Wywiady

Byłam matką, która siedziała w domu z dziećmi – wywiad z B.A. Paris

B.A. Paris to pseu­do­nim arty­stycz­ny Ber­na­det­te Mac­Do­ugall, bry­tyj­skiej powie­ścio­pi­sar­ki pocho­dze­nia fran­cu­sko-irlandz­kie­go. Wspól­nie z mężem zało­ży­ła szko­łę języ­ko­wą, wcze­śniej pra­co­wa­ła jako przed­sta­wi­ciel han­dlo­wy. Ma pię­cio­ro dzie­ci i wykształ­ce­nie peda­go­gicz­ne. Debiu­to­wa­ła w 2016 roku powie­ścią “Za zamknię­ty­mi drzwia­mi”, któ­ra oka­za­ła się best­sel­le­rem. W cią­gu kwar­ta­łu sprze­da­ło się pół milio­na egzem­pla­rzy. B.A. Paris otrzy­ma­ła za nią dwie nomi­na­cje w Goodre­ads Cho­ice Awards – w kate­go­riach „Kry­mi­nał i thril­ler” oraz „Debiut autor­ski”.
 
Zapra­sza­my do lek­tu­ry wywia­du z pisar­ką.

Bar­dzo czę­sto jesteś pyta­na o to, dla­cze­go debiu­to­wa­łaś tak póź­no. Ja nie będę o to pytał. Ale chciał­bym się dowie­dzieć, jaki wpływ miał Twój wiek na kształt Two­ich ksią­żek; czy sądzisz, że wyglą­da­ły­by one ina­czej, gdy­byś zaczę­ła pisać i publi­ko­wać mając dwa­dzie­ścia kil­ka lat?

B.A. Paris: Myślę, że gdy­bym była młod­sza, po pro­stu nie napi­sa­ła­bym tych ksią­żek. Potrze­bo­wa­łam wszyst­kich moich doświad­czeń życio­wych. Myślę też, że pisząc je jako doj­rza­ła, speł­nio­na w pewien spo­sób kobie­ta, byłam o wie­le spo­koj­niej­sza i mogłam zacho­wać więk­szy dystans. Nigdy nie myśla­łam o tym, że zosta­ną opu­bli­ko­wa­ne, a tym bar­dziej, że odnio­są suk­ces; w ogó­le mi na tym nie zale­ża­ło. To mnie zupeł­nie zasko­czy­ło, suk­ces mnie też zupeł­nie nie przy­tło­czył. Byłam mat­ką, któ­ra sie­dzia­ła w domu z dzieć­mi i posta­no­wi­łam pisać. Tak zaczę­ła się ta moja przy­go­da z pisar­stwem. Na pew­no nie napi­sa­ła­bym tych ksią­żek, mając dwa­dzie­ścia czy trzy­dzie­ści lat.

Mówisz, że potrze­bo­wa­łaś swo­ich pry­wat­nych doświad­czeń, by stwo­rzyć swo­je histo­rie. Ile z tego, co prze­czy­ta­my w Two­ich książ­kach, wyda­rzy­ło się napraw­dę w Two­im życiu lub życiu osób Ci bli­skich?

B.A. Paris: Tak, pisząc korzy­stam z wła­snych doświad­czeń, bądź takich, o któ­rych sły­sza­łam. Natchnie­nie do „Za zamknię­ty­mi drzwia­mi” poja­wi­ło się dzię­ki mojej przy­ja­ciół­ce, któ­ra mia­ła takie­go bar­dzo kon­tro­lu­ją­ce­go męża. Oczy­wi­ście zaraz po spo­tka­niu z nią nie zaczę­łam pisać tej powie­ści, ale to doświad­cze­nie zosta­ło w mojej gło­wie i gdy zabra­łam się za pisa­nie, ta histo­ria do mnie wró­ci­ła. Podob­nie było w przy­pad­ku książ­ki „Na skra­ju zała­ma­nia”. Bez wąt­pie­nia pew­ne nie­po­ko­je, któ­re mam w gło­wie, wycho­dzą w tym moim pisa­niu.

A jak wyglą­da Twój warsz­tat? Cho­dzisz wszę­dzie z note­sem i zapi­su­jesz histo­rie, któ­re mogą Ci się przy­dać w trak­cie pra­cy nad książ­ką?

B.A. Paris: Raczej sta­ram się to zapa­mię­ty­wać. Punk­tem wyj­ścia do mojej ostat­niej książ­ki było coś, co przy­da­rzy­ło mi się w trak­cie podró­ży z moim mężem samo­cho­dem przez Fran­cję. Po kil­ku godzi­nach jaz­dy zatrzy­ma­li­śmy się na jakiejś kom­plet­nie pustej sta­cji ben­zy­no­wej na ubo­czu. Mój mąż wszedł do środ­ka, a ja zosta­łam sama w samo­cho­dzie i zaczę­łam się zasta­na­wiać, co by się sta­ło, gdy­by on wró­cił, a mnie już tam nie było. Z kolei inspi­ra­cją do „Na skra­ju zała­ma­nia” była sytu­acja, w któ­rej prze­jeż­dża­łam samo­cho­dem sama przez ciem­ny las i też zaczę­łam myśleć o tym, co by się sta­ło gdy­by teraz zepsuł się samo­chód i zatrzy­mał­by się jakiś męż­czy­zna, by mi pomóc; czy bym się wte­dy bała? Zada­wa­łam sobie sama takie pyta­nia i wła­śnie tak naro­dzi­ła się w mojej gło­wie histo­ria, któ­rą teraz może­cie prze­czy­tać.

Co do same­go warsz­ta­tu, to zwy­kle mam ogól­ny pomysł na całość i wiem, jak chcia­ła­bym, by ta histo­ria się zakoń­czy­ła. Nigdy jed­nak nie robię żad­ne­go pla­nu, tak jak nie­któ­rzy moi zna­jo­mi pisa­rze. Raczej wraz z moimi boha­te­ra­mi wyru­szam w pew­ne­go rodza­ju podróż. I w mia­rę upły­wu cza­su i stron ta histo­ria się budu­je, budu­ją się cha­rak­te­ry moich posta­ci, ich losy. I tyle. No dobra… zawsze wiem jesz­cze, kto wygra.

A trak­tu­jesz swo­je pisa­nie jako peł­no­eta­to­wą ośmio­go­dzin­na pra­cę? Czy raczej to wciąż tyl­ko hob­by? Docho­do­we, dają­ce satys­fak­cję – ale jed­nak hob­by?

B.A. Paris: Zanim moje książ­ki zosta­ły wyda­ne, pisa­łam codzien­nie po kil­ka godzin bez prze­rwy. Teraz nie­ste­ty już tak nie mogę. Chciał­bym wsta­wać o 7 rano i potem przez kolej­ne osiem czy dzie­sięć godzin pisać, ale nie jest to moż­li­we. Jako autor­ka, któ­rej książ­ki już wyda­no, mam mnó­stwo obo­wiąz­ków wzglę­dem wydaw­cy i czy­tel­ni­ków. Jeż­dżę po świe­cie, spo­ty­kam się z czy­tel­ni­ka­mi, co oczy­wi­ście jest bar­dzo miłe i bar­dzo to lubię, ale w podró­ży nie potra­fię pisać. Oprócz tego two­rzę arty­ku­ły, współ­pra­cu­ję z blo­ge­ra­mi i na pisa­nie mam bar­dzo mało cza­su.

Zna­la­złaś jed­nak czas na stwo­rze­nie kil­ku peł­no­krwi­stych kobiet, któ­re sta­ły się boha­ter­ka­mi Two­ich ksią­żek. Jak pra­cu­jesz nad swo­imi posta­cia­mi?

B.A. Paris: Kie­dy piszę, czę­ścio­wo sta­ję się moimi posta­cia­mi i wcho­dzę kom­plet­nie w ich skó­rę, sta­ram się myśleć tak, jak oni. Doty­czy to nie tyl­ko moich boha­te­rek, ale tak­że boha­te­rów. Pra­cu­jąc nad posta­cią Jac­ka z „Za zamknię­ty­mi drzwia­mi”, sta­ra­łam się wczuć w jego myśli i zasta­na­wia­łam się: co ja bym zro­bi­ła na jego miej­scu i jakie kolej­ne ruchy bym pod­ję­ła, w jaki spo­sób mani­pu­lo­wa­ła­bym żoną? Wej­ście w skó­rę takie­go boha­te­ra było na swój spo­sób fascy­nu­ją­ce. Ale spo­koj­nie! Gdy tyl­ko koń­czę pisać, wra­cam do sie­bie i do tego kim napraw­dę jestem; nie prze­no­szę tych emo­cji na moje praw­dzi­we życie i moje oto­cze­nie.

Dla­cze­go to wła­śnie kobie­ty sta­ły się boha­ter­ka­mi Two­ich dwóch pierw­szych ksią­żek? Sama przy­zna­łaś, że wcie­la­nie się w umysł męż­czy­zny było fascy­nu­ją­ce. Czy­ta­jąc Two­je książ­ki odnio­słem wra­że­nie, że kla­sycz­ne spoj­rze­nie na boha­te­ra i to, kto nim tak napraw­dę jest, może być błę­dem; w obu powie­ściach do mia­na boha­te­ra bez wąt­pie­nia mogą aspi­ro­wać przede wszyst­kim rela­cje mię­dzy kobie­tą a męż­czy­zną.

B.A. Paris: Rze­czy­wi­ście, rela­cje mię­dzy part­ne­ra­mi w moich książ­kach są bar­dzo waż­ne. Lubię pisać o związ­kach, o part­ner­stwie. Gdy two­rzy­łam pierw­szą książ­kę, zro­bi­łam to bar­dzo świa­do­mie, chcia­łam opi­sać tę kon­kret­ną rela­cję i poka­zać kobie­tę w takim tok­sycz­nym związ­ku. Wte­dy jesz­cze nie wie­dzia­łam, że ta książ­ka zosta­nie wyda­na. Gdy tak się sta­ło, a książ­ka oka­za­ła się suk­ce­sem, bar­dzo dłu­go myśla­łam nad tym o czym powin­na być, i czy znów chcę, by to kobie­ta gra­ła w niej pierw­sze skrzyp­ce. Pomy­śla­łam, że tak powin­no się stać choć­by dla­te­go, że moi czy­tel­ni­cy tego ode mnie ocze­ku­ją. Ale moja trze­cia książ­ka jest już cał­kiem inna.

Napi­sa­łaś thril­ler psy­cho­lo­gicz­ny, któ­re­go głów­ną posta­cią uczy­ni­łaś kobie­tę. W ostat­nim cza­sie poja­wi­ło się kil­ka ksią­żek, kil­ka thril­le­rów psy­cho­lo­gicz­nych, któ­rych boha­ter­ka­mi są wła­śnie kobie­ty. Myślisz, że to moda? Czy jest inny powód?

B.A. Paris: Myślę, że więk­szość tego typu ksią­żek two­rzą pisar­ki, więc to natu­ral­ne, że wła­śnie kobie­ty sta­ją się boha­ter­ka­mi naszych ksią­żek. Po pro­stu lepiej je zna­my. Pisa­nie książ­ki z per­spek­ty­wy odmien­nej płci jest na pew­no o wie­le trud­niej­sze. Myślę też, że więk­szość odbior­ców tego typu lite­ra­tu­ry to czy­tel­nicz­ki. Sądzę, że po pro­stu kobie­ty piszą książ­ki dla kobiet – ot, i cała tajem­ni­ca.

Co do gatun­ku, ogrom­ną rolę odgry­wa tu rynek. Wcze­śniej, two­rząc tyl­ko dla sie­bie, nie pisa­łam thril­le­rów psy­cho­lo­gicz­nych; jed­nak gdy poszłam do wydaw­cy usły­sza­łam, że jeśli chcę, by moja książ­ka zosta­ła wyda­na, musi to być wła­śnie thril­ler psy­cho­lo­gicz­ny, bo to się teraz sprze­da­je. Na tego typu lite­ra­tu­rę jest teraz moda. Jest cała rze­sza ludzi, któ­rzy chcą pisać książ­ki, jed­nak jeśli chcą wyda­wać, muszą to być thril­le­ry psy­cho­lo­gicz­ne. Być może to się nie­ba­wem zmie­ni, rynek się nasy­ci i jakiś inny gatu­nek będzie uła­twiał start i dawał szan­se na wydaw­ni­czy suk­ces. Myślę, że musi­my być na to goto­wi.

Czy to ozna­cza, że za parę lat prze­rzu­cisz się na książ­ki inne­go gatun­ku? Porzu­cisz thril­le­ry dla, na przy­kład, SF – bo taka będzie wte­dy moda?

B.A. Paris: Myślę, że aku­rat SF jest tym gatun­kiem, po któ­ry nigdy nie się­gnę, bo nie mam chy­ba odpo­wied­niej wie­dzy. Ale kto wie? Może napi­szę kie­dyś thril­ler psy­cho­lo­gicz­ny z ele­men­ta­mi SF – w mło­do­ści czy­ta­łam dość dużo ksią­żek tego typu, bo mój brat był ich fanem.

W Pol­sce wyda­no do tej pory dwie Two­je książ­ki. W Wiel­kiej Bry­ta­nii od kil­ku dni dostęp­na jest już trze­cia. Tym razem porzu­casz kobie­ce boha­ter­ki…

B.A. Paris: Tak, chcia­łam, by ta książ­ka była zupeł­nie inna…

Dla­te­go głów­ny boha­ter to tym razem męż­czy­zna?

B.A. Paris: Tak, to było dla mnie waż­ne, bo nie chcia­łam by postrze­ga­no mnie jako pisar­kę, któ­ra nie­na­wi­dzi męż­czyzn, albo coś w tym rodza­ju. Nie, napraw­dę taka nie jestem. Poza tym muszę przy­znać, że pisa­nie z per­spek­ty­wy męż­czy­zny jest dla mnie eks­cy­tu­ją­ce. Chcia­łam w tej książ­ce poka­zać, że męż­czy­zna może być ofia­rą rela­cji, że nie tyl­ko kobie­ty mogą być w związ­kach mani­pu­lo­wa­ne.

Pra­cu­jesz już nad kolej­ną powie­ścią?

B.A. Paris: Tak, roz­po­czę­łam już pra­ce, ale nie mogę powie­dzieć jesz­cze o czym ona będzie. Nie dla­te­go, że to tajem­ni­ca, ale po pro­stu jesz­cze nie wiem tego do koń­ca. Mam w gło­wie dwie histo­rie i nie wiem, któ­ra wygra. Na pew­no będzie to thril­ler psy­cho­lo­gicz­ny, bo tego ocze­ku­ją moi czy­tel­ni­cy. Chcę na pew­no w tej książ­ce zmie­nić kąt patrze­nia na rze­czy­wi­stość. Mam też pomysł, by w tej nowej powie­ści poja­wi­ły się pew­ne ele­men­ty trzech poprzed­nich, by te świa­ty w jakiś spo­sób się prze­ni­ka­ły, ale jesz­cze nie mogę powie­dzieć jak to będzie wyglą­da­ło.

Z B.A. Paris roz­ma­wiał Mar­cin Gra­czyk

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy