Aktualności

Najlepsze polskie kryminały, czyli nominacje do Nagrody Wielkiego Kalibru

26 maja we Wro­cła­wiu przy­zna­na zosta­nie Nagro­da Wiel­kie­go Kali­bru za naj­lep­szą pol­ską powieść kry­mi­nal­ną wyda­ną w ubie­głym roku. Z wyróż­nie­niem wią­że się rów­nież gra­ty­fi­ka­cja finan­so­wa. Wie­my już kto zna­lazł się w fina­ło­wej sió­dem­ce – wła­śnie zosta­ły ogło­szo­ne nomi­na­cje.

Nagro­da Wiel­kie­go Kali­bru zosta­ła usta­no­wio­na w 2004 roku przez Sto­wa­rzy­sze­nie Miło­śni­ków Kry­mi­na­łu i Sen­sa­cji „Trup w sza­fie” i jest przy­zna­wa­na naj­lep­szym pol­skim kry­mi­na­łom. Lau­re­at poza wyróż­nie­niem otrzy­mu­je rów­nież 25 tysię­cy zło­tych ufun­do­wa­nych przez pre­zy­den­ta Wro­cła­wia. W zeszłym roku zwy­cię­żył Mariusz Czu­baj z powie­ścią R.I.P. Pod­czas gali odby­wa­ją­cej się w trak­cie Mię­dzy­na­ro­do­we­go Festi­wa­lu Kry­mi­na­łu we Wro­cła­wiu roz­da­wa­ne są rów­nież dwa inne wyróż­nie­nia: Hono­ro­wa Nagro­da Wiel­kie­go Kali­bru dla pol­skie­go bądź zagra­nicz­ne­go auto­ra, któ­rzy w wyjąt­ko­wy spo­sób wsła­wił się w gatun­ku oraz Nagro­da Czy­tel­ni­ków Wiel­kie­go Kali­bru.

W tym roku o tytuł naj­lep­sze­go wal­czy nastę­pu­ją­ca sió­dem­ka:

Woj­ciech Chmie­larz, Zom­bie (Wydaw­nic­two Czar­ne)

Adam Gór­nik – mło­dy bły­sko­tli­wy pro­ku­ra­tor. Kocha­ją­cy mąż i tro­skli­wy ojciec. Wzo­ro­wy oby­wa­tel. Jeden z naj­młod­szych zabój­ców w Pol­sce. Kie­dy miał pięt­na­ście lat, zamor­do­wał szkol­ne­go kole­gę, chu­li­ga­na i postrach innych uczniów, Fili­pa „Kor­sa­rza” Kor­sar­skie­go, ude­rza­jąc go młot­kiem w gło­wę.

Wie­le lat póź­niej dosta­je wezwa­nie; jest prze­ko­na­ny, że wresz­cie odkry­to zwło­ki jego ofia­ry. Teraz będzie mógł popro­wa­dzić śledz­two we wła­snej spra­wie i osta­tecz­nie zatu­szo­wać zbrod­nię. Jed­nak na miej­scu znaj­du­je cia­ło zabi­tej parę dni wcze­śniej dziew­czyn­ki. Szcząt­ki Kor­sa­rza znik­nę­ły. Czyż­by wró­cił zza gro­bu, żeby się zemścić?

(źró­dło opi­su: wydaw­ca)


Ryszard Ćwir­lej, Tyl­ko umar­li wie­dzą (Wydaw­nic­two Czwar­ta Stro­na)

Lipiec 1932 roku. Euro­pa pogrą­żo­na jest w głę­bo­kim kry­zy­sie eko­no­micz­nym. Z każ­dym dniem przy­bli­ża­ją­cym ter­min wybo­rów do Reich­sta­gu spo­łe­czeń­stwo nie­miec­kie coraz bar­dziej się rady­ka­li­zu­je.

Tym­cza­sem urzę­du­ją­cy w Schne­ide­mühl (dzi­siej­sza Piła) kapi­tan Carl Asch­mu­tat, daw­ny zna­jo­my Anto­nie­go Fische­ra, wpa­da w poważ­ne kło­po­ty. W mie­ście docho­dzi do mor­der­stwa, któ­re­go ofia­rą jest zna­ny dzia­łacz komu­ni­stycz­ny. Asch­mu­tat musi jak naj­szyb­ciej odkryć, kto stoi za ata­kiem, by zdą­żyć przed wizy­tą w mie­ście kan­dy­da­ta do urzę­du kanc­le­rza – Adol­fa Hitle­ra.

(źró­dło opi­su: wydaw­ca)


Mar­ta Guzow­ska, Regu­ła nr 1 (Wydaw­nic­two Mar­gi­ne­sy)

Simo­na Bren­ner jest arche­oloż­ką i zło­dziej­ką. W dzień bada sta­ro­żyt­ną biżu­te­rię, a nocą ją krad­nie. W obu tych dzie­dzi­nach jest bez­kon­ku­ren­cyj­na. Jest też nie­cier­pli­wa, ma ostry język i brak jej szczę­ścia do męż­czyzn.

Ktoś wcią­gnął Simo­nę w maka­brycz­ną grę. Kazał jej odszu­kać i ukraść zło­te runo, naj­cen­niej­szą na świe­cie zło­tą szta­bę, któ­ra… nie ist­nie­je.

Ale kie­dy dooko­ła niej giną ludzie, Simo­na zaczy­na podej­rze­wać, że mit o zło­tym runie jest praw­dą. W tej sytu­acji naj­gor­sze, co może się wyda­rzyć, to pozba­wio­ny skru­pu­łów prze­ciw­nik, wyra­cho­wa­ny, pie­kiel­nie inte­li­gent­ny i dosko­na­le ukry­ty. Ktoś, w kim obse­sja zamie­nia się w żądzę krwi.

(źró­dło opi­su: wydaw­ca)


Grze­gorz Kali­now­ski, Pogrom­ca grzesz­ni­ków (Wydaw­nic­two Muza)

War­sza­wa, rok 1930. Wpły­wo­wa pro­sty­tut­ka i bur­del­ma­ma, Mada­me Gala, zosta­je bru­tal­nie zamor­do­wa­na. Wszyst­kie tro­py wska­zu­ją na pora­chun­ki w pół­świat­ku lub na krwa­wą zemstę. Spra­wę pro­wa­dzi aspi­rant Kor­nel Stras­bur­ger, któ­ry ma opi­nię śled­cze­go tyleż uta­len­to­wa­ne­go, co nie­zdy­scy­pli­no­wa­ne­go. Żar­tow­niś, zwa­ny przez kole­gów Dodkiem, wpa­da jed­nak w tara­pa­ty, bo postę­pów w śledz­twie nie ma, a tru­pów przy­by­wa. Giną kolej­ni sute­ne­rzy i pro­sty­tut­ki. Pra­sa i prze­ło­że­ni Stras­bur­ge­ra szyb­ko wią­żą spra­wę z krwa­wym alfons-pogro­mem z cza­su rewo­lu­cji 1905, a jako spraw­cę typu­ją Golia­ta, żydow­skie­go ban­dy­tę i zapa­śni­ka. Zamiast ocze­ki­wa­nych awan­sów aspi­ran­to­wi i jego pod­wład­ne­mu, przo­dow­ni­ko­wi Sto­lar­czy­ko­wi, gro­zi zesła­nie na pro­win­cję. Tym­cza­sem nie bra­ku­je chęt­nych, by w cza­sach sana­cyj­nej dobrej zmia­ny zro­bić ze spra­wy nowe­go alfons-pogro­mu tram­po­li­nę do awan­su i karie­ry.

(źró­dło opi­su: wydaw­ca)


Anna Kań­toch, Wia­ra (Wydaw­nic­two Czar­ne)

Lato 1986 roku jest wyjąt­ko­wo upal­ne. Leni­wy spo­kój sen­nej miej­sco­wo­ści let­ni­sko­wej zakłó­ca tyl­ko grup­ka hip­pi­sów pro­te­stu­ją­cych prze­ciw budo­wie elek­trow­ni jądro­wej. Wszyst­ko się zmie­nia, kie­dy pew­ne­go poran­ka na torach kole­jo­wych odkry­te zosta­ją zwło­ki mło­dej dziew­czy­ny. Nikt nie wie, kim jest i skąd się wzię­ła.

Mło­dy pro­boszcz, któ­ry zna­lazł cia­ło, nie może prze­stać myśleć o zbrod­ni. Jego poprzed­ni­cy zni­ka­li z mia­stecz­ka w nie­ja­snych oko­licz­no­ściach, ale kie­dy pró­bu­je się cze­goś o nich dowie­dzieć, tra­fia na ścia­nę mil­cze­nia. Czyż­by pogło­ski o prze­klę­tej para­fii mia­ły w sobie ziar­no praw­dy? Kto posta­wił przed laty krzyż przy torach i dla­cze­go zosta­wia przy nim świe­że kwia­ty?

(źró­dło opi­su: wydaw­ca)


Kata­rzy­na Kwiat­kow­ska, Zgub­na tru­ci­zna (Spo­łecz­ny Insty­tut Wydaw­ni­czy Znak)

Poznań, luty 1901 roku. Jan Moraw­ski poszu­ku­je zna­ne­go fał­sze­rza bank­no­tów, ale gdy docho­dzi do mor­der­stwa, zaczy­na podej­rze­wać, że fał­szer­stwo to zale­d­wie ele­ment wiel­kiej ukła­dan­ki. Musi zna­leźć zabój­cę, bo jak na razie jedy­nym podej­rza­nym jest wła­śnie on.

W towa­rzy­stwie nie naj­le­piej się o nim mówi. Czy to moż­li­we, żeby Moraw­ski zdra­dził spra­wę pol­ską? Dla­cze­go pra­cu­je dla Ban­ku Rze­szy? A może ten lek­ko­duch to żaden detek­tyw, tyl­ko spryt­ny bywa­lec mał­żeń­skiej gieł­dy, któ­ry potra­fi jedy­nie pro­wo­ko­wać zwie­rze­nia dam, tań­cząc na ostat­ko­wych balach?

(źró­dło opi­su: wydaw­ca)


Krzysz­tof A. Zajas, Oszpi­cyn (Wydaw­nic­two Mar­gi­ne­sy)

Oko­licz­no­ści spra­wy skła­nia­ją do przy­pusz­czeń, że nie wszyst­ko da się wyja­śnić w spo­sób logicz­ny i prze­wi­dy­wal­ny, bo siły zła dzia­ła­ją na gra­ni­cy nasze­go świa­ta i rze­czy­wi­sto­ści. Rozum nie zawsze wszyst­ko ogar­nie…

Oszpi­cyn – tak swo­je mia­sto nazy­wa­li oświę­cim­scy Żydzi. Dzie­ją się tu rze­czy nie­po­ko­ją­ce. Ludzie zaczy­na­ją ginąć w maka­brycz­nych oko­licz­no­ściach, dzie­ci zamie­nia­ją się w mor­der­ców, szczu­ry ata­ku­ją miesz­kań­ców, a wszy­scy zaja­dle pró­bu­ją odna­leźć pewien zako­pa­ny skarb. Coś opę­ta­ło to mia­stecz­ko – coś, co dotąd było głę­bo­ko uśpio­ne. Nawet dzien­ni­karz, któ­ry pro­wa­dzi wła­sne śledz­two nie dociek­nie praw­dy… On jako pierw­szy musi się z tym zmie­rzyć: demo­ny prze­szło­ści potra­fią ożyć w każ­dej chwi­li. I sta­no­wić real­ne zagro­że­nie.

(źró­dło opi­su: wydaw­ca)


Przy­go­to­wał Oskar Grze­lak

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy