Felieton

5 powodów, dla których kochamy Jane Austen

Jane Austen. Jed­na z pisa­rek nie­śmier­tel­nych, wiecz­nych, ponad­cza­so­wych. Jej książ­ki nie­zmien­nie znaj­du­ją się pośród best­sel­le­rów, a miło­śni­ków jej pro­zy wciąż przy­by­wa. Jane Austen połą­czy­ła całe poko­le­nia, cho­ciaż trud­no w to uwie­rzyć, by w epo­ce roz­pę­dzo­ne­go cza­su, cha­otycz­nej tech­no­lo­gii i skró­co­nej uwa­gi czy­tel­ni­ków wśród lite­rac­kich tema­tów wciąż tren­do­wa­ła pisar­ka z XIX wie­ku – a jed­nak! W 200. rocz­ni­cę śmier­ci autor­ki w 2017 roku milio­ny czy­tel­ni­ków odda­ły Jane Austen cześć: odkry­wa­no kolej­ne pomni­ki, Wiel­ka Bry­ta­nia wyda­ła bank­not z jej podo­bi­zną, a w księ­gar­niach poja­wi­ły się kolej­ne wzno­wie­nia kolek­cji jej dzieł. Lata mija­ją i nic się nie zmie­nia. Za co w takim razie tak kocha­my Jane Austen i jej książ­ki?

BŁYSKOTLIWY HUMOR

Bio­gra­fo­wie Jane Austen czę­sto żar­tu­ją, że życie pan­ny Austen było nie­mal nud­ne, a ona sama (poza kil­ko­ma wyjąt­ka­mi) nie prze­ży­ła nic spe­cjal­ne­go. Oka­zu­je się jed­nak, że to wła­śnie dzię­ki tej spo­koj­nej, salo­no­wej nie­mal egzy­sten­cji Jane była dosko­na­łą obser­wa­tor­ką rze­czy­wi­sto­ści. Fabu­ły, posta­cie, dia­lo­gi sta­no­wi­ły pod­krę­co­ne i pod­ra­so­wa­ne odbi­cie jej wła­sne­go świa­ta. Nie spo­sób nie chi­cho­tać przy skrzą­cych się iro­nicz­nym humo­rem wymia­nach zdań boha­te­rów, przy ary­sto­kra­tycz­nych plo­tecz­kach prze­ka­zy­wa­nych zza wachla­rzy i koro­nek, nie spo­sób nie podzi­wiać bły­sko­tli­wych opi­sów, z któ­rych bije wni­kli­wość i uważ­ność samej autor­ki. Takie komen­to­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści jest nam dzi­siaj bliż­sze prze­cież niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej.

 

GALERIA NIEZAPOMNIANYCH POSTACI

Pośród salo­ni­ków, poko­ików i zie­lo­nych zakąt­ków krą­żą posta­cie, któ­re dzi­siaj już prze­szły do histo­rii lite­ra­tu­ry. Poważ­ne i nie­po­waż­ne matro­ny, wła­ści­cie­le mająt­ków, ukry­ci ban­kru­ci, panien­ki i kawa­le­ro­wie. Każ­dy ma swo­ją tajem­ni­cę, bolącz­kę, sekre­cik to tu, to tam. Każ­dy ma też swo­je powie­dzon­ko czy cha­rak­te­ry­stycz­ne chrząk­nię­cie, jakiś roz­po­zna­wal­ny gest, któ­ry spra­wia, że zapa­da nam w pamięć. Mało kto nie koja­rzy dzi­siaj uprze­dzo­nej pan­ny Eli­za­beth Ben­net z “Dumy i uprze­dze­nia”, roz­waż­nej Eli­nor Dash­wo­od z “Roz­waż­nej i roman­tycz­nej”, o Panu Dar­cym nawet nie wspo­mi­na­jąc! (wspo­mnę o nim za chwi­lę). To posta­cie z krwi i kości, zary­so­wa­ne wyra­zi­stą kre­ską, któ­rych roz­ter­ki i bolącz­ki na krót­ką chwi­lę sta­ją się naszy­mi roz­ter­ka­mi i bolącz­ka­mi, a o któ­rych nie może­my zapo­mnieć przez kolej­ne lata.

PAN DARCY

Jed­ną z naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nych posta­ci, któ­ra do dzi­siaj dla wie­lu sta­no­wi nie­uchwyt­ny obraz męż­czy­zny ide­al­ne­go jest kul­to­wy już Pan Dar­cy z “Dumy i uprze­dze­nia”. To jeden z tych fik­cyj­nych boha­te­rów, któ­re­mu uda­ło się poko­nać czas, poko­nać prze­strzeń i tra­fić do współ­cze­snej popkul­tu­ry jako sym­bol praw­dzi­we­go bry­tyj­skie­go dżen­tel­me­na, któ­re­go suro­we­mu uro­ko­wi i powa­la­ją­ce­mu uśmie­cho­wi nie potra­fi oprzeć się żad­na kobie­ta, z Brid­get Jones na cze­le. Być może to dla­te­go, że Pan Dar­cy… ist­niał napraw­dę! Jego pier­wo­wzo­rem był mąż przy­ja­ciół­ki Jane Austen – nie­ja­ki John Par­ker, z któ­rym jed­nak nie wią­za­ło autor­ki żad­ne głęb­sze uczu­cie. Zmysł obser­wa­tor­ski posłu­żył jej jed­nak do wyko­rzy­sta­nia jego cech i manie­ry­zmów pod­czas pisa­nia tak kul­to­wej już “Dumy i uprze­dze­nia”.

DOBRE ZAKOŃCZENIA

Twór­czość Jane Austen to dla doro­słych nie­mal baśnie, peł­ne pery­pe­tii opo­wie­ści, w któ­rych w koń­cu ksią­żę przy­je­dzie na bia­łym koniu, ukło­ni się grzecz­nie i zabie­rze do lep­sze­go świa­ta we dwo­je. Per­fek­cyj­ny romans, o któ­rym jedy­nie moż­na poma­rzyć, tak nie­re­al­ny, jak nie­re­al­na była histo­ria o Kró­lew­nie Śnież­ce czy Pięk­nej i Bestii. Zło zda­je się w ogó­le nie prze­ni­kać do tej wyima­gi­no­wa­nej kra­iny, a jego prze­bły­ski (jeśli w ogó­le się poja­wia­ją) są rów­nie paste­lo­we, co oto­cze­nie boha­te­rów. Nie trze­ba być wiel­ką damą, księż­ną czy boga­tą hra­bi­ną, bo w tym świe­cie nawet naj­zwy­klej­sza dziew­czy­na może odna­leźć swo­je­go księ­cia, pomi­mo niskich walo­rów spo­łecz­nych, finan­so­wych czy fizycz­nych. Tak, to świat wykre­owa­ny jak z ówcze­sne­go żur­na­la – ary­sto­kra­ci, wyso­kiej kla­sy towa­rzy­stwo, wiecz­ne pik­ni­ki, pro­szo­ne obia­dy i bale, na któ­rych zisz­cza­ło się prze­zna­cze­nie. Świat elit XIX wie­ku. Nie­mniej świat kuszą­cy, bo dobry i baśnio­wy. I pomi­mo tych mamią­cych świe­ci­de­łek wciąż w jakiś spo­sób ade­kwat­ny.

UNIWERSALNOŚĆ

Powie­ści Jane Austen z począt­ku mogą wyda­wać się nie­co za różo­we, za pudro­wo-koron­ko­we, peł­ne dobrych manier i pięk­nych wyra­żeń. A jed­nak. My czy­tel­ni­cy pod­skór­nie czu­je­my, że cho­ciaż świat u Austen niczym nie przy­po­mi­na nasze­go świa­ta, a rze­czy­wi­stość przez te dwie­ście lat obró­ci­ła się do góry noga­mi, to prze­cież ludzie i ich uczu­cia nie zmie­ni­ły się, a pra­gnie­nia pozo­sta­ły tymi samy­mi pra­gnie­nia­mi, nawet w dwa wie­ki póź­niej. Tej uni­wer­sal­no­ści nie moż­na się oprzeć. To spra­wia, że do powie­ści Jane Austen lgnie­my jak muchy do mio­du.

A za co Wy kocha­cie Jane?


Olga Kowal­ska – twór­czy­ni i ope­ra­tor­ka blo­ga oraz vlo­ga lite­rac­kie­go Wiel­ki Buk utwo­rzo­ne­go w 2012 roku. Z wykształ­ce­nia filo­log i spe­cja­list­ka od lite­ra­tu­ry fran­cu­skiej XVIII wie­ku. Poże­racz ksią­żek, fil­mów, gier i kul­tu­ry w każ­dej posta­ci. Kone­ser­ka hor­ro­ru, gro­zy i scien­ce fic­tion wiecz­nie na tro­pie ide­al­nej opo­wie­ści.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy