Ciekawostki

Kocia dwudziestka, czyli dwadzieścia lektur z kocim motywem

Topos kota wystę­pu­je w lite­ra­tu­rze bodaj odkąd ludz­kość zaczę­ła snuć sen­so­we opo­wie­ści, a sym­bo­li­ka moty­wu z wie­ka­mi zyski­wa­ła coraz obszer­niej­sze pole zna­cze­nio­we, nad­to wciąż się roz­ra­sta­ją­ce. Słow­ni­ki czy ency­klo­pe­die sym­bo­li i prze­są­dów mogą świad­czyć o wsze­la­kie­go rodza­ju wizjach, war­to­ściach, wymia­rach, rolach kotów odgry­wa­nych w poszcze­gól­nych kul­tu­rach, co oczy­wi­ście prze­kła­da­ło się na two­ry lite­rac­kie i wie­rze­nia zwią­za­ne z owy­mi zwie­rzę­ta­mi. Współ­cze­śnie rów­nież te futrza­ki nie są przez arty­stów – zarów­no sło­wa, jak i sztuk pla­stycz­nych, a nawet archi­tek­tu­ry – pomi­ja­ne, a nie­rzad­ko nawet dzie­ła z tym­że moty­wem zysku­ją ran­gę kla­sy­ki, jak „Mistrz i Mał­go­rza­ta” Micha­iła Buł­ha­ko­wa.

W popkul­tu­rze moty­wem kota sza­fu­je się rów­nież czę­sto, co moty­wem dro­gi czy moty­wem prze­wod­ni­ka, choć ich waga zna­cze­nio­wa fabu­lar­nie bądź sym­bo­licz­nie czę­sto znacz­nie się róż­ni – raz kot odgry­wa rolę klu­czo­wą dla intry­gi utwo­ru, innym razem sta­no­wi nie­za­leż­ne tło, a cza­sem po pro­stu odgry­wa dru­go- i trze­cio­rzęd­ną rolę, acz­kol­wiek zda­rza­ją się tak­że koty istot­ne dla przed­sta­wia­nej pro­ble­ma­ty­ki. Chcie­li­śmy zapre­zen­to­wać Wam zatem dwa­dzie­ścia dzieł do czy­ta­nia, wyko­rzy­stu­ją­cych w więk­szym lub mniej­szym stop­niu ów topos.

Ali­cja w Kra­inie Cza­rów – Lewis Car­roll

W prze­pięk­nym obra­zie Car­rol­la, uło­żo­nym według mate­ma­tycz­ne­go ukła­du, poja­wia się jeden z kotów naj­po­pu­lar­niej­szych zarów­no w kul­tu­rze wyso­kiej, jak i popu­lar­nej i maso­wej,– Kot z Che­shi­re (też Kot-Dzi­wak). Ten nie­wia­ry­god­nie wymow­ny futrzak oprócz gład­kiej mowy i obłą­ka­ne­go cha­rak­ter potra­fi rów­nież lewi­to­wać oraz zni­kać, ale to chy­ba wła­śnie jego psy­chicz­na spe­cy­fi­ka i kur­tu­azyj­ne zacho­wa­nie spra­wi­ło, że jako postać nie­pierw­szo­pla­no­wa zyska­ła tak wiel­ką popu­lar­ność.

Bastet

W mitach egip­skich poja­wia się bogi­ni miło­ści, płod­no­ści, ucie­chy, ogni­ska domo­we­go muzy­ki i tań­ca, zwą­ca się Bastet albo Bast, a jej atry­bu­ta­mi są krzyż Anch, instru­ment sistrum oraz kot. W nie­któ­rych wizjach uka­zy­wa­na jest wła­śnie w posta­ci tego zwie­rzę­cia lub z jego gło­wą. Wie­rze­nia, w któ­rych poja­wia­ją się Bastet pocho­dzą z cza­sów II Dyna­stii, a nazwa bóstwa wzię­ła się od mia­sta Buba­stis, gdzie praw­do­po­dob­nie roz­po­czął się ten kult.

Cho­ry kotek – Sta­ni­sław Jacho­wicz

W krót­kim wier­szu Jacho­wi­cza poja­wia się kotek scho­ro­wa­ny, a w zasa­dzie prze­je­dzo­ny. Odwie­dza go dok­tor i sta­ra się pomóc, mały sier­ściu­szek uskar­ża się na swe zacho­wa­nie oraz cier­pie­nia. Za pomo­cą takiej ale­go­rii autor stwa­rza suge­styw­ne ostrze­że­nie dla naj­młod­szych, aby uwa­ża­li na to ile i co jedzą. Nad­to, mimo nie­wiel­kiej obję­to­ści, twór­cy uda­ło się zaszcze­pić w tek­ście wie­le tre­ści – za szko­łą Mar­ka Twa­ina.

Gar­field – Jim Davis

Chy­ba naj­bar­dziej zna­ny kot świa­ta zade­biu­to­wał na łamach wła­sne­go komik­su w 1978 roku. Gru­biut­ki, nar­cy­stycz­ny i roz­le­ni­wio­ny rudzie­lec sta­ra się żyć według filo­zo­fii prag­ma­ty­zmu, zatem sta­ra się robić jak naj­mniej. Jego codzien­ny plan skła­da się naj­czę­ściej z drzem­ki, tele­wi­zyj­nych sean­sów, poże­ra­nia przy oka­zji kolej­nych por­cji laza­nii. Lista rze­czy, któ­rych nie cier­pi Gar­field jest bar­dzo dłu­ga, a znaj­du­ją się na niej m.in. mle­czarz, listo­pad, wła­sne uro­dzi­ny, die­ta czy wio­sna. Oprócz spa­nia i jedze­nia, po czę­ści tak­że tele­wi­zji, nało­go­wo pije kawę.

Zło­te popo­łu­dnie – Andrzej Sap­kow­ski

Opo­wia­da­nie Sap­kow­skie­go, auto­ra wiedź­miń­skie­go cyklu i „Try­lo­gii husyc­kiej”, jest jed­nym z naj­lep­szych przy­kła­dów inter­tek­stu­al­no­ści, któ­rej „ofia­rą” stał się Kot z Che­shi­re, głów­na postać tego utwo­ru. Jed­nak sam kot, zwą­cy się tutaj Che­ster, wca­le nie pocho­dzi z Che­shi­re – Ali­cja stwier­dza, że sko­ro takie nosi mia­no, musi pocho­dzić z owe­go hrab­stwa – w tym świe­cie przed­sta­wio­nym peł­ni rolę wład­cy wszyst­kich kotów, posia­da magicz­ne umie­jęt­no­ści: wła­da cza­so­prze­strze­nią. W warian­cie Sap­kow­skie­go nie ma jed­nak takiej ogła­dy, jak w pier­wo­wzo­rze, mimo inte­li­gen­cji, pomy­sło­wo­ści i spry­tu, jest wul­gar­ny i cynicz­ny.

Kaf­ka nad morzem – Haru­ki Mura­ka­mi

U Mura­ka­mie­go koty poja­wia­ją się dru­go­pla­no­wo, ale w odpo­wied­nim wąt­ku peł­nią dość istot­ną rolę. Jeden z boha­te­rów, pan Naka­ta, po oso­bli­wym wypad­ku, jaki prze­żył w mło­do­ści, posiadł odro­bi­nę nad­na­tu­ral­ne zdol­no­ści – potra­fi roz­ma­wiać z kota­mi. Dzię­ki temu może pro­wa­dzić filo­zo­ficz­ne dys­pu­ty z dwój­ką kotów, kocu­rem Kawa­mu­rą i kot­ką Mimi, prze­pa­da­ją­cą za ope­ra­mi Puc­ci­nie­go.

Chłop­cy – Jakub Ćwiek

W wul­gar­nym połą­cze­niu atmos­fe­ry z seria­lu „Syno­wie Anar­chii” oraz boha­te­rów rodem z „Przy­gód Pio­tru­sia Pana” J.M. Bar­rie­go rów­nież poja­wia się dość intry­gu­ją­ca kre­acja kota. Osob­nik ów przez więk­szość cza­su maja­czy gdzieś w tle wyda­rzeń, nosząc cha­rak­te­ry­stycz­ny czer­wo­ny kra­wat. Na pierw­szy plan wycho­dzi dopie­ro w razie koniecz­no­ści, jak w trze­cim tomie, ale ma też swo­je wła­sne opo­wia­dan­ko w dru­gim. Oka­zu­je się wów­czas, że posia­da magicz­ne zdol­no­ści, dzię­ki któ­rym potra­fi bez szwan­ku prze­miesz­czać się przez Skrót (posęp­ną, wymar­łą kra­inę) i wcho­dzić w cia­ła mar­twych, przej­mu­jąc ste­ro­wa­nie nad nimi.

Kora­li­na – Neil Gaiman

Podob­nie jak w poprzed­nim przy­kła­dzie, tak i w tym, kot – rów­nież czar­ny – potra­fi prze­cho­dzić mię­dzy wymia­ra­mi (nie wiem, czy Ćwiek inspi­ro­wał się tym jaw­nie bądź nie). Począt­ko­wo futrzak nie bar­dzo chce nawią­zać jaką­kol­wiek rela­cję z tytu­ło­wą boha­ter­ką, dopie­ro, gdy obo­je spo­ty­ka­ją się w oso­bli­wym mikro­świe­cie (innym wymia­rze), zaczy­na­ją rodzić się nimi pew­ne sto­sun­ki, któ­re póź­niej prze­ro­dzą się w praw­dzi­wą przy­jaźń. No i nie moż­na zapo­mnieć, że po „dru­giej stro­nie” kocur potra­fi mówić.

Mistrz i Mał­go­rza­ta – Micha­iła Buł­ha­ko­wa

W arcy­dzie­le Buł­ha­ko­wa w cał­kiem intry­gu­ją­cy spo­sób wyko­rzy­sta­no motyw kota – w posta­ci Behe­mo­ta, przy­bie­ra­ją­ce­go kształt tego zwie­rza­ka o czar­nym umasz­cze­niu, lecz nie jest to do koń­ca prze­cięt­ny przed­sta­wi­ciel owe­go gatun­ku, co widać na pierw­szy rzut oka, choć­by ze wzglę­du na wiel­kość rów­ną świ­ni i zawa­diac­ki wąs. Na co dzień miał zaba­wiać Wolan­da, a wśród swych upodo­bań znaj­do­wał sza­chy, wód­kę i broń, do tego poru­szał się na dwóch łapach i mówił.

Catwo­man – Bob Kane i Bill Fin­ger

Kobie­ta-Kot zade­biu­to­wa­ła w komik­sach w roku 1940, dokład­nie w „Bat­man vol. 1 #1”, gdzie odgry­wa­ła zło­czyń­cę. Na prze­strze­ni lat jej postać ewo­lu­owa­ła i sta­ła się raczej anty­bo­ha­ter­ką, ani­że­li czar­nym cha­rak­te­rem z praw­dzi­we­go zda­rze­nia. Nie­jed­no­krot­nie poma­ga­ła Mrocz­ne­mu Ryce­rzo­wi, a nawet sta­wa­ła się człon­kiem jego dru­ży­ny. W nie­któ­rych wer­sjach jej postać nawią­zu­je gra­cją, spo­so­bem zacho­wa­nia i gesta­mi do postę­po­wa­nia kota, cza­sem nawet wywo­dzi swe umie­jęt­no­ści od kociej bogi­ni, Bast (ale nie jest to kano­nicz­na gene­za).

Kot w butach – Char­les Per­rault

Powszech­nie zna­na w euro­pej­skiej tra­dy­cji folk­lo­ry­stycz­nej baśń ludo­wa zosta­ła wyko­rzy­sta­na przez Per­raul­ta do napi­sa­nia baśni lite­rac­kiej. Zasto­so­wa­na w ten spo­sób meto­da ret­te­lin­gu pozwo­li­ła auto­ro­wi przy­bli­żyć tak­że wyż­szym sfe­rom intry­gu­ją­cy tekst folk­lo­ru. Wyróż­nia­ją­cy­mi ele­men­ta­mi tego kota na tle innych jest fakt, że został on obda­rzo­ny licz­ny­mi przy­mio­ta­mi czło­wie­ka – mową, zło­żo­nym a racjo­nal­nym myśle­niem i spry­tem, pozwa­la­ją­cym mu osta­tecz­nie stać się wiel­moż­nym panem.

Har­ry Pot­ter – J.K. Row­ling

Na kar­tach powie­ści o szko­le cza­ro­dziei poja­wia się wie­le kotów, lecz bodaj dwa szcze­gól­nie powin­ny zapaść czy­tel­ni­kom w pamięć – Krzy­wo­łap i pani Nor­ris. O ile ten pierw­szy zacho­wu­je się tra­dy­cyj­nie jak na kota, czy­li polu­je na szczu­ry (ma to istot­ną wagę w trze­cim tomie) i zwy­cza­jo­wo krę­ci się po salo­nie Gryf­fin­do­ru, to pani Nor­ris speł­nia się jako swo­isty pomoc­nik woź­ne­go – infor­mu­ją­cy go w razie potrze­by o nie­po­żą­da­nych incy­den­tach i dba – na swój spo­sób – o bez­pie­czeń­stwo (motyw zaga­nia­nia sów do sowiar­nii).

Opo­wie­ści z Narnii – C.S. Lewis

Jed­nym z nie­odzow­nych ele­men­tów świa­ta przed­sta­wio­ne­go w książ­kach Lewi­sa jest lew Aslan, utoż­sa­mia­ny z Chry­stu­sem. Jako postać potra­fi być zarów­no okrut­ny i groź­ny, jak i sym­pa­tycz­ny i poucza­ją­cy, zawsze jed­nak dzia­ła w zgo­dzie z odwiecz­ny­mi pra­wa­mi, dla­te­go też okre­śla­ny jest jako jed­na z naj­bar­dziej szla­chet­nych istot (o ile nie naj­szla­chet­niej­sza) w Narnii. Wyglą­dem przy­po­mi­na praw­dzi­we­go lwa, nie­mniej jest oko­ło dwu­krot­nie więk­szy oraz potra­fi poro­zu­mie­wać się ludz­ką mową. Dla miesz­kań­ców Narnii sta­no­wi sym­bol spra­wie­dli­wo­ści, dobro­by­tu i wol­no­ści.

Ody­se­ja kota imie­niem Homer – Gwen Cooper

Jest to opo­wieść auto­bio­gra­ficz­na – z jed­nej stro­ny smut­na, z dru­giej pod­no­szą­ca na duchu. Razu pew­ne­go kobie­ta przy­gar­nę­ła nie­ty­po­we­go, bo śle­pe­go kota, porzu­co­ne­go wcze­śniej przez wła­ści­cie­li. Począt­ko­we oba­wy odno­śnie do wycho­wa­nia nie­peł­no­spraw­ne­go Home­ra pry­snę­ły z cza­sem, a on sam oka­zał się miłym, przy­tu­la­śnym i lubią­cym zaba­wę zwie­rza­kiem. Histo­ria nace­cho­wa­na jest pokaź­ną ilo­ścią pozy­tyw­nym emo­cji, oddzia­łu­je siłą prze­ka­zu mówią­cą, że praw­dzi­wa przy­jaźń jest… Śle­pa, choć bez­cen­na.

Kot w pustym miesz­ka­niu – Wisła­wa Szym­bor­ska

Wiersz nie­od­ża­ło­wa­nej poet­ki został napi­sa­ny tuż po utra­cie męża i widać w nim ogrom­ny wpływ tego zda­rze­nia. Pod­mio­tem tego tek­stu jest uczło­wie­czo­ny w wie­lu aspek­tach kot, odbie­ra­ją­cy rze­czy­wi­stość zwie­rzę­cy­mi zmy­sła­mi, przez któ­re czu­je, że zabra­kło mu kogoś bli­skie­go. Kot widzi, że nic nie zosta­ło zmie­nio­ne w miesz­ka­niu, choć widzi, iż nie wszyst­ko jest takie jak daw­niej. Szu­ka swe­go wła­ści­cie­la, ale praw­da przy­cho­dzi do nie­go powo­li.

Czar­ny kot – Edgar Allan Poe

W swym krót­kim utwo­rze gro­zy Poe zaser­wo­wał czy­tel­ni­kom wize­ru­nek kota, Plu­to­na, jako zwie­rza­ka dość sym­pa­tycz­ne­go i przy­mi­la­ją­ce­go się, a już na pew­no bez­względ­nie wier­ne­go swe­mu panu. Przy­naj­mniej na począt­ku, ponie­waż potem, na sku­tek dość maka­brycz­nych czy­nów, sta­je się coraz bar­dziej posęp­ny, aż wresz­cie ginie. Na chwi­lę, bowiem nie mija dużo cza­su, gdy poja­wia się w rodzi­mym domu i nie prze­wra­ca życia miesz­kań­ców do góry noga­mi.

Kot w sta­nie czy­stym – Ter­ry Prat­chett i Gray Jol­lif­fe

Oto książ­ka o praw­dzi­wych kotach, czy­li takich, co nie jedzą z mise­czek z pla­kiet­ką „dla kota”, nie poja­wia­ją się na kart­kach uro­dzi­no­wych, nie noszą obro­ży prze­ciw pchłom, ani nie gonią nicze­go, „z dzwo­necz­kiem w środ­ku”. Duet auto­rów pre­zen­tu­je w tej publi­ka­cji serię humo­ry­stycz­nych tek­stów o oso­bli­wych, nie­ty­po­wych (a raczej „typo­wych i natu­ral­nych”, jak gło­si blurb) histo­ry­jek z kota­mi w roli głów­nej – wszy­scy kocha­ją­cy koty powin­ni zaj­rzeć, bowiem nie­zwy­kle wia­ry­god­ny prze­wod­nik po życiu (nie)kotów.

Pre­zes i Kre­ska: jak koty tłu­ma­czą sobie świat – Łukasz Orbi­tow­ski

Bury a prę­go­wa­ny Pre­zes oraz peł­na wdzię­ku, okrą­glut­ka Kre­ska roz­ma­wia­ją na tema­ty wsze­la­kie. Oczy­wi­ście to dwa koty. Dość oso­bli­we, ale za to bar­dzo sym­pa­tycz­ne. Pre­zes odgry­wa tu rolę swo­iste­go men­to­ra, opo­wia­da­ją­ce­go o świe­cie, kocim świe­cie, róż­nią­cym się w wie­lu wzglę­dach od nasze­go. Nabie­ra­ją­cym nie­rzad­ko fan­ta­stycz­nych, z ludz­kiej per­spek­ty­wy, kształ­tów.

Przy­go­dy kota File­mo­na – Marek Nej­man i Sła­wo­mir Gra­bow­ski

Uro­cze­go kocur­ka i jego kapry­śne­go przy­ja­cie­la więk­szość zapew­ne koja­rzy z ani­mo­wa­nym seria­lem, emi­to­wa­ne­go naj­czę­ściej w trak­cie dobra­noc­ki. Nie­mniej jed­nak pier­wo­wzo­ry tych dwóch uro­czych zwie­rza­ków cie­szą tak­że w for­mie lite­rac­kiej – chy­ba niko­mu nie trze­ba przy­bli­żać żyją­cych na wsi posta­ci rezo­lut­ne­go bia­łe­go z brą­zo­wą ciap­ką kot­ka File­mo­na oraz star­sze­go, mru­kli­we­go Boni­fa­ce­go?

Dewey. Wiel­ki kot w małym mie­ście – Vic­ki Myron, Bret Wit­ter

Sama książ­ka ude­rza w podob­ne tony, co „Ody­se­ja kota imie­niem Homer”. Opo­wia­da o porzu­co­nym kocie, przy­gar­nię­tym przez biblio­te­kar­kę. Z pozo­ru zwy­czaj­ny zwie­rzak odmie­nia nie tyl­ko życie kobie­ty, ale tak­że przy­czy­nia się do ocie­ple­nia wize­run­ku insty­tu­cji, w któ­rej pra­cu­je. Kolej­na pozy­cja dla tych, któ­rzy uwiel­bia­ją histo­rie bez­in­te­re­sow­nej przy­jaź­ni mię­dzy czło­wie­kiem a zwie­rzę­ciem, poru­sza­ją­ca i dają­ca nadzie­ję na lep­sze jutro, a przy tym akcen­tu­ją­ca rolę, jaką odgry­wa­ją zwie­rza­ki domo­we w życiu ich wła­ści­cie­li.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy