Ciekawostki Felieton

Najlepsze sagi fantasy

Wie­lo­to­mo­we i wie­lo­wąt­ko­we sagi są w gatun­ku fan­ta­sy bar­dzo popu­lar­ną for­mą opo­wia­da­nia histo­rii. Odkry­wa­nie prze­zna­cze­nia boha­te­ra, wypra­wy do odle­głych kra­in, nie­koń­czą­ce się woj­ny, opi­sy dziw­nych miejsc oraz nie­zwy­kłych stwo­rzeń, intry­gi bogów i śmier­tel­ni­ków, rato­wa­nie świa­ta – to wszyst­ko zaj­mu­je spo­ro miej­sca. Myśląc o tego typu histo­riach, aż pro­si się, by roz­pla­no­wać je na co naj­mniej kil­ka gru­bych ksią­żek. Poku­sa jest sil­na i bar­dzo czę­sto ule­ga­ją jej pisa­rze sła­bi, nie potra­fią­cy udźwi­gnąć cię­ża­ru swo­ich fabuł. Na szczę­ście są też cykle wybit­ne, zapew­nia­ją­ce czy­tel­ni­kom godzi­ny fan­ta­stycz­nej roz­ryw­ki w wyima­gi­no­wa­nych świa­tach.

I dzi­siaj wła­śnie pre­zen­tu­je­my wam dzie­sięć takich sag, któ­re napraw­dę war­to znać.

Na pierw­szej pozy­cji umiesz­cza­my, rzecz jasna, „Wład­cę Pier­ście­ni” J.R.R. Tol­kie­na. Innej opcji nie było – to naj­waż­niej­szy cykl tego gatun­ku, bez nie­go wszyst­ko wyglą­da­ło­by praw­do­po­dob­nie zupeł­nie ina­czej. Sze­ścio­to­mo­wa seria (wyda­wa­na prze­waż­nie w trzech czę­ściach) powsta­wa­ła przez dwa­na­ście lat, całość opu­bli­ko­wa­no po raz pierw­szy na prze­ło­mie lat 1954 i 1955. Akcja roz­gry­wa się w Śród­zie­miu, fik­cyj­nym świe­cie, gdzie obok ludzi żyją inne rozum­ne rasy – m.in. elfy, kra­sno­lu­dy i hob­bi­ty. Są też nik­czem­ni orko­wie, prze­ra­ża­ją­ce trol­le oraz inne mon­stra, któ­ry­mi rzą­dzi ucie­le­śnie­nie zła – Sau­ron. To wła­śnie on wykuł magicz­ne pier­ście­nie, dają­ce noszą­cym je nie­zwy­kłe moce. Stwo­rzył też jeden pier­ścień dla sie­bie – ten pier­ścień mógł kon­tro­lo­wać wszyst­kie pozo­sta­łe i sta­no­wił ucie­le­śnie­nie potę­gi wład­cy mro­ku.

W momen­cie roz­po­czę­cia akcji, koń­czy się wie­lo­let­ni okres poko­ju. Poko­na­ny daw­no temu Sau­ron powra­ca i pra­gnie odzy­skać swój pier­ścień, któ­ry teraz znaj­du­je się w posia­da­niu mło­de­go hob­bi­ta imie­niem Fro­do. Fro­do, wraz z gru­pą przy­ja­ciół wyru­sza w nie­bez­piecz­ną wypra­wę, by znisz­czyć pier­ścień i na zawsze zaże­gnać zagro­że­nie ze stro­ny Sau­ro­na.

Tol­kien czer­pał peł­ny­mi gar­ścia­mi ze skan­dy­naw­skich sag i euro­pej­skich legend, ale prze­kształ­cał je na swój spo­sób, two­rząc spój­ne uni­wer­sum i na nowo popu­la­ry­zu­jąc te gatun­ki wśród czy­tel­ni­ków. „Wład­ca Pier­ście­ni” jest naj­słyn­niej­szym dzie­łem angiel­skie­go pisa­rza, jed­nak to nie jedy­ny utwór opo­wia­da­ją­cy o Śród­zie­miu. Począt­ki tego świa­ta to prze­zna­czo­ny dla dzie­ci „Hob­bit”, a znacz­nie roz­wi­nął w innych utwo­rach (adre­so­wa­nych już do doj­rzal­szych czy­tel­ni­ków): „Sil­ma­ril­lio­nie”, „Nie­do­koń­czo­nych opo­wie­ściach”, „Dzie­ciach Huri­na” i innych tek­stach. Autor zbu­do­wał olbrzy­mi, bar­dzo szcze­gó­ło­wy świat (stwo­rzył nawet wła­sny język elfów), któ­ry stał się wzo­rem dla innych pisa­rzy, jak nale­ży kre­ować wła­sne uni­wer­sa.

Saga docze­ka­ła się póki co dwóch ekra­ni­za­cji – w 1978 roku mia­ła pre­mie­rę ani­ma­cja Ral­pha Bak­shie­go, a w latach 2001–2003 na ekra­nach kin kró­lo­wa­ła try­lo­gia Pete­ra Jack­so­na. Teraz do seria­lo­wej wer­sji tej opo­wie­ści przy­mie­rza się Ama­zon.

Trzy Pier­ście­nie dla kró­lów elfów pod otwar­tym nie­bem,
Sie­dem dla wład­ców kra­sna­li w ich kamien­nych pała­cach,
Dzie­więć dla śmier­tel­ni­ków, ludzi śmier­ci pod­le­głych,
Jeden dla Wład­cy Ciem­no­ści na czar­nym tro­nie
W Kra­inie Mor­dor, gdzie zale­gły cie­nie,
Jeden, by wszyst­ki­mi rzą­dzić, Jeden, by wszyst­kie odna­leźć,
Jeden, by wszyst­kie zgro­ma­dzić i w ciem­no­ści zwią­zać
W Kra­inie Mor­dor, gdzie zale­gły cie­nie.
(Tłum.: Maria Skib­niew­ska)


 

Kolej­ne w kolej­ce jest „Koło cza­su” Rober­ta Jor­da­na. Ame­ry­kań­ski pisarz przed­sta­wił w nim świat, któ­ry odro­dził się po strasz­li­wym kata­kli­zmie, spro­wa­dzo­nym nań przez isto­tę zwa­ną Ba’alzamonem, Shai’tanem lub po pro­stu Czar­nym. Teraz nie­przy­ja­ciel ma powró­cić – oko­wy jego wię­zie­nia słab­ną, lada moment mogą pęk­nąć i wte­dy zło zno­wu zapa­nu­je. Jest na szczę­ście też boha­ter: Smok Odro­dzo­ny, inkar­na­cja Lew­sa The­ri­na Tela­mo­na – hero­sa, któ­ry za daw­nych cza­sów poko­nał Ba’alzamona. To wła­śnie Rand al’Thor, głów­ny boha­ter cyklu. Zanim jed­nak pro­ta­go­ni­sta wypeł­ni swo­je prze­zna­cze­nie, cze­ka go sze­reg prób i licz­ne pery­pe­tie.

Koło Cza­su” jest potęż­ną serią. Całość liczy pięt­na­ście tomów (łącz­nie z pre­qu­elem). To – licząc według wer­sji ory­gi­nal­nej – 4 410 036 słów. Jor­dan nie dożył nie­ste­ty fina­łu swo­jej sagi, ostat­nie czę­ści zosta­ły napi­sa­ne na pod­sta­wie jego nota­tek przez Bran­do­na San­der­so­na.

Jego wycie odbi­ło się od murów – sko­wyt czło­wie­ka, któ­ry odkrył, że sam potę­pił swą duszę. Chwy­cił się za gło­wę, jak­by chciał ode­rwać oczy od wido­ku tego, co uczy­nił. Gdzie nie spoj­rzał, wszę­dzie jego wzrok napo­ty­kał zmar­łych, poroz­ry­wa­nych, poła­ma­nych, do poło­wy pochło­nię­tych przez kamie­nie. Wszę­dzie widział pozba­wio­ne życia twa­rze, któ­re znał, twa­rze któ­re kochał. Sta­rzy słu­żą­cy, przy­ja­cie­le z dzie­ciń­stwa i wier­ni towa­rzy­sze dłu­gich lat wal­ki. I jego dzie­ci.
(Tłum.: Kata­rzy­na Kar­łow­ska)


Jak już jeste­śmy przy San­der­so­nie, to wypa­da­ło­by napi­sać o jego cyklu. A wła­ści­wie kil­ku cyklach i powie­ściach, któ­re razem dają wie­lo­świat Cosme­re. Ame­ry­kań­ski pisarz nie zado­wo­lił się stwo­rze­niem jed­ne­go uni­wer­sum – u nie­go funk­cjo­nu­je mul­ti­wer­sum, skła­da­ją­ce się z róż­nych rze­czy­wi­sto­ści.

Elan­tris” poka­zu­je świat, w któ­rym nie­gdyś funk­cjo­no­wa­ła potęż­na, dobro­czyn­na magia, a tytu­ło­we mia­sto było jej naj­ja­śniej­szym wyra­zem. Teraz moc ode­szła, a metro­po­lia popa­dła w ruinę. „Ostat­nie Impe­rium” to ponu­ra rze­czy­wi­stość, w któ­rej żela­zną ręką rzą­dzi wszech­po­tęż­ny impe­ra­tor, a cała magia opie­ra się na róż­nych meta­lach. Na ten cykl skła­da­ją się dwie try­lo­gie – akcja dru­giej roz­gry­wa się trzy­sta lat po wyda­rze­niach pierw­szej. „Roz­jem­ca” opo­wia­da o pla­ne­cie, gdzie nie­któ­rzy śmier­tel­ni­cy powra­ca­ją jako bogo­wie, a magia zależ­na od tzw. Odde­chów, pozwa­la m.in. ani­mo­wać nie­oży­wio­ne przed­mio­ty. „Archi­wum Burzo­we­go Świa­tła” prze­no­si czy­tel­ni­ka do świa­ta Roshar, nawie­dza­ne­go z jakie­goś powo­du przez wyjąt­ko­wo potęż­ne burze. Czę­ścią Cosme­re jest tak­że komik­so­wa saga „Bia­ły Pia­sek”, opo­wia­da­ją­ca o rze­czy­wi­sto­ści, gdzie żyją ludzie, potra­fią­cy mani­pu­lo­wać pia­skiem.

Cały świat zacho­wu­je się tak, jak powi­nien, poza ludź­mi. Może wła­śnie dla­te­go tak czę­sto chce­cie zabi­jać się nawza­jem.
(Tłum.: Anna Stud­nia­rek-Więch)


Mrocz­na Wie­ża” Ste­phe­na Kin­ga to nie do koń­ca saga fan­ta­sy – Król Hor­ro­ru łączy w tej serii wie­le gatun­ków (w tym gro­zę, fan­ta­sty­kę nauko­wą i western), jed­nak nawet zatwar­dzia­li fani bar­dziej „kla­sycz­nych” histo­rii powin­ni ją prze­czy­tać. Tytu­ło­wa wie­ża to budy­nek znaj­du­ją­cy się w samym cen­trum wszyst­kich świa­tów. To wła­śnie jej od wie­lu lat poszu­ku­je Roland Descha­in, ostat­ni z brac­twa rewol­we­row­ców. Na swo­jej ścież­ce boha­ter spo­ty­ka licz­nych sojusz­ni­ków i jesz­cze licz­niej­szych wro­gów – w tym tajem­ni­cze­go Czło­wie­ka w Czer­ni, będą­ce­go w mito­lo­gii auto­ra ucie­le­śnie­niem zła. Książ­ki z tej serii pisa­ne były w latach 1970 – 2012, wyda­no wte­dy w sumie osiem pozy­cji. Fabu­ła „Mrocz­nej Wie­ży” nie ogra­ni­cza się do powie­ści – roz­wi­nię­to ją w komik­sach i fil­mie. Pla­no­wa­ny jest tak­że serial. Nawią­za­nia do cyklu moż­na zna­leźć też w innych tek­stach Kin­ga.

Nasze życie jest jak zam­ki z kart. Cza­sem się wali z jakiejś przy­czy­ny, a cza­sem zupeł­nie bez powo­du.
(Tłum.: Zbi­gniew A. Kró­lic­ki)


Na naszej liście nie mogło zabrak­nąć „Pie­śni Lodu i Ognia” George’a R.R. Mar­ti­na. Miej­sce akcji – Weste­ros – opar­te jest na śre­dnio­wiecz­nej Euro­pie, a same wyda­rze­nia sil­nie inspi­ro­wa­ne są auten­tycz­ny­mi wyda­rze­nia­mi histo­rycz­ny­mi (m.in. tzw. „Woj­ną Dwóch Róż”). Głów­ny nacisk poło­żo­ny jest na wal­kę mię­dzy moż­ny­mi roda­mi – spi­ski, soju­sze, zdra­dy, star­cia zbroj­ne. Mar­tin zbu­do­wał pory­wa­ją­cy (a zara­zem wia­ry­god­ny) obraz zależ­no­ści mię­dzy gra­cza­mi na tam­tej­szej sce­nie poli­tycz­nej – to na tym opie­ra się więk­szość akcji. Mar­tin nie oszczę­dza swo­ich boha­te­rów, budu­je prze­ko­nu­ją­cą fabu­łę, gdzie nikt nie może czuć się bez­piecz­nie. Jego świat jest okrut­ny, a prze­ciw­ni­cy bez­względ­ni. Magia w Weste­ros funk­cjo­nu­je, nie jest jed­nak czymś powszech­nym, wła­dać nią potra­fią nie­licz­ne posta­cie. Podob­nie rzad­kie są wszel­kie zja­wi­ska „nad­przy­ro­dzo­ne” – więk­szość z nich trak­tu­je się jako baj­ki, nie mają­ce więk­sze­go wpły­wu na życie zwy­kłych ludzi. Z bie­giem akcji jed­nak, poja­wia się coraz wię­cej nie­zwy­kłych zda­rzeń: na pół­no­cy zbie­ra się armia nie­umar­łych, powra­ca­ją smo­ki, a nie­któ­re prze­po­wied­nie zda­ją się powo­li speł­niać. Wszyst­kie zna­ki wska­zu­ją, że świat cze­ka wiel­ka bitwa pomię­dzy armia­mi ludzi a prze­ra­ża­ją­cy­mi isto­ta­mi zza wiel­kie­go muru. Pierw­szy tom („Gra o tron”) uka­zał się w 1996 roku – od tego cza­su wyda­no ich w sumie pięć. To jed­nak nie koniec, autor zapo­wie­dział, że powsta­ną jesz­cze przy­naj­mniej dwa. Dużo szyb­ciej pozna­my zakoń­cze­nie tej histo­rii z seria­lu pro­duk­cji HBO – fina­ło­wy sezon zosta­nie wyemi­to­wa­ny w przy­szłym roku.

Nigdy nie zapo­mi­naj o tym, kim jesteś, bo świat na pew­no o tym nie zapo­mni. Uczyń z tego swo­ją siłę, a wte­dy prze­sta­nie to być two­im sła­bym punk­tem. Zrób z tego swo­ją zbro­ję, a nikt nie uży­je tego prze­ciw­ko tobie.
(Tłum.: Paweł Kruk)

 


Opo­wie­ści z Mala­zań­skiej Księ­gi Pole­głych” Ste­ve­na Erik­so­na przed­sta­wia­ją histo­rię potęż­ne­go impe­rium, znaj­du­ją­ce­go się w okrut­nym świe­cie, roz­dzie­ra­nym nie­koń­czą­cy­mi się woj­na­mi. Obok ludzi ist­nie­ją inne inte­li­gent­ne rasy, a magia jest na porząd­ku dzien­nym. Zda­wa­ło­by się – stan­dar­do­we fan­ta­sy. Jed­nak autor raz za razem prze­ła­mu­je kolej­ne sche­ma­ty gatun­ku, nie­ustan­nie zaska­ku­jąc czy­tel­ni­ka. Głów­ny cykl skła­da się z dzie­się­ciu tomów. Do tego docho­dzi sześć powie­ści z serii „Impe­rium Mala­zań­skie” (napi­sa­nych przez Iana Came­ro­na Essle­mon­ta, któ­ry był współ­twór­cą tego świa­ta w momen­cie kie­dy powsta­wał on na potrze­by mecha­ni­ki GURPS), dwa trzy­czę­ścio­we pre­qu­ele: „Khar­ka­nas” i „Path of Ascen­den­cy” (rów­nież autor­stwa Essle­mon­ta) oraz spin-off, „Opo­wie­ści o Bau­che­la­inie i Kor­ba­lu Bro­achu” (sześć ksią­żek). Erik­son pla­nu­je w przy­szłym roku roz­po­cząć kon­ty­nu­ację głów­nej serii.

Col­ta­ine poprzez poża­ry
wle­cze się z cichym szczę­kiem.
Wiatr tur­la kości żoł­nie­rzy,
nie­na­wiść dosta­li w podzię­ce.
Col­ta­ine pro­wa­dzi sznur psów
wciąż kąsa­ją­cych go w rękę
Col­ta­ine krwa­wą pię­ścią toru­je
dro­gę do domu przez mękę.
Wiatr nie­sie sło­wa uchodź­ców,
peł­ną wyrzu­tu pio­sen­kę.
Col­ta­ine pro­wa­dzi sznur psów
wciąż kąsa­ją­cych go w rękę.
(Tłum.: Michał Jaku­szew­ski)


Cykl „Maji­po­or” Rober­ta Silver­ber­ga zawie­ra w sobie moty­wy wła­ści­we dla fan­ta­sy z ele­men­ta­mi scien­ce-fic­tion. Akcja ma miej­sce na odle­głej pla­ne­cie, któ­ra obec­nie jest świa­tem dosyć zaco­fa­nym – mimo iż wciąż moż­na zauwa­żyć tam śla­dy wcze­śniej­szej, wyso­ko roz­wi­nię­tej cywi­li­za­cji. Glob zamiesz­ku­ją ludzie oraz wie­le innych rozum­nych ras. Część z nich potra­fi wła­dać magią. Wła­dze spra­wu­ją tam czte­ry oso­by (w póź­niej­szych tomach – pięć), a dwie z nich mogą wpły­wać na sny miesz­kań­ców. A to dopie­ro począ­tek nie­zwy­kło­ści, jakie kry­je w sobie Maji­po­or. Cała saga liczy osiem tomów i każ­dy z nich wypeł­nio­ny jest fan­ta­stycz­ny­mi pomy­sła­mi.

I kie­dy tak odpo­czy­wał, usły­szał stu­kot toczą­cych się z góry kamy­ków. Nie­spiesz­nie spoj­rzał za sie­bie. Dro­gą, któ­rą przed chwi­lą przy­szedł, jechał kon­no mło­dy pastuch, chło­piec o sło­mia­nych wło­sach i pie­go­wa­tej twa­rzy. Za nim podą­ża­ło pięt­na­ście, może dwa­dzie­ścia pur­pu­ro­wo­skó­rych wierz­chow­ców, spa­sio­nych i lśnią­cych, nie­wąt­pli­wie dobrze doglą­da­nych.
(Tłum.: Hele­na Michal­ska)


Rów­nież „Kro­ni­ki Ambe­ru” Roge­ra Zela­zne­go są serią, w któ­rej moż­na dostrzec zarów­no wąt­ki fan­ta­sy, jak i scien­ce-fic­tion. Dzie­się­cio­czę­ścio­wa saga (wyda­na tak­że w posta­ci dwóch gru­ba­śnych tomów) dzie­li się na dwa cykle. Pierw­szy kon­cen­tru­je się na posta­ci księ­cia Cor­wi­na, cier­pią­ce­go na amne­zję i nie­zda­ją­ce­go sobie spra­wy ze swo­je­go praw­dzi­we­go pocho­dze­nia. Po tym jak znik­nął jego ojciec, a jeden z krew­nia­ków sta­rał się go zabić, boha­ter odkry­wa swo­ją toż­sa­mość i wra­ca, by sta­nąć do wal­ki o należ­ny mu tron. Dru­gi to opo­wieść o losach Mer­li­na, syna Cor­wi­na. W pierw­szej deka­dzie XXI wie­ku powsta­wał rów­nież cykl pre­qu­elo­wy, two­rzo­ny przez Joh­na Betan­co­ur­ta, jed­nak nie spo­tkał się ze spe­cjal­nie przy­chyl­nym przy­ję­ciem fanów Zela­zne­go, a z powo­du ban­kruc­twa wydaw­nic­twa, nie został nigdy ukoń­czo­ny – uka­za­ły się czte­ry, z zapo­wia­da­nych pię­ciu powie­ści. Rze­czy­wi­stość opi­sa­na w „Kro­ni­kach…” skła­da się z dwóch świa­tów praw­dzi­wych: Ambe­ru i Dwor­ców Cha­osu. Pomię­dzy nimi znaj­du­ją się świa­ty-cie­nie – jed­nym z nich jest nasza Zie­mia. Przed­sta­wi­cie­le kró­lew­skie­go rodu Ambe­ru posia­da­ją nie­zwy­kłe umie­jęt­no­ści, pozwa­la­ją­ce im na kon­tro­lo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści i podró­żo­wa­nie mię­dzy wymia­ra­mi.

- Dla­cze­go ta część oce­anu ota­cza­ją­ca sobo­wtó­ra Ambe­ru tak się róż­ni od innych wód? – spy­ta­łem.
- Bo tak jest – odpar­ła Deir­dre, co mnie ziry­to­wa­ło.
(Tłum.: Blan­ka Kucz­bor­ska)


Czar­na kom­pa­nia” Gle­na Cooka to seria z gatun­ku dark fan­ta­sy, opo­wia­da­ją­ca o losach tytu­ło­we­go oddzia­łu najem­ni­ków. Ich histo­ria roz­gry­wa się pod­czas wojen cza­row­ni­ków. Gru­pa zosta­je wyna­ję­ta przez Panią, potęż­ną, złą isto­tę, któ­ra wła­śnie powró­ci­ła z Kra­iny Kur­ha­nów. Boha­te­ro­wie szyb­ko odkry­wa­ją, że popeł­ni­li olbrzy­mi błąd i zosta­ją wplą­ta­ni w wyda­rze­nia znacz­nie ich prze­ra­sta­ją­ce. Fabu­ła Cooka jest bru­tal­na, a świat przez nie­go wykre­owa­ny mrocz­ny. Tu nie ma łatwych roz­wią­zań, każ­de małe zwy­cię­stwo oku­pio­ne jest krwią. Posta­ci nie mają łatwo. I w tym cały urok serii ame­ry­kań­skie­go auto­ra. Dotych­czas uka­za­ło się dzie­więć czę­ści i dwa spin-offy – autor zapo­wie­dział jesz­cze jed­ną powieść, wień­czą­cą cały cykl. W pla­nach jest rów­nież serial tele­wi­zyj­ny.

Zło jest poję­ciem względ­nym, kro­ni­ka­rzu. Nie moż­na zawie­sić na nim wywiesz­ki. Nie moż­na go dotknąć, posma­ko­wać czy ciąć go mie­czem. Gdzie jest zło, zale­ży od tego, w któ­rym miej­scu sto­isz, wska­zu­jąc oskar­ży­ciel­sko pal­cem.
(Tłum.: Michał Jaku­szew­ski)


Na koniec mamy coś z nasze­go podwór­ka – „Opo­wie­ści z meekhań­skie­go pogra­ni­cza”. Pew­nie wie­lu czy­tel­ni­ków widzia­ło­by w tym miej­scu „Sagę o wiedź­mi­nie”, jed­nak my uwa­ża­my, że cykl Rober­ta M. Wegne­ra two­rzo­ny jest z więk­szym roz­ma­chem i bar­dziej pasu­je do innych pozy­cji w tym zesta­wie­niu.

Autor zaczął od dwóch tomów opo­wia­dań, któ­re łączy­ły się w więk­szą fabu­łę, a roz­po­czę­te w nich wat­ki zna­la­zły swo­je roz­wi­nię­cia w peł­no­praw­nych powie­ściach (nie­daw­no uka­za­ła się trze­cia z nich). Zgod­nie z tytu­łem – więk­szość akcji roz­gry­wa się na pogra­ni­czu potęż­ne­go impe­rium Meekha­nu, impe­rium, w któ­rym żyją róż­ne naro­dy i kul­tu­ry, a każ­da z nich ma swo­ich bogów i swo­je spo­so­by wła­da­nia magią. Magią potęż­ną i groź­ną – prze­waż­nie bar­dzo trud­ną do kon­tro­lo­wa­nia. Boha­te­ra­mi Wegne­ra są zwy­kle pro­ści ludzie, któ­ry w mia­rę roz­wo­ju akcji wplą­tu­ją się w coraz więk­sze awan­tu­ry – takie, w któ­re zamie­sza­na jest wiel­ka poli­ty­ka, moż­ni tego świa­ta, a nawet demo­ny i bogo­wie. Pisarz stwo­rzył świat boga­ty, któ­ry suk­ce­syw­nie roz­wi­ja w kolej­nych tek­stach. Widać w nim inspi­ra­cję m.in. impe­rium Per­sów, sta­ro­żyt­nym Rzy­mem, cywi­li­za­cją Mon­go­łów – jed­nak tro­pów jest dużo wię­cej, Wegner nie ogra­ni­cza się do naj­bar­dziej oczy­wi­stych źró­deł, czer­pie z naj­dal­szych zakąt­ków nasze­go glo­bu. Duży nacisk kła­dzio­ny jest na opi­sa­nie oraz wyja­śnie­nie zwy­cza­jów poszcze­gól­nych ludów. Dzię­ki temu Meekhan i sąsied­nie kra­iny są tak prze­ko­nu­ją­ce i fascy­nu­ją­ce.

Pięć­set lat temu Meekhań­czy­cy wyma­sze­ro­wa­li z odle­głych o kil­ka­set mil gór na połu­dniu, wal­cząc wście­kle z każ­dym wojow­ni­czym kul­tem, któ­ry w tam­tych cza­sach sza­lał pomię­dzy Góra­mi Krze­mien­ny­mi a szczy­ta­mi Ansar Kir­reh. Roz­bi­li Świą­ty­nię Reagwy­ra, pod­bi­li zie­mie zhoł­do­wa­ne przez kapła­nów Laal Sza­ro­wło­sej, a czci­cie­li jej sio­stry, Kan’ny, wybi­li nie­mal do nogi.

To nasza dzie­siąt­ka. Któ­re z tych sag czy­ta­li­ście? Na jakie macie teraz ocho­tę? A jakie – z tych, któ­rych tu nie wymie­ni­li­śmy – pole­ci­li­by­ście innym czy­tel­ni­kom?

 

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy