tok­sycz­ny zwią­zek i pil­nie potrze­bu­je miesz­ka­nia, choć ma nie­wie­le środ­ków… A co może być tań­sze­go niż kawa­ler­ka dostęp­na tyl­ko przez pół domy?

W ten spo­sób Tif­fy i Leon posta­na­wia­ją zamiesz­kać razem. Dzie­lą nie tyl­ko jed­no miesz­ka­nie, ale i jed­no łóż­ko… ale jed­no­cze­śnie nigdy się nie spo­ty­ka­ją. I oka­zu­je się, że układ nie tyl­ko się spraw­dza, ale też może być począt­kiem cze­goś wię­cej!


Lucin­da Riley: Sio­stra Słoń­ca. Sie­dem sióstr

Sie­dem sióstr” to cie­pła saga rodzin­na. Jej boha­ter­ka­mi są sil­ne, nie­zwy­kłe kobie­ty. Choć w sadze prze­wa­ża­ją wąt­ki oby­cza­jo­we, to ma ona w sobie też coś z baśni. „Sio­stra Słoń­ca” to szó­sta odsło­na cyklu. Opo­wia­da o Elek­trze – model­ce, któ­rej nie brak ani sła­wy, ani bogac­twa, ani tym bar­dziej uro­dy. Mimo iż jej życie wyda­je się pasmem suk­ce­sów, kobie­ta mie­rzy się z pro­ble­ma­mi psy­chicz­ny­mi. Śmierć ojca pogar­sza jej stan, dopro­wa­dza do uza­leż­nie­nia od nar­ko­ty­ków i alko­ho­lu. Wyda­je się, że nie ma dla niej ratun­ku… gdy dosta­je tajem­ni­czy list. Tyl­ko czy nie jest już zbyt póź­no na pomoc?

Cykl „Sie­dem sióstr” moż­na czy­tać nie­za­leż­nie od sie­bie, więc nie­zna­jo­mość poprzed­nich ksią­żek w niczym nie prze­szko­dzi czy­tel­ni­ko­wi chcą­ce­mu poznać histo­rię Elek­try. Każ­dy z tomów zaczy­na się dokład­nie w tym samym miej­scu – gdy umie­ra Pa Salt, męż­czy­zna, któ­ry adop­to­wał dziew­czyn­ki pocho­dzą­ce z róż­nych stron świa­ta. Każ­da przyj­mu­je jego stra­tę ina­czej, a poszcze­gól­ne książ­ki sku­pia­ją się na reak­cjach każ­dej z córek.

Fabu­ła „Sio­stry Słoń­ca” trzy­ma w napię­ciu, a wyda­rze­nia roz­gry­wa­ją się w jed­no­cze­śnie w dwóch płasz­czy­znach cza­so­wych. W jed­nej zetknie­my się z Barac­kiem Oba­mą, a w dru­giej… z Mar­ti­nem Luthe­rem Kin­giem! Lucin­da Riley się­ga po trud­ne tema­ty – uza­leż­nie­nie oraz rasizm, ale mimo to od powie­ści po pro­stu nie moż­na się ode­rwać. Trzy­ma w napię­ciu do ostat­niej stro­ny i zachę­ca do pozna­nia resz­ty histo­rii.


Wik­to­ria Gische: Nie­spo­koj­ne lata

To pierw­szy tom cyklu „Kamie­ni­ca pod Iry­sa­mi”. Jego boha­ter­ką jest Ele­ono­ra – dziew­czy­na z przed­wo­jen­ne­go Kra­ko­wa. I choć jest pięk­na i popu­lar­na, cze­go mogła­by pozaz­dro­ścić jej nie­jed­na pan­na na wyda­niu, Ele­ano­ra pra­gnie wię­cej. I nie cho­dzi o to, by w ramach bun­tu palić papie­ro­sy czy jeź­dzić na rowe­rze. Boha­ter­ka pra­gnie wol­no­ści, nie­za­leż­no­ści i wie­dzy. Pocią­ga­ją ją wie­ce sufra­ży­stek, fascy­nu­je rodzą­cy się ruch mają­cy na celu cał­ko­wi­te rów­no­upraw­nie­nie.

Już samo to było­by trud­ne… i wte­dy wybu­cha woj­na.

W „Nie­spo­koj­nych latach” Wik­to­ria Gische odma­lo­wu­je barw­ny świat przed­wo­jen­ne­go Kra­ko­wa. Zabie­ra nas na bale i sean­se spi­ry­ty­stycz­ne, pozwa­la zasma­ko­wać w opium i w hazar­dzie. Nic w tym dziw­ne­go – i z zami­ło­wa­nia, i z wykształ­ce­nia jest histo­rycz­ką. Jed­no­cze­śnie histo­ria Ele­ano­ry to nie tyl­ko histo­ria. Dziś też aktu­al­ne są sło­wa: „My, kobie­ty, chce­my całe­go życia!”. I dla­te­go tak łatwo współ­cze­snej czy­tel­nicz­ce odna­leźć się w tej powie­ści.


McQu­iston Casey: Red, Whi­te Roy­al Blue

Ta powieść jest z jed­nej stro­ny bar­dzo uro­cza i zabaw­na, a z dru­giej – nie­zwy­kle istot­na. Milio­nom nasto­lat­ków na całym świe­cie poka­za­ła to, co wciąż w wie­lu kra­jach wyda­je się nie­zwy­kle kon­tro­wer­syj­ne – czy­li że miłość mię­dzy dwo­ma męż­czy­zna­mi nie jest niczym złym.

Mowa o miło­ści z prze­szko­da­mi, choć na pierw­szy plan wca­le nie wysu­wa się homo­fo­bia, a pocho­dze­nie boha­te­rów. Otóż Alex jest synem pre­zy­dent­ki USA, a Hen­ry – księ­ciem z bry­tyj­skiej rodzi­ny kró­lew­skiej. Rela­cja mię­dzy nimi rodzi się przy­pad­kiem. W cza­sie wese­la na bry­tyj­skim dwo­rze ma miej­sce kry­zys: kłót­nia, wsku­tek któ­rej chłop­cy lądu­ją w tor­cie. Aby zaże­gnać kry­zys dyplo­ma­tycz­ny, PR-owcy wymy­śla­ją, że Alex i Hen­ry spę­dzą dzień razem, uda­jąc naj­lep­szych przy­ja­ciół. Medial­na ustaw­ka rela­cjo­no­wa­na na Insta­gra­mie prze­ra­dza się w uczu­cie, któ­re­go nikt się nie spo­dzie­wał… i któ­re żad­ne­mu z kra­jów nie jest na rękę. Jak odnaj­dą się w tym chłop­cy? Czy będą w sta­nie ukry­wać swój zwią­zek?

Powieść czy­ta się lek­ko. Pod­no­si na duchu, poka­zu­je szcze­rą czu­łość i praw­dzi­wą miłość. Zamiast poka­zy­wać brud świa­ta, pod­su­wa wizję tego, jak mógł­by on wyglą­dać. I tą baj­ko­wo­ścią ujmu­je za ser­ce.


Adrian­na Micha­lew­ska, Iza­be­la Szolc: Dziew­czy­ny chcą się zaba­wić

Pol­ska, prze­łom lat osiem­dzie­sią­tych i dzie­więć­dzie­sią­tych. Puste pół­ki, gigan­tycz­ne kolej­ki, straj­ki, zamy­ka­ne zakła­dy pra­cy, a gdzieś w tym nadzie­ja na to, może coś zmie­ni się na lep­sze. A w tym wszyst­kim czte­ry dziew­czy­ny – dora­sta­ją­ce i mie­rzą­ce się z doświad­cze­nia­mi pierw­szych miło­ści, czy­ta­ją­ce w kolo­ro­wych gaze­tach o życiu na Zacho­dzie, a na co dzień mie­rzą­ce się z sza­rą rze­czy­wi­sto­ścią, w któ­rej szczy­tem marzeń są dżin­sy. Prze­mia­ny spo­łecz­ne i gospo­dar­cze mie­sza­ją się z opo­wie­ścią o rodzą­cej się przy­jaź­ni. Dziew­czy­ny zjed­no­czy­ła wspól­na pasja i uczu­cie bun­tu. Razem poka­zu­ją, że to co cie­ka­we i fascy­nu­ją­ce, nie musi dziać się na barw­nym Zacho­dzie. Może roz­gry­wać się tak­że w Łodzi.

Powieść chwi­la­mi wcią­ga, chwi­la­mi przy­wo­łu­je nostal­gicz­ne nuty, kie­dy indziej auten­tycz­nie bawi. Poka­zu­je też siłę dziew­czę­cej przy­jaź­ni i soli­dar­no­ści. Uni­wer­sal­na i na wskroś pol­ska.


W. Bru­ce Came­ron: Był sobie szcze­niak. Ellie

Choć okład­ka przed­sta­wia­ją­ca słod­ką psią mord­kę może suge­ro­wać, że to powieść dla dzie­ci, jak naj­bar­dziej może ona tra­fić do doro­słych – oczy­wi­ście pod warun­kiem, że kocha­ją zwie­rzę­ta. Nar­ra­tor­ką histo­rii jest sucz­ka Ellie. Opo­wia­da o swo­im życiu od same­go począt­ku – od zapa­chu psiej mamy i pozna­wa­nia świa­ta. Szcze­nię­ca bez­tro­ska z cza­sem prze­ra­dza się w cięż­ką pra­cę – Ellie ma zostać psem-ratow­ni­kiem. Pozna­je­my szcze­gó­ły jej tre­su­ry, a następ­nie pra­cy. Ellie poszu­ku­je zagi­nio­nych, pozna­je nowych opie­ku­nów… i opo­wia­da nam o swo­ich losach aż do przej­ścia na psią eme­ry­tu­rę. W powie­ści nie brak chwil słod­kich, nie brak też momen­tów smut­nych i gorz­kich. Nawet doro­sły może uro­nić nad Ellie kil­ka łez. Jeśli nie smut­ku, to przy­naj­mniej wzru­sze­nia.
A jeśli ma w naj­bliż­szym oto­cze­niu dzie­ci, zapew­ne zapra­gnie pod­su­nąć im tę cie­płą powieść, ide­al­ną, by zachę­cić je do poko­cha­nia zwie­rząt na dobre i złe.


Tam­my Robin­son: Nor­mal­ni ina­czej

To opo­wieść o miło­ści, choć zde­cy­do­wa­nie w nie­ba­nal­nym uję­ciu. Popkul­tu­ra przy­zwy­cza­iła nad do pre­zen­to­wa­nia wciąż nowych odsłon miło­ści roman­tycz­nej. Tam­my Robin­son poka­zu­je nam miłość sio­strzeń­ską. Mad­dy poświę­ca nie­mal całe życie swo­jej sio­strze Bee – ta jest w spek­trum auty­zmu i potrze­bu­je, by wszyst­ko wokół podą­ża­ło utar­ty­mi sche­ma­ta­mi. By móc zaj­mo­wać się Bee i wspie­rać mamę, zre­zy­gno­wa­ła z wyma­rzo­nych stu­diów. Kocha je obie i nie wyobra­ża sobie, by porzu­cić je w potrze­bie. I dopie­ro obok tego – obok miło­ści sio­strza­nej i obok miło­ści mię­dzy cór­ką a mat­ką – poja­wia się uczu­cie do chło­pa­ka. Albert nie ocze­ku­je jed­nak, by Mad­dy posta­wi­ła swo­je życie na gło­wie. Wspie­ra dziew­czy­nę, chęt­nie spę­dza czas z Bee. To nie jest miłość z let­nich block­bu­ste­rów, a taka, któ­ra rodzi się pośród pro­zy życia. I wła­śnie to sta­no­wi o jej sile i pięk­nie.

Nor­mal­ni ina­czej” to powieść cie­pła i wzru­sza­ją­ca, choć nie­stro­nią­ca od trud­nych tema­tów, takich jak tyra­nia ze stro­ny rodzi­ca (Albert pozna­je Mad­dy, gdy porzu­ca rodzin­ny dom) czy poświę­ce­nie dla bli­skich. Jej boha­te­ro­wie mają w sobie coś, co spra­wia, że nie może­my prze­stać im kibi­co­wać.


John O’Farrell: Naj­lep­sze dla męż­czy­zny

Powieść ta jest czę­sto okre­śla­na jako „Brid­get Jones” dla męż­czyzn. Jej boha­ter nie dorósł do roli męża i ojca, więc roz­pacz­li­wie chwy­ta się resz­tek wol­no­ści i chwil spę­dza­nych z kole­ga­mi. Jed­no­cze­śnie to nie tak, że nie kocha żony i dzie­ci. Obser­wu­je­my go zagu­bio­ne­go w podwój­nym życiu.

Micha­el jako muzyk może pozwo­lić sobie na nie­re­gu­lar­ny tryb życia, dla­te­go gdy prze­ra­sta­ją go role ojca i męża… po pro­stu ucie­ka w życie sin­gla – do dru­gie­go miesz­ka­nia, któ­re wynaj­mu­je z kole­ga­mi. Jego łóż­ko stoi przy lodów­ce, żeby nie musiał wsta­wać nawet wte­dy, kie­dy zgłod­nie­je. Obi­ja się i cie­szy się życiem. A gdy nała­du­je aku­mu­la­to­ry, wra­ca do żony, prze­ko­na­nej, że ostat­nie dni spę­dził inten­syw­nie w stu­diu nagra­nio­wym. Oczy­wi­ście podwój­ne życie w koń­cu musi się wydać, a wte­dy poja­wią się nowe kło­po­ty.

Powieść jest zaska­ku­ją­co lek­ka i peł­na humo­ru, a jed­no­cze­śnie poru­sza waż­ne tema­ty – to, jak dzie­ci zmie­nia­ją świat swo­ich rodzi­ców, jak budo­wać odpo­wie­dzial­ne rela­cje, jak trau­my z dzie­ciń­stwa wpły­wa­ją na doro­słość. Wszyst­ko to jed­nak poda­wa­ne jest w gęstym sosie żar­tów – jak w przy­pad­ku wspo­mnia­nej Brid­get Jones. Tak jak jej losy poka­zy­wa­ły, jak może dzia­łać umysł kobie­ty, tak Micha­el może być prze­wod­ni­kiem po męskiej psy­chi­ce.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy