Ciekawostki Ekranizacje

Na 4 lipca – najlepsza literatura amerykańska

Sta­ny Zjed­no­czo­ne to kraj jede­na­stu lau­re­atów nagro­dy Nobla[1] w dzie­dzi­nie lite­ra­tu­ry, co sytu­uje go na dru­gim miej­scu w licz­bie zdo­byw­ców tej naj­waż­niej­szej nagro­dy lite­rac­kiej. Wśród nobli­stów ame­ry­kań­skich zna­leź­li się powie­ścio­pi­sa­rze, ese­iści, dra­ma­to­pi­sa­rze, a nawet autor tek­stów pio­se­nek. “Naj­śwież­szy” lau­re­at nagro­dy, Bob Dylan, pocho­dzi wła­śnie ze Sta­nów i na pew­no w naszym prze­wod­ni­ku nie zabrak­nie tego akcen­tu.

Tradycja

Sto­sun­ko­wo mło­da tra­dy­cja lite­rac­ka Ame­ry­ka­nów nie czy­ni jej wca­le gor­szą od jej star­szych sióstr. Jej “świe­żość” moż­na wręcz uznać za pewien atut. Począt­ki kształ­to­wa­nia się lite­ra­tu­ry naro­do­wej Sta­nów Zjed­no­czo­nych się­ga­ją XVIII wie­ku – okre­su naj­więk­sze­go osie­dla­nia się Euro­pej­czy­ków – i przez to ame­ry­kań­ska kul­tu­ra w oczy­wi­sty spo­sób nawią­zu­je do dzie­dzic­twa euro­pej­skie­go, a ści­ślej ujmu­jąc – anglo­ję­zycz­ne­go. Siła Sta­nów Zjed­no­czo­nych zbu­do­wa­na zosta­ła na imi­gran­tach na prze­strze­ni kil­ku­set lat, począw­szy od przy­by­cia osie­dleń­ców z Hisz­pa­nii, Wysp Bry­tyj­skich, Por­tu­ga­lii czy Włoch, póź­niej na ląd spły­wa­ły fale emi­gran­tów z innych zakąt­ków świa­ta, ze wszyst­kich kon­ty­nen­tów. Dla­te­go nie da się jed­no­znacz­nie okre­ślić iden­ty­fi­ka­cji raso­wej czy etnicz­nej Ame­ry­ka­nów zamiesz­ku­ją­cych kon­ty­nent. Trze­ba rów­nież pamię­tać, że sys­tem gospo­dar­czy kra­ju opie­rał się w głów­nej mie­rze na nie­wol­nic­twie i wyzy­sku rdzen­nej spo­łecz­no­ści. Ofi­cjal­nie nie­wol­nic­two zosta­ło decy­zją Kon­gre­su znie­sio­ne w sta­nach pół­noc­nych i pół­noc­no-zachod­nich w 1787 roku, z cza­sem dele­ga­li­zo­wa­ne było w kolej­nych czę­ściach kra­ju. Segre­ga­cja raso­wa przy­no­si­ła jed­nak krwa­we żni­wo jesz­cze przez dłu­gi czas. Z powo­du sil­nych podzia­łów mię­dzy bia­łą a afro­ame­ry­kań­ską spo­łecz­no­ścią powsta­ła szan­sa na wytwo­rze­nie się osob­ne­go “czar­ne­go” dzie­dzic­twa. Wie­lu miesz­kań­ców Sta­nów to rów­nież imi­gran­ci z Ame­ry­ki Połu­dnio­wej, lite­ra­tu­ra ame­ry­kań­ska nace­cho­wa­na jest zatem sil­ny­mi wpły­wa­mi zagra­nicz­ny­mi, nie jest tak jed­no­li­ta, jak choć­by nasza rodzi­ma, pol­ska.

Ame­ry­ka to tak­że kraj wiel­kich kon­tra­stów. Mimo że Sta­ny Zjed­no­czo­ne były pierw­szym kra­jem na świe­cie, któ­ry uchwa­lił kon­sty­tu­cję, to w nie­któ­rych sta­nach nie­wol­nic­two pano­wa­ło legal­nie nawet do dru­giej poło­wy XIX wie­ku, a zrów­na­nie praw wybor­czych bia­łych i czar­nych oby­wa­te­li nastą­pi­ło dopie­ro w 1964 roku. Z dru­giej stro­ny jest to miej­sce, w któ­rym schro­nie­nie zna­leź­li Żydzi ucie­ka­ją­cy z Euro­py przed repre­sja­mi, w któ­rym sto­sun­ko­wo szyb­ko zaczę­ły dzia­łać ruchy LGBTQ, któ­re było ojczy­zną rewo­lu­cji sek­su­al­nej i oby­cza­jo­wej mają­cej duży wpływ na ame­ry­kań­ską kul­tu­rę. W poniż­szym zesta­wie­niu chcia­łem wyróż­nić kil­ku auto­rów, któ­rzy w ogrom­nym stop­niu przy­czy­ni­li się do roz­kwi­tu ame­ry­kań­skiej tra­dy­cji, któ­rzy ją kształ­to­wa­li, prze­ra­bia­li, kry­ty­ko­wa­li i wychwa­la­li. Nie ma szans na to, by taka lista była obiek­tyw­na, prze­kro­jo­wa, rze­tel­na i spra­wie­dli­wa, jed­nak jej celem jest zło­że­nie hoł­du wybra­nym pisa­rzom i przy­bli­że­nie ich twór­czo­ści czy­tel­ni­kom.

Wyrusz z nami w podróż, tyl­ko wybierz kie­ru­nek!

W stronę żelaznej klasyki

Capote

W 1966 roku uka­za­ła się powieść “Z zim­ną krwią” Tru­ma­na Capo­te, któ­re­mu przy­pi­su­je się zapo­cząt­ko­wa­nie ery non-fic­tion. Autor tłu­ma­czył, że chce pisać wcią­ga­ją­ce książ­ki, któ­re czy­ta się jak fik­cyj­ne powie­ści, z tą róż­ni­cą, że ich fabu­ła w cało­ści two­rzo­na jest w opar­ciu o wyda­rze­nia praw­dzi­we. “Z zim­ną krwią” przed­sta­wia auten­tycz­ne losy czte­ro­oso­bo­wej rodzi­ny Clut­te­rów – rodzi­ców i dwój­ki ich dzie­ci – bru­tal­nie zamor­do­wa­nych przez psy­cho­pa­tycz­nych mor­der­ców. W swo­jej powie­ści Capo­te odtwa­rza zbrod­nię, opi­su­je pro­ces sądo­wy oraz to, co ze ska­za­ny­mi dzia­ło się po wyda­niu wyro­ku. W swo­jej książ­ce sta­rał się dojść do tego, co było fak­tycz­nym powo­dem zbrod­ni.

Od tam­tej pory gatu­nek suk­ce­syw­nie się roz­wi­ja, cze­go przy­kła­dem może być przy­zna­nie Swie­tła­nie Alek­si­je­wicz lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla wła­śnie za książ­ki pisa­ne w duchu non-fic­tion. Rów­nież w Pol­sce gatu­nek zyski­wał na popu­lar­no­ści, a dobrym potwier­dze­niem może być suk­ces serii Toma­sza Sekiel­skie­go, któ­ry zapra­sza zna­nych pisa­rzy do tego, by wzo­rem Capote’a opi­sa­li w for­mie powie­ści wybra­ne bru­tal­ne zbrod­nie, któ­rych doko­na­no w naszym kra­ju.

Z zim­ną krwią” to moc­na, praw­dzi­wa, wcią­ga­ją­ca histo­ria, któ­ra nie pozwo­li czy­tel­ni­ko­wi ode­rwać się od lek­tu­ry w cza­sie cie­płych let­nich wie­czo­rów.

Fitzgerald

Fran­cis Scott Fit­zge­rald był nie tyl­ko pisa­rzem, ale rów­nież sce­na­rzy­stą fil­mo­wym. Fit­zge­rald od uro­dze­nia był ska­za­ny na bycie bar­dzo “ame­ry­kań­skim” – inspi­ra­cją dla jego rodzi­ców do nada­nia mu tych dwu imion był jego dal­szy kuzyn Fran­cis Scott Key – autor słów hym­nu naro­do­we­go USA.

Przed­sta­wia­jąc lite­ra­tu­rę i histo­rię Sta­nów Zjed­no­czo­nych, nie moż­na pomi­nąć burz­li­wych lat 20. XX wie­ku, lat sprzed Wiel­kie­go Kry­zy­su, okre­su roz­wo­ju i gospo­dar­czej pro­spe­ri­ty, zło­tej ery jaz­zu, ale rów­nież sze­rzą­cej się zor­ga­ni­zo­wa­nej prze­stęp­czo­ści. Naj­bar­dziej zna­na współ­cze­śnie powieść Fit­zge­ral­da “Wiel­ki Gats­by”, któ­rej akcja roz­gry­wa się wła­śnie w tam­tej epo­ce, opo­wia­da o przed­sta­wi­cie­lu wyż­szych sfer Jay’u Gats­bym, orga­ni­zu­ją­cym wystaw­ne kola­cje, żyją­cym w prze­py­chu, ale jed­no­cze­śnie kry­ją­cym w sobie jakąś tajem­ni­cę. Książ­ka znaj­du­je się obec­nie w ame­ry­kań­skim kano­nie lek­tur dla szkół śred­nich, jed­nak za życia pisa­rza sprze­da­ło się tyl­ko kil­ka­dzie­siąt tysię­cy egzem­pla­rzy. Fit­zge­rald zmarł przed­wcze­śnie w wie­ku zale­d­wie 44 lat w wyni­ku zawa­łu ser­ca, do któ­re­go przy­czy­ni­ło się jego uza­leż­nie­nie od alko­ho­lu. Książ­ka zyska­ła popu­lar­ność po jego śmier­ci, po tym jak zosta­ła wzno­wio­na w 1953 roku. Dziś ucho­dzi za jed­ną z naj­waż­niej­szych powie­ści ame­ry­kań­skich, docze­ka­ła się pię­ciu gło­śnych ekra­ni­za­cji – war­te wyróż­nie­nia są dwie: jed­na z 1974 roku z Rober­tem Red­for­dem w roli głów­nej i dru­ga z Leona­do DiCa­prio z 2013.

Wiel­kie­go Gatsby’ego” war­to prze­czy­tać głów­nie dla­te­go, że jest krót­ką, ale za to nie­zwy­kle inten­syw­ną książ­ką, któ­rą Fit­zge­rald osa­dził w jed­nym z naj­cie­kaw­szych okre­sów w histo­rii Sta­nów Zjed­no­czo­ny, ponad­to jest wyśmie­ni­cie napi­sa­na.

Twain

Oli­ver Twist, Ali­cja z Kra­iny Cza­rów, Pip­pi, Ania z Zie­lo­ne­go Wzgó­rza… Wśród kla­sycz­nych mło­dych boha­te­rów książ­ko­wych nie może zabrak­nąć Huc­ka Fin­na i Tom­ka Sawy­era. Ich lite­rac­kim kre­ato­rem jest gigant, nazwa­ny przez Wil­lia­ma Faulk­ne­ra “ojcem ame­ry­kań­skiej lite­ra­tu­ry” – Mark Twa­in. Tak napraw­dę nazy­wał się Samu­el Lan­ghor­ne Cle­mens, a pseu­do­nim pocho­dzi z lat, gdy był pilo­tem paro­stat­ku. Lata pra­cy na rze­ce Mis­si­si­pi opi­sał póź­niej w swo­jej auto­bio­gra­fii. Jego imie­niem i nazwi­skiem zosta­ła nazwa­na jed­na z pla­ne­to­id.

W zesta­wie­niu musi zna­leźć się miej­sce dla ksią­żek poświę­co­nych młod­szym czy­tel­ni­kom. Mowa o “Przy­go­dach Tom­ka Sawy­era” i ich kon­ty­nu­acji “Przy­go­dach Huc­ka Fin­na”. Przez pry­zmat opo­wie­ści dla mło­dzie­ży Twa­in przed­sta­wił obraz Ame­ry­ki II poło­wy XIX wie­ku.  Huck i Tomek w swo­ich przy­go­dach mie­rzą się z pro­ble­ma­mi współ­cze­sne­go im kra­ju – są świad­ka­mi napa­dów, aktów rasi­zmu, podzia­łów mię­dzy Pół­no­cą a Połu­dniem. Twa­in bar­dzo dużo podró­żo­wał, zdą­żył obje­chać wie­le sta­nów, widocz­ne jest to rów­nież w jego książ­kach, w któ­rych boha­te­ro­wie spo­ty­ka­ją ludzi ze wszyst­kich stron kon­ty­nen­tu. To pozwa­la na przed­sta­wie­nie prze­kro­ju spo­łecz­ne­go ówcze­snej Ame­ry­ki. O dwój­ce mło­dych chło­pa­ków miesz­ka­ją­cych w St. Peters­bur­gu w sta­nie Mis­si­si­pi Twa­in napi­sał czte­ry książ­ki. Kolej­ne sześć miał w pla­nach, ale nie uda­ło mu się ich dokoń­czyć.

W stronę grozy – królowie horroru

Poe

Nie­kwe­stio­no­wa­nym kró­lem ame­ry­kań­skie­go opo­wia­da­nia gro­zy jest Edgar Allan Poe, two­rzą­cy w pierw­szej poło­wie XIX wie­ku. Pisarz był wyznaw­cą i prak­ty­kiem krót­kiej for­my, a pisa­nie opo­wia­dań tłu­ma­czył nie­chę­cią do prze­ry­wa­nia czy­ta­nia, odry­wa­nia się od dłu­gich powie­ści, wycho­dze­nia z opo­wie­ści. Dla­te­go więk­szość jego utwo­rów to tek­sty “na raz”, moż­li­we do prze­czy­ta­nia w kil­ka­na­ście minut, nazy­wa­ne cza­sem „dzie­ła­mi jed­ne­go suspen­su”.

Jego nowel­ki są szo­ku­ją­ce, bru­tal­ne, inten­syw­ne i zagad­ko­we. Poe w znacz­nym stop­niu przy­czy­nił się nie tyl­ko do roz­wo­ju lite­ra­tu­ry gro­zy, ale rów­nież kry­mi­na­łu. Uzna­je się go za twór­cę jed­ne­go z pierw­szych detek­ty­wów lite­rac­kich – w nowe­lach “Zabój­stwo przy Rue Mor­gue” czy “Skra­dzio­ny list” poja­wia się postać inspek­to­ra C. Augu­ste Dupi­na. Poe bez prze­rwy inspi­ru­je arty­stów na całym świe­cie, odwo­ły­wa­li się do nie­go m.in. Love­craft, Arthur Conan Doy­le, Char­les Bau­de­la­ire. Od począt­ku powsta­nia kina na pod­sta­wie jego tek­stów two­rzo­ne są licz­ne adap­ta­cje.

Lovecraft

Kolej­nym dowo­dem na to, że lite­ra­tu­ra fan­ta­stycz­na i gro­zy może być war­to­ścio­wa, jest wpływ, jaki na roz­wój współ­cze­snej kul­tu­ry mia­ła twór­czość Howar­da Phi­lip­sa Love­cra­fta. Za  życia Love­craft nie był tak doce­nia­ny jak współ­cze­śni mu pisa­rze “wyso­kiej” lite­ra­tu­ry – Hemin­gway czy Fit­zge­rald – jed­nak obec­nie da się zauwa­żyć, jak rady­kal­nie, wraz z roz­wo­jem kine­ma­to­gra­fii, tech­no­lo­gii, środ­ków popkul­tu­ro­we­go prze­ka­zu, wro­sła jego popu­lar­ność.

Na pod­sta­wie jego dzieł da się wyróż­nić kil­ka wyraź­nych cech, któ­re moż­na ubrać w hasło “hor­ror love­cra­ftow­ski” – stał się on kano­nicz­nym mode­lem opo­wie­ści, do któ­re­go współ­cze­śnie odwo­łu­ją się twór­cy na całym świe­cie. Boha­te­ro­wie Love­cra­fta czę­sto popa­da­li w obłęd, byli odizo­lo­wa­ni od spo­łe­czeń­stwa, cecho­wa­li się ponad­prze­cięt­ną inte­li­gen­cją, jed­nak czę­sto nie mogli odna­leźć roz­wią­za­nia dla spo­ty­ka­ją­cych ich prze­ciw­no­ści losu, nie umie­li nawet dokład­nie opi­sać tego, co zoba­czy­li i prze­ży­li. Love­craft zna­ny jest przede wszyst­kim ze stwo­rze­nia wła­snej mito­lo­gii i posta­ci Wiel­kich Przed­wiecz­nych, w tym Cthul­hu. W swo­ich opo­wia­da­niach sto­so­wał suspens, wpro­wa­dzał czy­tel­ni­ka w stan para­noi, sku­piał się na zary­so­wa­niu prze­żyć psy­chicz­nych swo­ich posta­ci, a mniej­szą uwa­gę poświę­cał opi­som scen peł­nych bru­tal­no­ści.

O wiel­ko­ści Love­cra­fta może świad­czyć wspo­mnia­ny już wpływ na kul­tu­rę współ­cze­sną. Na pod­sta­wie jego twór­czo­ści powsta­ło prze­szło 40 ekra­ni­za­cji, wyso­ko- i nisko­bu­dże­to­wych, kil­ka­na­ście komik­sów, nie­zli­czo­na ilość gier kom­pu­te­ro­wych, kar­cia­nych i plan­szo­wych. Do Mito­lo­gii Wiel­kie­go Przed­wiecz­ne­go odwo­ły­wa­li się pisa­rze: Gra­ham Master­ton, Neil Gaiman, Ter­ry Prat­chett, Ste­phen King, Andrzej Pili­piuk, Euge­niusz Dęb­ski, a książ­kę-esej poświę­cił mu Micha­el Houel­le­be­cq. Mito­lo­gia Cthul­hu sil­ne pięt­no odci­snę­ła na muzy­ce. Naj­bar­dziej widocz­na była fascy­na­cja Kir­ka Ham­me­ta i Clif­fa Bur­to­na – kolej­no gita­rzy­sty i zmar­łe­go basi­sty zespo­łu Metal­li­ca – któ­ra skut­ko­wa­ła powsta­niem trzech pio­se­nek odwo­łu­ją­cych się do Cthul­hu. Na swo­im dru­gim albu­mie – “Ride the Light­ning” – zespół umie­ścił pio­sen­kę pt. “The Call of Ktu­lu”, na “Master of Pup­pets” moż­na usły­szeć “The Things That Sho­uld not Be”, jest jesz­cze “Dre­am no more” na wyda­nym w 2016 roku albu­mie “Har­dwi­red… To self destruct”. Pro­za Love­cra­fta inspi­ro­wa­ła rów­nież inne zespo­ły meta­lo­we –  z taki­mi sła­wa­mi jak Sama­el, The­rion, Sep­tic Flesh, The Vision Ble­ak, Cra­dle Of Filth i Vader na cze­le. Jed­nak nie tyl­ko wśród wyko­naw­ców cięż­kiej muzy­ki wybrzmie­wa echo Cthul­hu. Do mito­lo­gii Love­cra­fta odwo­ły­wa­li się rów­nież DJ deadmau5, pro­gre­syw­no-roc­ko­wy zespół Cthul­hu Rise, two­rzą­cy w latach 60. psy­cho­de­licz­ne­go roc­ka zespół H.P. Love­craft oraz, rzecz jasna, arty­ści two­rzą­cy muzy­kę nastro­jo­wą i ambien­to­wą, np. pro­jekt Cryo Cham­ber Col­la­bo­ra­tion.

 

Pro­za Love­cra­fta naj­le­piej nada­je się do czy­ta­nia wie­czo­ra­mi, w nocy, w zacisz­nej chat­ce na wsi, z dala od miej­skie­go zgieł­ku. Pro­po­zy­cją na waka­cje są rzecz jasna jego kul­to­we opo­wia­da­nia, w któ­rych nie może zabrak­nąć oczy­wi­ście Wiel­kich Przed­wiecz­nych.

King

Jed­nym z naj­po­czyt­niej­szych pisa­rzy na świe­cie jest Ste­phen King, autor ponad 60 powie­ści i zbio­rów opo­wia­dań, któ­re sprze­da­ły się na całym świe­cie w nakła­dzie kil­ku­set milio­nów egzem­pla­rzy, a na ich pod­sta­wie powsta­ło pra­wie 100 fil­mów i seria­li. King ma ogrom­ny wpływ na pro­pa­go­wa­nie ame­ry­kań­skiej popkul­tu­ry, jest jed­nym z jej naj­więk­szych amba­sa­do­rów. W swo­ich książ­kach archi­wi­zu­je ame­ry­kań­ską codzien­ność, obna­ża ste­reo­ty­py, two­rzy iko­nicz­ne posta­ci. Wie­le jego powie­ści oscy­lu­je wokół auten­tycz­nych wyda­rzeń: kon­flik­tów zbroj­nych, zama­chów; King czę­sto poru­sza praw­dzi­we wąt­ki poli­tycz­ne, podej­mu­je tema­ty­kę rasi­zmu i prze­mo­cy. Jed­na z jego naj­dłuż­szych ksią­żek “Dal­las ‘63” bez­po­śred­nio opo­wia­da o zama­chu na pre­zy­den­ta Kennedy’ego.

King sam sie­bie nazy­wa rze­mieśl­ni­kiem, napi­sał nawet pod­ręcz­nik “Jak pisać. Pamięt­nik rze­mieśl­ni­ka”. Dzię­ki żela­znej dys­cy­pli­nie jest w sta­nie w nie­wiel­kim odstę­pie cza­su napi­sać opa­słe powie­ści, zda­rza­ło mu się wydać kil­ka ksią­żek w cią­gu jed­ne­go roku (np. w 1987 roku uka­za­ły się “Stu­ko­stra­chy”, Mise­ry”,Oczy smo­ka” i dru­gi tom gło­śne­go cyklu “Mrocz­na wie­ża”).

Na waka­cje zde­cy­do­wa­nie pole­ca­my “Lśnie­nie”, któ­re­go nie spo­sób nie wymie­nić w tym zesta­wie­niu. Trze­cia powieść Ste­phe­na Kin­ga, wyda­na w 1977 roku, przed­sta­wia losy pisa­rza Jac­ka Torrance’a, któ­ry wraz z żoną i dziec­kiem ma pil­no­wać hote­lu Pano­ra­ma. Syn Torrance’a ma zdol­no­ści parap­sy­chicz­ne i widzi dzię­ki nim róż­ne okrop­no­ści, któ­re wyda­rzy­ły się w tym miej­scu w prze­szło­ści. W książ­ce znaj­du­je się wątek auto­bio­gra­ficz­ny – głów­ny boha­ter powie­ści, podob­nie jak King, pra­co­wał jako nauczy­ciel angiel­skie­go w szko­le i bory­kał się uza­leż­nie­niem od alko­ho­lu[2]. Na pod­sta­wie powie­ści powstał kul­to­wy hor­ror w reży­se­rii Stan­leya Kubric­ka z gło­śną rolą Jac­ka Nichol­so­na.

W stro­nę fan­ta­sty­ki – elek­trycz­ne owce, smo­ki, kosmi­ci i magia

Ame­ry­kań­skiej popkul­tu­rze nie­wąt­pli­wą chlu­bę przy­no­si fan­ta­sty­ka, to wła­śnie Sta­ny Zjed­no­czo­ne są ojczy­zną dwóch naj­więk­szych gigan­tów komik­so­wych – Marve­la i DC. Fan­ta­sty­ka i sze­ro­ko poję­te scien­ce fic­tion są istot­ny­mi gałę­zia­mi hol­ly­wo­odz­kie­go prze­my­słu fil­mo­we­go. Jed­nak nale­ży pamię­tać, że bez dobrych sce­na­riu­szy i powie­ści więk­szość zna­ko­mi­tych adap­ta­cji by nie powsta­ła.

W pierw­szej kolej­no­ści war­to się­gnąć po Phi­li­pa Dic­ka, nie­kwe­stio­no­wa­ne­go przed­sta­wi­cie­la pierw­szej ligi lite­rac­kiej, jed­ne­go z naj­waż­niej­szych pisa­rzy w gatun­ku scien­ce fic­tion. Jego książ­ki zdo­by­ły rze­sze fanów na całym świe­cie, na ich pod­sta­wie powsta­ły kul­to­we fil­my i seria­le. Trud­no uwie­rzyć, że pisarz osią­gnął sta­bil­ność finan­so­wą dopie­ro pod koniec życia. Dick poru­szał w swo­ich książ­kach, podob­nie jak Sta­ni­sław Lem, tema­ty filo­zo­ficz­ne, roz­wa­żał nad isto­tą życia, Boga i real­no­ści egzy­sten­cji. Z tego powo­du w począt­ko­wych latach dzia­łal­no­ści arty­stycz­nej nie był bra­ny na poważ­nie, śro­do­wi­sko ame­ry­kań­skich fan­ta­stów nie chcia­ło przy­jąć go w swo­je sze­re­gi, tłu­ma­cząc to prze­in­te­lek­tu­ali­zo­wa­niem jego twór­czo­ści. Dopie­ro suk­ce­sy ksią­żek “Czło­wiek z Wyso­kie­go Zam­ku” i “Czy andro­idy śnią o elek­trycz­nych owcach?” przy­nio­sły mu posłuch. Na począt­ku lat 80. XX wie­ku na pod­sta­wie dru­giej z nich powstał kul­to­wy film “Bla­de run­ner”, a od paź­dzier­ni­ka 2017 roku na ekra­nach kin na całym świe­cie będzie wyświe­tla­na kon­ty­nu­acja – “Bla­de run­ner 2049” w reży­se­rii Deni­sa Villeneuve’a. Dick był sil­nie uza­leż­nio­ny od leków, alko­ho­lu i nar­ko­ty­ków, spo­ro swo­ich ksią­żek napi­sał pod ich wpły­wem. Swo­jej sła­bo­ści do uży­wek nigdy nie ukry­wał, a nawet sta­rał się ją uspra­wie­dli­wiać. Dodat­ko­wy roz­głos przy­nio­sła mu sze­ro­ko zakro­jo­na akcja, któ­rą para­no­icz­nie nagło­śnił. Dick był prze­ko­na­ny, że tema­ty­ka i róż­no­rod­ność pro­zy Sta­ni­sła­wa Lema, z któ­rym de fac­to czę­sto był porów­ny­wa­ny i zesta­wia­ny, to efekt mię­dzy­na­ro­do­we­go spi­sku. Dick oskar­żał pol­skie­go pisa­rza o bycie agen­tem KGB i sze­rze­nie radziec­kiej pro­pa­gan­dy, był tak bar­dzo prze­ko­na­ny o swo­jej racji, że kon­tak­to­wał się z ame­ry­kań­ski­mi służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi, by swo­ją tezę potwier­dzić.

Książ­ki Dic­ka ide­al­nie nada­ją się dla ludzi, któ­rzy od fan­ta­sty­ki wyma­ga­ją cze­goś wię­cej niż tyl­ko ste­reo­ty­po­wych wra­żeń – kon­tak­tu z kosmi­ta­mi, nad­przy­ro­dzo­nych mocy, sił i posta­ci. Powie­ści Dic­ka zmu­sza­ją do myśle­nia, zagłę­bie­nia się w fabu­łę.

Pro­po­zy­cją na waka­cje jest “Czło­wiek z Wyso­kie­go Zam­ku” – alter­na­tyw­na wizja nasze­go świa­ta, w któ­rym Pań­stwa Osi wygra­ły II woj­nę świa­to­wą, Japo­nia i III Rze­sza podzie­li­ły Sta­ny Zjed­no­czo­ne pomię­dzy sie­bie, kon­tro­lu­jąc swo­je czę­ści w zupeł­nie inny spo­sób. Japoń­czy­cy zawie­rza­ją swo­ją stre­fę wpły­wów loso­wi tajem­ni­czej książ­ki „I Ching”. Po kon­ty­nen­cie krą­ży nato­miast tajem­ni­cza szpu­la fil­mo­wa, na któ­rej zare­je­stro­wa­na jest wer­sja histo­rii, jaką zna­my z nasze­go życia. Moc­na, świet­nie wymy­ślo­na, trzy­ma­ją­ca w napię­ciu książ­ka, któ­ra szyb­ko sta­ła się kla­sy­kiem histo­rii alter­na­tyw­nej.

Frank Her­bert to jeden z pio­nie­rów świa­to­wej fan­ta­sty­ki. Jego lite­ra­tu­rę moż­na zakwa­li­fi­ko­wać do  nur­tu tzw. hard scien­ce fic­tion, ponie­waż w swo­ich książ­kach poru­szał waż­ne i ambit­ne kwe­stie – poli­ty­kę, eko­lo­gię, filo­zo­fię, psy­cho­lo­gię, a nawet meta­fi­zy­kę. Her­bert wie­le w życiu doświad­czył – ukoń­czył bio­lo­gię na Uni­wer­sy­te­cie w Seat­tle, słu­żył w mary­nar­ce wojen­nej, był dzien­ni­ka­rzem, ope­ra­to­rem kame­ry, degu­sto­wał wina i zaj­mo­wał się poła­wia­niem mał­ży. Był rów­nież bud­dy­stą, a sil­na fascy­na­cja reli­gią znaj­du­je ujście w jego lite­ra­tu­rze – Her­bert czę­sto podej­mo­wał tema­ty­kę reli­gij­ną, inspi­ru­jąc się rów­nież chrze­ści­jań­stwem i isla­mem.

W 1965 roku uka­za­ła się pierw­sza część jego monu­men­tal­ne­go cyklu “Kro­ni­ki Diu­ny”, na któ­ry osta­tecz­nie zło­ży­ło się kil­ka­na­ście bar­dzo opa­słych tomów, sześć jego autor­stwa. Ist­nie­ją dwie dro­gi pozna­wa­nia uni­wer­sum Diu­ny – serię moż­na czy­tać według dat powsta­wa­nia oraz według chro­no­lo­gii wyda­rzeń. Czy­ta­nie kolej­no powsta­ją­cych tomów jest reko­men­do­wa­ne przez pol­skie­go wydaw­cę, ponie­waż kon­ty­nu­ato­rzy Her­ber­ta – jego syn Brian i pisarz Kevin J. Ander­son roz­wi­ja­ją w swo­ich książ­kach wąt­ki, któ­re mogły­by zepsuć odbiór ory­gi­nal­nych czę­ści napi­sa­nych przez Her­ber­ta. Za swój cykl pisarz był wie­lo­krot­nie nagra­dza­ny naj­waż­niej­szy­mi nagro­da­mi lite­rac­ki­mi w świe­cie fan­ta­sty­ki – m.in. Nebu­lą i Hugo.

Diu­na” odci­snę­ła pięt­no na całej póź­niej­szej twór­czo­ści arty­stów gatun­ku fan­ta­sy. Podob­nie jak w przy­pad­ku pro­zy Love­cra­fta kult Diu­ny nabie­rał zna­cze­nia w mia­rę roz­wo­ju tech­no­lo­gicz­ne­go i bran­ży roz­ryw­ko­wej. Na pod­sta­wie cyklu powsta­ły licz­ne seria­le, mini­se­ria­le, gry kom­pu­te­ro­we i plan­szo­we oraz fil­mo­wa pro­duk­cja w reży­se­rii Davi­da Lyn­cha.

Jed­ną z naj­waż­niej­szych dla fan­ta­sty­ki kobiet bez wąt­pie­nia jest Ursu­la Le Guin, któ­ra w 2019 roku będzie obcho­dzić swo­je 90. uro­dzi­ny. Pisar­ka jest jed­nym z naj­bar­dziej uty­tu­ło­wa­nych auto­rów two­rzą­cych powie­ści fan­ta­sy – była wyróż­nia­na prze­szło czter­dzie­ści (40!) razy. Wśród jej lau­rów znaj­du­ją się m.in. nagro­dy Nebu­la, Hugo, Locu­sa. Naj­więk­szą sła­wę przy­niósł jej cykl “Zie­mio­mo­rze”, na któ­ry skła­da się pięć powie­ści i kil­ka­na­ście opo­wia­dań. O tyta­nicz­nej pra­cy, jaką wyko­na­ła, świad­czy czas powsta­wa­nia “Zie­mio­mo­rza” – Le Guin sagę pisa­ła prze­szło 30 lat, ostat­nia książ­ka z cyklu uka­za­ła się w 2001 roku.

Zie­mio­mo­rze” zali­cza się do nur­tu kla­sycz­nej fan­ta­sty­ki, w któ­rym wystę­pu­ją smo­ki i cza­ro­dzie­je, a do każ­dej książ­ki dołą­czo­ne są mapy kra­in, w któ­rych roz­gry­wa się akcja. Le Guin nie­jed­no­krot­nie sta­wia­na jest w jed­nym sze­re­gu z inny­mi kla­sy­ka­mi gatun­ku – Tol­kie­nem i Lewi­sem. W cyklu pozna­je­my losy czar­no­księż­ni­ka Geda od jego pierw­szych kro­ków w świe­cie magii po sta­nie się naj­więk­szym magiem w całym Zie­mio­mo­rzu. 950-stro­ni­co­wy zbiór wszyst­kich czę­ści “Zie­mio­mo­rza” to dosko­na­ły wybór dla fanów baśnio­wej fan­ta­sty­ki, chcą­cych waka­cje spę­dzić wśród cza­rów, towa­rzy­sząc doj­rze­wa­niu Geda.

W stro­nę żydow­skie­go komi­zmu – spe­cy­ficz­ne poczu­cie humo­ru Alle­na i Rotha

Sta­ny Zjed­no­czo­ne oka­za­ły się oazą dla szu­ka­ją­cych pra­cy imi­gran­tów z Euro­py – w Ame­ry­ce mogli zna­leźć swo­je miej­sce, gdyż pra­wie cały czas było tam zapo­trze­bo­wa­nie na pra­cow­ni­ków. Emi­gran­ci byli potrzeb­ni, gdy Sta­ny się kształ­to­wa­ły i roz­wi­ja­ły po zdzie­siąt­ko­wa­niu lud­no­ści po woj­nie sece­syj­nej oraz dwóch woj­nach świa­to­wych. Wśród przy­by­szów zna­la­zło się tak­że wie­lu ucie­ka­ją­cych przed prze­śla­do­wa­nia­mi Żydów. W róż­nych dzie­dzi­nach życia obec­ność migranc­kiej spo­łecz­no­ści żydow­skiej przy­nio­sła Ame­ry­ka­nom wie­le korzy­ści, do Sta­nów zjeż­dża­li bowiem wyśmie­ni­ci naukow­cy, pisa­rze, arty­ści, pro­du­cen­ci żydow­skie­go pocho­dze­nia, któ­rzy rów­nież oba­wia­li się repre­sji. Do dziś USA jest domem dla prze­szło pię­ciu milio­nów Żydów, któ­rzy swój ślad w kul­tu­ral­nej histo­rii kra­ju zosta­wi­li głów­nie w kine­ma­to­gra­fii.

Czło­wie­kiem, któ­ry łączy żydow­skie pocho­dze­nie, two­rze­nie fil­mów i pisa­nie ksią­żek jest Woody Allen, któ­re­go chy­ba nie trze­ba niko­mu przed­sta­wiać. Czło­wiek-insty­tu­cja na prze­strze­ni kil­ku­dzie­się­ciu lat reży­se­ro­wał, pisał sce­na­riu­sze, grał głów­ne role, a nawet kom­po­no­wał lub dobie­rał muzy­kę do więk­szo­ści swo­ich fil­mów. Poza talen­tem fil­mo­wym Allen ma lek­kie pió­ro do pisa­nia sztuk teatral­nych, ese­jów i opo­wia­dań. Krót­kie for­my pro­za­tor­skie Woody’ego cha­rak­te­ry­zu­ją się inte­li­gent­nym żar­tem, cię­tym języ­kiem, iro­nicz­nym podej­ściem do sie­bie i swo­je­go oto­cze­nia. “Żydow­skie poczu­cie humo­ru” sta­ło się nie­od­łącz­ną czę­ścią jego wize­run­ku – w przy­pad­ku tej twór­czo­ści czę­sto trud­no okre­ślić, gdzie znaj­du­je się gra­ni­ca mię­dzy fik­cją a rze­czy­wi­sto­ścią.

W duchu podob­ne­go dow­ci­pu i poru­sza­nej tema­ty­ki pisał rów­nież Phi­lip Roth. Nie­od­łącz­ny­mi ele­men­ta­mi jego ksią­żek są żydow­ska iden­ty­fi­ka­cja, sek­su­al­ność, zabu­rze­nia psy­chicz­ne, filo­zo­fia – podob­nie jak u Alle­na. Sztan­da­ro­wym przy­kła­dem jego twór­czo­ści jest książ­ka “Kom­pleks Por­t­noya”, w któ­rej tytu­ło­wa postać, podob­nie jak w fil­mach Alle­na (cho­ciaż­by w “Zeli­gu”), leży na kozet­ce u psy­cho­te­ra­peu­ty i spo­wia­da się ze swo­je­go para­no­icz­ne­go życia, opo­wia­da o tym, jak “zna­la­zła się pośrod­ku żydow­skie­go żar­tu”.

W stro­nę spo­łe­czeń­stwa – lite­ra­tu­ra i waż­ne tema­ty

Har­per Lee była pisar­ką wyjąt­ko­wą i rów­nież w tym zesta­wie­niu ska­za­na jest na wyróż­nie­nie. Dla­cze­go? W swo­im życiu napi­sa­ła bowiem tyl­ko dwie książ­ki. Pierw­szą z nich jest jed­na z naj­waż­niej­szych ame­ry­kań­skich powie­ści “Zabić droz­da”– roz­gry­wa­ją­ca się w fik­cyj­nym mia­stecz­ku opo­wieść o praw­ni­ku, któ­ry posta­wił na sza­li swo­ją god­ność, życie oso­bi­ste i honor, by bro­nić Afro­ame­ry­ka­ni­na oskar­żo­ne­go o gwałt. Książ­ka docze­ka­ła się kul­to­wej ekra­ni­za­cji, jed­ne­go z waż­niej­szych obra­zów w histo­rii kina. Film Rober­ta Mul­li­ga­na z 1962 roku został uho­no­ro­wa­ny trze­ma Osca­ra­mi, w tym za naj­lep­szą rolę męską dla Gregory’ego Pecka.

Zabić droz­da” war­to prze­czy­tać, by poznać Ame­ry­kę wiel­kie­go kry­zy­su, a tak­że zaco­fa­nie Połu­dnia, w któ­rym pano­wa­ła segre­ga­cja raso­wa, i by jed­no­cze­śnie zmie­rzyć się z lite­ra­tu­rą naj­wyż­szej pró­by. Kon­ty­nu­acja książ­ki – “Idź postaw war­tow­ni­ka” wyda­na w 2015 roku – oka­za­ła się ogrom­nym suk­ce­sem komer­cyj­nym, w prze­cią­gu tygo­dnia od pre­mie­ry sprze­da­ło się ponad milion egzem­pla­rzy.

Obok takich pisa­rzy, jak Wil­liam Faulk­ner, Erski­ne Cald­well, Ernest Hemin­gway, jed­nym tchem wymie­nia się Joh­na Ste­in­bec­ka. Pisarz był gło­sem uci­śnio­nych robot­ni­ków, w swo­ich książ­kach kry­ty­ko­wał kapi­ta­lizm, wyzysk i cięż­kie życie pra­cow­ni­ków fizycz­nych. Miał na swo­im kon­cie Pulit­ze­ra oraz Pre­zy­denc­ki Medal Wol­no­ści, jed­nak przy­zna­nie mu lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla wią­za­ło się falą kon­tro­wer­sji, jaka spły­nę­ła na pisa­rza, uwa­ża­no też, że dostał to wyróż­nie­nie za wcze­śnie. Świa­to­we śro­do­wi­sko inte­li­genc­kie zarzu­ca­ło jego pro­zie zbyt dużą pro­sto­li­nij­ność, uprasz­cza­nie opi­sów pro­ce­sów spo­łecz­nych i nikłe bogac­two języ­ko­we. Aka­de­mia tłu­ma­czy­ła swój wybór posta­wą Ste­in­bec­ka, któ­ry zawsze sta­wał po stro­nie słab­szych, uci­śnio­nych, gnę­bio­nych przez los.

Z per­spek­ty­wy cza­su może­my jed­nak tro­chę spro­sto­wać ówcze­sne sło­wa kry­ty­ki, Ste­in­beck stwo­rzył bowiem tak monu­men­tal­ne dzie­ła jak “Myszy i ludzie”, “Tor­til­la flat”, “Gro­na gnie­wu” czy “Na wschód od Ede­nu”, a jego książ­ki były kil­ku­na­sto­krot­nie ekra­ni­zo­wa­ne.

Pro­po­zy­cją na waka­cje może być książ­ka “Gro­na gnie­wu”, uzna­wa­na za naj­wy­bit­niej­szą w dorob­ku auto­ra. Jest to saga opo­wia­da­ją­ca o rodzie Joadów, podró­żu­ją­cym w epo­ce Wiel­kie­go Kry­zy­su w stro­nę Kali­for­nii, zie­mi obie­ca­nej, w któ­rej zna­leźć mie­li dostat­nie życie. Po dro­dze spo­ty­ka ich seria nie­szczęść, poni­że­nia, śmierć i głód. Po dotar­ciu na miej­sce kon­fron­tu­ją się z rze­czy­wi­sto­ścią – zasta­ją bez­ro­bo­cie, straj­ku­ją­cych robot­ni­ków i brak per­spek­tyw. W tym wszyst­kim boha­te­ro­wie potra­fią cie­szyć się z małych rze­czy, nie potrze­bu­ją wie­le, by choć przez chwi­lę poczuć się szczę­śli­wy­mi. “Gro­na gnie­wu” to powieść dają­ca nadzie­ję, siłę i moty­wa­cję do wal­ki o lep­sze życie, oraz glo­ry­fi­ku­ją­ca skrom­ność i poko­rę.

W stronę kontrkultury – beatnicy, rewolucja seksualna i lata flower power

Kontrkultura

W latach 50. XX wie­ku, tuż po koń­cu II woj­ny świa­to­wej, zaczę­ły rodzić się ruchy kontr­kul­tu­ro­we. Jed­nym z naj­waż­niej­szych z nich był ruch beat­ni­ków, nie­for­mal­ny ruch two­rzą­cy w duchu awan­gar­dy, sprze­ci­wia­ją­cy się kon­sump­cjo­ni­zmo­wi, będą­cy w kontrze do for­mu­ją­cych się powo­jen­nych ram spo­łecz­nych; dał póź­niej pod­sta­wy rucho­wi hip­pi­sow­skie­mu. Arty­stów two­rzą­cych w tam­tych cza­sach fascy­no­wa­ła filo­zo­fia wscho­du, głów­nie bud­dyzm, wyż­sze sta­ny świa­do­mo­ści, doświad­cze­nia łącze­nia róż­nych uży­wek oraz eks­pe­ry­men­ty sek­su­al­ne. Jed­ny­mi z naj­waż­niej­szych twór­ców tam­tych lat była trój­ka: Wil­liam Bur­ro­ughs, Jack Kero­uac oraz Allen Gins­berg. Stwo­rzy­li oni trzy naj­waż­niej­sze książ­ki, któ­re póź­niej zyska­ły sta­tus kul­to­wych przez naśla­dow­ców beat­ni­ków. Więk­szość ich dzieł oscy­lo­wa­ła wokół podró­ży, nie­ko­niecz­nie fizycz­nej, ale rów­nież meta­fi­zycz­nej, psy­chicz­nej, ducho­wej, pod wpły­wem sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych.

autor: Mar­ce­lo Noah
źró­dło: wikipedia.org
licen­cja: CC BY 2.0

Naszy­mi pro­po­zy­cja­mi na waka­cje są listy, jakie ta wiel­ka trój­ka wymie­nia­ła mię­dzy sobą. Moż­na z nich wywnio­sko­wać, jakie ide­ały przy­świe­ca­ły mło­dym bun­tow­ni­kom, na czym pole­ga­ły ich zabie­gi arty­stycz­ne, jak rodził się ruch, któ­ry zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wał struk­tu­rę spo­łecz­ną, muzy­kę, lite­ra­tu­rę, i moż­na śmia­ło rzec – zmie­nił bieg histo­rii.

Ken Kesey

Innym pisa­rzem sil­nie zwią­za­nym z ruchem alter­na­tyw­nym, beat­ni­ka­mi i hip­pi­sa­mi był Ken Kesey. Swo­ją twór­czo­ścią sprze­ci­wiał się znie­wo­le­niu czło­wie­ka, odgór­nej kon­tro­li, pro­pa­go­wał non­kon­for­mizm. Jego “Lot nad kukuł­czym gniaz­dem” jest jed­ną z naj­waż­niej­szych ame­ry­kań­skich powie­ści XX wie­ku. W książ­ce Keseya z per­spek­ty­wy jed­ne­go z pacjen­tów został przed­sta­wio­ny zamknię­ty świat zakła­du psy­chia­trycz­ne­go. Pisarz uka­zu­je hor­ror zakła­du, hie­rar­chię, jaka panu­je w sze­re­gach per­so­ne­lu, sto­su­nek, jaki pra­cow­ni­cy pla­ców­ki mają do “więź­niów”. Kesey poru­sza tema­ty­kę znę­ca­nia się nad pacjen­ta­mi, czę­sto cho­ry­mi psy­chicz­nie, wyma­ga­ją­cy­mi spe­cjal­nej opie­ki. Suk­ce­su książ­ce przy­spo­rzy­ła tak­że dosko­na­ła ekra­ni­za­cja pod tym samym tytu­łem. Pro­duk­cja zebra­ła pięć naj­waż­niej­szych Osca­rów, zwa­nych Big Five, w kate­go­riach: Naj­lep­szy Film, Naj­lep­szy Aktor Pierw­szo­pla­no­wy, Naj­lep­sza Aktor­ka Pierw­szo­pla­no­wa, Naj­lep­szy Reży­ser oraz Naj­lep­szy Sce­na­riusz.

Lot nad kukuł­czym gniaz­dem” war­to prze­czy­tać przed obej­rze­niem obra­zu For­ma­na, głów­nie ze wzglę­du na bogac­two języ­ko­we, spo­sób nakre­śle­nia per­spek­ty­wy i pro­wa­dze­nia fabu­ły. Nie­trud­no się dzi­wić, że powieść regu­lar­nie znaj­du­je się w zesta­wie­niach naj­lep­szych ksią­żek XX wie­ku i lek­tur, któ­re koniecz­nie trze­ba w życiu prze­czy­tać.

W stronę sensacji – mafia trzęsąca Nowym Jorkiem i Robert Langdon na tropie

Mario Puzo

Zamie­rzam zło­żyć Wam pro­po­zy­cję nie do odrzu­ce­nia. W waka­cje war­to się odprę­żyć i się­gnąć po książ­kę sen­sa­cyj­ną. Nie­kwe­stio­no­wa­nym kró­lem lite­ra­tu­ry gang­ster­skiej jest Mario Puzo, autor “Sycy­lij­czy­ka”, “Ostat­nie­go Dona” i “Omer­ty”. Naj­gło­śniej­szą powie­ścią pisa­rza wło­skie­go pocho­dze­nia był jed­nak “Ojciec Chrzest­ny”, do dziś uzna­wa­ny za jed­ną z naj­waż­niej­szych ksią­żek w histo­rii.

Ojciec Chrzest­ny” przed­sta­wia losy sycy­lij­skiej mafii Cor­le­one rzą­dzą­cej w Nowym Jor­ku w latach pro­hi­bi­cji, jej wal­kę z kon­ku­ru­ją­cy­mi z nią kla­na­mi oraz wewnętrz­ne pora­chun­ki rodzin­ne. Na jej pod­sta­wie powsta­ły trzy czę­ści fil­mu, ogrom­nym suk­ce­sem oka­za­ły się pierw­sze dwie, ści­śle opar­te na fabu­le książ­ki, któ­re zebra­ły łącz­nie aż dzie­więć Osca­rów. Puzo był współ­au­to­rem sce­na­riu­szy do try­lo­gii, za co został nagro­dzo­ny dwo­ma Osca­ra­mi. Wię­cej nie napi­szę, tę książ­kę po pro­stu trze­ba prze­czy­tać.

Dan Brown

Pisarz ma na swo­im kon­cie sie­dem powie­ści, każ­da z nich sta­wa­ła się świa­to­wym best­sel­le­rem, w pię­ciu zaś wystę­pu­je jego naj­bar­dziej zna­ny boha­ter – pro­fe­sor Robert Lang­don. W swo­ich książ­kach Brown poru­sza tema­ty zwią­za­ne z histo­rią sztu­ki, reli­gią, teo­ria­mi spi­sko­wy­mi, afe­ra­mi rzą­do­wy­mi, taj­ny­mi doku­men­ta­mi, apo­kry­fa­mi. Pisarz nie­jed­no­krot­nie był posą­dza­ny o mija­nie się z praw­dą histo­rycz­ną, przed­sta­wia­nie Kościo­ła Kato­lic­kie­go w złym świe­tle i nacią­ga­nie wąt­ków pod fabu­ły ksią­żek. Mimo kon­tro­wer­sji Brown jest jed­nym z naj­po­pu­lar­niej­szych pisa­rzy na świe­cie, jego książ­ki zosta­ły prze­tłu­ma­czo­ne na 52 języ­ki, a łącz­nie sprze­da­ły się w nakła­dzie prze­szło 200 milio­nów egzem­pla­rzy.

W stronę muzyki – Ameryka z pieśnią na ustach

Nie­ba­ga­tel­ną rolę w krót­kiej ame­ry­kań­skiej histo­rii ode­gra­ła fono­gra­fia. Sta­ny Zjed­no­czo­ne wycho­wa­ły na swo­jej zie­mi wie­lu fan­ta­stycz­nych muzy­ków, któ­rzy w swo­im życiu nie zaj­mo­wa­li się tyl­ko i wyłącz­nie kom­po­no­wa­niem, ale rów­nież show-biz­ne­sem, poli­ty­ką, pisar­stwem. To wła­śnie w USA powstał model współ­cze­sne­go cele­bry­ty, szcze­gól­nie widocz­ny w bran­ży fono­gra­ficz­nej.

Bob Dylan

Lau­re­at Osca­ra, Pulit­ze­ra, lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla, wie­lo­krot­ny zdo­byw­ca Gram­my, odzna­czo­ny naj­waż­niej­szy­mi wyróż­nie­nia­mi z pań­stwo­wy­mi Naro­do­wym Meda­lem Wol­no­ści i Pre­zy­denc­kim Meda­lem Wol­no­ści na cze­le; aktor, rysow­nik, pisarz, poeta, mul­tiin­stru­men­ta­li­sta, autor takich hitów, jak “Blo­wing In The Wind”, “Hur­ri­ca­ne”, “The Times They Are A Chan­gin’’”, “Like a Rol­ling Sto­ne”. Cove­ro­wa­li go m.in. Phil Col­lins, Guns N’ Roses, Roger Waters, Nina Simo­ne, PJ Harvey, Lou Reed, Joe Coc­ker i inni. Panie i Pano­wie, abso­lut­ny gigant – Bob Dylan.

Dylan dłu­go nie zosta­nie zapo­mnia­ny, nie tyl­ko ze wzglę­du na worek pełen nagród zebra­nych przez całe życie, prze­bo­ga­ty doro­bek muzycz­ny i poetyc­ki, ale rów­nież przez swo­je nie­co­dzien­ne zacho­wa­nie. Po tym, jak Aka­de­mia Szwedz­ka poin­for­mo­wa­ła opi­nię publicz­ną o przy­zna­niu mu lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla, Dylan przez kil­ka­na­ście tygo­dni mil­czał, nie udzie­lał wywia­dów, nie odniósł się w żaden spo­sób do wyróż­nie­nia. Nawet po prze­rwa­niu mil­cze­nia nie było wia­do­mo, czy zde­cy­du­je się na ode­bra­nie nagro­dy, a z wygło­sze­niem wykła­du noblow­skie­go zwle­kał nie­mal do osta­tecz­nej daty, jaką na to prze­wi­du­je regu­la­min.

Naszą pro­po­zy­cją na lato są “Kro­ni­ki”, wspo­mnie­nia Boba Dyla­na z począt­ków jego dzia­łal­no­ści arty­stycz­nej, pierw­szych pro­test son­gów; to zapis spo­tkań muzy­ków, któ­rzy w przy­szło­ści mie­li zmie­nić histo­rię Ame­ry­ki i na zawsze wpi­sać się w anna­ły świa­to­wej kul­tu­ry.

Patti Smith

Pat­ti Smith to jed­na z naj­waż­niej­szych żeń­skich posta­ci w histo­rii rock and rol­la. Wnio­sła do muzy­ki tema­ty­kę femi­ni­stycz­ną, sta­ra­ła się o wzbu­dze­nie inte­li­gent­nej dys­ku­sji w kwe­stii praw kobiet. Artyst­ka zade­biu­to­wa­ła w 1970 roku kul­to­wą dziś pły­tą “Hor­ses”, któ­ra bar­dzo szyb­ko wywin­do­wa­ła ją do czo­łów­ki roc­ko­wej sce­ny nie tyl­ko w Sta­nach, ale rów­nież w Euro­pie. Od tam­tej pory kon­cer­to­wa­ła z naj­więk­szy­mi sła­wa­mi muzy­ki roz­ryw­ko­wej. To pozwo­li­ło jej na sze­rze­nie swo­ich opi­nii gło­śniej, bo z naj­więk­szych scen na całym świe­cie.

To ona zagra­ła na gali wrę­cze­nia Nagro­dy Nobla dla Dyla­na i w jego imie­niu ją ode­bra­ła. “Pociąg linii M” to bar­dzo oso­bi­sty, doj­rza­ły zbiór zapi­sków oso­by doświad­czo­nej, wio­dą­cej sto­sun­ko­wo spo­koj­ne życie na ubo­czu, stro­nią­cej od ludzi, delek­tu­ją­cej się książ­ka­mi i wła­sny­mi wspo­mnie­nia­mi, patrzą­cej z dystan­sem na prze­szłość.

Jeśli mie­li­by­śmy wska­zać typ muzy­ki, któ­ry naro­dził się i roz­wi­nął w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, to jest to nie­wąt­pli­wie jazz. Powsta­nie tego gatun­ku po raz kolej­ny potwier­dza, jak bar­dzo zróż­ni­co­wa­na była struk­tu­ra etnicz­no-naro­do­wa Sta­nów. Jazz powstał bowiem jako wypad­ko­wa muzy­ki czar­nych nie­wol­ni­ków i bia­łych osad­ni­ków, ludo­wej muzy­ki zachod­nio­afry­kań­skiej i euro­pej­skiej muzy­ki roz­ryw­ko­wej.  Ponie­waż jazz sil­nie koja­rzył się z wol­no­ścią, inspi­ro­wa­li się nim m.in. beat­ni­cy. Jazz miał wpływ na inne powsta­łe póź­niej gatun­ki muzy­ki, takie jak hip hop, acid jazz, trip hop, funk, a nawet rock and roll i metal.

W waka­cyj­nym zesta­wie­niu pro­po­nu­je­my bio­gra­fie i auto­bio­gra­fie naj­waż­niej­szych muzy­ków jaz­zo­wych w histo­rii, bez któ­rych współ­cze­sna muzy­ka praw­do­po­dob­nie wyglą­da­ła­by zupeł­nie ina­czej. W waka­cje, przy dźwię­kach jaz­zu, war­to poznać auto­bio­gra­fie Mile­sa Davi­saHerbie’ego Han­coc­ka oraz książ­kę o słyn­nej mece­nas jaz­zo­wej Pan­no­ni­ce de Koenig­swar­ter.

To się teraz czyta – Whitehead, Franzen, Cunningham, Tartt

Colson Whitehead

Col­son Whi­te­he­ad zdo­mi­no­wał w Sta­nach ubie­gły rok, a póź­niej roz­bił bank z nagro­da­mi i to do nie­go nale­ża­ła rów­nież pierw­sza poło­wa roku 2017 roku, tym razem już nie tyl­ko ame­ry­kań­skie­go, ale po licz­nych tłu­ma­cze­niach tak­że świa­to­we­go. O pisa­rzu zro­bi­ło się gło­śno dzię­ki książ­ce “Kolej pod­ziem­na”, za któ­rą otrzy­mał tego­rocz­ną Nagro­dę Pulit­ze­ra. Wcze­śniej bar­dzo pochleb­nie wypo­wia­da­li się o niej Barack Oba­ma i Oprah Win­frey. Przed Pulit­ze­rem książ­kę nagro­dzo­no Natio­nal Book Award 2016 oraz wyróż­nio­no tytu­łem naj­lep­szej książ­ki w kate­go­rii “Fik­cja histo­rycz­na” por­ta­lu Goodre­ads – naj­więk­sze­go medium spo­łecz­no­ścio­we­go zebra­ne­go wokół ksią­żek na świe­cie. Bar­dzo wie­le mówi o niej pod­ty­tuł – “Czar­na krew Ame­ry­ki”. Tytu­ło­wa kolej pod­ziem­na to bar­dzo roz­bu­do­wa­ny sys­tem prze­rzu­to­wy stwo­rzo­ny przez abo­li­cjo­ni­stów w celu uła­twie­nia dro­gi uciecz­ki nie­wol­ni­kom do sta­nów, w któ­rych nie­wol­nic­two było nie­le­gal­ne, ale rów­nież do Kana­dy i Mek­sy­ku. Fabu­ła nie przed­sta­wia tyl­ko i wyłącz­nie dra­ma­tu nie­wol­nic­twa, ale rów­nież obra­zu­je więź, jaka łączy­ła bia­łą i czar­ną lud­ność w wal­ce o rów­no­upraw­nie­nie. Temat poru­szo­ny przez Whi­te­he­ada jest nie­sa­mo­wi­cie waż­ny i jed­no­cze­śnie bar­dzo chwy­tli­wy – potwier­dzo­ne są infor­ma­cje o tym, że na pod­sta­wie powie­ści powsta­nie wyso­ko­bu­dże­to­wa pro­duk­cja kino­wa, a za jej powsta­nie odpo­wie­dzial­ny będzie reży­ser “Moon­li­ght”, zdo­byw­ca Osca­ra w naj­waż­niej­szej kate­go­rii za rok 2016.

Donna Tartt

Don­na Tartt to kobie­ta, któ­ra w ostat­nich latach pod­bi­ła ame­ry­kań­ski rynek czy­tel­ni­czy. Jej pozy­cja oka­za­ła się na tyle moc­na, że zna­la­zła się na liście naj­bar­dziej wpły­wo­wych ludzi 2014 roku według maga­zy­nu „Time”. Wszyst­ko zaczę­ło się w 1992 roku, kie­dy wyda­na zosta­ła jej pierw­sza powieść “Tajem­na histo­ria”, 10 lat póź­niej do księ­garń tra­fi­ła dru­ga książ­ka “Mały przy­ja­ciel”, jed­nak suk­ces przy­szedł dopie­ro w roku 2013. Za wyda­ne­go wów­czas “Szczy­gła” Tartt zdo­by­ła kil­ka­na­ście wyróż­nień w pre­sti­żo­wych zesta­wie­niach pra­so­wych i inter­ne­to­wych oraz kil­ka waż­nych nagród z Pulit­ze­rem na cze­le. Na pod­sta­wie “Szczy­gła” ma powstać film, za reży­se­rię będzie odpo­wie­dzial­ny John Crow­ley, reży­ser takich pro­duk­cji, jak “Bro­oklyn”, “Inter­mis­sion”, “Układ” i serial “True Detec­ti­ve”.

Jonathan Franzen

O Jona­tha­nie Fran­ze­nie czę­sto mówi się jako o naj­wy­bit­niej­szym współ­cze­snym pisa­rzu ame­ry­kań­skim, nazy­wa­ny jest ulu­bio­nym pisa­rzem Oba­my, jego twarz poja­wi­ła się na okład­ce maga­zy­nu “Time”. W latach 90. Fran­zen sil­nie zabie­gał o popu­lar­ność, jed­no­cze­śnie zma­ga­jąc się z depre­sją, śmier­cią ojca i roz­wo­dem. Dłu­go nie mógł się wybić, zbie­rał nie­wie­le dobrych recen­zji. Naj­więk­szy skok popu­lar­no­ści zali­czył po tym, jak Oprah Win­frey przed­sta­wi­ła jego powieść “Korek­ty” w swo­im pro­gra­mie.

Fran­zen naj­bar­dziej zna­ny jest z kry­ty­ko­wa­nia Inter­ne­tu, mediów spo­łecz­no­ścio­wych i mono­po­li­stów na ryn­kach medial­nych takich jak Ama­zon. Nie­jed­no­krot­nie prze­ja­wiał nadzie­ję, że Face­bo­ok i Twit­ter kie­dyś upad­ną, ponie­waż użyt­kow­ni­cy zaczną się od nich odwra­cać. Kolej­ny raz zro­bi­ło się gło­śno o Fran­ze­nie, gdy zaczął wda­wać się w potycz­ki słow­ne z pisa­rza­mi aktyw­ny­mi w mediach i Inter­ne­cie.

W “Korek­tach” Fran­zen opi­su­je codzien­ne życie ame­ry­kań­skiej rodzi­ny na prze­strze­ni ostat­nich 25 lat. Pisarz poka­zu­je, jak bar­dzo zmie­ni­ły się rela­cje mię­dzy­ludz­kie, od kie­dy nasta­ła era Inter­ne­tu. Jed­nym z naj­waż­niej­szych celów głów­nej boha­ter­ki książ­ki jest tak pro­za­icz­na rzecz jak świą­tecz­ne zebra­nie rodzi­ny w kom­ple­cie.

Michael Cunningham

Micha­el Cun­nin­gham sil­nie zapi­sał się w histo­rii lite­ra­tu­ry ame­ry­kań­skiej przez czę­ste poru­sza­nie w swo­ich książ­kach tema­ty­ki LGBT (pisarz od 20 lat żyje ze swo­im part­ne­rem), jego pro­zę czę­sto okre­śla się mia­nem “lite­ra­tu­ry gejow­skiej”, choć sam zain­te­re­so­wa­ny nie okre­śla się jako jej repre­zen­tant. Cun­nin­gham jest lau­re­atem Nagro­dy Pulit­ze­ra za swo­ją naj­bar­dziej zna­ną książ­kę pt. “Godzi­ny”. Na jej pod­sta­wie powstał gło­śny film, któ­ry zebrał aż dzie­więć nomi­na­cji do Osca­ra, ale osta­tecz­nie zgar­nął jed­ną sta­tu­et­kę za pierw­szo­pla­no­wą rolę żeń­ską (Nico­le Kid­man). Cun­nin­gham był jed­nym z naj­waż­niej­szych gości kra­kow­skie­go Con­rad Festi­va­lu w 2016 roku. W cza­sie swo­jej wizy­ty pro­mo­wał swo­ją naj­now­szą książ­kę “Dzi­ki łabędź i inne baśnie”.

Dream Team – literacka reprezentacja Stanów Zjednoczonych

Przy­po­mi­na­jąc sobie skecz Mon­thy Pytho­na, w któ­rym mecz pił­kar­ski roz­gry­wa­ją mię­dzy sobą dru­ży­ny filo­zo­fów grec­kich i nie­miec­kich, wyobraź­my sobie, jak wyglą­da­ła­by lite­rac­ka repre­zen­ta­cja Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Na bram­ce stoi trzy­ma­ją­cy w ryzach całą Ame­ry­kę Mario Puzo, w obro­nie trój­ka pacy­fi­stów: Bur­ro­ughs, Gins­berg i Kero­uac, w pomo­cy czwór­ka solid­nych pomoc­ni­ków: Fit­zge­rald, Ste­in­beck, Twa­in i McCar­thy, a na szpi­cy trój­ka groź­nych napast­ni­ków: King, Love­craft i Poe. Na ław­ce rezer­wo­wych nie jest gorzej, dzię­ki temu skła­do­wi USA mogło­by zdo­być nie­jed­no tro­feum: Fran­zen, DeLil­lo, Her­bert, Roth, Pyn­chon, Cald­well, Salin­ger…

Nie bez powo­du przed­sta­wi­łem ame­ry­kań­skich pisa­rzy w for­mie dru­ży­ny naj­po­pu­lar­niej­sze­go spor­tu na świe­cie. Lite­ra­tu­ra ame­ry­kań­ska ma ogrom­ny wpływ na kształ­to­wa­nie się glo­bal­nej kul­tu­ry, inspi­ru­ją się nią pro­du­cen­ci fil­mo­wi, muzy­cy, twór­cy gier i reży­se­rzy teatral­ni w każ­dym zakąt­ku świa­ta. Moż­na ją tema­tycz­nie ugryźć z wie­lu stron, trud­no poznać wszyst­kich auto­rów, jed­nak kil­ka żela­znych tytu­łów war­to prze­czy­tać, żeby spo­koj­nie móc roz­ko­szo­wać się wynaj­dy­wa­niem zaczerp­nię­tych z nich moty­wów.

Kuba Kra­sny

[1]              Nie­któ­re źró­dła poda­ją dwu­na­stu, jed­nak Tho­mas Eliot zmie­nił oby­wa­tel­stwo na bry­tyj­skie w wie­ku 25 lat i ofi­cjal­nie nagro­da przy­pi­sa­na jest oby­wa­te­lo­wi Wiel­kiej Bry­ta­nii.

[2]              O tym King pisał też w “Pamięt­ni­ku rze­mieśl­ni­ka”.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy