Ciekawostki

Wspominając wielkich: Agatha Christie – pierwsza dama kryminału

Uta­len­to­wa­na, nie­zwy­kle płod­na lite­rac­ko, obda­rzo­na bły­sko­tli­wą inte­li­gen­cją i poczu­ciem humo­ru, a przy tym zaska­ku­ją­co nie­śmia­ła i skrom­na – Aga­tha Chri­stie była nie­tu­zin­ko­wą i inspi­ru­ją­cą posta­cią. Jej twór­czość, choć od jej lite­rac­kie­go debiu­tu minę­ło bli­sko 100 lat, nadal jest praw­dzi­wym feno­me­nem.

Naj­bar­dziej zna­ni boha­te­ro­wie, jakich wykre­owa­ła, to Her­ku­les Poirot – mały bel­gij­ski detek­tyw, jego przy­ja­ciel i nar­ra­tor wie­lu histo­rii z jego udzia­łem Arthur Hastings (inspi­ra­cją dla powsta­nia tej posta­ci był wier­ny towa­rzysz Sher­loc­ka Hol­me­sa, dr. Wat­son) oraz Jane Mar­ple – star­sza angiel­ska dama z detek­ty­wi­stycz­ną żył­ką. Wyda­jąc swo­ją pierw­szą książ­kę, pisar­ka mia­ła już trzy­dzie­ści lat. Od tego momen­tu uda­ło jej się opu­bli­ko­wać ponad 90 ksią­żek; głów­nie powie­ści kry­mi­nal­nych, ale też zbio­rów opo­wia­dań i sztuk teatral­nych. Pod pseu­do­ni­mem Mary West­ma­cott wyda­ła kil­ka roman­sów, któ­re rów­nież cie­szy­ły się popu­lar­no­ścią i zyska­ły pochleb­ne recen­zje. Zna­la­zła nawet czas na to, by napi­sać kil­ka ksią­żek auto­bio­gra­ficz­nych. Bywa­ły lata, kie­dy potra­fi­ła napi­sać trzy książ­ki rocz­nie! A wszyst­ko to mimo licz­nych podró­ży w dale­kie zakąt­ki ziem­skie­go glo­bu. Może­my tyl­ko domy­ślać się, o ile więk­szy był­by to doro­bek, gdy­by zaczę­ła pisać wcze­śniej…

Dziś Aga­tha Chri­stie zali­cza się do ści­słe­go gro­na naj­bar­dziej zna­nych i naj­le­piej sprze­da­ją­cych się auto­rek i auto­rów. Jej kry­mi­na­ły prze­bi­ły swo­ją popu­lar­no­ścią nawet inne­go wiel­kie­go gigan­ta gatun­ku – Arthu­ra Conan-Doy­la. Tak napraw­dę prze­bi­ły nie­mal wszyst­kich – sza­cu­je się, że wię­cej czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków zna­la­zły tyl­ko dzie­ła Szek­spi­ra i… Biblia. Dotych­czas uka­za­ły się ponad dwa miliar­dy(!) egzem­pla­rzy jej ksią­żek: jeden miliard w języ­ku angiel­skim i dru­gi w bli­sko pięć­dzie­się­ciu innych. Jej uzna­wa­na za kry­mi­nal­ne arcy­dzie­ło powieść „I nie było już niko­go” (wcze­śniej wyda­wa­na pod tytu­łem „Dzie­się­ciu Murzyn­ków”) do dziś jest naj­le­piej sprze­da­ją­cym się kry­mi­na­łem wszech cza­sów – do tej pory zna­la­zła ona ponad 100 milio­nów czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków. Jak­by tego było mało, Chri­stie pobi­ła jesz­cze inny rekord: jej sztu­ka teatral­na „Pułap­ka na myszy” jest naj­dłu­żej nie­prze­rwa­nie gra­ną sztu­ką na świe­cie – od jej pre­mie­ry w Lon­dy­nie mija w tym roku 65 lat. Była wysta­wia­na już ponad 26500 razy i wszyst­ko wska­zu­je na to, że będzie gra­na jesz­cze dłu­go, bo zain­te­re­so­wa­nie nie słab­nie…

Nie słab­nie też zain­te­re­so­wa­nie jej książ­ka­mi, cze­go efek­tem są licz­ne dodru­ki; kto wie, może za jakiś czas będzie­my mówić już o trzech miliar­dach sprze­da­nych egzem­pla­rzy…?
Sama Aga­tha Chri­stie była jed­nak oso­bą zaska­ku­ją­co nie­śmia­łą i stro­nią­cą od roz­gło­su, choć z całą pew­no­ścią nie nud­ną.

Dzie­ciń­stwo

Pisar­ka zasły­nę­ła pod nazwi­skiem Chri­stie, któ­re otrzy­ma­ła po pierw­szym mężu, jed­nak na świat przy­szła jako Aga­tha Mary Cla­ris­sa Mil­ler dokład­nie 15 wrze­śnia 1890 roku w malow­ni­czej nad­mor­skiej miej­sco­wo­ści Torqu­ay w połu­dnio­wo-zachod­niej Anglii w hrab­stwie Devon. Mie­ści­ła się tam rodzin­na posia­dłość jej mat­ki, Ash­field. Jej rodzi­ce: Bry­tyj­ka Cla­ra Boeh­mer i Ame­ry­ka­nin Fre­de­rick Mil­ler (przy­je­chał do Anglii na stu­dia, zako­chał się, został) docho­wa­li się troj­ga dzie­ci: naj­star­szej Mad­ge, Monty’ego i wła­śnie Aga­thy, któ­ra od sio­stry i bra­ta była znacz­nie młod­sza. Rodzi­na Mil­le­rów nale­ża­ła do zamoż­nej kla­sy śred­niej.

Dzie­ciń­stwo pisar­ki upły­wa­ło w epo­ce wik­to­riań­skiej, malow­ni­czo wyglą­da­ją­cej na sta­rych zdję­ciach, a w rze­czy­wi­sto­ści ści­ska­ją­cych Bry­tyj­ki i Bry­tyj­czy­ków cia­snym gor­se­tem kon­we­nan­sów. Jak jed­nak wie­my z „Auto­bio­gra­fii”, Chri­stie swo­je lata dzie­cię­ce, spę­dzo­ne bli­sko natu­ry i mor­skich plaż, w ogrom­nym, peł­nym tajem­ni­czych zaka­mar­ków domu, wspo­mi­na­ła nad wyraz cie­pło i tęsk­ni­ła za domem rodzin­nym, z któ­rym przy­szło jej się w koń­cu roz­stać.

Aga­tha Chri­stie już jako dziec­ko była nie­śmia­ła, intro­wer­tycz­na i wraż­li­wa. Mia­ła nie­wie­le kole­ża­nek i kole­gów, jej rodzeń­stwo było od niej dużo star­sze, więk­szość cza­su spę­dza­ła więc, bawiąc się samot­nie w ogro­dzie lub w towa­rzy­stwie uko­cha­nej nia­ni. W tam­tym okre­sie jej kre­atyw­ność wyra­ża­ła się w wymy­śla­niu naj­róż­niej­szych zabaw. Dodat­ko­wo kon­tak­ty z rówie­śni­ka­mi utrud­niał jej fakt, że nie uczęsz­cza­ła do szko­ły – uczy­ła się w domu. Czę­sto zupeł­nie sama – na przy­kład już w wie­ku pię­ciu lat opa­no­wa­ła umie­jęt­ność skła­da­nia liter; wbrew woli i ku roz­pa­czy swo­jej mat­ki, któ­ra chcia­ła wstrzy­mać się z czy­tel­ni­czą edu­ka­cją cór­ki do ukoń­cze­nia przez nią ósme­go roku życia, była bowiem prze­ko­na­na, że przed­wcze­sne czy­ta­nie szko­dzi na oczy i mózg…

Pierw­szy poważ­ny życio­wy dra­mat Aga­tha prze­ży­ła, mając zale­d­wie 11 lat. To wów­czas dotknę­ła ją przed­wcze­sna śmierć ojca, a jak­by tego było mało – jesz­cze spo­wo­do­wa­ne nią zała­ma­nie ner­wo­we mat­ki, któ­re wkrót­ce póź­niej przy­pła­ci­ła ona zawa­łem ser­ca. Przy­szła pisar­ka, bar­dzo zży­ta z mat­ką, doświad­cza­ła wte­dy przy­tła­cza­ją­ce­go lęku o jej życie. By upew­nić się, że mat­ce nic nie zagra­ża, zakra­da­ła się nocą do jej sypial­ni i spraw­dza­ła czy oddy­cha. Może­my tyl­ko pró­bo­wać wyobra­zić sobie, jak duży był nie­po­kój dziec­ka, któ­re czu­je potrze­bę postę­po­wa­nia w ten spo­sób. To jeden z wie­lu dowo­dów na emo­cjo­nal­ną wraż­li­wość Aga­thy, cechu­ją­cą ją tak­że w póź­niej­szych latach.

Ogrom­ną rolę w życiu, a póź­niej i twór­czo­ści Aga­thy Chri­stie odgry­wa­ły podró­że. Zaczę­ła dość wcze­śnie – jej pierw­szy dłuż­szy pobyt za gra­ni­cą przy­padł na lata 1895–96; kie­ru­nek: Fran­cja (Pau, Paryż, Dinard). Jako pięt­na­sto­lat­ka wraz z mat­ką ponow­nie wyje­cha­ła na dłu­żej do Pary­ża, gdzie z dużym zaan­ga­żo­wa­niem uczy­ła się m.in. śpie­wu, marząc o zosta­niu… śpie­wacz­ką ope­ro­wą. Marze­nie to jed­nak nigdy się nie speł­ni­ło, co rze­sze miło­śni­czek i miło­śni­ków pisar­stwa Chri­stie na całym świe­cie mogą skwi­to­wać dono­śnym „na szczę­ście”.

Pierw­sza miłość

W 1910 roku dwu­dzie­sto­let­nia Aga­tha wraz z mat­ką, któ­rej lekarz zale­cił zmia­nę kli­ma­tu, wyjeż­dża do Kairu w Egip­cie – ówcze­snej bry­tyj­skiej kolo­nii. Jed­nak zamiast zwie­dzać pusty­nie i pira­mi­dy (tego typu atrak­cje Aga­tha doce­ni dopie­ro póź­niej), pani i pan­na Mil­ler zaczy­na­ją inten­syw­nie udzie­lać się towa­rzy­sko, czy­li „bywać”. Pod­czas balów i kok­taj­li Aga­tha zbie­ra towa­rzy­skie szli­fy, choć trze­ba przy­znać, że idzie jej to dość opor­nie. Niech ilu­stra­cją tego będzie fakt, że po jed­nym z tań­ców z przy­szłą autor­ką best­sel­le­rów nie­ja­ki kapi­tan Cra­ke powie­dział do jej mat­ki: „Zwra­cam pani cór­kę. Umie tań­czyć, i to świet­nie. Teraz nale­ża­ło­by jesz­cze nauczyć ją mówić”.

Mimo wciąż cechu­ją­cej ją nie­śmia­ło­ści i raczej prze­cięt­nej uro­dy Aga­tha Mil­ler nie narze­ka­ła na brak ado­ra­to­rów. Kil­ka­krot­nie zarę­cza­ła się, a póź­niej zry­wa­ła zarę­czy­ny, nie­pew­na swo­ich uczuć. Aż wresz­cie 12 paź­dzier­ni­ka 1912 roku pod­czas balu w rodzin­nym Torqu­ay pozna­ła star­sze­go od sie­bie o rok puł­kow­ni­ka Archi­bal­da Chri­stie. Przy­padł jej do gustu ten wyso­ki, błę­kit­no­oki blon­dyn o lek­ko gar­ba­tym nosie – z wza­jem­no­ścią. Zaczę­li się spo­ty­kać, a kie­dy w dwa lata póź­niej zaak­cep­to­wa­no wnio­sek Archie­go o przy­ję­cie do Kró­lew­skie­go Kor­pu­su Lot­ni­cze­go, oświad­czył się on Aga­cie i został przy­ję­ty. Ślub odbył się bez żad­nych wcze­śniej­szych przy­go­to­wań w wigi­lię 1914 roku pod­czas prze­pust­ki Archie­go z woj­ska; świa­dek mał­żeń­stwa został dosłow­nie zgar­nię­ty z uli­cy!
Osta­tecz­nie Archie wró­cił z fron­tu w 1919 roku; para zamiesz­ka­ła w Lon­dy­nie, a nie­dłu­go póź­niej parze uro­dzi­ła się cór­ka Rosa­lind.

Archie tak pisał o Aga­cie w liście: „Miła i uczyn­na, lubi zwie­rzę­ta z wyjąt­kiem roba­ków i kara­lu­chów; lubi isto­ty ludz­kie, wyjąw­szy mężów (z zasa­dy). Zwy­kle leni­wa, potra­fi jed­nak wykrze­sać z sie­bie dużo ener­gii. Zdro­wa, o dobrym wzro­ku, nie lubi wspi­nać się na wzgó­rza. Inte­li­gent­na, o wyro­bio­nym sma­ku arty­stycz­nym. Nie­po­spo­li­ta i cie­kaw­ska. Sym­pa­tycz­na twarz, pięk­ne wło­sy; świet­na figu­ra i dosko­na­ła cera. Potra­fi być prze­mi­ła. Nie­okieł­zna­na, ale oswo­jo­na sta­nie się kocha­ją­cą i odda­ną żoną”.

Twór­czość kry­mi­nal­na

Jed­ną z uko­cha­nych powie­ści mło­dziut­kiej Aga­thy była „Tajem­ni­ca żół­te­go poko­ju” autor­stwa Gasto­na Lero­uxa opu­bli­ko­wa­na w odcin­kach w 1907 roku – jeden z pierw­szych kry­mi­na­łów, w któ­rych zagad­kę sta­no­wi­ło mor­der­stwo doko­na­ne w zamknię­tym pomiesz­cze­niu, do któ­re­go (przy­naj­mniej pozor­nie) nikt nie miał wstę­pu. Przy­szła pisar­ka dosłow­nie pochła­nia­ła kry­mi­na­ły, aż w koń­cu przy­szedł czas, kie­dy wresz­cie sama mia­ła zacząć je pisać. Co cie­ka­we, te twór­cze zapę­dy mia­ły też dość niskie pobud­ki – cho­dzi­ło bowiem mię­dzy inny­mi o zazdrość Aga­thy wobec star­szej sio­stry Mad­ge. Mia­ła ona rów­nież lite­rac­ki talent, choć osta­tecz­nie nie odnio­sła tak spek­ta­ku­lar­ne­go suk­ce­su (w 1924 r. wysta­wio­no jej sztu­kę „The Cla­imant”). Mad­ge z całą pew­no­ścią jest tutaj jed­nak pozy­tyw­ną boha­ter­ką – to ona na kil­ka lat przed lite­rac­kim debiu­tem Aga­thy rzu­ci­ła jej wyzwa­nie, mówiąc, że pew­nie nie zdo­ła­ła­by ona napi­sać kry­mi­na­łu. Kie­dy pod­czas I woj­ny świa­to­wej Aga­tha Chri­stie pra­co­wa­ła w przy­szpi­tal­nej apte­ce, wol­ny czas poświę­ca­ła wła­śnie na obmy­śla­nie fabu­ły swo­jej powie­ści. Zaczę­ła w 1916 roku, jed­nak z wyda­niem książ­ki musia­ła jesz­cze czte­ry lata pocze­kać.

Tajem­ni­cza histo­ria w Sty­les”, kry­mi­nał zaska­ku­ją­co dobry jak na lite­rac­ki debiut, choć może odro­bi­nę prze­kom­bi­no­wa­ny (pierw­szy, ale nie ostat­ni w dorob­ku pisar­ki, któ­ry moż­na by tak okre­ślić), nie od razu przy­pa­dła do gustu wydaw­com – dwaj pierw­si odrzu­ci­li książ­kę. Trze­ci, John Lane, zgo­dził się książ­kę wydać, ale zapro­po­no­wał pisar­ce nie­zbyt korzyst­ny kon­trakt, któ­ry zobo­wią­zy­wał ją dodat­ko­wo do napi­sa­nia dla nie­go jesz­cze co naj­mniej pię­ciu ksią­żek. Aga­tha jed­nak zgo­dzi­ła się na wszyst­ko bez szem­ra­nia – być może po czę­ści z powo­du swo­jej nie­śmia­ło­ści, ale też deter­mi­na­cji, by wydać książ­kę. Na szczę­ście wkrót­ce póź­niej pozna­ła Edmun­da Cor­ka, agen­ta, któ­ry przez kolej­ne pół wie­ku bar­dzo pro­fe­sjo­nal­nie repre­zen­to­wał pisar­kę i dobrze dbał o jej inte­re­sy.

Tajem­ni­cza histo­ria w Sty­les” to książ­ka bar­dzo waż­na nie tyl­ko dla Chri­stie oso­bi­ście, ale też dla histo­rii świa­to­wej lite­ra­tu­ry kry­mi­nal­nej. Powód jest oczy­wi­sty – to pierw­sza książ­ka, w któ­rej poja­wia się postać eks­cen­trycz­ne­go małe­go Bel­ga Her­ku­le­sa Poirot, byłe­go poli­cjan­ta, uchodź­cy, któ­ry uciekł do Anglii przed woj­ną sza­le­ją­cą na kon­ty­nen­cie, by szyb­ko dać się poznać jako nie­zwy­kle sku­tecz­ny pry­wat­ny detek­tyw obda­rzo­ny nie­zwy­kle prze­ni­kli­wy­mi „mały­mi sza­ry­mi komór­ka­mi” i dużą wie­dzą na temat ludz­kiej natu­ry. Na wzór Arthu­ra Conan-Doyle’a, Chri­stie wpro­wa­dzi­ła też postać przy­ja­cie­la głów­ne­go boha­te­ra i jed­no­cze­śnie nar­ra­to­ra, poczci­we­go i pokła­da­ją­ce­go zaska­ku­ją­co dużo wia­ry w swój umysł w sto­sun­ku do jego moż­li­wo­ści kapi­ta­na Arthu­ra Hasting­sa. Poiro­ta i Hasting­sa połą­czy­ła głę­bo­ka przy­jaźń, a wie­le ich dia­lo­gów, podob­nie jak pierw­szo­oso­bo­wa nar­ra­cja Hasting­sa, któ­ry czę­sto mie­wa trud­no­ści ze zro­zu­mie­niem toku myśle­nia przy­ja­cie­la, wpro­wa­dza do histo­rii tych dwóch boha­te­rów uro­cze ele­men­ty humo­ry­stycz­ne. W póź­niej­szych książ­kach Chri­stie czę­ściej się­ga­ła po nar­ra­cję trze­cio­oso­bo­wą; nie w każ­dej histo­rii o Her­ku­le­sie Poirot wystę­po­wał też Hastings (w pew­nym momen­cie Chri­stie oże­ni­ła go i wysła­ła na ran­czo w Argen­ty­nie, rzad­ko więc bywał w Anglii), jed­nak jego duch cały czas uno­sił się nad opo­wia­da­ną przez Chri­stie histo­rią – przy­wo­ły­wa­ny choć­by we wspo­mnie­niach małe­go Bel­ga.

Czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­cy szyb­ko poko­cha­li Her­ku­le­sa Poirot i stał się on naj­po­pu­lar­niej­szym ze wszyst­kich boha­te­rów ksią­żek Chri­stie, choć ona sama po latach przy­zna­wa­ła, że po pew­nym cza­sie mały Belg, jego dzi­wac­twa i sta­now­czy cha­rak­ter zaczę­ły ją nie­co nużyć. Pisar­ka więk­szą sym­pa­tią obda­rza­ła pan­nę Mar­ple – nie­po­zor­ną star­szą panią z detek­ty­wi­stycz­nym zacię­ciem, któ­ra wie­lo­krot­nie poma­ga­ła poli­cji w roz­wią­za­niu spraw, któ­re wyda­wa­ły się prze­ra­stać poczci­wych inspek­to­rów. Pierw­sza powieść z udzia­łem pan­ny Mar­ple uka­za­ła się jed­nak dopie­ro dzie­sięć lat po debiu­cie Chri­stie, w 1930 roku. Było to rów­nież bar­dzo uda­ne „Mor­der­stwo na ple­ba­nii”, jed­na z wie­lu powie­ści Chri­stie, któ­rej akcja dzie­je się na pozor­nie spo­koj­nej i siel­skiej pro­win­cji.
Tym­cza­sem jed­nak „Tajem­ni­cza histo­ria w Sty­les” zebra­ła wie­le pochleb­nych recen­zji, choć, jak przy­zna­ła sama pisar­ka, chy­ba naj­więk­szą przy­jem­ność spra­wi­ła jej ta, któ­ra uka­za­ła się w perio­dy­ku far­ma­ceu­tycz­nym i chwa­li­ła jej… zna­jo­mość tru­cizn. Wie­dza na temat tok­syn, któ­rą Chri­stie wynio­sła z pra­cy w apte­ce, przy­da­ła jej się póź­niej wie­lo­krot­nie do stwo­rze­nia prze­ko­nu­ją­cych intryg oraz dość wia­ry­god­nych (zwłasz­cza w tam­tym okre­sie) por­tre­tów osób uza­leż­nio­nych od nar­ko­ty­ków.

Uka­za­nie się pierw­szej powie­ści zapo­cząt­ko­wa­ło trwa­ją­ce kil­ka dekad pasmo suk­ce­sów pisar­ki, któ­ra wyda­ła w kolej­nych latach jesz­cze aż 32 powie­ści z udzia­łem Poirot, a tak­że stwo­rzy­ła wie­lu innych boha­te­rów i boha­te­rek, w tym wspo­mnia­ną już Jane Mar­ple, czy też Tommy’ego i Tup­pen­ce Beres­ford – parą detek­ty­wów-ama­to­rów.

Tajem­ni­ca tego suk­ce­su była wie­lo­krot­nie tema­tem nie tyl­ko roz­wa­żań i spe­ku­la­cji, ale też przed­mio­tem badań nauko­wych. Wśród przy­czyn nie­słab­ną­cej popu­lar­no­ści twór­czo­ści Chri­stie wymie­nia się jej nie­zwy­kłą umie­jęt­ność two­rze­nia ele­ganc­kich i nie­mal zawsze świe­żych zaga­dek kry­mi­nal­nych (Chri­stie wyraź­nie bar­dzo sta­ra­ła się, by nie moż­na było oskar­żyć jej o wtór­ność), a tak­że barw­nych posta­ci zarów­no pierw­szo-, jak i dru­go­pla­no­wych. Jed­nak ogrom­ne zna­cze­nie miał też jej styl nar­ra­cji. Opo­wia­da­nia i powie­ści Chri­stie nie­mal nigdy nie są prze­ga­da­ne, pisar­ka sta­ra się uni­kać mora­li­zo­wa­nia i nie­po­trzeb­nych opi­sów (choć poja­wia­ją się one nie­ste­ty w tych utwo­rach, któ­re pisa­ła, będąc już w zaawan­so­wa­nym wie­ku). Jej język jest zwię­zły, pre­cy­zyj­ny, a przy tym bar­dzo suge­styw­ny i „żywy”, co spra­wia, że potrze­bo­wa­ła ona zale­d­wie kil­ku zdań, by nakre­ślić atmos­fe­rę sytu­acji czy cha­rak­ter posta­ci. Mia­ła też talent do natu­ral­nych, bły­sko­tli­wych dia­lo­gów. W efek­cie jej pro­zę, nawet po bli­sko stu latach, bar­dzo dobrze i lek­ko się czy­ta. Nie­wie­le utwo­rów lite­rac­kich tak dobrze prze­cho­dzi pró­bę cza­su.

Praw­dzi­wy roz­głos przy­nio­sła jed­nak Aga­cie opu­bli­ko­wa­na w 1926 roku powieść „Zabój­stwo Roge­ra Ackroy­da”; nowa­tor­ska, z wyjąt­ko­wo zaska­ku­ją­cym zakoń­cze­niem, podej­mu­ją­ca szcze­gól­nie wyra­fi­no­wa­ną grę z czy­tel­ni­kiem – wię­cej nie napi­szę, bo tym, któ­rzy jesz­cze jej nie czy­ta­li, nie chcę popsuć zaba­wy nie­po­trzeb­nym spoj­le­rem. „Le Mon­de” umie­ścił tę książ­kę na liście stu naj­więk­szych powie­ści XX wie­ku.

W 1929 roku Chri­stie dołą­czy­ła do Klu­bu Detek­ty­wów, któ­ry zrze­szał (i czy­ni to nadal) auto­rów i autor­ki kry­mi­na­łów. W 1931 roku we współ­pra­cy z inny­mi jego człon­ka­mi Chri­stie napi­sa­ła powieść „The Flo­ating Admi­ral”. Wie­le lat póź­niej, w 1958 roku obję­ła funk­cję jego prze­wod­ni­czą­cej, pod warun­kiem jed­nak­że, że nie będzie zmu­szo­na wygła­szać żad­nych prze­mó­wień (były one dotych­czas istot­nym ele­men­tem dość sno­bi­stycz­ne­go i tajem­ni­cze­go rytu­ału przyj­mo­wa­nia nowych osób w poczet człon­kiń i człon­ków).

Chri­stie, jesz­cze będąc u szczy­tu karie­ry, w cza­sie II woj­ny świa­to­wej (któ­ra bar­dzo nią wstrzą­snę­ła) napi­sa­ła dwie powie­ści koń­czą­ce losy dwoj­ga naj­waż­niej­szych jej boha­te­rów: Her­ku­le­sa Poirot i Jane Mar­ple. Z Poirot poże­gna­ła się powie­ścią „Kur­ty­na”, w któ­rej słyn­ny detek­tyw umie­ra w bar­dzo szcze­gól­nych oko­licz­no­ściach. Z Jane Mar­ple (praw­do­po­dob­nie w efek­cie oso­bi­stej sym­pa­tii do tej boha­ter­ki) Chri­stie obe­szła się znacz­nie łagod­niej – star­sza pani, po tym, jak w „Uśpio­nym mor­der­stwie” roz­wią­zu­je zagad­kę, wra­ca po pro­stu spo­koj­nie do swo­je­go małe­go dom­ku na angiel­skiej pro­win­cji… Obie powie­ści na dłu­gie lata zło­żo­no w sej­fie. „Kur­ty­na” uka­za­ła się w 1975 roku, rok przed śmier­cią pisar­ki, zaś „Uśpio­ne mor­der­stwo” opu­bli­ko­wa­no dopie­ro po jej śmier­ci.

Dru­gi kry­zys i tajem­ni­cze znik­nię­cie

Pierw­sza poło­wa lat dwu­dzie­stych upły­nę­ła Aga­cie Chri­stie pod zna­kiem lite­rac­kich suk­ce­sów i rodzin­ne­go szczę­ścia, jed­nak już mniej wię­cej od 1924 roku nad jej mał­żeń­skim życiem zaczę­ły zbie­rać się ciem­ne chmu­ry. W tym roku pań­stwo Chri­stie prze­nie­śli się z Lon­dy­nu do Sun­ning­da­le, gdzie kupi­li pierw­szy dom – rezy­den­cję o nazwie… Sty­les. Mimo to, Archi­bald Chri­stie nadal pra­co­wał w sto­li­cy i spę­dzał tam zde­cy­do­wa­ną więk­szość cza­su, wol­ne chwi­le poświę­ca­jąc na grę w gol­fa. I wła­śnie na polu gol­fo­wym poznał mło­dą pan­nę Nan­cy Neele. Od gry w gol­fa z pan­ną Neele prze­szedł do miło­ści, a ponie­waż uczu­cie było odwza­jem­nio­ne, zde­cy­do­wał się roz­stać z żoną.

Rok 1926 miał oka­zać się jed­nym z naj­trud­niej­szych w życiu Aga­thy. Pierw­szym cio­sem była śmierć uko­cha­nej mat­ki. Jesz­cze się po nim nie pod­nio­sła, kie­dy otrzy­ma­ła kolej­ny – nie cze­ka­jąc, aż Aga­tha pozbie­ra się po utra­cie mat­ki, mąż zażą­dał roz­wo­du. Po latach, bar­dzo wyro­zu­mia­le, Chri­stie pisa­ła o tym w swo­jej „Auto­bio­gra­fii”: „Archie nie umiał wytrzy­mać tego wszech­obec­ne­go smut­ku. Stąd też stał się wraż­li­wy na inne wpły­wy”. Te „inne wpły­wy” odno­si­ły się przede wszyst­kim do pan­ny Neele. Wpraw­dzie kil­ka tygo­dni póź­niej Archie pro­sił żonę o wyba­cze­nie, prze­ko­nu­jąc, że popeł­nił błąd, jed­nak osta­tecz­nie mał­żeń­stwa nie uda­ło się ura­to­wać.

Naj­praw­do­po­dob­niej w efek­cie prze­ży­te­go przez nią zała­ma­nia ner­wo­we­go w nocy z 3 na 4 grud­nia 1926 roku Aga­tha Chri­stie bez sło­wa zało­ży­ła futro i w lek­kich pan­to­flach na szpil­kach i ele­ganc­kiej sukien­ce zasia­dła za kie­row­ni­cą uko­cha­ne­go samo­cho­du moris­sa cow­leya, zni­ka­jąc w ciem­no­ści… na 11 dni. Ten epi­zod z życia pisar­ki wciąż oto­czo­ny jest aurą tajem­ni­cy i osta­tecz­nie nigdy nie stwier­dzo­no z całą pew­no­ścią, jakie były przy­czy­ny i prze­bieg tych wypad­ków.

Osta­tecz­nie przez tych 11 dni pisar­ki szu­ka­ła cała Wiel­ka Bry­ta­nia nie wyłą­cza­jąc poli­cji i pra­sy, mąż bowiem zgło­sił jej zagi­nię­cie, usta­no­wio­no też nagro­dę w wyso­ko­ści bar­dzo dużej wów­czas sumy 100 fun­tów za każ­dą infor­ma­cję, któ­ra mogła­by pomóc w odna­le­zie­niu pisar­ki. Sza­cu­je się, że w poszu­ki­wa­nia zaan­ga­żo­wa­nych było 15 tysię­cy wolon­ta­riu­szek i wolon­ta­riu­szy. O pomoc w poszu­ki­wa­niach popro­szo­no nawet same­go Arthu­ra Conan Doyle’a! Jak się oka­za­ło, w tym samym cza­sie Chri­stie zaszy­ła się przed świa­tem w pół­noc­no­an­giel­skim uzdro­wi­sku Har­ro­ga­te w hote­lu Hydro­pa­thic. Zosta­ła wpraw­dzie roz­po­zna­na przez obsłu­gę hote­lu, jed­nak nikt z niej nie zdra­dził miej­sca poby­tu pisar­ki – waż­niej­sza oka­za­ła się lojal­ność wzglę­dem klient­ki. Chri­stie zamel­do­wa­ła się w hote­lu jako… The­re­sa Neele, czy­li kochan­ka jej męża. Z rela­cji świad­ków wyni­ka, że w cza­sie poby­tu dość chęt­nie gra­ła w bry­dża i bra­ła udział w wie­czor­kach tanecz­nych, czy­ta­ła też gaze­ty – w tym donie­sie­nia z poszu­ki­wań Aga­thy Chri­stie…

Kie­dy wresz­cie 14 grud­nia Archie w asy­ście poli­cji zja­wił się w Har­ro­ga­te, by zabrać żonę do domu, pra­sie wyja­śnio­no, że źró­dłem całej sytu­acji były pro­ble­my z pamię­cią Aga­thy. Oczy­wi­ście jed­nak poja­wi­ły się róż­ne spe­ku­la­cje. Szu­ka­ją­ce sen­sa­cji media oraz ich czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki, roz­wa­ża­ły róż­ne moż­li­wo­ści – wśród nich zwłasz­cza tę, że rze­ko­me zagi­nię­cie Chri­stie było celo­wo zapla­no­wa­ną akcją „mar­ke­tin­go­wą”, mają­cą zwró­cić uwa­gę opi­nii publicz­nej na pisar­kę. Byli i tacy, któ­rzy twier­dzi­li, że Chri­stie zagi­nę­ła, bo mąż chciał się jej pozbyć…

Osta­tecz­nie jed­nak chy­ba naj­bar­dziej praw­do­po­dob­na jest ofi­cjal­na wer­sja z zani­kiem pamię­ci. W następ­stwie prze­ży­te­go zała­ma­nia ner­wo­we­go, sil­ne­go wstrzą­su i stre­su, Chri­stie mogła doświad­czyć poważ­nych zabu­rzeń pamię­ci i toż­sa­mo­ści, a zwłasz­cza tzw. fugi dyso­cja­cyj­nej. Zabu­rze­nie to, będą­ce następ­stwem sil­ne­go stre­su, pole­ga na uciecz­ce z dotych­cza­so­wej sytu­acji np. w zmia­nę pra­cy zawo­do­wej bądź dale­ką podróż. Oso­by znaj­du­ją­ce się w sta­nie fugi doświad­cza­ją cał­ko­wi­tej amne­zji wstecz­nej, to zna­czy są nie­świa­do­me wła­snej prze­szło­ści i toż­sa­mo­ści, mogą spra­wiać wra­że­nie zagu­bio­nych i roz­ko­ja­rzo­nych (a takie wła­śnie wra­że­nie robi­ła na obsłu­dze hote­lu Aga­tha, któ­ra nie była w sta­nie przy­po­mnieć sobie imie­nia swe­go męża i cór­ki). Mimo to ich zacho­wa­nie jest dość spój­ne i logicz­ne (obser­wo­wa­ne z zewnątrz wyda­ją się dość „nor­mal­nie” funk­cjo­no­wać, choć nie­któ­re ich wypo­wie­dzi mogą wyda­wać się dziw­ne, bo nie­do­pa­so­wa­ne do kon­tek­stu). Z kolei po powro­cie do zdro­wia nie są w sta­nie przy­po­mnieć sobie tego, co dzia­ło się w okre­sie fugi. Podob­nie było z Aga­thą, któ­ra rodzo­ną sio­strę roz­po­zna­ła dopie­ro po kil­ku dniach.
Hipo­te­za ta jest tym bar­dziej praw­do­po­dob­na, jeśli oce­nia­my ją w kon­tek­ście naszej wie­dzy o oso­bo­wo­ści Chri­stie, któ­ra była bar­dzo wraż­li­wa, nie­śmia­ła, z wyraź­ną ten­den­cją do prze­ży­wa­nia lęku, a więc moż­li­we, że podat­na na nega­tyw­ny wpływ doświad­czeń stre­su­ją­cych i trau­ma­tycz­nych.

O tym, że nie była to misty­fi­ka­cja, może świad­czyć rów­nież fakt, że Aga­tha nigdy póź­niej przez całe swo­je życie nie mówi­ła o tym, co się wów­czas zda­rzy­ło. Sta­ran­nie pomi­nę­ła to rów­nież w swo­jej „Auto­bio­gra­fii” i wywia­dach. Wie­le wska­zu­je na to, że napraw­dę nie pamię­ta­ła tych wyda­rzeń, a nawet że mogła być nimi bar­dzo zakło­po­ta­na.
Osta­tecz­nie Archie i Aga­tha roz­wie­dli się w kwiet­niu 1928 roku.

Dru­ga miłość

Koniec mał­żeń­stwa z męż­czy­zną, któ­re­mu nie­gdyś tak ufa­ła i któ­re­go mia­ła za przy­ja­cie­la, głę­bo­ko wstrzą­snął Aga­thą. Aby ode­rwać się od przy­krej rze­czy­wi­sto­ści, pisar­ka posta­no­wi­ła wyru­szyć w podróż słyn­nym Orient Eks­pre­sem na Bli­ski Wschód. W cza­sie tej podró­ży w jej bły­sko­tli­wym umy­śle zakieł­ko­wał pomysł na jed­ną z jej naj­gło­śniej­szych (i zara­zem jed­nej z tych bar­dziej prze­kom­bi­no­wa­nych) powie­ści „Mor­der­stwo w Orient Expres­sie”.

Jesie­nią 1928 roku Chri­stie dotar­ła do Bag­da­du i mia­sta Ur, gdzie zaprzy­jaź­ni­ła się z pro­wa­dzą­cym tam wyko­pa­li­ska arche­olo­giem Leonar­dem Woolley’em oraz jego żoną Katha­ri­ne, uta­len­to­wa­ną i pięk­ną malar­ką. Nowe życie dla Chri­stie zaczę­ło się dwa lata póź­niej, kie­dy odwie­dzi­ła ich ponow­nie i pozna­ła 25-let­nie­go Maxa Mal­lo­wa­na, obie­cu­ją­ce­go arche­olo­ga i zara­zem asy­sten­ta Wool­leya.
Max wspo­mi­nał póź­niej „Od razu uzna­łem ją za naj­mil­szą oso­bę pod słoń­cem”. Począt­ko­wo Aga­tha oba­wia­ła się anga­żo­wać w tę zna­jo­mość – była wszak o 14 lat star­sza od swe­go ado­ra­to­ra! Mimo to, z tego wyjaz­du wró­ci­li do Anglii razem, a już 11 wrze­śnia 1930 roku wzię­li ślub. Ze wspo­mnień pisar­ki wyni­ka, że byli dobra­ną parą, a ich mał­żeń­stwo było szczę­śli­we aż do śmier­ci Chri­stie w 1976 roku (Max zmarł dwa lata póź­niej).

Aga­tha Chri­stie mia­ła do sie­bie ogrom­ny i budzą­cy duża sym­pa­tię dystans. Żar­to­wa­ła: „Arche­olog to naj­lep­szy mąż, jakie­go moż­na sobie wyobra­zić. Im star­sza sta­je się żona, tym bar­dziej wzra­sta jej war­tość w oczach męża”.

W roku 1938 pań­stwo Mal­lo­wan osie­dli w kupio­nej przez sie­bie sta­rej posia­dło­ści Gre­en­way House nad rze­ką Dart. Uwa­gę zwra­ca­ły tu zwłasz­cza pięk­ne, roz­le­głe ogro­dy, któ­re mogły przy­po­mi­nać pisar­ce dzie­ciń­stwo. Nie­ste­ty, cie­szy­li się nimi krót­ko, bo po wybu­chu II woj­ny świa­to­wej posia­dłość zosta­ła prze­ję­ta przez woj­sko i zwró­co­na Mal­lo­wa­nom dopie­ro w 1945 roku. Co cie­ka­we, pod­czas woj­ny Aga­tha znów – jako wolon­ta­riusz­ka – pra­co­wa­ła w apte­ce, zaś Max… w lot­nic­twie.

W cza­sie oko­ło­wo­jen­nej zawie­ru­chy Aga­tha Chri­stie opu­bli­ko­wa­ła ponad 10 ksią­żek i po zakoń­cze­niu woj­ny była już bar­dzo zna­ną pisar­ką. Jej licz­ni czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki byli żywo zain­te­re­so­wa­ni nie tyl­ko jej twór­czo­ścią, ale też życiem, ona jed­nak tro­skli­wie chro­ni­ła przed postron­ny­mi swo­je życie pry­wat­ne, nie­chęt­nie udzie­la­ła wywia­dów i sta­now­czo naci­ska­ła, by jej „Auto­bio­gra­fię” opu­bli­ko­wa­no dopie­ro po jej śmier­ci – tak się zresz­tą sta­ło. Zro­bi­ła jed­nak jeden wyją­tek od tej regu­ły – w 1946 roku, pod nazwi­skiem Aga­tha Chri­stie Mal­lo­wan, opu­bli­ko­wa­ła auto­bio­gra­ficz­ną książ­kę zaty­tu­ło­wa­ną „Opo­wiedz­cie, jak tam żyje­cie”. Opi­sa­ła w niej – w lek­kiej i dow­cip­nej for­mie – swo­je wspo­mnie­nia z podró­ży odby­tych z mężem w latach trzy­dzie­stych do Syrii i Ira­ku, kie­dy to towa­rzy­szy­ła Mak­so­wi przez kil­ka sezo­nów pod­czas wyko­pa­lisk. Tytuł książ­ki nawią­zy­wał do pyta­nia, któ­re czę­sto mie­li zada­wać jej przy­ja­cie­le i zna­jo­mi, a jej lek­tu­ra rów­nież dziś spra­wia wie­le przy­jem­no­ści.

Opu­bli­ko­wa­ne przez Chri­stie auto­bio­gra­ficz­ne książ­ki są kopal­nią infor­ma­cji na jej temat, ale też oczy­wi­ście tyl­ko tych, któ­re chcia­ła prze­ka­zać. Dowia­du­je­my się z nich m.in., cze­go słyn­na pisar­ka nie zno­si­ła (hała­su, tłu­mu, przy­jęć, roz­wle­kłych roz­mów, dymu papie­ro­so­we­go, alko­ho­lu, sma­ku i zapa­chu goto­wa­ne­go mle­ka, dże­mu poma­rań­czo­we­go, ostryg, pochmur­ne­go nie­ba, a tak­że… doty­ku pta­ków), oraz co darzy­ła szcze­gól­ną sym­pa­tią (dobre jedze­nie, a zwłasz­cza devoń­ską śmie­ta­nę i jabł­ka, muzy­kę, ciszę i spo­kój, słoń­ce, sen i marze­nia, swój pierw­szy wła­sny samo­chód – sza­ry mor­ris cow­ley – tak, ten sam, samo­lo­ty i pocią­gi, licz­bo­we łami­głów­ki, mor­skie kąpie­le, zapach kawy, kon­wa­lie, psy i teatr – nie­ko­niecz­nie w tej kolej­no­ści).

Podró­że

W wie­lu utwo­rach Chri­stie ude­rza zna­jo­mość opi­sa­nych realiów roz­ma­itych mniej lub bar­dziej egzo­tycz­nych kra­jów: od Fran­cji po Egipt. W rze­czy­wi­sto­ści Chri­stie zwie­dzi­ła wszyst­kie kra­je, o któ­rych pisze i naj­czę­ściej pozo­sta­wa­ła w nich znacz­nie dłu­żej, niż pozwa­la­ją na to dzi­siej­sze wyciecz­ki all inc­lu­si­ve. Mogła więc, korzy­sta­jąc ze swo­je­go wyjąt­ko­we­go zmy­słu obser­wa­cji, któ­ry doty­czył zarów­no miejsc, jak i ludzi, napraw­dę dobrze je poznać. Dzię­ki temu jej twór­czość jest tak róż­no­rod­na pod wzglę­dem tła dla każ­dej z opo­wie­dzia­nych histo­rii: w jej książ­kach akcja dzie­je się i w zamknię­tych prze­strze­niach i pośród zie­le­ni angiel­skiej pro­win­cji, i w ser­cu Lon­dy­nu, i – wresz­cie – w wie­lu nie­zwy­kłych zakąt­kach glo­bu (a tak­że środ­kach loko­mo­cji takich jak pociąg, samo­lot, paro­sta­tek czy trans­atlan­tyk).

W 1922 roku, kie­dy jesz­cze uczu­cie mię­dzy nią a Archiem kwi­tło, Aga­tha Chri­sie odby­ła z mężem nie­zwy­kłą podróż dooko­ła świa­ta, pod­czas któ­rej odwie­dzi­li m.in. Afry­kę Połu­dnio­wą, Austra­lię, Nową Zelan­dię, Kana­dę i Hawa­je (gdzie pisar­ka z dobrym skut­kiem pró­bo­wa­ła swo­ich sił w nauce sur­fo­wa­nia). Dla pana Chri­stie był to wyjazd służ­bo­wy – jego celem było zebra­nie mate­ria­łów do Wysta­wy Impe­rium Bry­tyj­skie­go. Dla Aga­thy zaś była to nie tyl­ko przy­go­da, ale też kopal­nia inspi­ra­cji dla dal­szej twór­czo­ści. Jedy­nym poważ­nym kło­po­tem była dla niej kosz­mar­na cho­ro­ba mor­ska, któ­ra dopa­da­ła ją na pokła­dzie stat­ków, odbie­ra­jąc nie tyl­ko radość z podró­ży, ale wręcz chęć do życia. Tą samą przy­pa­dło­ścią pisar­ka obda­rzy­ła zresz­tą też Her­ku­le­sa Poirot, trud­no jed­nak powie­dzieć, czy zło­śli­wie, czy też prze­ciw­nie – z chę­ci utoż­sa­mie­nia się z jego posta­cią, a może jesz­cze z cał­kiem inne­go powo­du.

Dzię­ki licz­nym napi­sa­nym z tej podró­ży wspo­mnie­niom i listom Aga­thy powsta­ła wyda­na już po śmier­ci pisar­ki książ­ka „Moja podróż po Impe­rium”, zre­da­go­wa­na i opa­trzo­na wstę­pem przez wnu­ka Aga­ty Chri­stie Mathew Pri­char­da. W publi­ka­cji tej zebrał on też archi­wal­ne foto­gra­fie z pry­wat­ne­go rodzin­ne­go zbio­ru (nie­któ­re wyko­na­ne przez samą Chri­stie) oraz wycin­ki pra­so­we, w zaska­ku­ją­co żywy spo­sób por­tre­tu­jąc daw­no minio­ny świat i uka­zu­jąc zaska­ku­ją­ce, śmia­łe obli­cze samej Aga­thy.

Pod zna­kiem wspól­nych podró­ży upły­wa­ło też jej życie u boku dru­gie­go męża, Maxa Mel­lo­wa­na, któ­re­mu chęt­nie towa­rzy­szy­ła w wyjaz­dach służ­bo­wych. Ze wspo­mnia­nej już książ­ki „Opo­wiedz­cie, jak tam żyje­cie” wyła­nia się por­tret Chri­stie jako oso­by bar­dzo zarad­nej, prak­tycz­nej i dow­cip­nej, będą­cej w sta­nie zno­sić wie­le nie­wy­gód podró­ży czy nawet życia wśród pusty­ni. Chęt­nie i z duża kom­pe­ten­cją poma­ga­ła też mężo­wi w wyko­pa­li­skach, m.in. oczysz­cza­jąc i kata­lo­gu­jąc zbio­ry. Nie roz­sta­wa­ła się przy tym z maszy­ną do pisa­nia…

Kur­ty­na

Kie­dy w 1975 roku na ryn­ku wydaw­ni­czym uka­za­ła się „Kur­ty­na” i świat musiał pogo­dzić się ze śmier­cią Her­ku­le­sa Poirot, Aga­tha Chri­stie liczy­ła sobie już 84 lata i cier­pia­ła na demen­cję i cho­ro­bę Alzha­ime­ra. Zmar­ła krót­ko póź­niej, 12 stycz­nia 1976 roku w Wal­ling­ford. Wte­dy też opu­bli­ko­wa­no „Uśpio­ne mor­der­stwo”, opi­su­ją­ce ostat­nie śledz­two pan­ny Mar­ple. Rok póź­niej nastą­pi­ło pierw­sze wyda­nie jej „Auto­bio­gra­fii”; opu­bli­ko­wa­no też wspo­mnie­nia Maxa Mal­lo­wa­na, któ­ry odszedł dwa lata po żonie, w 1978 roku.
Koń­cząc w 1965 roku swo­ją „Auto­bio­gra­fię”, pisar­ka przy­zna­ła: „Jestem zado­wo­lo­na. Robi­łam to, co chcia­łam robić”.


Mag­da­le­na Goetz – psy­cho­loż­ka i psy­cho­te­ra­peut­ka regu­lar­nie publi­ku­ją­ca tek­sty poświę­co­ne psy­cho­lo­gii i kul­tu­rze, pro­wa­dzi blo­ga o twór­czo­ści Aga­thy Chri­stie pod adre­sem http://agatha-christie.eu

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy