Aktualności

Poznajcie Największe kłamstwa w historii!

Książka historyczna która trzyma w napięciu jak najlepszy thriller! Nie bójmy się podejść do historii z nowymi narzędziami. Wydobądźmy na światło dzienne prawdziwe wydarzenia i czyny. Pozbawmy cesarzy szat, a ujrzymy nagą prawdę, która głęboko wstrząśnie naszymi poglądami na temat wielu „faktów historycznych”. Zadajmy pytania!

- Czy Napoleon słusznie uchodzi za świetnego stratega, a Aleksander Wielki zwany był wielkim?
- Co naprawdę wiemy o Mojżeszu?
- Co oryginalnie zawierał Stary Testament i kto jest jego autorem?
- Jakie fakty z życia Juliusza Cezara trzyma się w tajemnicy?
- Co ukształtowało wizerunek Jezusa w Nowym Testamencie?
- Jakie techniki fałszerskie znano już w starożytności?
- Co zmyślono na temat Mahometa?
- Krzysztof Kolumb i baśń o odkryciu Ameryki
- Niccolo Machiavelli pod urokiem „błyskotliwego potwora” (Cezara Borgii)
- Marcin Luter – wittenberski krzykacz
- Wątpliwa wielkość Piotra Wielkiego
- Jak Napoleon zamydlił oczy całemu światu?
- Jak powstał fałszywy obraz Otto von Bismarcka?

Poniżej znajdziecie fragment książki! 

Poniżej znajdziecie fragment książki NAJWIĘKSZE KŁAMSTWA W HISTORII, zapraszamy do lektury!
GAJUSZ JULIUSZ CEZAR: OSOBIŚCIE

Ten człowiek, uważany za najwybitniejszego i najpotężniej­szego męża stanu swoich czasów, bez wątpienia fascynuje. Na jego temat wypowiedzieli się chyba wszyscy wielcy – od Na­poleona po księcia poetów Johanna Wolfganga von Goethego.
I nie dziwota: Gajusz Juliusz Cezar panował niegdyś nad światem, a uściślając – znanym wtedy światem, od Brytanii po Galię, od Afryki Północnej po Syrię, od Hiszpanii po dzisiejszą Turcję. Był genialnym strategiem, który niezwykle odważnie i nadzwyczaj inteligentnie wygrywał bitwy; niezmiernie utalen­towanym politykiem, utrzymującym w rękach i kontrolującym wszystkie zbiegające się w Rzymie nici; zręcznym mówcą, który słowem osiągał więcej niż mieczem; wreszcie wybitnym pisa­rzem, który potrafił ukłuć delikatnym sztyletem ironii i ostrym puginałem sarkazmu, a jego dzieła poruszają świat do dziś.
Fenomen!
Cezara pociągała władza. Uległ jej uwodzicielskiej mocy tak dalece, że poświęcił jej całe życie. Był nieporównanie po­tężniejszy i bardziej wpływowy niż wszyscy ówcześni arysto­kraci, dysponujący wieloma milionami sestercji, którzy teore­tycznie z łatwością mogliby się go pozbyć, ale to on ich usuwał, aż wysunął się na pierwsze miejsce. W gąszczu intryg w sta­rożytnym Rzymie potrafił przyprzeć do muru wpływowych republikanów równie zręcznie, jak z wyczuciem żonglować pomiędzy starymi klikami finansjery i arystokracji a senatem.
Homo politicus z prawdziwego zdarzenia!
Miał instynkt, wyczucie władzy, jak – być może – nikt przed nim i nikt po nim. Wywarł piętno na całym starym świecie, który po nim nie był już taki sam.
Cezar pokonał liczne germańskie plemiona, podbił Bry­tanię, zwyciężał w Egipcie, w Hiszpanii, w Galii i oczywiście w Rzymie. Veni, vidi, vici – przyszedłem, zobaczyłem, zwycię­żyłem – brzmiały sformułowane przez niego skrzydlate słowa, które sprawdzały się niemal każdego dnia. Cezar zwyciężył nawet potężnego, nieskończenie bogatego i niebywale usto­sunkowanego Pompejusza.
Przez pewien czas był panem świata.
A zatem Cezar to wyjątkowa postać historyczna, o której jednak – i to jest najbardziej godne uwagi – do dziś, a więc przez ponad dwa tysiące lat, nie powiedziano prawdy. W isto­cie pozostaje on nadal nieznany.
Ale najpierw zbadajmy – możliwie najbardziej bezstronnie, obiektywnie i rzeczowo – niebywałe, pełen przygód jego życie. Życie, jakie zdarza się rzadko. Albo nigdy.

ZADZIWIAJĄCA BIOGRAFIA JULIUSZA CEZARA

Opowiadanie dziejów Cezara sprawia olbrzymią przyjemność, ponieważ obfitują one w nadzwyczajne wydarzenia.
Juliusz Cezar przychodzi na świat dokładnie sto lat przed Chrystusem – data okrągła i łatwa do zapamiętania. Symbo­liczna. Wcześnie angażuje się w życie polityczne Rzymu, za­czynając od funkcji kapłańskich. Szybko awansuje do rangi kapłana Jowisza, jak w dobrej łacinie nazywał się grecki bóg Zeus, z czym wiążą się już pewne przywileje i wpływy, które potrafi skutecznie wykorzystać do stworzenia rozległej siatki powiązań. A stąd już tylko krok do stanowiska pontifexa maxi­musa, czyli najwyższego kapłana. Wyobraźmy sobie: Cezar ar­cykapłanem! On, który nigdy nie przejmował się żadną religią czy religiami. Ale epoka była zabobonna (jak zresztą każda), możemy więc śmiało założyć, że dzięki tym kapłańskim funk­cjom zyskał znajomość ludzkiej duszy, co pozwoliło mu potem wywierać na ludzi ogromny wpływ. Sam w najmniejszym stop­niu nie troszczył się o bóstwa czy bogów, ale później zręcznie wykorzystywał wierzenia do umocnienia swojej władzy.
Tak czy inaczej, ten zawodowy polityk, zwolennik silnej ręki zaczyna jako kapłan. Na początku los nie jest dla nie­go łaskawy: naraziwszy się Sulli, nieograniczonemu wówczas władcy Rzymu, dowódcy i dyktatorowi, ucieka przed jego gniewem, wciąż zmienia miejsce pobytu, aż trafia na dwór króla Bitynii (w dzisiejszej Turcji) Nikomedesa IV, z którym – jeśli wierzyć satyrom jego żołnierzy – wiąże go nie tylko wiel­ka przyjaźń, ale i stosunki homoseksualne. W każdym razie szybko uczy się układać z potężnymi, ale też nigdy nie zrywa związków z Rzymem, bo Rzym to pępek świata, do którego już wtedy prowadzą wszystkie drogi. Po śmierci Sulli w roku 78 p.n.e. Cezar z ulgą wraca do Rzymu. Początkowo jest zale­dwie niepozorną figurą wśród tysięcy innych, pełnych nadziei na zrobienie kariery młodych ludzi, ale stopniowo przebija się przez splątany gąszcz siatki władzy.
W roku 75 p.n.e., w czasie podróży na Rodos, niespodzie­wanie porywają go piraci. Ten ciekawy epizod naprawdę wart jest opowieści. Otóż Cezar okazuje się zuchwałym, odważnym, zawadiackim i pewnym siebie więźniem. Jak żaden inny. Piraci proponują mu wolność w zamian za niemały okup w wyso­kości 20 talentów srebra. On jednak, daleki od kompleksu niższości, śmieje się tylko i oświadcza, że wart jest co najmniej 50 talentów. Rabusie nie każą sobie tego dwa razy powtarzać i kilku zaufanych Cezara wyrusza zdobyć tę sumę. On sam zaś niby to czeka, ale niepostrzeżenie przejmuje dowodzenie we wrogim obozie. Jeśli w nocy piraci za bardzo hałasują, śmiało wysyła swoich niewolników, żeby przywołali ich do porządku. Podczas zawodów, które zabijaki urządzają między sobą, roz­kazuje im, co mają robić. Ba, wygłasza nawet do nich mowy, ćwicząc się w retoryce. Jeśli słuchacze nie dość go podziwiają, a ich szczerbate usta nie są dostatecznie szeroko rozdziawione z podziwu i zachwytu, karci ich i nazywa barbarzyńcami.
Krótko mówiąc: zachowuje się tak, jakby do niego należał świat, stworzony zresztą z myślą o nim.
Żartuje z żądnymi krwi piratami i śmiejąc się, grozi, że wyśle ich na tamten świat, gdy tylko znajdzie się na wolności. Zabija­ki uważają to za dobry dowcip, rechoczą z uciechy, klepią się po udach, nazywają go blagierem i chwalipiętą. Wreszcie talenty przechodzą do ich brudnych, chciwych łap i Cezar odzyskuje wolność. Żegna się z rabusiami, po czym natychmiast z wła­snej inicjatywy, bez pieniędzy i bez rozkazu wszechmocnego Rzymu, uzbraja małą flotę – widocznie już wtedy dysponuje odpowiednimi koneksjami – i zaczyna ich ścigać. Dochodzi do bitwy i śmiech zamiera piratom w gardle. Cezar zwycięża. Kilka pirackich okrętów ucieka, inne idą na dno, a jeszcze inne udaje się skaperować. Jeńcy są zabijani na miejscu.
Cezar zdobywa pierwsze laury. Dokonał pierwszego gło­śnego czynu, który zapoczątkowuje jego legendę.
Zuch!
Ale sam nie jest jeszcze z siebie zadowolony. Gorąco za­zdrości Aleksandrowi Wielkiemu, który już w młodości do­konywał bohaterskich czynów wojennych. On też pragnie sła­wy, uznania, zaszczytów. Bierze udział w niewielkiej wojnie z wrogami Rzymu i wraca do Wiecznego Miasta. Awansuje w hierarchii kapłańskiej, a wkrótce rozpoczyna to, co dla naj­ważniejsze: karierę wojskowo-polityczną.
W latach 72–71 p.n.e. jest już trybunem wojskowym, nie­wiele później zostaje kwestorem (wysokim urzędnikiem admi­nistracji). Sprytnie, bardzo sprytnie, poprzez ożenek wiąże się z władzą i pieniędzmi. W roku 65 p.n.e. otrzymuje stanowisko edyla (w bardzo swobodnej interpretacji: wysokiego urzędnika policyjnego), a dwa lata później pontifexa maximusa.
Coraz głębiej wkracza w wielką i największą politykę. Po­znaje sztukę zakulisowego pociągania za sznurki i staje się kutym na cztery nogi homo politicusem.
Z wyrachowania opowiada się po stronie ludu, częściowo w opozycji do zasiedziałej arystokratycznej kliki i potężnych senatorów, od których jednak bynajmniej się nie odcina.
W sławnym spisku Katyliny (coniuratio Catilinae) odgrywa dwuznaczną rolę. Być może, jak sugerują niektóre źródła, sym­patyzuje ze spiskowcami, być może sam bierze w nim udział, w każdym razie, niezależnie od tego, jak było naprawdę, z pewnością dostrzega wówczas – z nieomylnym instynktem urodzonego polityka – iż twór państwowy zwany Imperium Romanum stoi na glinianych nogach. Czuje, że nad Wiecznym Rzymem może zapanować tylko jeden człowiek, gotów wszyst­ko postawić na jedną kartę. Spisek zostaje wykryty, Katylina ponosi klęskę, a Cezar, jako mądry polityk, staje po stronie zwycięzców.
Późniejszy władca świata wcześnie wykazuje szczególny stosunek do ludu, którego interesy często reprezentuje. Ma bezsprzecznie nieprawdopodobne wprost wyczucie władzy, układów, stosunków i powiązań, ale także podskórnych nur­tów i nastrojów panujących wśród prostych ludzi. Nie tylko instynktownie wyczuwa okazje, lecz także sam prowokuje sytuacje i tworzy układy. A przy tym nigdy nie traci z oczu właściwego celu, dąży przecież do władzy absolutnej. Chce być pierwszy, najlepszy, nie tylko primus inter pares. Systema­tycznie, uporczywie i wytrwale przygotowuje następny skok.
Udaje mu się sprzymierzyć z dwoma najbardziej wówczas wpływowymi ludźmi, Krassusem i Pompejuszem, między któ­rymi lawiruje i odgrywa rolę języczka u wagi. W rezultacie w roku 60 p.n.e. władzę w Rzymie obejmują trzej ludzie, tzw. triumwirat, o którym mówi się „trójgłowy potwór”. Ta data bez wątpienia wyznacza początek niezrównanej pełni władzy Gajusza Juliusza Cezara.
Imperium rządzą teraz: Pompejusz, o wiele przewyższa­jący Cezara koneksjami, sławą wojenną i wpływami sięgają­cymi najodleglejszych prowincji; Krassus, który m.in. dzięki handlowi nieruchomościami doszedł do ogromnego majątku, i Cezar. To oni są panami Rzymu, oni stanowią Rzym.
Cezar intensywnie pracuje nad swoją popularnością wśród ludu. Każe urządzać widowiskowe igrzyska, zakłada nawet szkoły gladiatorów. W publicznych mowach schlebia ludowi, broni jego praw, a zarazem zręcznie pośredniczy między Kras­susem i Pompejuszem, którzy nienawidzą się jak wściekłe psy, bo jeden drugiemu zazdrości wpływów.
Cezar, polityczny mistrz strategii, z niezrównanym wyczu­ciem okazji, posunięć szachowych i uników, wciąż dba o rów­nowagę pomiędzy oboma rywalami. W nagrodę otrzymuje jeszcze więcej stanowisk. Prowadzi przy tym niebywale spryt­ną politykę dynastyczną: najpierw żeni się z Kornelią, córką wpływowego polityka Cynny, potem z Pompeją, wnuczką Sul­li, a na koniec z Kalpurnią, córką przyszłego konsula. Swoją córkę Julię zaś wydaje za Pompejusza. Krótko mówiąc: kombi­nuje i kręci, aż miło. Pieniądz, władza, wpływy, stosunki – do tego służą rozwody, aktualne i byłe żony, córki i kochanki.
Triumwirat to dla niego trampolina do wyższych godności i urzędów, do jeszcze większych dochodów i wpływów. Zgrzyta zębami, bo widzi, że uwielbianym bohaterem, opiewanym hero­sem, ulubieńcem bogów jest tylko dowódca. Wybitny, zwycięski. Taki, któremu sprzyja szczęście. Tak, tylko szczęście w bitwach, zdobywanie nowych terytoriów, pokonywanie obcych, „barba­rzyńskich” ludów – tylko to daje prawdziwą nieśmiertelność.
Dostrzega swoją szansę, gdy otrzymuje namiestnictwo w Galii. Wreszcie ma okazję do wykazania się również na in­nych polach.
I tak się zaczyna dobrze wszystkim znana wojna galijska, bellum gallicum, toczona w znacznej mierze na ziemiach dzi­siejszej Francji. Uczniowie gimnazjów o profilu klasycznym do dziś muszą się uczyć o walkach, potyczkach i wojnach, które dzielny, zuchwały Cezar sam opisał. I właśnie te jego pisma i zapiski wciąż utrwalają jego sławę. Istotnie, wiele zawartych w nich informacji wydaje się pokrywać z prawdą. Niewątpli­wie Cezar pokonuje różne ludy niewyobrażalnym sprytem, najwyższym mistrzostwem i niezrównaną odwagą.
Niewątpliwie mądrze postępuje ze swoimi żołnierzami: fraternizuje się z nimi, je tak jak oni marne posiłki, znosi ­największe wyrzeczenia, prawie nie potrzebuje snu, działa z niewiarygodną szybkością i w forsownych marszach prze­mieszcza całe armie i legiony na duże odległości.
Podczas marszów i jazd dyktuje kilku pisarzom jednocze­śnie opisy walk oraz stosowanych w nich zasad taktyki i stra­tegii. Wykazuje zatem nie tylko niebywałą wprost aktywność militarną, ale i propagandową, co do dziś zdumiewa i wzbudza szczery podziw.
Legendarne są jego osobiste akcje. Cezar się nie oszczę­dza, wypatrując pozycji wroga. W przebraniu (np. galijskim) przekrada się przez jego szeregi i ryzykując głowę, jest swoim najlepszym szpiegiem. W rezultacie atakuje celnie i dokład­nie. Bezbłędnie. Stanowi niezwykle ciekawą mieszankę zimnej krwi, bezczelności, odwagi i arogancji. Po morderczym, for­sownym marszu rozpoczyna bez przygotowania najbardziej brawurowe, śmiałe, niespodziewane ataki, całkowicie zaska­kując nieprzyjaciela.
Jest szybki i nieprzewidywalny. Uderza ze swymi legionami nagle, w najgorszą pogodę, o dowolnej porze dnia i nocy, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi są niepomyślne, i zwycięża.
Z właściwą sobie inteligencją rozpoznaje taktykę oraz po­zycje wroga, wnikliwie także studiuje jego zwyczaje i – jak byśmy dziś powiedzieli – struktury społeczne. Zna lepiej ludy germańskie niż ktokolwiek inny. I potrafi tę wiedzę wykorzy­stać. Do perfekcji opanowuje prastarą formułę sprawowania władzy: divide et impera – dziel i rządź. Dla własnej korzyści umiejętnie i skutecznie skłóca ze sobą plemiona germańskie.
Jest nie tylko mądry, ale też niebywale sprytny. Nie tyl­ko kuty na cztery nogi, ale i doskonale poinformowany. A przy tym zdecydowany, pozbawiony skrupułów i odważny. W ­czasie jednej z bitew, gdy jego szeregi zaczynają się chwiać i przerażeni żołnierze rzucają się do ucieczki, natychmiast jest wśród nich, porywa ich swoim przykładem i zmusza, by ponownie spojrzeli wrogowi w oczy. Po czym prowadzi ich do zwycięstwa. Tak, Cezar jest wszędzie. Osobiście negocjuje z nieprzyjaciółmi. Osobiście przekupuje ich wodzów. W razie potrzeby idzie na krótkotrwałe ustępstwa, aby nie musieć cał­kowicie oddać pozycji. Cynicznie wykorzystuje różnice spo­łeczne między germańską szlachtą i prostym ludem. Chwyta się każdego środka. Napuszcza jednych na drugich. Kusi. Nęci. Obiecuje. Wymachuje biczem. Walczy. Przesadza. Udaje. Zwo­dzi. I zwycięża, zwycięża, zwycięża.
Bitwy stoczone przez Cezara mogą zachwycić stratega, ta­kiego jak Napoleon, który prawie 2000 lat później studiował zapamiętale każdą z nich, ale dla nas ich opis jest zbędny.
W roku 58 p.n.e. Cezar wyprawia się na Helwetów, potem zaś na germańskich Swebów i w spektakularny sposób poko­nuje ich dzielnego wodza Ariowista.
W roku 57 p.n.e. zwycięża Belgów. Rok później ponawia triumwirat, owiany legendą związek z Krassusem i Pompe­juszem. Wkrótce potem wyrusza przeciwko plemionom al­pejskim. „Mimochodem” wygrywa jeszcze wojnę morską na całkiem innym froncie.
W roku 55 p.n.e. zwycięża Usipetrów i Tenktererów – ple­miona, o których dziś nikt już nic nie wie.
W tym samym roku przeprawia się do Brytanii i prowadzi tam swoją pierwszą kampanię. Wciąż towarzyszy mu sława, sława i jeszcze raz sława. W roku 54 p.n.e. rozgramia Brytów. Następnie podporządkowuje sobie Nerwiów, Kanutów, Seno­nów, Trewerów i Menapierów oraz wybija Eburonów – ple­miona, których nazwy historia także już zapomniała.
W tym samym czasie pokonuje w Galii legendarnego Wer-cyngetoryksa, wodza Arwernów. Zajmuje kolejne ziemie, idzie od zwycięstwa do zwycięstwa. Jego imię obrasta legendą.
Jest jaśniejącą gwiazdą na firmamencie wodzów, wymie­nianym jednym tchem z Aleksandrem Wielkim i Achillesem. Już dawno przestał być zwykłym człowiekiem. Stał się bogiem wojny, przed którym można tylko klęknąć. Żołnierze widzą go w świetlistej aureoli, przysięgają na niego, bo nagradza ich obfitymi łupami. Jego męstwo, spryt i przenikliwość są trudne do pojęcia.
Wciąż sprzyja mu szczęście. Unosi się na fali zwycięstwa. Zwycięża na morzu i na lądzie. Pełnymi rękami chwyta życie, które rozpieszcza go, oferuje pieniądze, skarby, wpływy. Pa­mięta jednak o Rzymie, gdyż największa rozprawa, najtrud­niejsze zadanie, najważniejszy egzamin jest jeszcze przed nim.
A w Rzymie patrzą na jego sukcesy z mieszanymi uczu­ciami. Nowe prowincje i bogate łupy są błogosławieństwem dla imperium. Lud cieszy się i tańczy na ulicach, do miasta napływają potoki dóbr i towarów, ale Pompejusza, niegdyś niekwestionowanego pierwszego triumwira, od dawna dręczy skrywana zazdrość. Na razie jednak sądzi, że mocno trzyma w ręku wszystkie cugle.
Nieuchronnie wszakże zbliża się moment zderzenia obu gigantów. Krassus już się nie liczy, bo zginął w bitwie. Zaczyna się najciekawsza, najbardziej ekscytująca część życia Cezara.
Wybucha konflikt z Pompejuszem, który dla Rzymu ozna­cza początek morderczej wojny domowej. Zbędne jest opisy­wanie poszczególnych jej etapów, wystarczy uświadomić sobie, że toczy się w całym Imperium Romanum: w Hiszpanii, Gali­lei, w prowincjach północnoafrykańskich, w Egipcie, ­Grecji, Syrii, Palestynie, Ilirii, czyli na niewyobrażalnie wielkim tery­torium. I ciągnie się bardzo długo, bo Cezar walczy nie tylko z Pompejuszem, ale również z jego synami i olbrzymią rzeszą jego zwolenników. Pompejusz dysponuje największą siecią koneksji, jaką można sobie wyobrazić. To drobiazg dla niego wyczarować znikąd wojsko, opłacić je i zaprzysiąc przeciwko dawnemu wspólnikowi, a dziś wrogowi – Cezarowi. Popełnia jednak skandaliczny błąd. Gdy po fiasku wszelkich prób me­diacji, Cezar przekracza Rubikon, decydując się na ostateczne z nim starcie, i staje u wrót Rzymu ze swoim wiernym woj­skiem, dla którego jest bogiem, Pompejusz nie broni miasta, jak uprzednio chełpliwie obiecywał, lecz w popłochu opuszcza Italię. Nocą ucieka do Grecji, aby tam zorganizować „niepoko­naną armię”. Ale Cezar nie ustępuje. Goni go i ściga z miejsca na miejsce, od bitwy do bitwy.
Szczęście na przemian sprzyja to jednemu, to drugiemu, ale bardziej uśmiecha się do Cezara. I nic dziwnego, wszak to chytry, inteligentny bóg wojny, doświadczony wódz, który uczył się wojennego rzemiosła w licznych bitwach stoczonych w Galii i Brytanii. Depcze więc Pompejuszowi po piętach, nie­ustępliwie podąża za nim ślad w ślad, od jednego kraju do dru­giego. Stacza z nim bitwy na lądzie i na morzu. [Nie będziemy zanudzać uczniów szczegółami działań wojennych, bo nic nie wnoszą do zrozumienia sprawy]. W końcu nic już nie może po­móc Pompejuszowi, ani pieniądze, ani stronnicy, ani koneksje.
Ale Cezar od roku 49 p.n.e. jest dyktatorem, ma większe uprawnienia i ma za sobą Wieczne Miasto. Dąży do decydują­cej bitwy, lecz nie za wszelką cenę. Jest na to zbyt sprytny, zbyt mądry. Myśli strategicznie. Wciąż więc ściga swego zaciekłego wroga jak dzikie zwierzę.
Ścierają się floty, wojsko oblega miasta, pustoszy okolice. Mordercza wojna domowa przenosi się do Azji. W 48 roku p.n.e. dochodzi do decydującego starcia i Pompejusz ucieka do Egiptu. Tam nieoczekiwanie zostaje zabity w Aleksandrii, a jego głowę przynoszą Cezarowi. Wydaje się, że wojna do­biegnie końca, ale nie, bo zwolennicy Pompejusza, zwłaszcza jego synowie, walczą zaciekle dalej.
W Aleksandrii Cezar wpada w samo centrum politycznych zawirowań, intryg i machinacji. Tam też zaczyna się polityczna bajka – jego związek z królową Egiptu Kleopatrą. Ich romans opisywano, opiewano i interpretowano w niezliczonych drama­tach, filmach i widowiskach, rzadko troszcząc się o historyczną prawdę. A fakt jest prosty: Kleopatra – rywalizująca ze swym o wiele młodszym bratem Ptolemeuszem o tron – to wyjątkowo utalentowana intrygantka, która dla swoich politycznych celów robi wszystko, żeby usidlić Cezara, władcę Rzymu i świata.
Tak więc zręcznie zarzuca na niego sieć. Cezar znajduje się w trudnej sytuacji, bo stronnictwo Ptolemeusza zdecydowanie nie ma ochoty na współpracę z Rzymem. Za to Kleopatra in­stynktownie wyczuwa swoją polityczną szansę i wysyła pierw­szemu Rzymianinowi słodką wiadomość, że nie ufa już swoim przyjaciołom i bardzo potrzebuje jego pomocy. Potajemnie, zawinięta w dywan, każe się zanieść do pałacu, gdzie prze­bywa Cezar. Dywan zostaje efektownie rozwinięty i wyłania się z niego młoda, piękna, kusząco uwodzicielska królowa. Wdzięczna scenka, nieprawdaż? Nic dziwnego, że wciąż in­spiruje i uskrzydla pisarzy, wierszokletów i scenarzystów. Nie­ważne, kto kogo uwodzi: egipska piękność rzymskiego wodza czy na odwrót. W każdym razie zaczyna się dziki, namiętny romans, podszyty jednak wyrachowaną polityczną kalkulacją obu stron. W końcu z tego związku rodzi się syn, który otrzy­muje imię Cezarion (czyli mały cesarz, mały cezar). Ale nie wybiegajmy zbyt daleko w przyszłość, cofnijmy się o krok, bo historia jest naprawdę interesująca.
Tak więc stronnicy Ptolemeusza próbują za wszelką cenę pokonać Cezara, a przynajmniej zamydlić mu oczy i przepę­dzić go z Aleksandrii.
Jeden z generałów przypuszcza szturm na pałac Cezara. Jednocześnie okręty próbują zatopić rzymską flotę, ale na roz­kaz Cezara zostają obrzucone płonącymi pochodniami i stają w płomieniach. Ogień przenosi się do dzielnicy portowej, na okoliczne domy i budynki. Atak się załamuje i następuje krót­kotrwały odwrót. Zwolennicy Ptolemeusza nie dają jednak za wygraną. Ponownie atakują, usiłują też pokonać Rzymian pod­stępem: napełniają studnie słoną wodą morską. Żołnierzom grozi okrutna śmierć z pragnienia, ale wtedy Cezar, geniusz nie tylko militarny, nakazuje kopać nowe studnie. I znowu szczęście dopisuje zawsze skutecznemu zdobywcy. Rzymianie znajdują świeżą źródlaną wodę, doskonałą do picia. Na nic podstępy i kruczki wroga.
Poza tym Cezar wzywa na odsiecz sprzymierzeńców. Dołą­cza do niego kilku lokalnych wodzów, wspierają go także Żydzi, którym później za tę pomoc sowicie zapłaci. Świta, gdy wojska Cezara i stronników Ptolemeusza zderzają się w ostatniej, decy­dującej bitwie. Podczas niej w wodach świętego Nilu tonie brat Kleopatry, który wpadł do rzeki w ciężkiej złotej zbroi. Zbyt ciężkiej. Jak na ironię, gubi go przepych. Wojna jest skończona.
Cezar każe zwłoki chłopca pochować z należną czcią, a po­tem ustanawia polityczny układ w Egipcie i znowu odchodzi jako zwycięzca.
Czarująca historia, poruszający dramatyzm, chwytający za serce romans. Czegóż chcieć więcej? Wojna i miłość, czyż może być lepsza kombinacja? Jakiż wdzięczny materiał dla pisarzy i filmowców!
Cezar znajduje się u szczytu sławy. W roku 44 p.n.e. jest imperatorem, konsulem i po raz piąty dyktatorem. Wkrótce otrzyma tytuł dyktatora dożywotnio.
Czyż tak jasno świecąca gwiazda może zgasnąć? Jego imię ma magiczne brzmienie. On sam wydaje się własnym pomni­kiem; postacią, której nie można już dotknąć rękami, ogarnąć myślą, pojąć i uchwycić, bo nie mieści się w żadnych ludzkich wymiarach. Urządza mu się widowiskowe pochody triumfal­ne, znaki najwyższego sukcesu. Ma nieograniczoną władzę, jest gwarantem potęgi Imperium Romanum, jego symbolem.
Jak więc najpotężniejszy człowiek na kuli ziemskiej może myśleć, że jest śmiertelny? Pamiętać, że szczęście ma kruchość porcelany? I że bogowie też bywają zawistni? Cezar tak długo wyzywa los, aż pewnego dnia dostaje odpowiedź. Nie wszyscy go uwielbiają. Tysiące Rzymian życzy mu śmierci. Już dawno utworzyły się przeciwko niemu różne ugrupowania. Od dawna jest solą w oku dla republikanów. Pałają zemstą zwolennicy Pompejusza. Rzymskie matki pamiętają morderczą wojnę do­mową. A senat i arystokracja nie mogą mu darować utraty władzy.
Tak więc 15 marca 44 roku p.n.e., w dniu idów marcowych, pojawia się w senacie i tam rzucają się na niego spiskowcy. Do dziś nie wyjaśniono ostatecznie, kto za tym stał, ale praw­dopodobnie nie tylko najsławniejszy mówca Rzymu, wielki Cyceron, lecz i wyznaczony przez Cezara na swojego następcę jego adoptowany syn Brutus, o którym krążyły plotki, że jest biologicznym synem dyktatora, bo ten utrzymywał niegdyś intymne stosunki z jego matką.
Historyk Plutarch tak opisuje śmierć Cezara:
„Ze spiskowców natomiast każdy odsłonił nagi sztylet i Cezar, otoczony przez nich zamkniętym kołem, dokąd tyl­ko zwrócił oczy, wszędzie zobaczył nagle błyskające żelazo. Ze wszystkich stron zaczęto go kłuć, nawet w twarz i oczy, i tak przeszywany ciosami jak jakieś zwierzę dzikie, przecho­dził przez ręce wszystkich spiskowców. Każdy z nich bowiem był zobowiązany przyłożyć rękę do ofiary i umaczać ją w jej krwi. Dlatego to również Brutus zadał mu przynajmniej jedno pchnięcie, w podbrzusze”1.
W ten skrytobójczy sposób, tak nędzną, niegodną śmier­cią, umiera niespodziewanie najpotężniejszy człowiek na kuli ziemskiej. Ginie z rąk ludzi, których uważał za najbardziej zaufanych. Ze swoją przenikliwą inteligencją, zdobytą w wielu wojnach rozwagą i politycznym geniuszem mógł ten zamach przewidzieć, zwłaszcza że został wcześniej ostrzeżony. Ale on żył już w innym świecie. A wraz z ostatnim oddechem prze­stał odgrywać jakąkolwiek rolę i zniknął z życia politycznego, jakby go nigdy nie było.

BEZ MASKI

Tak można by opisać niebywałe, niepowtarzalne, fascynujące życie wielkiego Gajusza Juliusza Cezara, ale znowu nie byłaby to nawet połowa prawdy. Nawet nie jedna setna część prawdy, chociaż tak właśnie, a nie inaczej, przedstawiano ją i przedsta­wia się do dziś w niezliczonych szkołach i na uniwersytetach, przy czym nauczyciele, profesorowie i uczeni jednakowo po­kornie kłaniają się rzymskiemu dyktatorowi w pas. Ale życie Cezara można też opowiedzieć zupełnie inaczej. I to właśnie jest celem i sensem tej książki. Bo uwielbiany i podziwiany Cezar w istocie miał duszę czarną jak kruk, której dotąd nikt tak naprawdę nie odsłonił. Skierujmy więc ostre światło re­flektora na kilka konkretnych faktów, które chętnie zamiata się pod dywan.

Fakt 1:
Naszym zdaniem zbyt mało uwagi poświęcono życiu sek­sualnemu Cezara. Nie wnikano w to, jak traktował kobiety. A traktował je albo instrumentalnie, albo były mu całkowi­cie obojętne, co jest doskonale udokumentowane. Te wy­soko urodzone i wpływowe wykorzystywał do umocnienia swojej władzy, zawiązania politycznych przymierzy i zwięk­szenia własnych wpływów. A te niższego stanu traktował niczym orientalny despota jak chwilowo użyteczne przed-mioty.
Nawet żony zmieniał jak rękawiczki, mając na względzie swoje polityczne cele. Gdy dostrzegał lepszą partię, bez skru­pułów rozwodził się i wyrzucał z domu dotychczasową żonę. Nie poczuwał się do żadnej wierności, nie miał żadnych za­sad moralnych: musiał mieć każdą kobietę, która stanęła na jego drodze. Wszystkie one nic dla niego nie znaczyły, łącznie z Kleopatrą, która urodziła mu dziecko. Tak, nawet ona była mu obojętna.
Pochłaniał kobiety jak kostki cukru z cukiernicy, bez uczu­cia, bez odpowiedzialności, bez zastanowienia. Seks był dla niego środkiem do zaspokojenia libido lub do powiększania władzy. I tylko tyle.
W tym kontekście łatwo zrozumieć jego rozliczne stosunki homoseksualne. Sypiał zarówno z mężczyznami, jak i z ko­bietami; był pozbawionym skrupułów biseksualnym sekso­holikiem. Na początku kariery tylko dlatego zdołał umknąć ścigającemu go Sulli, że – jak wiemy – utrzymywał homosek­sualne stosunki z potężnym wówczas królem Bitynii Niko­medesem IV (do tego incydentu odwoływali się jeszcze 35 lat później jego żołnierze w Galii w satyrycznych wierszach). Alu­zje do homoseksualnej natury Cezara są w literaturze zbyt liczne, by uznać je za pospolite oszczerstwa.
Krążyły plotki, jakoby Cezar rozdziewiczył nawet przybra­nego syna, którego potem (może właśnie dlatego) wyznaczył na swojego następcę. Wykorzystywał więc seks jako politycz­ny środek, na zimno, z wyrachowaniem, bez najmniejszych skrupułów. I chociaż nasza epoka jest w sprawach seksu bez­pruderyjna, to i dzisiaj tak pogardliwe, instrumentalne jego traktowanie nie spotkałoby się z akceptacją, a już w żadnym razie z uznaniem. Nazwano by Cezara zwyczajnym karierowi­czem, dla którego nic nie jest święte; który dla władzy, wpły­wów i zysku jest zdolny do wszystkiego.
Nie, na prywatnej, osobistej płaszczyźnie Cezar był po pro­stu amoralnym, bezdusznym draniem, pozbawionym przy­zwoitości i uczuć. A przy tym cynicznym prześmiewcą, który ze wszystkiego drwił, zawsze miał gotową złośliwą odpowiedź, niczego nie brał poważnie.

Fakt 2:
Tak więc wiemy, że absolutnie wszystko podporządkowywał swoim ambitnym celom politycznym. Z tego też powodu (żeby pozyskać sympatię ludu) otwierał szkoły gladiatorów i organi­zował widowiskowe igrzyska. Co więcej, żeby wkraść się w ła­ski plebsu, urządzał najbardziej brutalne venatio (polowanie i zabijanie na arenie dzikich zwierząt).
Walki gladiatorów były równie okrutnym wyrazem pogar­dy dla człowieka jak dręczenie zwierząt na rzymskich arenach, ale lud trzeba było pozyskać, kupić igrzyskami. Jakież znacze­nie miało życie walczących ze sobą na śmierć ludzi czy zabi­janych zwierząt? Liczyła się uciecha tłumu. Zadowolony tłum to pewne głosy wyborcze, zapewnione poparcie. Dlatego robił wszystko, aby przypodobać się ludowi, aby nie utracić jego przychylności. Pogardzał nim, ale zarazem go przekupywał. I sam prowadził niezwykle wystawne życie.
Był opętanym manią wielkości utracjuszem, samochwałą i chwalipiętą, który wzniecił pożar świata. Nikt nie odważył się go w porę zatrzymać, nikt nie reagował, choć już w młodości zachowywał się tak, jakby był królem Rzymu: sypał wokół złotem i sestercjami, chociaż tonął w długach. Zbyt wielu go podziwiało, zbyt wielu imponował.
Już na początku swojej kariery miał olbrzymie długi. Dla­tego marzył o sukcesach militarnych. Wojna była jego sprzy­mierzeńcem. Nawet domowa. Umożliwiała spłacenie długów w sposób przyzwoity i honorowy. Nie myślał o życiu tysięcy ludzi, myślał o sobie. Ale i na wojnie zachowywał się jak zwy­czajny rabuś. Kradł jak sroka. Grabił cudzą własność, plądro­wał świątynie, zawsze z cynicznym, złośliwym uśmieszkiem na wąskich ustach. Z pełnym cynizmem łamał wysoko rozwinięte prawo rzymskie, do którego odwołują się nawet współcze­śni prawnicy (co prawda państwo rzymskie na to przyzwalało).
Ale chodziło przecież o splądrowanie całego świata. A Ce­zar okazał się w tym mistrzem. Rabował bez najmniejszych zahamowań i jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Był najwięk­szym grabieżcą swojego stulecia. Dzisiaj zapewne wylądował­by za to na wiele lat za kratkami.
Zdobycie Brytanii (nigdy zresztą do końca nieopanowanej) nie było bynajmniej aktem politycznym, jak to chętnie póź­niej sam przedstawiał. Cezarowi chodziło przede wszystkim o słynne połowy pereł, o których krążyły bajeczne opowieści. Zależało mu na łupie, na pieniądzach, na skarbach. Jako do­wódca bezwstydnie plądrował nawet miasta, które poddały się bez oporu. W Galii okradał świątynie. W Rzymie, według historyka Swetoniusza, zrabował 3 tysiące funtów złota z Ka­pitolu i kazał je zastąpić pozłacaną miedzią. Ptolemeuszowi, nieszczęsnemu bratu Kleopatry, zabrał 6 tysięcy talentów. Podczas wojny domowej bezwstydnie ogołocił rzymską kasę państwową: załatwił sobie bezprawnie dostęp do aerium sanc­tum, wyłamał drzwi i bezczelnie zażądał 45 tysięcy sztab złota oraz 30 milionów sestercji2. Krótko mówiąc: rabował wszystko, co tylko wpadło w jego chciwe dłonie. I w ten sposób spłacał swoje astronomiczne długi.
Wielki człowiek czy wielki złodziej?
Działał pod płaszczykiem państwowej tolerancji, ale stawiał się ponad prawem. Prawo istniało dla niego tylko po to, żeby je łamać i naginać. Tak, powiedzmy to otwarcie: Cezar był pozbawionym skrupułów i sumienia złodziejem, który z nie­bywałym rozmachem kradł i rabował wszystko, co się dało.

Fakt 3:
Wszystkie te przestępstwa są niczym w porównaniu z jego prawdziwymi zbrodniami. Bo Cezar jest winien ludobójstwa, choć nie powiedział tego otwarcie żaden historyk, a w każdym razie nie dość wyraźnie.
Przyczynił się do śmierci miliona ludzi, warto to sobie w spokojnej chwili uzmysłowić. Milion zabitych! Nie licząc kalek, wygnańców i uciekinierów.
Cezar był jednak geniuszem autoreklamy. Promowanie siebie doprowadził do perfekcji. Potrafił swoją krwawą dzia­łalność w Galii ubrać w najzręczniejsze i najbardziej wyrafino­wane słowa. Sławiąc swoje czyny, jawnie zaprzeczał prawdzie; serwował wielkie, profesjonalne kłamstwo, bo w istocie liczne wojny w Galii i w innych rzymskich prowincjach niosły ze sobą niewyobrażalne okrucieństwo. Kłamstwa, zdrada, rzezie i handel niewolnikami należały do codziennych zajęć pana Gajusza Juliusza Cezara.
Tak więc z jednej strony opiewał on własne „niemające so­bie równych bohaterskie czyny”, aby robić wrażenie na pozo­stałych w domu Rzymianach, z drugiej zaś wyrzynał całe ludy. W Galii mordował plemię za plemieniem, po kolana brodził we krwi i kazał się jeszcze za to czcić.

Jego triumfy były wszystkim innym, tylko nie bohaterskimi zwycięstwami, odniesionymi w uczciwej walce. A oto kilka twardych, odrażających szczegółów:

1. Mówiliśmy już, że dla Cezara żaden polityczny wybieg nie był zbyt podły, gdy chodziło o pokonanie kogoś, ujarzmie­nie lub podbicie. Skłócał i nastawiał przeciwko sobie poszcze­gólne plemiona germańskie. Konfliktował warstwę wyższą z niższą. Składał wodzom wrogich plemion kuszące propozy­cje. Werbował zdrajców spośród germańskich ludów. Krótko mówiąc: całkowicie bez skrupułów posługiwał się każdym możliwym brudnym chwytem. Kiedyś wezwał do siebie kilku germańskich książąt rze­komo na neutralne pertraktacje, a gdy przybyli, kazał ich podstępnie zamordować. A potem wyciął ich plemiona aż do ostatniego starca i oseska. Był zatem bezwzględnym, bezdusz­nym, brutalnym mordercą.
2. Podsycał wojnę świadomie i celowo. Całkowicie niepo­trzebnie.
Pewnego razu kazał wodzów Senonów i Karnutów wy­chłostać przed straceniem, żeby ich upokorzyć, dla własnej małostkowej, sadystycznej przyjemności.
Był zatem odrażającym sadystą.
3. Nie wahał się podburzać plemiona germańskie jedno przeciwko drugiemu, stosując starą, prymitywną metodę: w barbarzyński sposób równał z ziemią wsie i osady, zabijał, palił i niszczył, aby plemiona obciążały winą swoich przywód­ców za to, że nie pertraktowali z Rzymianami, że nie ugięli kolan. Był zatem podżegaczem wojennym pierwszej klasy.
4. Gdy dzielny, dumny Wercyngetoryks musiał wreszcie uznać, że został pokonany, i oddał się w ręce Rzymian, aby zapobiec wymordowaniu swoich zwolenników, Cezar polecił trzymać go w niewoli przez sześć lat w uwłaczających ludzkiej godności warunkach, aż do swojego wjazdu triumfalnego do Rzymu. Dopiero potem kazał go stracić. Był zatem mściwy i małoduszny.
5. Największego grzechu Cezara jeszcze nie wymieniliśmy. Otóż w najmniejszym stopniu nie zależało mu na Galii ani na jej „wyzwoleniu”, jak to szyderczo nazwano w kilku tekstach. Wszystko robił z myślą o swoim wizerunku; o tym, jak będzie postrzegany w Rzymie. Kreował swój wizerunek niezrówna­nego triumfatora, zwycięskiego, równego bogom wodza, któ­remu nikt nie jest godzien podać kubka wody. Także krwawe bitwy w Brytanii – jak oceniają historycy – stoczył dla pie­niędzy i żeby wywrzeć wrażenie na Rzymie. Propaganda była jego celem, chwała sensem, image, jak byśmy dziś powiedzieli, cichą kalkulacją.
Najokrutniejsze wojny upiększał, stosując najbardziej wy­rafinowane techniki manipulacji: chodziło przecież o to, aby stale przekonywać do siebie senat, arystokrację i lud. Znał wszystkie chwyty wyrafinowanej retoryki i zawsze bezwstyd­nie wysuwał siebie na pierwszy plan. Jest dużym zaniedbaniem historyków, że do dzisiaj bezlitośnie nie zbadali jego pism, nie przeszukali – pod kątem metod kłamania – technik propa­gandy, trików pisarskich, manipulacji. Można by dzięki temu zidentyfikować i zdemaskować podobnych mu współczesnych polityków i zrzucić ich z propagandowego piedestału. Jakoś nie pojawiają się prace habilitacyjne o łgarstwach Cezara, wy­jątkowo sprytnego i biegłego we wszystkich podstępach. A on kłamał jak z nut. Przeinaczał fakty, cynicznie powołując się na ojczyznę, lud, religię. Cóż za pozbawiony skrupułów demagog!
6. Przytoczmy jeszcze raz nagie, nieprzekupne liczby. Pli­niusz mówi, że w wyniku wojen prowadzonych przez Cezara zginęło 1,2 miliona ludzi, nie licząc masakr w czasie wojny domowej. Wellejusz Paterkulus (historyk przyjazny Cezarowi) podaje 400 tysięcy zabitych w samej tylko Galii i tyluż jeńców. Plutarch wymienia milion zabitych i milion jeńców, wspomina też o 300 tysiącach poległych Germanach.
Według Appiana z Aleksandrii w jednej tylko bitwie z Ger­manami zginęło 400 tysięcy ludzi. Niezależnie od tego, ile naprawdę osób poniosło śmierć, liczba miliona zabitych bynaj­mniej nie wydaje się wygórowana i zbędne jest spekulowanie, czy było ich „tylko” pół miliona, czy aż dwa miliony. Pomijając niezliczone rany, okaleczenia, odrąbane ręce, wykłute oczy i sparaliżowane nogi.
Od pewnej chwili Cezar niemal nieprzerwanie prowadził wojnę. On ją kochał, ubóstwiał. Była treścią jego życia.
A zatem nareszcie zobaczyliśmy prawdziwego Cezara. Po­znaliśmy go osobiście. Spojrzeliśmy nagiej prawdzie w oczy.
I wiemy, że wszystko, ale to wszystko, robił z myślą o wy­warciu wrażenia na Rzymie i umocnieniu swojej władzy. Dla­tego finansował budowę olbrzymich gmachów, podniósł żołd i darował żołnierzom niewolników, aby im się przypodobać.
I tu pojawia się jeszcze jeden aspekt sprawy, jeszcze jeden ciemny rys biografii Cezara – handel niewolnikami. Tak, w ten niegodny, podły sposób rzekomo wielki Cezar zgarniał milio­ny sestercji. A bezbożna wojna domowa z Pompejuszem, która pochłonęła niezliczone rzesze synów Rzymu, w czasie której szczuto legiony przeciwko sobie? Jak nazwać tę zbrodnię? Tak, żądny władzy Cezar szkodził własnemu ludowi. Ośmielamy się uznać, że był największym nieszczęściem całej rzymskiej hi­storii. Ale zręcznie się maskował, niebywałe zręcznie. Do dzi­siaj. Krył się za fałszywymi, tendencyjnymi relacjami z kilku wojen.
Jeśli jednak choć trochę wierzy się w prawa człowieka, jeśli widzi się w wojnie najgorszy bicz ludzkości i ma się choćby odrobinę serca i rozumu, nasz wyrok na niego musi być dru­zgocący.
Bo historia dowodzi jednoznacznie, że chciwy i nienasyco­ny Cezar był największym masowym mordercą swoich czasów, a ponadto sadystą, zdrajcą i skrytobójcą.

Dlaczegóż więc podziwiać takiego Cezara?

PYTANIE NAD PYTANIAMI
Podobnie jak w wypadku Aleksandra Wielkiego nasuwa się pytanie, jak przez ponad dwa tysiące lat udawało się mamić ludzi wielkością Cezara? Jak przez tyle wieków można było utrzymywać nad nim aureolę?
To jest pytanie nad pytaniami! Odpowiemy na nie tak wy­czerpująco i zgodnie z prawdą, jak tylko to możliwe, co samo w sobie jest interesującym przedsięwzięciem, bo wykazuje, jak na najwyższych szczytach profesjonalnie przekręca się prawdę.
Ale aby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw opowiedzieć historię Cycerona, wielkiego przeciwni­ka Cezara, bo jego biografia ułatwi nam zrozumienie Cezara.

1Przeł. M. Brożek. Za: L. Canfora, Cäsar, der demokratische Diktator, München 2001, s. 323.

2Ibidem, s. 44.

W KSIĘGARNIACH! DO KUPIENIA M.IN. TUTAJ

Może też zainteresują cię te tematy