Aktualności

Lokalna społeczność pomogła księgarni przetrwać trudny czas

Pro­wa­dze­nie biz­ne­su to cięż­ki kawa­łek chle­ba. Na każ­dym rogu cza­ją się prze­ciw­no­ści, pro­ble­my rodzą kolej­ne pro­ble­my. Naj­cię­żej mają drob­ni przed­się­bior­cy ope­ru­ją­cy skrom­nym kapi­ta­łem. Dla nich każ­dy zastrzyk gotów­ki, każ­da trans­ak­cja, to być albo nie być. Dobrze, jeśli taka fir­ma może liczyć na wspar­cie lokal­nej spo­łecz­no­ści. Naj­drob­niej­sza nawet pomoc może odmie­nić los. Prze­ko­na­ła się o tym nie­daw­no księ­gar­nia Dead Tree Books z San Anto­nio w Sta­nach Zjed­no­czo­nych.

Sklep został zało­żo­ny z miło­ści do lite­ra­tu­ry, wła­ści­cie­lom przy­świe­ca­ła zaś misja zapew­nie­nia dostę­pu do ksią­żek czy­tel­ni­kom, któ­rych mogło­by nie być stać na kupo­wa­nie tytu­łów w cenach okład­ko­wych. Dla­te­go Dead Tree Books wpro­wa­dzi­ło rzad­ką poli­ty­kę ceno­wą: za książ­kę w mięk­kiej okład­ce zapła­cisz dwa dola­ry, za twar­dą opra­wę – trzy, a książ­ka z rega­łu dzie­cię­ce­go kosz­tu­je zale­d­wie dola­ra.

Nie trze­ba być orłem biz­ne­su, żeby zauwa­żyć pewien kło­pot. Na stro­nie księ­gar­ni nie ma infor­ma­cji, jako­by książ­ki pocho­dzić mia­ły z daro­wizn czy żeby były uży­wa­ne. Ken­neth i Lisa John­son muszą za towar pła­cić i wszyst­ko wska­zu­je, że póź­niej sprze­da­ją książ­ki po cenie bli­skiej kosz­to­wi zaku­pu. Przy tak pro­wa­dzo­nej dzia­łal­no­ści pro­blem finan­so­wy musiał nadejść szyb­ciej niż póź­niej.

Pod koniec lip­ca księ­gar­nia na Twit­te­rze poin­for­mo­wa­ła, że nie jest w sta­nie opła­cić czyn­szu za lokal. We wpi­sie poja­wi­ła się proś­ba o pomoc:

Jeśli chcesz, żeby jedy­na księ­gar­nia w połu­dnio­wej czę­ści mia­sta zosta­ła tam, gdzie jest, przyjdź, pro­szę, szyb­ko i kup coś. Nie musi być tego dużo, po pro­stu coś, żeby pomóc nam spła­cić zale­gły czynsz. Pro­si­my.

Miesz­kań­cy sta­nę­li na wyso­ko­ści zada­nia. Już następ­ne­go dnia w skle­pie poja­wi­ło się mnó­stwo klien­tów, do tego spły­nę­ła cała masa zamó­wień ze skle­pu inter­ne­to­we­go. Odzew na apel prze­szedł naj­śmiel­sze ocze­ki­wa­nia wła­ści­cie­li księ­gar­ni, zapew­nia­jąc im kil­ka bar­dzo pra­co­wi­tych dni i pie­nią­dze, któ­re wystar­czy­ły na spła­ce­nie dłu­gu.

Dead Tree Books roz­po­czę­ła swo­ją dzia­łal­ność trzy lata temu. Na prze­ło­mie lip­ca i sierp­nia strach zagląd­nął w oczy wła­ści­cie­lom, ale na szczę­ście dzię­ki pomo­cy miesz­kań­ców San Anto­nio i inter­nau­tów z całych Sta­nów sytu­acja zno­wu się usta­bi­li­zo­wa­ła. Życzy­my księ­gar­ni kolej­nych lat dzia­ła­nia, bo ich misja zaiste szla­chet­ną jest. Jed­no­cze­śnie ape­lu­je­my o wspie­ra­nie lokal­nych biz­ne­sów. Nigdy nie wia­do­mo, czy sąsiedz­ki skle­pik nie bory­ka się wła­śnie z podob­ny­mi pro­ble­ma­mi, a być może wła­ści­ciel czu­je się zaże­no­wa­ny tym, że miał­by pro­sić o pomoc w mediach spo­łecz­no­ścio­wych.

źró­dło: Sannatonio.com

Przy­go­to­wał Oskar Grze­lak

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy