Aktualności

Poznajcie Ciemniejsze niebo

Zagadkowe, symboliczne morderstwa w rajskiej scenerii czyli najnowsza książka Mari Jungstedt i Ruben Eliassen zagościła do księgarń!
Dwie Szwedki – Erika i Helena spędzają urlop na kursie jogi w ośrodku Samsara na wyspie Gran Canaria. Helena obserwuje zachowanie Eriki, która jest dziwnie niespokojna, zdaje się przed czymś lub przed kimś ukrywać, ale nie chce zdradzić, co wprowadziło ją w stan takiego przerażenia.Kilka dni później ciało Eriki z poderżniętym gardłem zostaje znalezione na skałach, otoczone muszlami i białymi różami. Zagadkowy morderca zaaranżował scenę zabójstwa tak, aby przypominało słynny obraz Sandra Botticellego „Narodziny Wenus”.
Wkrótce na Gran Canarii zaczynają ginąć kolejne osoby.
Wyjaśnieniem serii tak rzadko spotykanych na tych sielskich wyspach morderstw zajmuje się liczne grono osób. Zbyt liczne…

Zapraszamy do lektury fragmentu książki!

W małym pokoiku unosił się lekki zapach ziół, a światło było nieco przygaszone. Z umieszczonego na suficie głośnika dobiegały łagodne dźwięki orientalnej mu­zyki. Ściany pomalowane były na ciemno. W jednym z kątów stała jakaś zielona roślina. Poprosił ją, aby się rozebrała i położyła na kozetce. Gdy chwyciła za ubranie, poczuła się naga i bezbronna. Z jednej strony coś jej mówiło, aby obróciła się na pięcie i wyszła stąd.Coś innego zatrzymywało ją jednak tutaj. Ciekawości oczekiwanie na to, co będzie dalej. Przebiegła przez nią ciepła fala dreszczu. Zaschło jej w ustach, oblizała więc wargi. Obrzucił ją krótkim spojrzeniem i w tym momencie uświadomiła sobie, co można było o niej pomyśleć, gdy widziało się, jak przesuwa językiem po wargach. Uśmiechnęła się niepewnie i poczuła jedno­cześnie, jak się czerwieni. Dotknęła palcami jednego z ramiączek. Jak przystało na porządnego faceta, od­wrócił się, gdy zdejmowała sukienkę. Drżącą ręką po­wiesiła ubrania na wieszaku na ścianie. Zawahała się,bo nie była pewna, czy ma zdjąć także majtki. Nigdy wcześniej tu nie była, nie wiedziała więc, jak to wszyst­ko ma wyglądać i czego się będzie od niej oczekiwać.
Wdrapała się na skórzaną kozetkę i położyła na brzuchu. Starała się jakoś odprężyć. Zamknęła oczy i wciągała nosem powietrze, po czym wolno wypusz­czała je przez usta.
Młodzieniec obrócił się do niej i przykrył jej bio­dra i nogi ręcznikiem. Poprawił go następnie tak, że jego skraj pokrywał się z linią jej majtek. Wykonując zdecydowane ruchy, dotykał jej ciała koniuszkami palców. Wówczas drżała, choć w pokoju było ciepło. Podniosła głowę. Mężczyzna zdjął biały szlafrok, mo­gła więc zobaczyć jego opalone, młode, niemal chło­pięce ciało z naprężonymi mięśniami ramion. Miał płaski i twardy brzuch oraz wąskie biodra. Na torsie nie dostrzegła prawie żadnych włosów, a jego sutki były małe i brązowe. Poczuła lekki dreszcz między nogami, jakby muśnięcie skrzydełkami motyla. Miał na sobie białe bawełniane spodenki. Miękki materiał opinał ciasno jego biodra i wydatną pupę. Automa­tycznie wyobraziła więc sobie, co się mogło kryć pod tymi spodenkami.
Spuściła głowę w dół, jakby nieco zawstydzona.Musi się skoncentrować i po prostu odprężyć. Dokład­nie tak, jak powiedział jej mężczyzna, który namówił ją do przyjścia tutaj. Poczuć własne ciało, poddać się jego rytmowi i przez chwilę skoncentrować się na sobie.
Dostrzegła, że młodzieniec znów się odwrócił. Sły­szała, jak pompuje olejek z butelki stojącej na stole. Płyn skapywał mu z palców, gdy pocierał dłonie jedną
o drugą. Zrobiła głęboki wdech. Masażysta stanął tuż obok niej. Zaczął przesuwać dłonie po jej kręgosłupie, wykonując długie, mocne ruchy. Nieoczekiwanie wy­dała z siebie cichy odgłos zadowolenia. Miał moc­ne, zdecydowane dłonie. Zamknęła oczy i próbowa­ła dostosować swój oddech do rytmu jego ruchów.Masował jej plecy, kark i ramiona. Następnie zjechał w okolice krzyża i chwycił ją za biodra, wykonując niewielkie kółka i uciskając kciukami skórę.
Zrobił krótką przerwę. Zsunął jej majtki nieco w dół i zawinął wokół nich ręcznik tak, iż widać było jej gołą pupę. Masował jej pośladki, które od olejku zrobiły się śliskie i błyszczące. Wtedy znowu jęknę­ła. Chwycił za opuszczone majtki i powoli zsuwał je wzdłuż ud, aż w końcu zdjął je z niej całkowicie. Teraz leżała przed nim całkiem naga. Masował jej uda mocnymi, zdecydowanymi ruchami. Uniósł lek­ko jej nogi i rozłożył je, aby móc lepiej dostać się do wewnętrznej strony ud. Już tylko milimetry dzieliły jego dłonie od jej pochwy. Poczuła, jak robi się mokra między nogami. Oddychała z otwartymi ustami, wci­skając głowę w okrągły otwór w kozetce. Masował ją nadal, przysuwając się do niej tak blisko, jak to tylko było możliwe, starając się nie dotykać jednak jej łona.Cała była błyszcząca i śliska.
Podniósł ręcznik, który znalazł się już koło jej łydek, i poprosił ją, aby się obróciła i położyła na plecach. Zrobiła to mechanicznie. Położyła się na plecach, a jej piersi zakołysały się tuż obok niego.Przykrył ją ręcznikiem tak, żeby nie widzieć jej sut­ków, i stanął za nią u wezgłowia. Zamknęła oczy.Starała się skoncentrować tylko na tym, co działo się tu i teraz, żyć tą chwilą.
Stał tam, pochylając się nad nią. Całe jej ciało było miękkie, bezwładne, poddane mu, gotowe do zrobie­nia wszystkiego, czego tylko zażąda. Najpierw zaczął masować jej szyję. Zjeżdżał dłońmi w kierunku ra­mion, uciskając delikatnie skórę, a następnie masował obojczyki. Lekkim ruchem dłoni przejechał wzdłuż brzegu ręcznika, tuż obok piersi, łaskocząc ją nieco. Oddychała ciężko i wydawało jej się, że on także. Niebyła jednak pewna, czy było to u niego spowodowane wysiłkiem fizycznym, czy też był równie podniecony.Całą uwagę skupiła na jego dłoniach. Obserwowa­ła, w jakim kierunku się przesuwają, jak wędrują po jej ciele. Zdecydowane, czułe ruchy jego rąk, które rozpalały jej łono. Czuła się skołowana i całkowicie otumaniona. Jego dłonie, ciepłe i twarde zarazem, na jej miękkim ciele.
Wreszcie zsunął z niej cały ręcznik. Zaczął gładzić jej piersi i w tym momencie było już po niej.

1
wtorek, 24 czerwca

Erika Bergman stała przed lustrem w spartańsko urzą­dzonym pokoju i dokładnie rozczesywała swoje dłu­gie włosy energicznymi, rytmicznymi ruchami dłoni,aby stały się gładkie i błyszczące. Właściwie nie mia­ło to żadnego znaczenia, gdyż on na ogół je mierzwił,gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Podziwiała swoje dobrze utrzymane ciało. Lata regularnych ćwi­czeń jogi zrobiły swoje. Starannie dobrana bielizna. Poczuła falę ciepła w żołądku na myśl o tym, co czekają dziś wieczorem.
Erika uśmiechnęła się lekko sama do siebie. Kurs jogi okazał się nieco inny od tego, czego oczekiwała, gdy rezerwowała podróż na Gran Canarię, gdzie miałsię on odbywać. Centrum jogi leżało na kompletnym odludziu, z dala od wszelkich hoteli, dyskotek, barówi klubów nocnych.
Patrzyła przez okno na liczące ponad tysiąc me­trów góry, które otaczały okolicę, na ich zbocza po­rośnięte drzewami owocowymi i na błyszczące w od­dali, w słońcu wody oceanu. Jak na południową część wyspy Gran Canaria, było tu niesłychanie dużo ziele­ni. Aż po skaliste wybrzeże Atlantyku rozciągały się uprawy bananów, papai, cukinii, pomidorów, poma­rańczy i cytryn. Na odludziu, dość daleko od najbliż­szego domostwa, znajdowało się centrum jogi Sam­sara Soul. Ośrodek ukryty był całkowicie za starym murem, który uniemożliwiał niepowołanym osobom podpatrzenie, co się działo wewnątrz.
Miała spędzić tu dwa miesiące, całkowicie od­cięta od całego świata. Poświęcić się wyłącznie me­dytacji, masażom, spacerom, kąpielom słonecznymi morskim. Złapać równowagę, by móc żyć dalej.Teraz czuła już, że była na dobrej drodze. Kiedy tu przyjechała przed kilkoma tygodniami, była wrakiem człowieka.
Nie liczyła na żaden romans, dostała go nie ocze­kiwanie, jakby w bonusie. Odłożyła szczotkę do wło­sów i pomalowała delikatnie wargi czerwoną szmin­ką. Wyjęła z szafy jedną z nielicznych sukienek, które przywiozła ze sobą, i wcisnęła się w nią. Założyła szpilki i sprawdziła, która godzina. Już prawie czas na nią.
Nagle coś albo ktoś poruszył się koło okna. Jakby przemknął pod nim jakiś cień, szybko i bezgłośnie.Tak blisko, że aż prawie otarł się o szybę. Zamar­ła w bezruchu. Spojrzała na odbicie swojej twarzy w lustrze i znów zobaczyła w nim swój przerażony wzrok. Miała nadzieję, że się już od tego uwolniła,że na zawsze zostawiła to w Szwecji. Ale ten wzrok nadal ją prześladował. Obezwładniało ją uczucie, że ktoś ciągle ją obserwuje. Że musi zawsze obejrzeć się za siebie, zanim wyjdzie z domu, i zamykać za sobą drzwi na klucz.
Teraz już tak mało brakowało. Przez krótką chwi­lę stała zupełnie cicho, nasłuchując, ale nie usłysza­ła żadnego dźwięku. Ta cisza była wręcz nieznośna. Nikt na ogół nie przechodził pod oknem ich pokoju, który znajdował się na końcu budynku, a jego okno wychodziło na krótszą, boczną ścianę, pod którą rosło tylko kilka krzaków.
Naraz wydało jej się, że kątem oka zobaczyła jakiś ruch, jakby coś przemknęło, ale nikogo nie dostrzegła.Przecież nie wmówiła sobie tego. Przebiegł ją dreszcz od karku aż po dół kręgosłupa.
Ostrożnie podeszła do okna i rozejrzała się naboki. Jakaś jaszczurka przemknęła po suchej ziemi,po czym zniknęła w krzakach.
Stała tam jeszcze przez chwilę, patrząc badawczo przez okno. Coś skrywało się w krzakach rosnących w oddali wzdłuż muru okalającego całe centrum. Ser­ce zaczęło jej mocniej walić.
Naraz go ujrzała. Z krzaków wyszedł pies, węszącza wzięcie z nosem przy ziemi. Był ogromny, miał przybrudzoną, brązową sierść, która wyglądała na wyliniałą. Erika odetchnęła z ulgą. Na szczęście to tylko jakiś pies.

2

Muszle pobrzękiwały delikatnie w aluminiowej pusz­ce, którą trzymał w ręce. Nurkował po nie tego ranka koło skał nieopodal El Pajar. Nie był to wprawdzie ten gatunek, jakiego potrzebował, ale muszli przegrzebka w ogóle nie było na Gran Canarii. Zresztą chodziło tylko o symbolikę. Uzbierał już pół puszki, powinno wystarczyć. Trudniejsze, niż sądził, okazało się zna­lezienie odpowiednich róż. Musiał przemierzyć całą okolicę, zanim znalazł odpowiedni kolor w ogrodzie koło domu położonego nieco wyżej w górach, który wyglądał na opuszczony. Wszedł na posesję i ściął tak dużo białych róż, ile tylko mógł unieść w rękach. Nie chciał kupować ich w sklepie, aby nie prowadził do niego żaden ślad.
Śledził ich przez całą drogę już od centrum jogi. Wsie­dli do samochodu około godziny piętnastej trzydzieści i pojechali prosto do Arguineguín. Zajęło im to godzi­nę, gdy więc tam dotarli, sjesta akurat się skończyła i sklepy były znowu otwarte. Zaparkowali samochód koło centrum handlowego Ancora i poszli załatwiać swoje sprawy. Nasunął czapkę na głowę tak mocno, jak tylko się dało, aby nikt go nie rozpoznał, po czym poszedł za nimi. Po kilku godzinach pili kawę w ba­rze Piporro na plażowej promenadzie. Mężczyzna zniknął potem w norweskim kościele dla marynarzy, który znajdował się na skałach tuż nad morzem. Ko­bieta chodziła sama po sklepach, a on nie spuszczał jej z oczu. Miała piękną figurę: długie, szczupłe cia­ło, czysto skandynawskie rysy twarzy i jasne jak len włosy. Ubrana była w prostą, niebieską, bawełnianą sukienkę i sandały na wysokich obcasach. Miał ochotę podejść do niej, przedstawić się i zaprosić ją na drin­ka. Siedzieć koło niej w restauracji i patrzeć na za­chodzące słońce. Usiadła w restauracji Apollo nad morzem i zamówiła kieliszek wina. Niebawem znów pojawił się jej znajomy. Miał okulary słoneczne i ka­pelusz, jakby nie chciał być rozpoznany. Zamówili jedzenie, rozmawiali, a ona śmiała się zalotnie. Z da­leka widać było, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń.Zjedli obiad, wypili jeszcze trochę wina, a po skoń­czonym posiłku poszli przytuleni w kierunku budynku mieszkalnego położonego powyżej kościoła. Zniknę­li w bramie, skąd, jak się domyślał, nieprędko mieli wyjść. Ale nie było to dla niego problemem, nawet mu odpowiadało, bo im było bliżej wieczoru, tym le­piej dla niego.
Usiadł w pubie, skąd mógł dobrze obserwować lu­dzi przechodzących przez bramę. Zamówił piwo, za­palił papierosa i próbował się uspokoić. Zmrok otulił lekko tę małą nadmorską miejscowość. Lampy uliczne na promenadzie świeciły ciepłym, przyjemnym bla­skiem. Dzięki temu panowała tu taka sama atmosfera, jak w całej starej wiosce rybackiej Arguineguín. Byłato miła, lecz dość senna miejscowość na południo­wym wybrzeżu wyspy Gran Canaria. Zupełnie nie przypominała gwarnych centrów turystycznych Puer­to Rico i Playa del Inglés, oddalonych zaledwie o kil­ka kilometrów, w których życie nie zamierało nawet nocą. Tutaj większość pubów i restauracji zamykano już około godziny dwudziestej trzeciej.
Zapłacił rachunek i przesiadł się na ławkę parko­wą, gdy nagle zobaczył, jak otwiera się brama. Minęła właśnie północ, pub był już zamknięty, a na ulicy nie było żywej duszy. Zorientował się, że kobieta jest sama.
Szła zdecydowanym krokiem w kierunku Super­mercado León, jedynego sklepu nocnego w okoli­cy. W środku nikt się nie ruszał, a światło uliczne oświetlało mocno ulicę. Weszła do sklepu. Widział ją dobrze przez otwarte na oścież drzwi. Kupiła piwo i papierosy. Serce waliło mu w piersi, i zaschło muw ustach. Kiedy wychodziła ze sklepu, zaczepił ją ktoś siedzący na jednej z ławek przed sklepem. Wi­dział, jak zamienili ze sobą parę słów, po czym kobie­ta dała tej osobie kilka papierosów. Następnie udała się znów w stronę budynku, z którego wcześniej wy­szła. Teraz albo nigdy.

3

Gdy znalazła się na nieoświetlonej ulicy, usłyszała głu­che stuknięcie zamykającej się za nią bramy. Zoriento­wała się, że nie zna kodu do drzwi wejściowych ani niema klucza, a domofonu tu nie było. Zaczęła nerwowo szukać w torebce komórki. Odetchnęła z ulgą, gdy ją w końcu wyczuła, bo tylko z niej może zadzwonić, kie­dy wróci ze sklepu. Nie miała ochoty stać i krzyczeć,gdy ludzie już spali. Nie chciała wzbudzać zaintereso­wania, ponieważ nikt nie mógł wiedzieć, że tu są. To była ich słodka tajemnica. Bardzo mu na tym zależało.
Poprosił ją, by kupiła papierosy i piwo. Na począt­ku ostro się sprzeciwiła, że wysyła ją po nie w środku nocy. Ale nalegał, a jej nie stwarzało to właściwie żadnego problemu. Nawet bardzo przyjemnie było zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
Była już prawie pierwsza w nocy, gdy szła ulicą w kierunku nocnego sklepu. Łatwo było go znaleźć, bo neon z jego nazwą widoczny był z okna mieszka­nia, które wynajęli. Była zupełnie sama, może tylko z wyjątkiem grupki ludzi na promenadzie, którzy sie­dzieli tam i pili. Z obrzydzeniem przeszła obok, nie patrząc nawet w ich stronę.
W sklepie nie było ani jednego klienta. Wzięła za­kupy i zapłaciła za nie u ziewającego kasjera, który,obsługując ją, oglądał jednocześnie telewizję. Byćmoże w ten właśnie sposób udawało mu się nie zasnąć.
Gdy wyszła ze sklepu, z ciemności koło promena­dy wyłoniła się jakaś kobieta. Najpierw się wzdrygnę­ła, bo sytuacja przypomniała jej coś, o czym chciała zapomnieć. Ale nieznajoma należała chyba do grupki pijanych ludzi. Usiłowała wyżebrać papierosy. Erika dała jej kilka sztuk i odeszła szybkim krokiem.
Okolice promenady spowite były w ciemnościach.Księżyc wyłonił się zza chmur i oświetlał słabym bla­skiem morze, które w mroku można było jedynie usły­szeć. Słyszała swoje kroki i ich echo odbijające się od suchego asfaltu. Ulice były wyludnione i ciche.Zatrzymała się pod murem niedaleko brzegu i patrzy­ła na czarną jak smoła plażę oraz leżący w oddali port i skupisko domów w zatoce, które widoczne były w ciepłym świetle ulicznych lamp. Miejscowość, do której przyjechała, była cicha, nie było tu żadnego życia nocnego. Dobiegł ją delikatny szum fal i od­głos zapalanego gdzieś daleko silnika samochodu.Poza tym słychać było tylko od czasu do czasu pijacki śmiech grupki ludzi na ławkach.
Na skórze poczuła ciepły, łagodny powiew nocne­go powietrza. Podobało jej się, że może tu sobie stać tak zupełnie sama. Miała kilka minut tylko dla siebie i w tej ciszy mogła słyszeć własne myśli. Teraz mieli jeszcze troszkę pobaraszkować, a następnie wrócić do Tasarte, gdzie znajomy miał ją wysadzić w pobliżu centrum jogi, by mogła wślizgnąć się niepostrzeżenie do swojego wąskiego łóżka. Erika uśmiechnęła się na myśl o tym. Inni uczestnicy kursu mogą się tylko domyślać, co robiła. Od dłuższego czasu odczuwała coraz większą ulgę, jak gdyby już dawno była po­nad tym wszystkim. Jakby nic już jej nie poruszało. Nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak odprę­żona.
Szła dalej pustą promenadą, aż dotarła do jej naj­ciemniejszego odcinka. Był to rodzaj tunelu utwo­rzonego przez ciemny budynek i wysoką ścianę góry.Dopiero gdy znalazła się w środku tego tunelu, spo­strzegła, że nie jest tam sama. Ktoś za nią szedł. Od­wróciła się nieco, aby zerknąć kątem oka, czy jest tomoże któryś z pijaków, który chce wyżebrać od niej parę groszy albo kilka papierosów. Dostrzegła jednaktylko jakąś postać ubraną na czarno w czapce z dasz­kiem. Nie był to żaden z tej grupki, którą spotkaławcześniej. Dostała gęsiej skórki ze strachu i przyspie­szyła kroku. Była zła na siebie, że tak ją zafascynowałwidok morza i że wybrała akurat tę drogę. Równiedobrze mogła pójść górą, gdzie stały domy i parko­wały samochody. Słyszała wyraźnie, że nieznajomy zbliżył się do niej. Sparaliżował ją strach i nagle po­czuła przeraźliwy chłód, choć noc była ciepła.
Wtem, tuż koło swego ucha, usłyszała czyjś cichy głos. Głos, który wypowiadał jakieś niezrozumiałe dla niej słowa. Brzmiało to tak, jak gdyby ktoś coś jej szeptał. Ale ona nie chciała się zatrzymać, aby posłu­chać, co ten ktoś do niej mówi. Zdała sobie sprawę ze swojego położenia. Z tego, że nikogo w pobliżu nie ma, w mroku i w ciasnym przesmyku za budynkiem.
Stała wciśnięta w kąt, a tuż za nią znajdował się niezna­jomy.
Jęknęła, a jej ciało stało się obce i ciężkie. Poru­szała się wolniej i bardziej ociężale. W świetle lampy ulicznej dostrzegła na ścianie jego cień. Wstrzymała oddech i chciała rzucić siatkę z piwem i papierosami, którą trzymała w ręku. Chciała uciekać, lecz nogi od­mówiły jej posłuszeństwa. Chciała krzyczeć, ale nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
Wtem ktoś chwycił ją za szyję i szeptał jej coś do ucha.
Zaraz potem upadła na ziemię.

4
środa, 25 czerwca

Helena Eriksson siedziała skupiona w pozycji kwia tulotosu. Oddychała lekko z zamkniętymi oczami, czu­jąc na twarzy ciepło promieni słonecznych. Była zlana potem po prawie półtoragodzinnym ćwiczeniu jogi.Czuła obecność innych osób, choć wszyscy siedzieli w zupełnej ciszy. Ostrożnie otworzyła oczy, spojrza­ła na trenera Samsarę, który siedział, opierając się dłońmi o ziemię z nogami skrzyżowanymi na karku. Jego mięśnie były napięte, a gibkie ciało znajdowało się w całkowitej równowadze. Wydawało się, że ta skomplikowana pozycja zupełnie mu nie przeszkadza.Wpatrywał się uporczywie w jakiś punkt w dali ponad ich głowami. Jego twarz nie miała żadnego konkretne­go wyrazu, była niemal obojętna. Pomyślała, że facet dobrze wygląda jak na swój wiek. Mimo że zbliżał się już pewnie do sześćdziesiątki, wciąż był całkiem atrakcyjnym mężczyzną. Po tylu latach spędzonych na słońcu miał opaloną skórę, sprężyste, muskular­ne ciało bez grama zbędnego tłuszczyku. Ostre rysy twarzy, wydatne kości policzkowe i dobrze zaryso­wana szczęka podkreślały dodatkowo jego męski wy­gląd. Nie ulegało też wątpliwości, że natura hojnie go obdarzyła. Przez cały dzień chodził zakryty wyłącznie cienkim kawałkiem materiału owiniętym wokół wą­skich bioder. Zaczęło ją już to trochę denerwować,że uparcie pokazywał się w tak skąpym odzieniu. Jak gdyby chciał dać wszystkim do zrozumienia, co się pod nim skrywa, i wyeksponować swoją męskość.
Helena dyskretnie popatrzyła na pozostałych uczestników zajęć. Były to same kobiety, większość z nich koło czterdziestki. Wszystkie miały identyczne ubranie: miękkie spodenki do kolan i białe podkoszul­ki, które dostały zaraz po przyjeździe. Żadna z nich nie mogła się wyróżniać, bo wszystkie brały udział w tych samych zajęciach, miały tego samego ducha i dążyły do tego samego celu. To znaczy do odzy­skania spokoju wewnętrznego i pokoju w kontaktach z innymi ludźmi. Nauczyły się, że więź cielesna łą­cząca wszystkich uczestników grupy pozwala łatwiej osiągnąć własne cele duchowe.
Samsara dał im znak, że powinny położyć się na ziemi, kończąc tym samym relaks. Helenie wydawało się, że popatrzył na nią zbyt długo, i nie mogła prze­stać się zastanawiać dlaczego. Albo z nią flirtował,albo też wykonała jakiś niewłaściwy ruch. Zawsze po ćwiczeniu brał kogoś na stronę, aby go ochrzanić albo udzielić jakichś dodatkowych wskazówek. Cza­sem nawet pochwalił kogoś, że wykonał coś wybitnie dobrze, ale to zdarzało się raczej rzadko. Był surowy i wymagający, a zarazem był najlepszym trenerem jogi, jakiego kiedykolwiek spotkała.
Położyła się na boku na swojej cienkiej karimacie.Podciągnęła nogi tak, że z jednej strony łydki tworzyły kąt prosty z udami, a te z kolei ten sam kąt z tuło­wiem. Wyciągnęła przed siebie ramiona. Miała wy­starczająco dużo wolnej przestrzeni, bo miejsce obok niej było puste. Na ogół leżała tam Erika, z którą dzie­liła pokój, ale dziś jej nie było. Helena nie widzia­ła jej od wczorajszego obiadu. Erika wyszła gdzieś około godziny piętnastej, nie powiedziała, dokąd się udaje, i nie wróciła aż do dziś. Nie było jej ani na podwieczorku, ani na kolacji, nie wróciła też na noc. Helena zaczęła się trochę niepokoić. Wprawdzie zda­rzało się już wcześniej, że jej koleżanka gdzieś zni­kała, ale nie aż na tak długo. A już na pewno nie na całą noc.
Tak właściwie to niezbyt wiele wiedziała o Erice. Mieszkały w jednym pokoju od prawie dwóch tygo­dni i dobrze się rozumiały, lecz kiedy Helena kilkarazy próbowała porozmawiać z nią na jakieś bardziej prywatne tematy, Erika zamykała się w sobie niczym muszla. Skrywała w głębi serca jakąś tajemnicę. Była piękną kobietą o dużych oczach i długich jasnych wło­sach. Miała w sobie jakąś elegancję i wydawało się, że była ładniejsza niż wszystkie pozostałe uczestniczki turnusu. Nie musiała przy tym zbytnio się starać, po prostu taka już była z natury. Miała w sobie jakiś urok osobisty, niemal zniewalający, a jednocześnie gnębiło ją coś, o czym chyba nie chciała rozmawiać. Ale jej spojrzenie stawało się całkiem jasne, gdy zaczyna­ła mówić o jodze. Erice podobało się tu, w centrum jogi, a najbardziej się cieszyła, gdy zaczynali jakieś nowe ćwiczenie. Helena przypomniała sobie, jak jej nowa koleżanka wyglądała, gdy powitał ich właściciel centrum jogi, Samsara. Powaga, która rysowała się wtedy na jej twarzy, nagle prysła, bo Erika była pod­ekscytowana i zafascynowana tym, co jej tu ofero­wano. Od początku turnusu nie opuściła ani jednych zajęć. Każdego ranka wstawała już o godzinie szó­stej, aby spokojnie rozbudzić się przed pierwszymi porannymi ćwiczeniami. Helena natomiast nie po­trafiła zwlec się z łóżka i wstawała na ostatnią chwi­lę. Paradoksalnie, chyba jeszcze bardziej stresowa­ła się w ten sposób przed jogą zamiast wyciszyć się na czas.
Tego ranka Erika jednak się nie pojawiła. Nie wró­ciła też na noc do ich wspólnego pokoju. Helena bu­dziła się kilkakrotnie w nocy, ale za każdym razem stwierdzała, że łóżko koleżanki jest puste.
Ćwiczenia się skończyły i wszyscy uczestnicy po­woli wstawali z podłogi. Samsara podziękował im już jakiś czas temu gestem złożonych ze sobą dłoni i głębokim ukłonem w ich kierunku. Helena zeszła z tarasu i udała się białymi schodami wzdłuż bocznej ściany w kierunku budynku, w którym mieszkały. Je­żeli Erika nie wróciła na noc, to gdzie też mogła się podziewać? Uczestnikami kursu były głównie kobiety w średnim wieku, które tęskniły za spokojem i lep­szą harmonią ciała. Było też kilku mężczyzn oraz nieliczne młodsze osoby, takie właśnie jak ona i Eri­ka. Wszyscy poruszali się na ogół tylko po terenie ośrodka, bo zajęcia wypełniały im cały dzień i nie mieli czasu na nic innego. Codziennie wykonywali mnóstwo ćwiczeń jogi, ćwiczeń ruchowych, a nawet takich prac, jak sprzątanie, przygotowywanie posił­ków i zbieranie owoców na okolicznych plantacjach. Helena przyjechała tu na dwa tygodnie. Większość uczestników nie zostawała dłużej. Wyjątkiem była Erika, która chciała spędzić tu całe lato. Helena wca­le jej jednak tego nie zazdrościła. Zaczynała mieć już serdecznie dość tych ściśle zaplanowanych dni i jedzenia bez jakiegokolwiek smaku: mieszanek wa­rzywnych i zielonych herbatek. Pierwszą rzeczą, jaką zrobi po powrocie do Sztokholmu, będzie udanie się do McDonalda.
Zastanawiała się, dokąd mogła pójść Erika. W po­bliżu nie było żadnych miejsc, w których można by spędzić wolny czas. W Tasarte widziała wprawdzie jakiś mały pub, który chyba nigdy nie był otwar­ty. A nad samym morzem znajdowała się jakaś ro­dzinna restauracja, może więc powinna pójść tami dowiedzieć się, czy ktoś jej przypadkiem nie wi­dział. Pytała już o nią ludzi w centrum jogi, ale nikt jej nie widział ani też nie miał pojęcia, gdzie mogłaby być. Poczuła, jak ogarnia ją coraz więk­szy niepokój, bo nie słyszała, żeby Erika miała na wyspie jakichś przyjaciół, których zamierzała od­wiedzić.
Helena, dotarłszy do drzwi ich pokoju, przystanę­ła na chwilę. Kiedy miała wejść do środka, poczuła się nagle jakoś dziwnie. Coś ją powstrzymywało, jak gdyby za drzwiami czyhało jakieś niebezpieczeństwo.Potrząsnęła lekko głową na myśl o swoich wyobra­żeniach, starając się uwolnić od tej myśli, otworzyła drzwi i weszła do pokoju. Pokój miał skromny wy­strój, ściany pomalowane były na biało i stwarzały surowy klimat. Nie było na nich żadnych dekoracji, żadnych obrazów czy innych ozdób. W dwóch ką­tach stały wąskie, proste łóżka. Pod krótszą ze ścian znajdowała się mała umywalka i lustro, a na wiesza­ku wisiał mały ręcznik. Panowały tu iście spartań­skie warunki i wszystko było jakieś takie bezosobo­we. Samsara wytłumaczył im, że w celu osiągnięcia wewnętrznej harmonii należy otoczyć się zupełnie prostymi rzeczami. Sam jednak mieszkał z żoną i dwójką dzieci w dużej kamiennej willi w niewiel­kiej odległości od ośrodka. Nigdy nie była w środku, ale na podstawie okazałego wyglądu zewnętrzne­go można było wnioskować, że wnętrze jest równie imponujące.

Pokój wyglądał dokładnie tak samo jak przed wyj­ściem Heleny na poranne zajęcia. Usiadła na swoim łóżku, które było twarde, co miało poprawiać krążenie krwi. Plecak Eriki leżał na wpół otwarty na podłodze,a na jej stoliku nocnym znajdowały się książka i kilka gazet. Helena zastanawiała się, jaką tajemnicę skry­wała Erika. Któregoś wieczoru rozmawiały o tym,dlaczego tu przyjechały. Erika mówiła dość pokrętnie,ale wspomniała, że musiała oderwać się od czegoś,że nie mogła już wytrzymać w domu. Helena zrozu­miała, że jej koleżanka musiała uciec od czegoś albo od kogoś. Wiele osób przyjeżdżało tutaj, aby wziąć się w garść i oderwać od swojego mniej lub bardziej stresującego trybu życia, by dotrzeć do swego wnę­trza. W samotności, a jednocześnie wspólnie z innymi ludźmi. Helena miała wrażenie, że Erika była jedną z tych osób, które rzeczywiście potrzebowały zatrzy­mania się na chwilę i całkowitego oderwania się od otaczającej ją rzeczywistości.
Teraz już na serio zaczęła się niepokoić. Erika nie odbierała telefonu komórkowego i nie zostawiła He­lenie żadnej informacji. Coś było nie tak. Sytuacja stała się poważna.

Reklama

Może też zainteresują cię te tematy